Toonstruck - recenzja

Awatar użytkownika
DirkPitt1
Publicysta
Posty: 396
Rejestracja: 08 lipca 2015, 13:42
Podziękował(a): 7 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 23 razy
Płeć: Mężczyzna

Toonstruck - recenzja

Postautor: DirkPitt1 » 21 sierpnia 2019, 15:40

Ostatnio, grający akurat w Baldur’s Gate, kolega zapytał mnie: „Co byś zrobił, gdybyś nagle znalazł się w Faerunie?”. Odparłem: „Jak to co? Zginąłbym w dwie godziny. No chyba, że wylądowałbym tam nie we własnej osobie, a w postaci mojego doświadczonego, półelfiego łotrzyka. Wtedy może przetrwałbym parę dni”. (Nie ma to, jak rozumieć własne ograniczenia). Podobne pytanie musiało chodzić po głowach pracownikom studia Burst, producenta, pochodzącej z 1996 roku przygodowej gry Toonstruck. Gra to rysowana przygodówka 2D, połączona z filmikami z żywymi aktorami. Podobny efekt można było zobaczyć w filmie „Kto wrobił królika Rogera?”.

ObrazekObrazek

W Toonstruck gracz wciela się w Drew Blanca, rysownika filmów animowanych i twórcę popularnego serialu animowanego o przesłodkich, puszystych króliczkach Fluffy Fluffy Bun Bun. Skoro serial odniósł sukces, to Drew musi być pewnie znany i bogaty? Nic z tego, nasz bohater jest niedocenianym, wypalonym zawodowo, szeregowym pracownikiem. Jak gdyby wieczna frustracja i niemoc twórcza nie były wystarczającym problemem, szef wzywa go do siebie i poleca mu odświeżenie formuły serialu, czyli… wprowadzenie grupy nowych, przesłodkich i puszystych króliczków. Oczywiście, jako wyrozumiały i ceniący swoich pracowników pracodawca, szef nie chce nadmiernie popędzać podwładnego i poleca by gotowy projekt znalazł się na jego biurku następnego dnia rano (mógłby przecież zażądać przedstawienia nowych postaci w ciągu godziny).

Co w takiej sytuacji zrobi szanujący się artysta? Z pewnością krzyknie „Veto, nie pozwalam! Żadnych więcej puszystych i milusich paskudztw, ty (tu następuje długi potok słów, których nie mogę powtórzyć publicznie)”. Otóż niekoniecznie. Życie rządzi się swoimi prawami i jeśli człowiek chce wciąż cieszyć się takimi udogodnieniami jak dach nad głową i jedzenie każdego dnia, musi czasem powiedzieć: „Tak, szefie, doskonały pomysł. Cokolwiek pan sobie życzy”. Blanc nie jest w ciemię bity, więc skwapliwie korzysta z tej drugiej opcji. Nie mając innego wyjścia, siada przy biurku i usiłuje stworzyć cokolwiek, choćby jednego, animowanego zwierzaka. W końcu, wyczerpany, zapada w sen. W środku nocy budzą go odgłosy burzy i lecącej w telewizji kreskówki. Można by wręcz pomyśleć, że z autora naigrywa się w ten sposób jego własne dzieło. Wściekły rysownik chwyta pilota, by wyłączyć telewizor i… dziwnym zbiegiem okoliczności (jak przyznają sami autorzy w instrukcji do gry, „dziwny zbieg okoliczności” pozwala im nie zawracać sobie głowy logiką i prawdopodobieństwem takiego transportu) zostaje przeniesiony do świata swojego własnego serialu. Tu wpada na ulubionego, stworzonego przez siebie bohatera, fioletowego stworka o imieniu Flux Wildly. Ten zabiera go do króla tutejszego państwa Cutopii, który może odesłać naszego bohatera do domu. Jak wszyscy mieszkańcy Cutopii, władca jest niezwykle miły i pomocny. Z wielką chęcią pomoże Drew wrócić do domu. Niestety na przeszkodzie stoi pewien drobiazg. Okazuje się, że ten świat ma swoje tajemnice i ciemną stronę, o których nie wie nawet jego twórca. Istnieje tu jeszcze jeden kraj, Malevoland, którego mieszkańcy stworzyli urządzenie zmieniające wszystkie urocze i łagodne istoty w stworzenia złośliwe i niebezpieczne. I ktoś oczywiście musi coś na to poradzić. Wygląda na to, że Blanc znalazł się w nieodpowiednim czasie i miejscu, bo król z radością zwala problem na jego głowę. Aby wrócić do domu, Drew musi najpierw wyświadczyć władcy „maleńką” przysługę, czyli pomóc stworzyć urządzenie, które odwróci proces „spotworniania” Cutopian. To, jak bohaterowi powiedzie się jego misja i czy wróci do swojego świata, będzie zależeć od gracza.

ObrazekObrazek

Jak na swój wiek, gra wygląda znakomicie. Kreskówkowa grafika 2D wcale się nie zestarzała. Jedynie digitalizowanej postaci głównego bohatera, granej przez Christophera Lloyda (znanego choćby z Powrotu do Przyszłości) nie służy niska rozdzielczość. Otoczenie i postaci są odpowiednio kreskówkowe i zakręcone, kolory żywe i wesołe, a animowane przerywniki filmowe mogłyby śmiało wylądować w którymś z rysunkowych filmów Disneya i pewnie nikt nie zauważyłby różnicy (jeśli przesadzam, to tylko nieznacznie). Muzyka i efekty dźwiękowe również przygotowano w stylu typowym dla kreskówek. Poszczególne utwory pasują do klimatu lokacji i wpadają w ucho. Gra aktorska (zarówno aktorów, pojawiających się na ekranie we własnej osobie, jak i podkładających głosy) stoi na wysokim poziomie.

ObrazekObrazek

Przedstawiona w grze historia zaciekawia i wciąga. Postacie są zwariowane, zabawne i dobrze napisane. Czy to główny bohater, jego wygadany pomocnik Flux, sztywny lokaj, arogancki właściciel siłowni, śliski B.B. Wolf, główny zły Nefarious (w tej roli znany Z Gabriela Knighta Tim Curry), czy krowio-owczy duet sado maso, każda postać jest charakterystyczna i zapadająca w pamięć. W Toonstruck nie brakuje też zabawnych komentarzy Drew i jego pomocnika, i całej masy nie zawsze poprawnych politycznie gierek słownych („golden showers” w dzisiejszej przewrażliwionej rzeczywistości pewnie by kogoś obraziło). W dodatku większość sprawia wrażenie naturalnych żartów, a nie wymuszonego humoru.

Większość zagadek to typowe znajdź przedmiot i wykombinuj, z czym by go tu użyć, a ich rodzaj waha się od w miarę sensownych, do mocno abstrakcyjnych. Nie są to jedyne wyzwania, bo trafiają się też zadania bardziej logiczne, choćby łączenie barw podstawowych w cutopiańskiej wersji telefonu, przesuwanka czy zabawa ze wskazówkami zepsutego zegara. Znajdzie się też wyzwanie wymagające odrobiny zręczności, czyli pojedynek na automacie do gier i „łowienie” ryb.

ObrazekObrazek

I jeszcze parę uwag na koniec. To jedna z nielicznych gier, gdzie nie irytowało mnie, jak bohater mieści w kieszeniach te wszystkie klamoty (takim wyjątkiem jest choćby Simon the Sorcerer, gdzie bohater chował wszystko do czapki czarodzieja, która w magicznym świecie mogła mieć przecież taką właściwość). Tutaj już na początku Drew otrzymuje bezdenną torbę. Rozwiązanie eleganckie i w kontekście świata kreskówki całkowicie logiczne. Podobnie rozwiązano szybkie przemieszczanie się między trzema głównymi lokacjami w grze. Korzystamy z kolejnego klasyka kreskówek, czyli przenośnej dziury (też taką chcę).

Podsumowując, Toonstruck to bardzo dobry przedstawiciel klasycznych przygodówek, niesłusznie trochę dziś zapomniany. Daję 9 i chcę więcej.


Ocena: 9

Plusy:
Barwny, żywy świat kreskówki
Świetne połączenie rysowanej grafiki i FMV
Pasująca muzyka
Ciekawa historia i postacie
Humor
Logicznie uzasadnione bezdenne kieszenie bohatera
Gra aktorska

Minusy:
Po zdigitalizowanej postaci Christophera Lloyda widać upływ czasu
- Bruno, ty chyba masz paranoję.
- Paranoja jest wtedy, gdy nikt nie chce cię zabić. -BS3

Wróć do „Toonstruck”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość