Myst IV: objawienie - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 10828
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 135 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 139 razy
Płeć:

Myst IV: objawienie - recenzja

Post autor: Urszula » 24 stycznia 2012, 19:25

Obrazek
Najlepsza, najpiękniejsza i najtrudniejsza z wydanych dotychczas gier z serii Myst. Minęło 10 lat od jej pierwszej odsłony i jest rzeczą zrozumiałą, że jej wygląd będzie coraz lepszy. Pewnie jednak nikt się nie spodziewał, że nadal utrzyma taki wysoki poziom i spójność z poprzedniczkami, a jej oblicze będzie tak niesamowite. Czeka nas wycieczka po czterech wielkich wiekach. Zobaczymy rodzinną Tomahnę, której nie zdążyliśmy poznać w Myst III Exile, bo od razu ruszyliśmy w pogoń za złodziejaszkiem. Piękną i mistyczną Serenię. Lasy i bagna Heven. Surowe, skaliste i opustoszałe Spire.

Zacznijmy jednak od fabuły, która zawsze była mocną stroną tej serii. Od początku uczestniczymy w życiu tej rodziny i nasza rola jest jasno określona, mamy pomagać. Jak każdy prawdziwy przyjaciel, stawiamy się na wezwanie, gdy pojawia się kolejny problem. Tym razem, po bardzo długiej niewoli Achenara i Sirrusa, przyszedł czas na ich uwolnienie. (Tym, którzy grę zaczęli od tej części, muszę wyjaśnić, mowa jest o synach naszego wielkiego Pisarza Światów.) Ojciec jednak nie wierzy do końca w ich poprawę. Jego żona Catherina natomiast uważa, że ich kara powinna się skończyć i pragnie ich uwolnienia.

Atrus w każdym z więzień zamontował coś na kształt wizjera, który pozwala obserwować synów. Oprócz tego, w komnacie widzeń można poprzez kraty spotkać się z całą rodziną. Catherina chce widywać się i rozmawiać z własnymi synami w normalny sposób, bez krat. Ma nadzieję, że kara zmieniła synów i mogą powrócić na łono rodziny. Atrus ma wątpliwości, chce jeszcze raz sprawdzić wszystko, aby nie popełnić błędu. Musi być pewny, że obaj synowie zasłużyli na to, aby dostać księgę łączącą. My jesteśmy potrzebni, aby wszystko posprawdzać i ocenić przemianę Sirrusa i Achenara. Jak to zwykle bywa, nie wszystko idzie zgodnie z planem, bo najpierw spięcie w pracowni uniemożliwia podgląd więźniów, a potem pojawia się kolejny kłopot, Yeesha jest w niebezpieczeństwie.Naszym zadaniem jest przywrócenie napięcia i ochrona córki. Po raz kolejny zostajemy sami z problemem, a nasz stary przyjaciel ruszyć z nami nie może, ponieważ załatwia coś innego. Co tym razem nam producenci przygotowali, przekonać musicie się sami. Oczywiście polecam wszystkim grę, ale uprzedzam jest to trudna przygodówka, wymagająca uruchomienia wszystkich zmysłów za wyjątkiem węchu i smaku. Jeśli to w jakiś sposób Was zniechęca, to czas najwyższy napisać o grafice.
Obrazek
Nie mam takich umiejętności w pisaniu, aby móc w pełni przekazać piękno tej gry. Postaram się jednak ubrać w słowa to, co widziały moje oczy. Świat ożył i to w dosłownym znaczeniu. Po niebie wiatr przegania chmury i idzie w zawody z ptakami, które dla zabawy dają nura w ocean. Woda płynąca w strumieniach wygląda tak naturalnie, że ma się ochotę zanurzyć rękę, by sprawdzić jej temperaturę. Listki na drzewach poruszane wiatrem, szeleszczą. Zwierzęta wyprawiają harce na drzewach i w zaroślach. W Heven spotykamy Herbivora, a gdy idziemy w jego kierunku - ucieka spłoszony. Miałam ochotę schować się za drzewo, by spokojnie móc go obserwować. To nie wszystko, mamy spotkanie z Mangramee, które są ciekawskimi zwierzątkami, obserwują nas, przekręcając zabawnie główkę. Ma się wrażenie, że zaraz zapytają, kim jesteśmy i co tu robimy. Kraby wylegują się na plaży, albo robią sobie ucztę z ryb. Cienie, rzucane przez drzewa i chmury płynące po niebie, dają wrażenie ochłody przed palącym słońcem. Wyładowania elektryczne są tak realne, że aż się chce wciągnąć więcej powietrza w płuca, aby poczuć zapach ozonu.
Obrazek
W tym świecie postacie odgrywane przez aktorów wyglądają tak normalnie, jakby ci naprawdę tam byli i spacerowali. Słychać ich kroki i nie ma się wrażenia, jakby chodzili w powietrzu, przeciwnie, twardo stąpają po ziemi. Ich gra zasługuje na pochwałę. Z najmłodszego dziecka Atrusa bije radość i beztroska. Sirrius pała żądza zemsty i nienawiści. Achenar to człowiek przegrany, który się poddał i niczego dobrego od życia nie oczekuje.

Mamy dużo więcej postaci, z którymi rozmawiamy. To nowość, do tej pory tego nie było. Mnie ich brak nie przeszkadzał, ale osoby, które czuły się samotnie, teraz takiego uczucia mieć nie będą. To nie znaczy, że spotkane osoby będą razem z nami zwiedzać świat Myst. Będziemy ich spotykać w różnych wiekach i z nimi rozmawiać, ale zadania pokonywać musimy sami.

Dochodzi do tego animacja uruchamianych przez nas mechanizmów, jazda kolejką, lot balonem i cała masa innych filmików, które podnoszą walory tej produkcji. W Serenii jest kwiat, którego wnętrze bije w rytm serca. Bańki mydlane, którymi można się pobawić. Myślę, że nawet największy przeciwnik tej serii musi po obejrzeniu choćby tylko małego kawałka gry przyznać, że jest to arcydzieło.

Ta grafika jest niesamowita i zrobi wrażanie na każdym graczu. Czy to powinno być zachętą? W mojej ocenie tak. Czy to nie wystarcza? Choćbym jeszcze napisała kolejnych dwieście zdań o oprawie graficznej Myst IV, to i tak nie jestem w stanie opisać piękna, które zostało zapisane na jednej malutkiej płycie DVD. Trzeba mieć mocny komputer, by to wszystko zobaczyć.
Obrazek
Kolejny wielki plus to oprawa audio. Znów muszę wyrazić słowami to, co słyszałam, aby choć w przybliżeniu oddać piękno, ale czy to się uda? Twórcą muzyki jest Jack Wall, natomiast wokalem zajął się Peter Gabriel, były członek zespołu Genesis. Taka obsada gwarantuje ucztę dla uszu. Wszystko, co dla nas przygotowali ci artyści, jest zachwycające. Muzyka układa się zgodnie z fabułą gry. Tam, gdzie jest niebezpiecznie, pobrzmiewa groźnie. Gdzie cicho i sielankowo, o­na dostraja się do właśnie takiej scenerii. Każdy wiek ma swą odrębną grafikę i muzykę, podkreślające charakter odwiedzanego przez nas miejsca. Oprócz głównego motywu muzycznego, są odgłosy całego otaczającego nas świata. Wszystko jest w doskonałej harmonii. Muzyka nie zagłusza odgłosów przyrody, tylko dostraja się do niej. Gdy zbliżamy się do strumienia, o­na cichnie, natomiast narasta dźwięk płynącej wody. Wiemy dokładnie, kiedy się od niego oddalamy lub przybliżamy. W Heven są momenty, gdzie jesteśmy blisko niebezpiecznego zwierzaka, słychać jego kroki za nami i oddech na plecach; w miarę jak się oddalamy, odgłos kroków słabnie i czuje się ulgę, że udało się nam uciec. Skrzypienie drzwi, zgrzytanie windy, kroki, których dźwięk zmienia się w zależności po jakim podłożu idziemy, śpiew ptaków i jeszcze cała masa innych odgłosów. Czy słuchanie tego nie może sprawiać wrażenia realności? Jakbym była w środku i przemierzała te wszystkie światy, aby wypełnić swoje zadanie.
Oprawa audio jest tak pięknie zrobiona, że brzmi w głowie długo po wyłączeniu gry. Jeden z utworów pod tytułem Curtains słychać w takim momencie………………… . Nie, to niespodzianka dla wszystkich, którzy zdecydują się zagrać. Gwarantuję, że Wam opadnie szczęka z wrażenia. To kolejny wielki plus.

Jednak nie to jest najważniejsze w przygodówce. Sensem jak zawsze są zagadki. Tutaj nic się nie zmieniło: trzeba patrzeć, czytać, kojarzyć, słuchać, aby rozwiązać wszelkie łamigłówki. Nie jest wcale konieczne posiadanie IQ 150, ale przyda się prawie sokoli wzrok i dobry słuch. Zadania są trudne, dlatego że rozwiązania trzeba umieć poszukać i zauważyć. Mamy zagadki muzyczne, prawie tak trudne, jak w pierwszej odsłonie tej serii. Niektóre wymagają przez chwilę zręcznych palców. Niekiedy rozwiązanie łamigłówki podane jest na widelcu, ale też czasami bywa ukryte bardzo głęboko.
Mamy wszystkie dostępne zagadki, jakie występują w grach przygodowych, za wyjątkiem zbierania i łącznia ze sobą przedmiotów. Może ktoś uzna to za wadę, myślę jednak, że ilość nagromadzonych tutaj zadań do pokonania jest tak duża, że rekompensuje ich brak. Nie mamy niczego pozostawionego przypadkowi, wszystko jest przemyślane i zaplanowane. Krok po kroku, jesteśmy prowadzeni do sedna sprawy.
Fajną sprawą jest również to, że gra nie jest liniowa, można ją rozwiązywać w różnej kolejności. Zawsze można wrócić do księgi łączącej i przenieść się w inny wiek, gdy tam, gdzie jesteśmy, zabrakło nam pomysłu na rozwiązanie. Można grać kilka razy i za każdym razem troszkę inaczej. Wiadomo, że drzwi zawsze otworzę tak samo, ale nie zawsze w takiej samej kolejności.
Mamy swobodę w poruszaniu się i podejmowaniu zadań. Jeśli nawet miałoby się usiąść z solucją na kolanach i rozwiązywać zagadki zerkając do niej, to i tak efekty graficzne i muzyczne dostarczą nam niesamowitych wrażeń.
Obrazek
To nie znaczy, że zachęcam do tego albo uważam, że sobie z nią nie dacie rady. Myślę jednak, że jest to gra, która uczy cierpliwości i każdy, komu jej zabraknie, może zajrzeć do solucji. Jednak żaden opis nie odda uroku tej gry. Chyba, że podejmie się tego wybitny pisarz. Lepiej jednak nie polegać na opiniach osób trzecich, kiedy można sprawdzić to samemu. Trzeba ją zainstalować na komputerze i zapoznać się z przygodówką wszechczasów. Wiele gier powstało wzorując się na tej serii. Nawet noszą nazwę „gry Mysto-podobne”, ale o­ne są tylko podobne, nie są Mystami i nie ma jeszcze żadnej takiej jak Myst IV Objawienie. Jak sam tytuł mówi, ta gra to prawdziwe objawienie.

Sterowanie nie stanowi problemu, gra nie jest już tak kapryśna i niestabilna jak jej poprzedniczka. Instalacja i de-instalacja przebiega gładko. Nowością jest możliwość robienia zdjęć w trakcie gry, co jest o tyle pomocne, że nie musimy przerysowywać całej masy wzorów, teraz wszystko jest uwiecznione na zdjęciu w aparacie. Dysponujemy również amuletem, który użyty w odpowiednim miejscu, pokaże nam zdarzenia z przeszłości w formie krótkiej migawki filmowej. Wiadomości w ten sposób zdobyte podpowiadają i naprowadzają nas na rozwiązanie. Mamy też kompas, który pozwala nam na szybkie przemieszczanie się w obrębie wieku. Świat oglądamy oczami bohatera. Interfejs jest uproszczony maksymalnie. Jeśli to wszystko nie zachęciło Was do sięgnięcia po tę grę, to ja nie umiem lepiej opisać jej piękna. Mam jednak nadzieję, że osoby, które się wahały do tej pory, sięgną po nią, a zagorzali przeciwnicy, przynajmniej nie będą już tak mocno jej krytykować. Jak pisałam na początku, jest to najdłuższa, najpiękniejsza i najtrudniejsza ze wszystkich części Myst i dostaje najwyższą ocenę 10/10 (w pełni zasłużoną.)


Zalety
+ fabuła
+ grafika
+ animacje
+ oprawa audio
+ klimat autentyczności
+ ilość i różnorodność zagadek

Wady

- a co to takiego?

ODPOWIEDZ

Wróć do „Myst IV: objawienie”