Chuchel - recenzja gry

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2790
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 62 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Chuchel - recenzja gry

Post autor: Adam_OK » 02 maja 2020, 12:37

Obrazek
Gry Amanity Design zaliczyć można do kategorii „lekkie, (dosyć) łatwe i przyjemne”. Kolorowy świat i bardzo nietypowi bohaterzy to kolejne cechy charakterystyczne dla tych produkcji. Sięgając po kolejną z nich wiedziałem (mniej więcej) czego mogę się po niej spodziewać. Czy tytuł ten spełnił moje oczekiwania? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie w tym tekście.

Zwykle w tym miejscu pojawia się zarys fabuły i moja krótka opinia o niej. Tym razem będzie inaczej z prostej przyczyny – „Chuchel” takowej nie posiada. Jest to bowiem zbiór plansz, po których porusza się nasz tytułowy bohater. Zazwyczaj goni on inną postać, gdyż obaj rywalizują o... pewien owoc (ja obstawiam, że jest to wisienka, ale dla niektórych może to być czereśnia). Zdarza się też, że naszej postaci, która jest włochatą kulką z cienkimi kończynami i czapeczką na głowie, życie utrudnia również wielka ręka, która wspomnianą wiśnię nam zabiera i umieszcza w jakimś innym, trudno dostępnym miejscu. Naszym celem jest znalezienie sposobu, by jednak ten owoc wpadł w nasze ręce. Zwykle, gdy się to udaje, to dzieje się tak na krótką chwilę, bo albo wspomniana ręka, albo nasz przeciwnik (dla mnie wyglądał on jak skrzyżowanie myszy z jeżem) zabiera nam naszą zdobycz i trzeba znowu się napocić, by ją odzyskać. I tak przez 30 plansz, po których czeka nas dosyć zaskakujące zakończenie (zwłaszcza w kwestii tego kim jest posiadacz owej wielkiej ręki). Nie wiem, jak wam, ale mnie to przypominało nieco niekończącą się pogoń Scratcha (tego wiewióra) z „Epoki Lodowcowej” za żołędziem. I tak jak we wspomnianej serii filmów, tak i tutaj wyglądało to bardzo fajnie, a losy wspomnianej postaci obserwowało się z dużym zainteresowaniem. Niestety, tak jak rola wiewióra w pojedyńczym filmie za wielka nie była, tak i przejście wszystkich plansz nie zajmuje wiele czasu. Niektóre z nich są na tyle proste, że mało kto „zagrzeje” na nich dłużej niż dwie minuty. Są też i takie bardziej skomplikowane, na które trzeba poświęcić więcej czasu, ale i tak, jak się to wszystko zbierze razem w całość, to okazuje się, że cała gra dostarcza rozrywki jedynie na półtorej, może dwie godziny. Trochę to mało, nawet jak na współczesne standardy. Tak więc za podsumowanie tego elementu może posłużyć zdanie: „fajnie było, ale szybko się skończyło”.
Obrazek
Uważny czytelnik zauważy stwierdzenie o niezbyt wysokim poziomie trudności. I faktycznie taki on jest, choć było kilka plansz, które wymagały nieco większego wysiłku intelektualnego. Dla mnie momentami, które zajęły mi nieco więcej czasu była np. sytuacja, w której trzeba było odzyskać owoc z rąk wielkiej, różowej galaretki. Poza tym relatywnie sporo czasu spędziłem na planszy „łazienkowej” (czyli tej m. in. z pastą i szczoteczką do mycia zębów oraz z mydłem w płynie) oraz na tej, w której trzeba było wskoczyć do dziury położonej w górnej części ekranu. Ponadto było też kilka sekwencji zręcznościowych. Może nie były one skomplikowane, a ewentualna pomyłka (polegająca na wciśnięciu przycisku myszy nieco za wcześnie lub za późno) skutkuje co najwyżej cofnięciem na początek danego ekranu (bywa, że dana sekwencja składa się z kilku kolejnych ekranów), ale i tak wolałbym, aby zamiast nich były plansze bardziej złożone albo zawierające jakieś zagadki zwane przeze mnie „puzzlowatymi”. Tak więc w tym elemencie są pewne niedostatki, które muszę uwzględnić w końcowej ocenie.

Trochę podobnie jest z oprawą graficzną. Generalnie jest ona kolorowa i ładna, ale na wielu planszach jest ona również bardzo sterylna. Dla przykładu – wspomniany ekran z wielką galaretką – poza nią, Chuchelem i wisienką to nie ma tam nic więcej. Żadnego elementu tła, żadnej dekoracji, niczego. Czasem zaś, gdy coś w tle jest narysowane, to przypomina to bardziej rysunek siednio-, może ośmioletniego dziecka, a nie profesjonalnego grafika. Ja rozumiem, że inne gry Amanity też miały specyficzną oprawę wizualną, ale w każdej z nich była ona dużo bardziej szczegółowa i zawierająca dużo więcej detali. Tak było i w „Machinarium”, i w „Botaniculi”, a nawet i w pierwszym „Samoroście”. Żeby nie było – to nie jest tak, że potępiam oprawę „Chuchela” w czambuł. To, co jest, to co widziałem było ładne, kolorowe. Postacie, które napotykamy, przedmioty, drzewa i inne elementy, które można zobaczyć na monitorze są naprawdę ładne (w zdecydowanej większości przypadków). Niestety, czasem brakuje oprawie jakości, a gdy ona jest w porządku, to rzucają się w oczy braki ilościowe. Tak więc biorąc to wszystko pod uwagę stronę wizualną tej gry mogę ocenić co najwyżej przeciętnie.
Obrazek
Muzycznie i dźwiękowo jest podobnie, jak i wizualnie. Oznacza to, że jest dosyć „oszczędnie” - towarzyszą nam proste odgłosy oraz krótkie motywy muzyczne. Nie zapadają one na długo w pamięć, choć niektóre z nich bywają nieco drażniące uszy. Biorąc pod uwagę jednak wspomniany wcześniej fakt szybkiego zapominania o nich także irytacja nimi spowodowana szybko mija. To zaś sprawia, że na stronę audio tej produkcji nie zwraca się szczególnej uwagi i jakby jej nie było, to i tak niewiele by to zmieniło w odbiorze całej gry.

Sterowanie też nie należy do skomplikowanych, bo praktycznie wszystkie czynności wykonujemy myszą. Nasza kulka może się nie tylko poruszać w różnych kierunkach, ale też biega, skacze, obsługuje różne urządzenie itp. Czasem też przejmujemy kontrolę nie tylko nad Chuchelem, ale nad „pomieszczeniem”, w którym się ona znajduje. Mam tu na myśli głównie fragment pod koniec rozgrywki, w którym musimy obracać „miejscem”, w którym jest nasz bohater w taki sposób, aby dotarł on do celu. Był to bardzo fajny kawałek gry i miłe urozmaicenie zabawy.
Obrazek
Co jest zaś największą zaletą tego tytułu? Zdecydowanie humor. Co by się nie działo na ekranie, to praktycznie na każdej planszy było coś, co sprawiało, że się śmiałem, czasem wręcz do rozpuku. Ta jedna cecha przysłaniała praktycznie wszystkie niedostatki innych elementów tej gry i była czynnikiem sprawiającym, że chciało mi się ponownie włączyć „Chuchela”. Można wręcz powiedzieć, że tylko i wyłącznie ze względu na humor warto sięgnąć po tę produkcję.

Ogólnie „Chuchel” to udana gra, która zapewni nieco dobrej zabawy każdemu odbiorcy. Celowo użyłem słowa „nieco”, bo choć dobrze wspominam czas spędzony przy tym tytule, to było go stosunkowo mało. Z drugiej strony – jeśli ktoś ma mało czasu, a chciałby się trochę odstresować i nie miał jeszcze okazji zapoznać się z tą produkcją studia Amanita Design, to warto.

OCENA GRY: 6/10

ZALETY:

+ humor
+ kolorowa oprawa graficzna
+ sporo fajnych zagadek

WADY:

- zdecydowanie za krótka
- brak fabuły
- na niektórych planszach mało elementów tła
- za niski poziom trudności
- czasówki/zręcznościówki (owszem proste, ale niestety są)
Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Chuchel”