Mira - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
DirkPitt1
Publicysta
Posty: 436
Rejestracja: 08 lipca 2015, 13:42
Podziękował(a): 9 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 34 razy
Płeć:

Mira - recenzja

Post autor: DirkPitt1 » 23 marca 2020, 21:47

Mira to gra typu point&click niewielkiego polskiego zespołu (dosłownie dwóch osób), charakteryzująca się ręcznie rysowaną grafiką i opowiadająca historię tytułowej Miry, opiekunki w sierocińcu, która w dziwnych okolicznościach trafia z Krakowa tuż po drugiej wojnie światowej do świata wyjętego wprost ze słowiańskich mitów zwanego Nawią, zamieszkanego przez różne istoty magiczne. To czy Mirze uda się powrócić do Jawii (naszego codziennego świata) będzie zależeć od gracza.
Obrazek
Obrazek
Przygoda zaczyna się od widoku bohaterki tonącej w rzece i zaraz przenosi nas w miejsce, w którym wyrzucona na brzeg protagonistka odzyskuje przytomność. Od tego momentu akcja prowadzona jest dwutorowo; bohaterka stawia pierwsze kroki w Nawii i co jakiś czas pojawiają się retrospekcje wydarzeń, które sprawiły, że się tu znalazła. Nie zdradzając za wiele, powiem tylko, że musiała podjąć decyzję, w której jeden wybór jest zły, drugi równie zły, albo jeszcze gorszy, a wymigać się od decyzji już nie można i najwyraźniej nie potrafiła się pogodzić z tą decyzją. Natomiast w samej krainie magii Mira będzie musiała dowiedzieć się, jak i dlaczego tu trafiła i czy istnieje jakiś sposób na powrót do domu. I czego może od niej chcieć niejaka Mokosz. W tym zadaniu pomoże jej Bzionek, stworek przypominający skrzyżowanie wielkiego chomika ze starwarsowym ewokiem, który posłuży za przewodnika, a w pewnym momencie stanie się też na chwilę grywalną postacią. Właściwie co do fabuły mam mieszane uczucia. Z jednej strony ciekawy początek i fakt, że jedna ze złych postaci wcale nie jest zła tylko po to, żeby w fabule mógł pojawić się jakiś czarny charakter, a pomocne postacie też czasem mają swoje własne powody, żeby tej pomocy udzielić. Z drugiej ten skok Miry do Wisły nie wydaje się taki wiarygodny, bo skoro tak się przejęła trudnym wyborem, to powinna raczej próbować ograniczać szkody i ratować co się da. Wrogość rusałki też nie jest uzasadniona więcej niż dwoma zdaniami i mam wrażenie, jakby twórcy dodali tę postać, żeby rzucić bohaterce pod nogi dodatkowe kłody i jakoś wydłużyć o parę minut krótką rozgrywkę.
Obrazek
Obrazek
No właśnie, jak bardzo krótką? Niestety bardzo. To zabawa na jeden wieczór… bardzo krótki wieczór. Przejście jej od początku do końca zajęło mi 3 godziny i 4 minuty, a wcale się nie spieszyłem i poświęcając czas na dokładne obejrzenie sobie wszystkich plansz. Przy drugim podejściu, gdy chciałem sprawdzić czy moje wybory wpłyną jakoś na zakończenie, nie tracąc czasu na podziwianie widoków i przeklikując kilka mniej ważnych dialogów, ukończyłem grę w godzinę i 20 minut. Nie są to czasy zbyt imponujące. I tak, wybory w grze mają pewien wpływ na zakończenie, bo podejmując inne decyzje dostałem jedną inną opcję w finalnym wyborze, ale tak naprawdę nie ma to większego znaczenia, bo sprowadza się do innego dialogu z Mokosz, a ostatnia scenka i tak byłą identyczna.
Co do zagadek, gra podąża za aktualnym trendem skupiania się bardziej na opowieści i pilnowania, żeby gracz nie zawiesił się na dłużej przy którejś zagadce. Krótko mówiąc, jeśli ktoś chce ponaprężać intelektualną muskulaturę, tutaj nie znajdzie do tego okazji. Stawiane przed graczem wyzwania są bardzo proste, zwłaszcza na początku, gdzie wszystko sprowadza się wręcz do pojedynczego kliknięcia na przedmiot (choćby pomoc Bzionkowi w uporządkowaniu pewnego miejsca polega na kliknięciu pięciu kamiennych płyt, żeby ustawić je do pionu i tyle), albo klikaniu w odpowiedniej kolejności jak przy rozpaleniu ogniska runami (swoją drogą ułożenie tych run, aż się prosiło, żeby aktywować jej w kolejności rysowania pentagramu). Później jest trochę lepiej, bo trzeba ułożyć odpowiednią pieczęć, która otworzy łańcuchy, kliknąć właściwe symbole, odszukać ukryte w obrazkach „litery” czy odpowiednio ustawić kalendarz, ale żadna z tych czynności nie zatrzyma gracza na dłużej. Odrobinę większe wyzwanie może stanowić zagadka z ułożeniem schodów z ruchomych kamieni, ale dla fana gatunku, który zjadł zęby na gatunkowej klasyce również nie będzie stanowić wielkiego kłopotu. Dodajmy do tego całkowity brak zagadek przedmiotowych i bardzo niewiele interaktywnych punktów, które może skomentować Mira i w efekcie mamy bardzo krótki czas rozgrywki.
Obrazek
Obrazek
Niewątpliwą zaletę tej gry stanowi ręcznie rysowana grafika, mająca przypominać ilustracje baśni. Z podobnym zabiegiem mieliśmy do czynienia w Okowach Satinava (tak sobie dawno temu przetłumaczyłem Chains of Satinav i tego tłumaczenia się trzymam, a nie żadnej tam Klątwy Wron), Memorii czy Tormentum, ale tu efekt wyszedł chyba najlepiej i poszczególne sceny śmiało mogłyby znaleźć się w ilustrowanym tomie baśni czy kolejnej edycji podręczników do D&D (choćby lasy Nawii, jako Knieja Neverwinter, z Bełtami w rolach trolli). Tych kilka plansz w Krakowie też prezentuje się bardzo dobrze i zachowuje ten lekko baśniowy klimat. Ładnie też połączono Jawię z Nawią (Wyspiański, jako awatar Welesa czy nawijski odpowiednik Wawelu gdzieś w tle). Jeśli nieruchome kadry wyglądają ładnie, to w grze wygląda to jeszcze lepiej, gdy deszcz pada, gałęzie kołyszą się lekko na wietrze, a wokół krążą Świetle (tutejsza odmiana błędnych ogników). Wszystkie projekty istot magicznych też zasługują na pochwałę. Wyglądają ciekawie i sam nie wiem, wiarygodnie? Jeśli oczywiście można powiedzieć coś takiego o mitycznych stworzeniach. Szkoda tylko, że nie wszystkie wspomniane istoty gracz będzie miał okazję podziwiać w grze. Spotkamy Bzionka, Bełty, Świetle, Borowego, Miernika, żubropodobnego bibliotekarza (cytującego Goethego i Lovecrafta) genialnie wyglądającą rusałkę, czy samą Mokosz, ale już nie Welesa, Peruna, Żmija czy Smoka bynajmniej nie wawelskiego, który w dziewicach nie gustował (chociaż kto go tam wie, może i gustował, ale bynajmniej nie w celach kulinarnych), i którego braku najbardziej mi żal. Swoją drogą kim są te wszystkie stwory można krótko przeczytać w dostępnym w grze leksykonie. Natomiast animacji bohaterki właściwie nie ma. Nie porusza się ona swobodnie po ekranie, a jeśli już, to mamy tylko sugestię ruchu pomiędzy kolejnymi ujęciami i muszę przyznać, że nie przeszkadza mi to zbytnio, bo za sprawą tego ilustratorskiego stylu grafiki i tak czułem się trochę, jakbym przewracał kartki z kolejnymi ilustracjami opowieści, więc ta nieruchomość Miry wcale mnie nie raziła. Jeśli chodzi o dźwięk, muzyka jest moim zdaniem świetnie dopasowana. Smutniejsza, gdzie trzeba, gdzie indziej żywsza, w lasach Nawii odpowiednio tajemnicza, połączona z niezidentyfikowanymi odgłosami. Trochę szkoda, że nie mamy nagranych dialogów, ale tu znów nie jest to szczególnie uciążliwe. Z kwestii technicznych, natrafiłem na kilka literówek i jedno powtórzone zdanie w polskich napisach. Wielki plus dla twórców, swoją drogą, bo w dzisiejszych czasach polska wersja językowa wcale nie jest standardem dla mniejszych polskich gier. Okazjonalnie miałem też problem z dialogami, gdy pole tekstowe stawało się nieaktywne i ne dało się na nie kliknąć, żeby posunąć dialog do przodu, ale na szczęście wystarczyło przesunąć kursor w górę, aż pokazała się belka z opcją przejścia do menu, lub otwarcia leksykony, żeby wszystko wróciło do normy. Zaznaczam, że grałem przed oficjalną premierą gry i te błędy mogą jeszcze zostać wyeliminowane.
Obrazek
Obrazek
Podsumowując, widać, że twórcy mocno skupili się na oprawie graficznej swojej przygodówki, ale lekko zaniedbali parę szczegółów fabuły i kwestię zagadek (nie będę dociekał czy zabrakło pomysłów na więcej, czy chodziło o to, żeby gracz mógł śledzić opowieść nie utykając nigdzie na dłużej). I nie miałbym nic przeciwko zobaczeniu kolejnej części (zwłaszcza, że słowiańska mitologia nie została jeszcze wyeksploatowana na wszelkie możliwe sposoby) z podobną grafiką, ale przynajmniej dwa razy dłuższej i z większą ilością zagadek. A teraz ocena. Ach ta ocena! I co ja biedny mam dać, kiedy serce mówi 8 za piękne oczy (tematyka, grafika i muzyka), a rozum góra 6+ (to za tę długość)? Niech będzie 7. Ocena: 7/10

Plusy:
Grafika
Muzyka
Słowiańska mitologia
Wybory
Polski język

Minusy:
Gra jest bardzo krótka
Niewielki wpływ wyborów na zakończenie
Drobne problemy techniczne
Zbyt proste zagadki
- Bruno, ty chyba masz paranoję.
- Paranoja jest wtedy, gdy nikt nie chce cię zabić. -BS3

ODPOWIEDZ

Wróć do „Mira”