Tajne akta: Sam Peters - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2790
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 62 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Tajne akta: Sam Peters - recenzja

Post autor: Adam_OK » 08 maja 2016, 07:33

Obrazek
Nie tak dawno w jednej ze swoich recenzji prosiłem was, byście zastanowili się, co byście zrobili, będąc twórcami znanej serii gier lub filmów. Tam chodziło o stworzenie kolejnej części słynnego cyklu, który w zamierzeniu miał zostać zakończony poprzednią odsłoną. Dziś chciałbym was o to poprosić ponownie, ale tym razem zastanówmy się nad inną kwestią – co zrobić, by wyciągnąć kolejne pieniądze z kieszeni fanów danej serii, ale nie tworząc jej kolejnej części? Odpowiedź jest prosta – zrobić spin–offa. Skoro robią tak nawet największe wytwórnie (patrz: Disney i „Łotr Jeden”, pierwszy z trzech pobocznych filmów w świecie „Gwiezdnych Wojen”), to czemu inne miałyby się przed tym powstrzymywać?

Tym tokiem myślenia jakiś czas temu poszło niemieckie studio Animation Arts (współpracujące z Deep Silver) ze swoim najbardziej znanym przygodówkowym cyklem – Tajne Akta. Otóż po trzech pełnoprawnych jego odsłonach otrzymaliśmy grę nawiązującą do niego, ale z zupełnie inną główną bohaterką. Jest nią tytułowa Sam Peters – niemiecka dziennikarka i podróżniczka, znajoma Maxa. Szuka ona dobrego tematu i w tym celu chciała się spotkać z profesorem Hartingiem. Niestety, okazało się, że naukowiec wyjechał wcześniej, ale naszej reporterce udaje się ustalić cel jego wyprawy – okolice pewnego jeziora w sercu Ghany. Odnaleziono tam zmiany genetyczne w DNA zwierząt wodnych powstałe w wyniku uderzenia meteorytu wiele milionów lat temu. Jak się okaże, wyprawa jest dużo bardziej niebezpieczna, niż mogłoby się początkowo wydawać. Co więcej, główne zagrożenie nie nadejdzie ze strony drapieżnych mieszkańców puszczy, a.... chcielibyście wiedzieć, prawda? Nie ma tak dobrze, to trzeba sprawdzić samemu. Niestety, choć fabuła jest ciekawa, to znalezienie odpowiedzi na to pytanie przychodzi zaskakująco szybko. Na ukończenie tej gry wystarczy bowiem średnio wprawionemu miłośnikowi gatunku około trzech godzin, a nowicjuszom maksymalnie godzinę więcej. Gdyby był to tylko jeden z epizodów większej całości, to można by na to przymknąć oko, ale skoro jest to pełnoprawny tytuł, to taki czas potrzebny na jego ukończenie jest najzwyczajniej w świecie dużym rozczarowaniem.

Obrazek

Na szczęście rozczarowujące nie są zagadki. Pierwsze primo jest takie, że napotykamy tu zarówno zadania przedmiotowe, jak i różnego rodzaju układanki. No dobra, z tym „różnym rodzajem” przesadziłem, bo najczęściej pojawiająca się łamigłówka to złożenie jakiejś większej całości z dostępnych części – będzie tu i klasyczne układanie mapy z kawałków, i montowanie baterii słonecznej potrzebnej do naładowania laptopa profesora. Niestety – tu pojawia się drugie primo – wszystkie te układanki są bardzo proste, przez co, pomimo sporej ich ilości, poziom trudności tej gry jest co najwyżej średni. Na odrębną uwagę zasługują zadania z wykorzystaniem zawartości naszych kieszeni. Nie żeby były one jakieś nielogiczne, albo trudne technicznie do wykonania z powodu niezbyt intuicyjnego interfejsu. O nie, z tym nie ma żadnych kłopotów, zwłaszcza jeśli ktoś grał w choć jedną odsłonę „Tajnych Akt”. O czym więc mówię? A o tym, że zbieramy sporo różnych rzeczy, z których znacznej części potem nie wykorzystujemy. Weźmy takie chrupki czy coś w tym stylu, które kupujemy w automacie. OK, rozumiem, że robimy to, by tenże automat wydał nam resztę w postaci odpowiedniej monety, ale czy nie można było znaleźć jakiegoś konstruktywnego sposobu użycia tychże chrupek (ot, choćby ich zjedzenia)? Albo później w Afryce – znajdujemy sporo różnego sprzętu, m.in. taśmę mierniczą. Wydawać by się mogło, że znalezienie zastosowania dla niej w grze przygodowej nie jest specjalnie trudne, prawda? Otóż nie, twórców gry najwyraźniej to przerosło i rzeczona taśma tylko zajmuje miejsce w inwentarzu i tyle. Ktoś spyta – czemu ja na to narzekam, przecież to nic nowego, a chyba najbardziej znaną grą, w której wiele zebranych przedmiotów się do niczego nie przydaje, jest „Jack Orlando”. Owszem, ale w przypadku opisywanej tu produkcji istnieje spora zależność między tymi „rupieciami” a rozczarowaniem z poprzedniego akapitu. Gdyby bowiem twórcy dodali jakieś zadania, w taki sposób, że każdej rzeczy z inwentarza trzeba by było użyć choć raz, to gra zwyczajnie byłaby dłuższa. Więcej zagadek mogłoby również nieco podnieść stopień trudności, co tylko wyszłoby jej na dobre. Można więc było upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, a tak nie ma nic z tego. Szkoda.

Obrazek

W przypadku grafiki i muzyki też można by użyć stwierdzenia, że dałoby się je zrobić lepiej, ale wtedy zapewne znalazłyby się osoby, które uważałyby te elementy za słabe. A one wcale złe nie są, choć niech nikt nie oczekuje po nich wodotrysków i fajerwerków graficznych na miarę nowego „Dooma”. Według mnie, najlepszym słowem opisującym oprawę wizualną, jest „estetyczna”. Generalnie gra wygląda naprawdę ładnie, kolorowo, dobrze prezentują się lokacje, a i postacie i ich animacja są przynajmniej poprawne. Trochę jedynie szkoda, że spora część filmików to tak naprawdę statyczne obrazki opatrzone komentarzem głównej bohaterki. Co gorsza, te obrazki należy „przewijać” ręcznie, czyli gdy panna Peters skończy gadać, to trzeba kliknąć na strzałkę, aby pojawił się kolejny obrazek. Czyżby twórcom zabrakło środków w budżecie na „normalne” cut-scenki? Jest to jedyne zastrzeżenie odnośnie do tej strony gry. Jeśli zaś mowa o warstwie audio – to jest standardowo. Dźwięki otoczenia brzmią naturalnie, głosy postaci dobrano całkiem nieźle, a kawałki muzyczne umilają rozgrywkę, choć nie zostają w pamięci na długo. O interfejsie już wspominałem, więc nie ma się co powtarzać, zaś o polonizacji pisać nie będę, bo jej najzwyczajniej w świecie nie ma – ta gra nie znalazła uznania u żadnego z rodzimych wydawców, więc nie można w nią zagrać po polsku.

A czy warto poświęcić na nią swój czas i pieniądze? Cóż, jak pisałem, tego pierwszego dużo ona nikomu nie zabierze, więc jeśli i tych drugich również nie zużyjecie zbyt wiele, to czemu nie? W końcu fabularnie i zagadkowo jest całkiem dobrze, graficznie i muzycznie też nie najgorzej. A jeśli ktoś z was jest wielkim fanem serii o Ninie i Maxie, to tym bardziej powinien się z nią zapoznać.


OCENA GRY: 6/10

ZALETY:

+ niezła fabuła
+ sporo łamigłówek
+ całkiem ładna grafika
+ muzyka i dźwięki
+ interfejs

WADY:

- zdecydowanie za krótka
- niewykorzystane przedmioty w ekwipunku
- trochę „niedorobione” filmiki

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Tajne akta: Sam Peters”