AR-K: a dark acid adventure comedy - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2953
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 67 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 40 razy
Płeć:

AR-K: a dark acid adventure comedy - recenzja

Post autor: Adam_OK » 31 marca 2021, 22:18

Obrazek

Różni ludzie maja różne wizje przyszłości, różnie też potem bywa z trafnością tych przewidywań. Wspomniane wyobrażenia mają też twórcy wielu dzieł popkultury – książek, filmów czy gier. Nie inaczej było z hiszpańskim studio Gato Salvaje, które wypuściło opisywaną tu przygodówkę. Jaka ona jest, to postaram się opisać w niniejszym tekście.

W zasadzie w poprzednim zdaniu jest jedna nieścisłość. Chodzi o sformułowanie „wypuściło”, gdyż jak do tej pory powstały trzy, z planowanych czterech rozdziałów. Ten ostatni miał już kilkukrotnie przekładaną datę premiery, więc ciągle nie wiadomo, jak zakończą się przygody głównej bohaterki i jej przyjaciół. A kierujemy tu poczynaniami niejakiej Alicii Van Volish, młodej dziewczyny, która chciała być policjantką, jak jej ojciec. Niestety, kilka lat wcześniej znaleziono przez pewną złotą kulę, która wpadła w jej posiadanie wydalono ją z akademii policyjnej. W związku z tym Alicja postanowiła zostać dziennikarką i rozpoczęła studia w tym kierunku. Tam trafiła m. in. na profesora Reithermana, który bardzo nie lubi naszej postaci (z wzajemnością) i utrudnia jej życie, jak tylko może. Jakby tego było mało Alicja ponownie staje się posiadaczką wspomnianej złotej kuli i ponownie wplątuje się przez nią w kłopoty. Oczywiście wszystkiego zdradzić nie mogę, niemniej to, co nasza studentka zobaczy (szczególnie w epizodzie trzecim) wywróci jej dotychczasowe życie i sposób myślenia do góry nogami. Szkoda tylko, że póki co historia jest niedokończona i urywa się w bardzo ciekawym momencie. Mimo tego, jak na produkt epizodyczny dostarczył mi on stosunkowo dużo rozrywki, gdyż ukończenie wszystkich trzech dostępnych rozdziałów zajęło mi łącznie około jedenastu godzin, co daje średnią na poziomie ponad trzech godzin na jeden „czapter”. Wynik co najmniej niezły, a jeśli dodamy do tego naprawdę interesującą fabułę, to nic dziwnego, że nie mogę się doczekać premiery finału AR-K.

Nim przejdę do omawiania różnych aspektów typu zagadki czy grafika, to chciałbym chwile opowiedzieć o wizji przyszłości, jaką zaprezentowali nam Hiszpanie w swym dziele. A jest ona dość dziwna i gdyby nie kilka szczegółów, to można by powiedzieć, że akcja gry toczy się w czasach nam współczesnych. W końcu budynki np. uniwersytet, bar, kawiarnia, a nawet wnętrza mieszkań nie odbiegają za bardzo od tego, co sami znamy z naszych miast i miasteczek. OK, jak dotąd nie mamy lewitujących stolików (czyli takich, których blat nie jest oparty na nodze/nogach, a sam unosi się nad ziemią delikatnie poruszając się jedynie w górę lub w dół), ale poza tym wielkich różnic nie ma. Poza tym studenci dalej zdają egzaminy pisząc je w aulach, a odpowiedzi udzielają na kartkach papieru używając do tego tradycyjnych długopisów. Są też znane i nam automaty z napojami w puszkach oraz z kawą, roboty czyszczące (ten w grze jest sporo większy od typowego odkurzacza typu I roomba czy jak to się zwie, ale działa na podobnej zasadzie) i wiele innych rzeczy. Skąd więc wiadomo, że akcja AR-K jest osadzona w przyszłości? Zasadnicze powody są dwa – w rozdziale drugim między lokacjami możemy przemieszczać się korzystając z systemu teleportów (co prawda miejscówek nie ma wiele, więc chodzenie „tradycyjne” nie wydłuża aż tak bardzo czasu gry); poza tym część postaci, jakie napotkamy to kosmici, a jak wiadomo ludzkość do tej pory nie nawiązała kontaktu z żadną pozaziemską rasą istot żywych i nadal nie mamy pewności, że takie rasy istnieją. Tu zaś obcy nie są już tacy obcy i żyją normalnie pośród ludzi, jak właściciel baru Frank, który wygląda jak minotaur. Osobiście lubię klimaty S-F, a ten „tutejszy” jest całkiem niezły, a pewne niedopowiedzenia (np. który to jest rok w świecie AR-K?) dodają tylko smaczku rozgrywce.

Obrazek

Zagadkowo jest bardzo zróżnicowanie. Oczywiście mamy zarówno zadania przedmiotowe, jak i te „puzzlowate”. Tych pierwszych jest zdecydowanie więcej, choć niektóre z nich są mocno pokręcone względnie niedopracowane. Weźmy dla przykładu sytuację z rozdziału drugiego – w pewnym momencie Alicja chce zrobić dla siebie przebranie, a jednym z jego elementów jest hełm. Leżał on sobie w mieszkaniu jednego z bohaterów w widocznym miejscu, niczym nie był zasłonięty, nie był nigdzie schowany itp. Wystarczyło więc go sobie tylko „pożyczyć”, prawda? Nie, bo się okazało, że jest on umieszczony na czymś, co miało imitować głowę i ten hełm leży na tym strasznie ciasno, więc należy użyć na nim łomu, aby zdobyć potrzebny przedmiot. Z kolei w rozdziale trzecim jest mowa o pięciu monetach, więc gdy je zdobyłem, to byłem przekonany, że dzięki temu mogę coś zrobić. Okazało się, że nie, bo niezbędna jest jeszcze jedna, szósta moneta. Innym razem w tym samym epizodzie Alicja i jej kumple chcieli coś ugrać od kolesia, który organizował grę w trzy kubki. Oczywiście, gość oszukiwał, więc nasza bohaterka i jej ekipa postanowili upokorzyć kanciarza. Kombinowałem więc, jak to zrobić, tymczasem chodziło o to, aby samemu go wykiwać. Przez sytuacje tego typu zdarzało mi się utknąć na trochę, na szczęście zbyt wiele ich nie było. Nie za wiele było też łamigłówek, choć nie mogę powiedzieć, że nie było ich wcale. Była np. zagadka dialogowa, choć jak dla mnie trochę dziwna. Chodziło o to, że była to rozmowa z policjantem, więc myślałem, że jak połechcę jego ego, to uzyskam to, co chciałem. Jak się okazało – nie do końca, bo raz trzeba było wybrać opcję umiarkowanie miłą zamiast bardzo miłej. Była też jedna łamigłówka, z jednej strony genialna, ale z drugiej – troszkę niedorobiona. Zagadka ta była bardzo podobna do tej, jaką podobno wymyślił Einstein – tę z pięcioma ludźmi rożnych narodowości, mieszkających w różnokolorowych domach, pijących różne napoje, palący papierosy różnej marki i hodujących różne zwierzęta. W AR-K musimy znaleźć sprawcę morderstwa sprzed dziesięciu lat na podstawie informacji o również pięciu podejrzanych. Znamy ich imiona i musimy do nich dopasować zawód, stanowisko pracy, charakterystyczny zapach, motyw oraz rzecz. Wiedząc, który z tych przedmiotów był narzędziem zbrodni trzeba było wskazać sprawcę. To naprawdę była ciekawa łamigłówka, bardzo oryginalna i zmuszająca do myślenia oraz dająca dużo satysfakcji z rozwiązania. Czego więc mi w niej brakowało? Jakiejś tabelki albo diagramu, w którym można by było zaznaczać posiadane informacje oraz analizować wskazówki. A tak, rzeczony diagram musiałem sobie zrobić sam, ewentualnie można było poszukać czegoś w sieci – jedno i drugie powodowało oderwanie od gry. Generalnie, mimo tego, stronę zagadkową oceniam pozytywnie, choć w kilku miejscach twórcy mogliby się nieco poprawić.

Graficznie jest całkiem ładnie, ale też nie ustrzeżono się niedoróbek, zwłaszcza w dwóch pierwszych częściach. Generalnie wszystko jest w 3D, zarówno lokacje, jak i postacie. O ile te pierwsze są wykonane dobrze, to do tych drugich mam pewne zastrzeżenia, zwłaszcza jeśli idzie o Alicję. Po pierwsze jej włosy wyglądają kiepsko, jakby były ze sobą posklejane. Również jej sposób poruszania się jest nieco sztywny, co dobrze widać zwłaszcza gdy wracamy z uniwersytetu w kierunku baru Franka i swojego pokoju. Na szczęście, w rozdziale trzecim główna bohaterka wygląda lepiej. Nie ma już okularów, zmieniła ubranie, fryzurę, ba nawet zmniejszył się nieco jej biust :P , a i animacja chodu wygląda znacznie bardziej naturalnie. Nie zrozumcie mnie źle – nie powiem, że pierwsze dwa epizody były brzydkie; po prostu widać, że czas przed premierą odcinka twórcy wykorzystali na poprawę oprawy wizualnej, co się chwali.

Obrazek

Zresztą poprawili nie tylko grafikę, ale też interfejs. Po pierwsze – ekwipunek. Zamiast zasłaniającego praktycznie cały ekran inwentarza w „trójce” mamy jedynie wąski pasek na dole. Uważam, że wyszło to na dobre, bo ani w poprzednich częściach, ani w ostatniej nie zbieramy aż tylu przedmiotów. Po drugie – narrator/PDA. Połączyłem te kwestie razem, bo w rozdziale drugim był narrator (ikonka była w lewym górnym rogu), który miał udzielać podpowiedzi. Tyle, że ilekroć chciałem, aby on mi coś doradził, to gadał, że nic nie wie. Natomiast w kolejnej odsłonie w miejscu wspomnianego komentatora było PDA zmodyfikowane nieco przez Franka, dzięki czemu widział on, gdzie jesteśmy, co robimy i w razie potrzeby FAKTYCZNIE udzielał porad. Po trzecie – dialogi. Konkretnie mówiąc chodzi o to, że pierwotnie wybieraliśmy kwestię, którą chcieliśmy powiedzieć z dostępnej listy, a później zamiast tego są ikonki, które robią się zacienione, gdy dany temat zostanie wyczerpany. Poza tym zdarzały się problemy z wyświetlaniem napisów, co objawiało się np. przez to, że niektóre linijki tekstu były urwane. Na szczęście te problemy techniczne panowie rozwiązali i w rozdziale trzecim wszystko hulało, jak powinno.

Dźwiękowo też nie ma co narzekać. Jest to bowiem standard, do którego w wielu produkcjach zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Również muzyczka przygrywająca w tle jest całkiem przyjemna i klimatyczna, choć tak jak lekko wlatuje jednym uchem, tak równie szybko drugim wylatuje. Jeśli zaś idzie o dubbing, to też zaliczę go do udanych, szczególnie głos Alicji wypadł dobrze i przekonująco, choć i aktorzy głosowi wcielający się w postacie drugoplanowe również dobrze wykonali swą pracę.

Obrazek

Kończąc pomału ten tekst wspomnę jeszcze o tym, że gra jest pełna różnych nawiązań oraz elementów humorystycznych. Z tych pierwszych wspomnę o słynnych muszelkach z „Człowieka demolki” oraz o TIE-Fighterze (co prawda widać go jedynie podczas cut-scenki, ale za to bardzo wyraźnie) z ostatniego odcinka. Tych drugich jest całkiem sporo, głównie dlatego, że nasza bohaterka ma dość cięty język i potrafi się odgryźć albo dosadnie i dowcipnie skomentować jakąś sytuację, choć nie tylko np. pełne imię i nazwisko wspomnianego barmana Franka to Frank F. Franky, gdzie „F.” oznacza „Frankie”. Dzięki obu tym elementom grało mi się dużo przyjemniej i chwała twórcom, że one się znalazły w tej produkcji.

Szczerze mówiąc to mam niewielki kłopot z końcową oceną. Gdybym wystawiał ją tylko na podstawie pakietu składającego się z dwóch pierwszych rozdziałów, to dałbym 6, może naciągane 7 punktów. Dokupiłem jednak kolejną część i nie żałuje tego, bo poprawiono w niej wiele usterek z poprzedników, a te dobre zostały. W sumie więc ocena będzie całkiem wysoka, choć mam nadzieję, że najlepsze kawałki twórcy zachowali na ostatni odcinek, który (oby!) powinien niedługo ujrzeć światło dzienne. Tak czy inaczej polecam, zwłaszcza jak ktoś lubi klimaty S-F i ma ochotę na lekką i przyjemną gierkę.

OCENA GRY 7,5/10

ZALETY:

+ niezła fabuła
+ ogólnie rzecz biorąc zagadki, zwłaszcza ta detektywistyczna
+ całkiem udana grafika, szczególnie w epizodzie trzecim
+ oprawa audio
+ humor
+ nawiązania do dzieł popkultury
+ widać, że twórcy uczą się na błędach i je poprawiają

WADY:

- niektóre zagadki są niedopracowane
- trochę usterek technicznych, głównie w rozdziałach pierwszym i drugim

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „AR-K: a dark acid adventure comedy”