Thimbleweed Park - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2897
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 64 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Thimbleweed Park - recenzja

Post autor: Adam_OK » 30 grudnia 2020, 18:07

Obrazek

Praktycznie każdy pełnoletni człowiek czasem sobie pomyśli, że „kiedyś to było lepiej”. Zapewne z tego założenia wychodzili też twórcy gier, którzy już kilkanaście lat temu stwierdzili, że grafika 2D wcale taka zła nie była i wielu z nich do niej powróciło, dzięki czemu powstał tzw. pixel art. Jednym z najbardziej znanych i uznanych przedstawicieli tego nurtu jest wydany w 2017 roku „Thimbleweed Park”. Dziś przyjrzę mu się nieco dokładniej próbując ustalić, czy rzeczywiście jest to produkcja godna uwagi.

Tytułowe miasteczko liczy sobie ledwie kilkudziesięciu mieszkańców i wydawać by się mogło, że życie w nim płynie spokojnie i powoli. Zapewne przez jakiś czas tak było, ale któregoś dnia w rzece znaleziono ciało nieznajomego, który był gościem miejscowego hotelu. Mordercę próbuje wytropić para agentów FBI wspomagana przez lokalne władze w postaci miejscowego szeryfa. Tyle, że nawet aresztowanie podejrzanego nie kończy gry, bo jest to zaledwie przykrywka do wydarzeń z jej drugiej połowy. Główne zadanie będzie polegało na tym, by dostać się do zamkniętej i opuszczonej fabryki poduszek, której właściciel i dyrektor w jednej osobie niedawno zmarł. W tym celu para agentów będzie współpracować ze zgorzkniałym klaunem, który kiedyś był sławny i bogaty, ale wszystko stracił oraz z bratanicą zmarłego właściciela, która aktualnie pracuje w firmie tworzącej gry przygodowe. Każdą z tych postaci będziemy mogli sterować, podobnie jak duchem ojca wspomnianej programistki (w growej teraźniejszości, czyli w roku 1987), jak i jego cielesną wersją (w krótkiej retrospekcji). Zarówno to, że mamy kilka postaci, których poczynaniami możemy sterować i że możemy się między nimi przełączać w dowolnym momencie, oraz te krótkie fragmenty, w których cofamy się w przeszłość zaliczam do naprawdę fajnych zabiegów. Dzięki nim możemy się lepiej wczuć w opowiedzianą tu historię i przyjrzeć się jej z kilku różnych punktów widzenia. A jeśli do tego doda się fakt, że fabuła jest naprawdę długa (mnie ukończenie tej gry zajęło około trzynastu godzin) i ciekawa (naprawdę nie czuje się, kiedy ten czas mija; nieraz miałem tak, że chciałem pograć sobie chwilę, a kończyło się na paru godzinach), to naprawdę nie pozostaje mi nic innego, jak stwierdzić, że ten element gry jest jego bardzo mocną stroną.

Obrazek

Zagadkowo też jest nienajgorzej. Jak to zazwyczaj bywa, tak i tu mamy zadania przedmiotowe, jak i te, które określam mianem „puzzlowatych”, i jak to często jest, tak i tutaj zdecydowaną przewagę ilościową mają te pierwsze. Jeśli o mnie chodzi, to zastrzeżeń, co do ich wykonania nie mam – są one logiczne, a zawartość naszych kieszeni wykorzystujemy zgodnie z ich przeznaczeniem. Poza tym, jak nietrudno się domyślić, skoro mamy kilka grywalnych postaci, to mogą one się wymieniać zawartością swoich ekwipunków. To powoduje, że trzeba nieco więcej kombinować, co czyni rozgrywkę ciekawszą. To jednak nie wszystko – czasem potrzebna jest współpraca przynajmniej dwóch bohaterów, co jeszcze bardziej urozmaica zabawę. Szkoda tylko, że podobnie pomysłowi nie byli twórcy w kwestii zagadek logicznych. Mamy ich tu bowiem bardzo mało, a to, co jest, niczym specjalnym się nie wyróżnia – otwieranie sejfu, deaktywacja robotów strażniczych itp. Co gorsze, podpowiedzi, jakie znajdujemy w zasadzie podają gotowe rozwiązanie, wystarczy więc tylko jest zastosować i tyle. Nie oznacza to jednak, że gra jest prosta i że nie można się zaciąć, o nie. Aby momentów „zawiechy” gracze mieli jak najmniej zaimplementowano system podpowiedzi, do którego mam jednak kilka zastrzeżeń. Po pierwsze, aby z niego skorzystać, jedna z postaci musi zadzwonić pod wskazany numer „ratunkowy”, co oznacza, że jeśli nie ma w pobliżu telefonu, to trzeba go najpierw znaleźć. Teoretycznie żeńska połowa z pary agentów posiada ówczesną komórkę, ale ona nie w każdym miejscu ma zasięg. Po drugie – podczas rozmowy z „podpowiadaczem” można poruszyć tylko jeden temat, więc jeśli ktoś chce się dowiedzieć czegoś o kilku sprawach, to musi wykonać kilka telefonów. Po trzecie – wskazówki bywają różnego kalibru – raz są takie, że trudno zgadnąć, o co chodzi, a raz takie, że podają rozwiązanie na tacy. Tak więc można by go było nieco bardziej dopracować, można by też dodać kilka zadań nieprzedmiotowych. Wtedy oceniłbym ten element bardzo pozytywnie, a tak jest tylko przyzwoicie.

Obrazek

Graficznie jest za to bardzo ładnie. Jak pisałem wcześniej, jest to typowy pixel art, ale jest to również bardzo ładny pixel art. Bardzo wyraźnie zaznaczone kontury przedmiotów (oczywiście, nie są one idealnie gładkie, ale „postrzępione”; nie są jednak też tak rozmazane jak to ma miejsce choćby w „Primordii”) , miejsc czy postaci, spora ilość szczegółów oraz dość wysoka rozdzielczość sprawiają, że chciałoby się, aby każda gra przedstawiona w tym stylu była wykonana właśnie tak jak ta. Do tego trzeba też dodać głęboko nasycone kolory oraz bardzo różnorodną paletę barw, dzięki czemu ta produkcja ma swój niepowtarzalny urok. Do animacji czy przerywników filmowych też się nie będę specjalnie czepiał, bo są one naprawdę dobrze wykonane. Tak więc oprawa wizualna tego tytułu zasługuje ze wszech miar na pochwalę.

Z oprawą dźwiękową też jest w porządku. Wszystkie odgłosy brzmią tak, jak należałoby się tego spodziewać. Muzyka w tle nie rzuca się specjalnie w uszy, ale jak się chwilę na niej skupi swą uwagę, to się ją docenia, bo jest bardzo klimatyczna. Również pozytywnie oceniam aktorów dubbingowych, bo wykonali swą pracę tak, jak powinni. Jedyna moja uwaga odnosi się do tego, że nie można przewijać kwestii dialogowych, więc czasem trzeba wysłuchać po raz drugi, trzeci czy któryś kolejny tej samej kwestii, ale to drobiazg. Generalnie dobrze jest i tak to zostawię.

Obrazek

Na koniec słów kilka o sterowaniu. Teoretycznie wszystkie polecenia wydajemy myszą, ale robimy to tak, jak to było wiele lat temu czyli najpierw wybieramy z listy odpowiedni czasownik (np. otwórz) i go klikamy, a potem klikamy na obiekcie, którego ta czynność dotyczy (np. drzwi). Dla młodszych graczy może to być niewygodne, ale uważam, że powinni i oni szybko opanować ten interfejs, bo aż taki zły to on nie jest. Z kolei weterani powinni szybko przypomnieć sobie stare, dobre czasy kiedy to taki system był na porządku dziennym. Są też różne nawiązania do ówczesnej (jak na rok, w którym się toczy akcja gry) firmy Lucas Film Games i ich dzieł (np. do pierwszej „Małpiej Wyspy”), ale nie tylko (para agentów FBI ABSOLUTNIE nikogo nie przypomina :P ) które nadają odpowiedniego smaczku całości. Poza tym mamy też możliwość samodzielnego wykonania zapisu stanu gry w dowolnym momencie, który wspomagany jest przez autosejw. Tradycyjnie też polskiej wersji językowej brak, ale to chyba (niestety) nie powinno nikogo obecnie dziwić.

Podobnie nie powinna budzić zdziwienia moja wysoka ocena tego tytułu. Zapewnia on długą, ciekawą historię, dobrze wykonaną, choć oczywiście nie pozbawioną wad, zwłaszcza w kwestii zagadek logicznych (jest ich za mało) oraz systemu podpowiedzi. Jeśli ktoś z Was nie zagrał jeszcze w „Thimbleweed Park”, to niech jak najszybciej nadrobi tę zaległość, bo to świetny tytuł, zwłaszcza na długie, zimowe wieczory.

OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ długa i ciekawa fabuła
+ kilka grywalnych postaci
+ bardzo ładna grafika
+ dobra oprawa audio
+ interfejs i sterowanie
+ różne nawiązania do popkultury
+ możliwość samodzielnego zapisywania stanu gry

WADY:

- za mało zagadek nieprzedmiotowych
- niedopracowany system podpowiedzi

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Thimbleweed Park”