Fenimore Fillmore: the westerner - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 10766
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 135 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 136 razy
Płeć:

Fenimore Fillmore: the westerner - recenzja

Post autor: Urszula » 21 stycznia 2012, 19:12

Obrazek

Trzech opryszków wysłanych przez szefa chce kupić ranczo. Farmer nie ma jednak ochoty na sprzedaż. Małe groźby mają spowodować zmianę decyzji. Pojawia się jednak Fenimore Fillmore, który wygląda na faceta umiejącego obchodzić się z bronią. Pomaga o­n odgonić bandytów. Na tym jednak przygoda się nie kończy, a dopiero się zaczyna. Herszt zbójów tak łatwo się nie poddaje. Jego marzeniem jest posiadać wszystko, a dwie farmy nieprzyłączone do jego terenów są solą w oku. Zrobi wszystko, aby je zdobyć. Nasz bohater, jak to wiadomo, będzie musiał obronić biednych farmerów. Gra przewidywalna, tutaj nic nowego nie będzie, jak to w bajkach o Dzikim Zachodzie - jeden sprawiedliwy walczy ze złymi charakterami.

Jest to przygodówka przeznaczona dla młodszych graczy, choć trzeba się umieć obchodzić z bronią i w imię lepszej sprawy rabować pieniądze. Główny bohater okrada wszystkich, i biednych, i bogatych. Niechby jak Janosik tylko bogatych skubał z kasy, to można by było przymknąć na to oko. Troszkę to mało pedagogiczne. Czepiać się jednak tego nie będę, bo znajdą się inne rzeczy do krytykowania.

Pod względem graficznym gra jest bardzo ładna i kolorowa. Mamy ładne animacje i przerywniki filmowe. Wszystko widać jak na dłoni, ze szczegółami - o ile bohater nie zasłoni własnym kapeluszem tego, co mamy zabrać czy przeszukać. Często tak się zdarzało, że ruch kamery był irytujący. Musiałam podchodzić z różnych stron, aby w końcu zobaczyć zawartość szafki. Zwierzęta poruszają się z gracją i ich ruch jest naturalny. Przedmioty zebrane podczas gry mają normalny wygląd i nie trzeba się zastanawiać, co się wzięło do ręki. Grafika jest ładna (trójwymiarowa), ale to za mało, aby się cieszyć grą.
Obrazek

Patch, który jest zainstalowany razem z grą, miał na celu usunąć błędy, ale nie zrobił tego. Było ich bardzo dużo. Czasami postać tańczyła w jakimś obłędnym tańcu, kręcąc się w kółko i nic nie pomogło grzebanie w ustawieniach gry. Trzeba było wyłączyć i ponownie uruchomić bez zapisu, by wróciła do normy. Postacie się zacinały, co zmuszało do użycia klawiszy resetujących program. Nie wiadomo dlaczego czasem brakowało miejsca na kolejny zapis, a po chwili można było ich zrobić pięć z rzędu. Techniczne kłopoty to nie wszystkie wady tej przygodówki.

Oprawa audio to kolejny słaby punkt gry. Wszystkie urządzenia i przedmioty wydawały taki sam, jednostajny odgłos. Drzwi, szuflady i cała masa innych rzeczy skrzypiała tak samo. Podkład muzyczny wszędzie był taki sam i w pewnym momencie denerwował, musiałam go wyłączyć, żeby nie przyprawiał mnie o ból głowy.
Obrazek

Kolejna sprawa - polonizacja. Na opakowaniu jest napisane: „profesjonalne spolszczenie”. Przy pomocy myszki wykonujemy dwa polecenia: użyj i patrz. Wychodzą z tego takie teksty: Użyj: koń, patrz: koń, Użyj: marchewka z koń. Czy gra przeznaczona dla młodszych graczy powinna być tak spolszczona i kaleczyć język polski? Wydaje mi się, że nie. Można by wymieniać jeszcze wiele innych dziwnych zwrotów, niezrozumiałych dla osoby dorosłej, a co dopiero dla młodego gracza. Nadal nie wiem, co to jest „czara w chlewie” albo „maszyna powstająca” i myślę, że większość graczy też nie będzie wiedziała.
Opis gry, umieszczony przez producenta, wiele obiecywał: ”powalający humor, znakomity scenariusz, prześmieszne dialogi". Tymczasem humoru właściwie nie było, chyba, że ja jestem taki drętwus i nie widziałam niczego śmiesznego w tych rozmowach. Dialogi były tak głupkowate, że szkoda nawet o nich pisać, natomiast powalający humor to pewnie spolszczenie, opatrzone napisem "profesjonalne".
Obrazek

Kolejna rzecz to elementy zręcznościowe, których ja osobiście nie toleruję w grach przygodowych, niezależnie czy są łatwe, czy trudne. Miałam strzelać z broni do ubranego na czerwono ludka, a jak trafiłam w ubranego na szaro, padał komentarz ”zabił niewinnego przechodnia”. Mnie to denerwowało. Brak zagadek logicznych, układanek, puzzli, chyba że klikanie w odpowiedniej kolejności na książki w bibliotece uznamy za zagadkę logiczną, to jedna na całą grę jest. Zbieramy różne przedmioty. Przeznaczenie ich jest jasne, ale nie można łączyć przedmiotów w ekwipunku i budować nowych dziwnych urządzeń. Lepiej by wyglądało łączenie sznurka z kijem i przy pomocy takiej wędki łowienie rybki, niż stanie w strumyku i walenie ręką po wodzie. Chyba, że tak się łowi pstrągi, ale ja na wędkarstwie się nie znam. Wpychamy w kieszeń kłody drewna, taczki i całą masę innych przedmiotów. W końcu jakieś przeznaczenie się dla nich znajdzie, a zabrać trzeba, bo można mieć wielki kłopot z powrotem do lokacji i zabraniem tego, co się pominęło. Gdy wpadniemy do chlewika bez lewarka, to umarł w butach i żadnego ruchu już nie wykonamy. Trzeba nam będzie wrócić do wcześniejszego zapisu gry i dobrze, gdy będzie w miarę blisko. Kolejna rzecz, która pewnie miała uatrakcyjnić grę, to pasek żywotności naszego konia. Otóż koń nie lubi jabłek, a do tego żeby się ruszył potrzeba nam marchewki. Nie byłoby tak źle, gdyby się ją zbierało tak samo jak kasę. Niestety, musimy najpierw te marchewki wyhodować, krążąc od pompy wodnej do uprawy z wiaderkiem. Jak już podlejemy kilka razy i nakarmimy swojego konia, to się okaże, że jedna lokacja i pasek życia spada. Jak się człowiek troszkę zapomni, to stanie nam nasza szkapina pośrodku i nie będzie można wrócić na farmę, aby wyhodować kolejne marchewki. Można wprawdzie kupić w sklepie jak się ma kasę. Przezornie producent umieścił jedną marchew w szkolnej ławce, ale to i tak pomysł bardzo nietrafiony. Nudne zajęcie, które wydłuża niepotrzebnie kiepską grę.
Obrazek

Nic właściwie poza grafiką w tej przygodówce nie może zachwycić i po jej ukończeniu każdy będzie żałował wydanej kasy. Producenci nabili nas w butelkę. Szumna zapowiedź i opis gry to tylko chwyt marketingowy okłamujący gracza.

Troszkę dobrej woli, poświecenie większej ilości czasu na spolszczenie tej przygodówki i byłaby produkcja, która młodego człowieka wprowadziła w świat tego rodzaju rozrywki. Zamiast przekonać go, że warto sięgać po taki rodzaj gier, prędzej odstraszy i zniechęci go na całe życie. Nie wiem jak o­na wygląda w oryginale i czy twórcy „The Westerner” mieli poczucie humoru, w wydaniu polskim tego nie widać. Z powodu jej licznych mankamentów moja ostateczna ocena wynosi 4/10. Może jest zbyt surowa, ale uważam, że produkt, który ma się dostać w ręce młodego gracza, powinien być przynajmniej poprawnie spolszczony.
Zalety
+ grafika
+ typowe zbieranie przedmiotów

Wady
- brak zagadek
- polonizacja
- oprawa audio
- jednostajne skrzypienie przedmiotów
- brak humoru (pomimo że to parodia)
- kłopoty techniczne (humorzasta gierka)

ODPOWIEDZ

Wróć do „Fenimore Fillmore: the westerner”