Drakula 3: the path of the dragon - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2829
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 63 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Drakula 3: the path of the dragon - recenzja

Post autor: Adam_OK » 30 maja 2013, 14:23

Obrazek
Zwykle, gdy w moje ręce trafia gierka z jakimś numerkiem w tytule oznacza to, że jest to kontynuacja jakiejś innej produkcji i że znajdę w niej pewne nawiązania do wcześniejszych części. Oczywiście, jak od każdej reguły, tak i tu zdarzają się wyjątki, a takim najbardziej znanym przygodówkomaniakom odstępstwem jest seria Atlantis. Od niedawna do tej listy można dopisać również serię gier o Drakuli, gdyż gra z numerkiem 3 niewiele ma wspólnego z tymi z cyferkami 1 i 2. O szczegółach tych różnic napiszę poniżej.

Podstawową kwestią jest główny bohater, którego poczynaniami kierujemy. Tym razem nie jest to Johnatan Harker, ale Arno Moriani. Młody duchowny zostaje wysłany do Rumunii, aby zbadać sprawę Marthy Calugarul. Ta lekarka, zmarła kilka miesięcy wcześniej ma zostać ogłoszona świętą, więc Arno, jako adwokat diabła, musi sprawdzić czy ona faktycznie na to zasługuje. Jednym z czynników, jakim trzeba się przyjrzeć są stygmaty na jej ciele i zbadać, czy są one pochodzenia boskiego, czy też nie. Dosyć szybko odkryjemy, że Martha więcej niż ze świętością wspólnego ma z Vladem Tepesem zwanym Palownikiem, a jeszcze lepiej pod mianem Drakuli. Szybko więc zmieni się zakres naszych zainteresowań, którymi będą wampiry i to, co się z nimi wiąże. Nasz główny cel będzie polegał na przejściu tytułową Ścieżką Smoka, by na jej końcu zmierzyć się z samym hrabią. Nie będzie to łatwe, ale czyż nie takie rzeczy się robiło w grach?

Obrazek

Poprzednie pytanie jest oczywiście retoryczne, gdyż każdy miłośnik przygodówek, który ukończył choć kilka z nich wie, że w nich wszystko jest możliwe i że wszystko jest tylko kwestią czasu. Tego, który trzeba poświęcić na ukończenie omawianej tu produkcji studia Kheops, nie jest aż tak wiele. Na moje oko 10 godzin to wystarczający czas dla przeciętnego gracza, dla początkującego może to być maksymalnie 15 godzin. Jak na obecne czasy to wynik nienajgorszy, choć osiągnięty on został m.in. przez niektóre, sztucznie wydłużone, zagadki (o nich za chwilę). No dobrze, ale czy to był czas przyjemny? Cóż, skoro gra ma w tytule imię najsłynniejszego wampira, to przyjemności trudno się spodziewać, raczej oczekuje się klimatu grozy, napięcia i horroru. Niestety, po raz kolejny przekonujemy się, że oczekiwania i stan faktyczny niewiele mają ze sobą wspólnego. Owszem, miasteczko w którym toczy się większa część akcji jest zrujnowane i zniszczone przez działania wojenne (chodzi o pierwszą wojnę światową, gdyż działamy w roku 1920). Owszem, trup się ściele dosyć gęsto (biorąc pod uwagę ilość napotkanych postaci). Owszem, „zwiedzamy” cmentarze, grobowce, jaskinie i inne, równie przytulne miejsca, ale to za mało aby zbudować odpowiedni klimat. Całość ratuje trochę oprawa muzyczna i niektóre filmiki, ale momentów w których można się przestraszyć jest tak mało, że można je policzyć na jednym palcu..., e coś pomieszałem (ech, te wspomnienia), powinno być: „na palcach jednej ręki”. Szkoda.

Obrazek

Na szczęście zagadek jest więcej, gdyż aby je wszystkie porachować potrzebne będą przynajmniej obie dłonie. Te, które spotkamy na początku są stosunkowo proste, z nich trochę dłużej zatrzymałem się jedynie przy ustalaniu grup krwi kilku próbek, gdyż trzeba było samemu dojść, jak te grupy określić. Poza tym pierwsze godziny zabawy upłynęły mi stosunkowo szybko, gdyż wiedziałem, co i jak mam zrobić. Schody zaczęły się wraz z rozwojem akcji. Tu wspomnę najpierw o łamigłówce, której trzeba było z tekstu odczytać pionowo lub skośnie słowa albo liczby zapisane rzymskimi cyframi. O ile to drugie, to dla kogoś, kto skończył przynajmniej podstawówkę nic niezwykłego, o tyle to pierwsze może sprawić pewne trudności. Wynikają one z faktu, ze te słowa zostały napisane po łacinie, a ten język nie jest obecnie zbyt popularny. Owszem wyrazy takie jak „smok” są znane, ale ręce do góry, kto wie, jak po łacinie jest „wschodzące słońce”? Coś tych rąk nie widzę i się temu nie dziwię, bo sam nie wiem. Poza tym pod koniec gry są dwie zagadki, w których wykorzystany został ciąg Fibonacciego. Jako, że lubię matematykę, to wiem co nieco o nim, ale jak mam się domyśleć, że chodzi o niego, gdy mowa o „ciągu nieśmiertelnych”? Owszem, jest on ściśle powiązany ze złotym podziałem, który bywa nazywany boskim, a bogowie jak wiadomo są nieśmiertelni, ale wpaść na to samemu jest naprawdę ciężko. Mnie było, i to pomimo faktu, że złote cięcie i to, co się z nim wiąże nie jest mi obce, więc co ma powiedzieć ktoś, kto na nazwisko Fibonacci zareaguje „A to jakiś włoski piłkarz albo aktor?”. Na koniec o tych sztucznych wydłużaczach. Jednym z nich jest łamigłówka polegająca na zbadaniu ponownie próbek krwi i określeniu ilości i rodzaju granulocytów w nich występujących. Nie jest to może jakoś bardzo skomplikowane, podpowiedź do tej zagadki jest pod ręką (czego nie można powiedzieć w każdym przypadku w tej grze), ale jest to żmudne. Trzeba bowiem wykonać ściśle określoną sekwencję czynności, która zwyczajnie w świecie jest za długa. Są też zadania, do których podpowiedzi są tak zakamuflowane i aby je odnaleźć należy przewertować stosy dokumentów, zdjęć, obrazów itp. Nie wiem, czy każdy znajdzie w sobie na to cierpliwość, mi pod koniec zabawy jej zabrakło. Było tak szczególnie w przypadku zaszyfrowanych listów jednego z bohaterów, gdyż ta łamigłówka łączyła dwie ostatnio wspomniane cechy – podpowiedzi dobrze ukryte i długość rozwiązywania. Na szczęście były też i zadania bardziej tradycyjne, jak „krew, pot i łzy”, więc można było poćwiczyć swoje szare komórki bez marudzenia i narzekania na to czy tamto. W sumie więc ciężko mi jednoznacznie ocenić zagadki, ale myślę, że każdemu coś przypadnie do gustu, a coś go przyprawi o kilka siwych włosów.

Obrazek

Na szczęście inne elementy można ocenić jednoznacznie. I tak na pierwszy ogień pójdzie grafika. Jest ona naprawdę dobra, lokacje szczegółowe, a postacie poruszają się w sposób, który można uznać za naturalny. Mnie bardzo podobało się miasteczko Vladoviste, które wyglądało co najmniej tak, jakby zostało przeniesione z jakiegoś filmu wojennego. Opustoszałe uliczki, zniszczone domy czy ruiny zamku robiły naprawdę dobre wrażenie i przyczyniały się do budowania klimatu grozy (co nie całkiem się udało, ale o tym już wspominałem). Największy jednak w tym klimacie miały niektóre filmiki np. ten, który można było zobaczyć, gdy szło się na cmentarz albo z niego wracało. Co prawda, po kilkukrotnym obejrzeniu tej samej animacji miało się ochotę ją przewinąć, ale i tak uważam ją za pozytywny element. Były oczywiście też dużo bardziej klimatyczne przerywniki, np. sny Arno, ale były też i takie, które pasowały do tej gry jak pięść do oka. Tu szczególnie mam na myśli filmik pokazujący, jak nasz ksiądz ... myje ręce. Związane to było z zagadkami z próbkami krwi (wiadomo, chodziło o zachowanie czystości i sterylności), no ale przepraszam – po co taką animację dano w tym tytule? Czyżby swoje rączki maczał w tej sprawie popularny bohater popularnej polskiej telenoweli? Nawet jeśli nie, to czemu miała ona służyć? Ciężko podejrzewać aby ten przerywnik np. miał budować nastrój niepokoju i napięcia (chyba, że ktoś ma bakteriofobię jak detektyw Monk). Równie pasjonujące było oglądanie, jak nasze alter ego siedzi w przedziale kolejowym i zasypia nad książką. Mimo tych wpadek uważam, że najnowsza odsłona otrzymała oprawę graficzną stojącą na dobrym poziomie.

Równie dobrą ocenę, a nawet lepszą wystawię oprawie muzycznej. Raz dlatego, ze w trakcie rozgrywki towarzyszyło nam sporo różnorodnych kawałków. Dwa – to one sprawiały, że przez cały czas wiedziałem, jaka jest tematyka gry i że ma to być horror. To właśnie dzięki muzyce wspomniane wyżej sny Arno są tak klimatyczne. To dzięki odgłosom z głośników lub słuchawek można było się kilka razy przestraszyć, mnie się to zdarzyło np. gdy chciałem wyjść z kliniki na podwórze i gdy złapałem za klamkę za drzwiami pojawił się wielki pies i zaczął tak realistycznie szczekać, że myślałem, że on mnie zaraz naprawdę zaatakuje. Krótko mówiąc – świetna robota.

Obrazek

Teraz kilka słów o sterowaniu. Jest to tradycyjne point&click z węzłowym sposobem poruszania się (zwanym również metodą żabich skoków). Dzięki temu jest ono bardzo proste do opanowania i nawet nowicjusze w gatunku nie będą mieć z nim problemów. Z rzeczy wartych uwagi dodam tylko, ze rzeczy do ekwipunku przechodzą najpierw przez etap pośredni, skąd można je rozmieścić na kilku kartach, do których dostęp uzyskujemy klikając na odpowiedniej zakładce. Może to brzmi skomplikowanie, ale każdy, kto zna choćby jedną z poprzednich produkcji studia Kheops (np. Powrót na Tajemniczą Wyspę, Podróż na Księżyc czy Kurs: Wyspa Skarbów) poczuje się jak u siebie w domu. Niektóre rzeczy będą występowały w inwentarzu zarówno jako przedmioty do użycia, jak i dokumenty. Te ostatnie można poukładać dowolnie np. według czasu albo miejsca ich znalezienia. Ułatwia to trochę poruszanie się w nich i szukanie podpowiedzi do zagadek.

Pewnym ułatwieniem (szczególnie dla osób, które słabo znają języki obce) będzie fakt, że ta gra ukazała się w polskiej wersji językowej. Co więcej, jest to wersja kinowa, a więc przetłumaczono jedynie napisy, pozostawiając oryginalne głosy. Tekstu do tłumaczenia było sporo, ale wykonano to dobrze, żadnych rażących wpadek językowych nie stwierdziłem. Wszystkie zastosowane czcionki są czytelne, wyraźne i mają odpowiedni rozmiar. Krótko mówiąc polonizację uważam za udaną.

Obrazek

A czy całokształt też jest udany? Niestety, nie całkiem. Fabuła dosyć ciekawa, sporo zagadek, do tego oprawa audio – wizualna stojąca na odpowiednim poziomie to elementy, które przemawiają na korzyść tego tytułu. Z drugiej strony są praktycznie zerowy klimat grozy, nieciekawe animacje typu mycie rączek czy niektóre łamigłówki – żmudne i przekombinowane. W sumie więc najnowsza część serii jest typowym średniakiem, z którym można się zapoznać, ale który nie zostanie długo w pamięci gracza. Szkoda, bo chyba wszyscy oczekiwaliśmy czegoś więcej.
OCENA GRY: 7/10

ZALETY:
+ niezła fabuła
+ oprawa audio –wizualna
+ sterowanie
+ polonizacja
+ niektóre zagadki są ciekawe...

WADY:
- ... a inne są przekombinowane
- brak klimatu grozy
- niektóre przerywniki filmowe
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dracula 3: the path of the dragon”