Dracula: początek - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2801
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 62 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Dracula: początek - recenzja

Post autor: Adam_OK » 30 maja 2013, 14:27

Obrazek
Wśród wielu postaci ze światka show biznesu jest część, którą można nazwać ikonami popkultury. Są to głównie osoby doskonale znane na całym świecie nie tylko ze względu na swe dokonania aktorskie czy muzyczne, ale też np. ze względu na styl bycia. Często są one bardzo charakterystyczne i wyróżniają się spośród innych możnych tego świata. Do tego grona można również zaliczyć sporą część postaci fikcyjnych, nieraz dużo bardziej rozpoznawalnych niż niejeden aktor, piosenkarz czy polityk. W tej grupie z pewnością znajdzie się i Drakula – najbardziej znany wampir świata. Powstało o nim wiele książek, filmów, a ostatnio także i gier komputerowych. O jednej z nich chcę wam dziś opowiedzieć.

Nim to jednak zacznę robić, przypomnę, że swego czasu powstały już dwie przygodówki o Drakuli, w których niejaki Jonathan Harker walczył z Księciem Ciemności o swoją żonę – Minę. Przypominam o tym, gdyż i Harker i Mina pojawią się również i w tej opowieści, z tym że w nieco innej roli. Główna różnica polega na tym, że tym razem naszym bohaterem jest Van Helsing, który tropi hrabiego Vlada od dawna i który dzięki wskazówkom pozostawionym przez Jonathana ma szansę wreszcie go pokonać. Z czasem okaże się, że stawką w grze, jaką prowadzi nasze alter ego z hrabią, jest ponownie Mina, wtedy jeszcze narzeczona Harkera. Aby ją uratować, profesor będzie musiał przemierzyć wiele lokacji – począwszy od Londynu, przez Kair aż do Transylwanii. Będzie też trzeba rozwiązać wiele zagadek, przeprowadzić wiele rozmów i wykonać wiele innych czynności, które zapewnią kilkanaście godzin zabawy. I to naprawdę dobrej zabawy, gdyż historia tu opowiedziana nie jest do końca taka, jaką się początkowo wydaje. Przyznam się, że grając w tę pozycję, uważałem, że wszystko musi się skończyć dobrze, gdyż Jonathan i Mina muszą się pobrać, aby mogły zajść wydarzenia opisane w tych wspomnianych wcześniej tytułach. W końcu pierwsza część z dwóch wcześniejszych miała podtytuł „Zmartwychwstanie”, więc uznałem, że z tej gry dowiemy się, jak Drakula „zginął”, gdyż to on zmartwychwstał w tamtej grze. I choć między tamtymi grami a tu opisywaną jest wiele różnic, to wspólnych elementów w fabule było na tyle dużo, że uznałem recenzowany tu program za preludium do „Zmartwychwstania” (choć to wcale nie wynikało np. z zapowiedzi), w końcu podtytuł „Początek” też nie wziął się przypadkowo. Tak było przez zdecydowaną większość czasu, jaki spędziłem przy tej produkcji, dopiero później nastąpiły wypadki, które mnie bardzo zaskoczyły. Z jednej strony to dobrze, bo osoby, które pamiętają tamte tytuły nie będą znały zakończenia, z drugiej strony szkoda – wszystkie wydarzenia byłyby spięte klamrą i ułożyłyby się w ciekawy ciąg przyczynowo–skutkowy. Tak więc można powiedzieć, że mamy tu alternatywną w stosunku do poprzednich tytułów historię. Alternatywną, ale również bardzo ciekawą.

Obrazek
Ciekawie jest też w przypadku zagadek. Przede wszystkim jest ich tu na pęczki i to bardzo dorodne. Jedne łamigłówki są dosyć proste, inne złożone, ale wszystkie są dobrze pomyślane i logiczne. Jest więc m.in. kolejna wariacja na temat otwierania zamka, do którego nie mamy klucza, przyjdzie nam również przestawić kilka mechanizmów czy też zmagać się z problemem chemiczno–muzycznym. Szczególnie ta ostatnia zagadka zasługuje na uznanie – jest „wielopoziomowa” i wymaga wiedzy (ale niezbyt zaawansowanej) z dwóch dziedzin. Przez „wielopoziomowość” rozumiem to, że najpierw trzeba znać nuty i ich położenie na klawiaturze pianina, następnie na podstawie tego położenia odnaleźć przyporządkowane im związki chemiczne, potem związkom barwy, barwom liczby i na koniec uzyskaną kombinację liczb wykorzystać do otwarcia sejfu. Dla kogoś, kto nie grał jeszcze w tę produkcję może brzmieć to skomplikowanie, ale zapewniam, że jest to stosunkowo proste, a całość nie zajmuje więcej niż kilka minut. Ogólnie zagadki w tej grze zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie, zarówno swą ilością, jak i jakością.

Pozytywne wrażenie pozostawiła po sobie także grafika. Bardzo podobały mi się lokacje, które były zróżnicowane, starannie wykonane, a każda z nich miała swój urok. Co prawda przy ich tworzeniu nie wykorzystano zbyt wielu graficznych bajerów, ale nie można powiedzieć, że są brzydkie. Co do postaci, to generalnie nie mam większych zastrzeżeń, ale pewne kwestie muszę poruszyć. Chodzi mi głównie o wygląd głównego bohatera. Van Helsing to postać, która walczy z potworami, niejeden raz otarł się o śmierć, w pewnym sensie jest to kolejny twardziel. I taki był, ale w filmie z 2004 roku, a nie tu. W tej grze wygląda on bardziej jak młody ksiądz, a nie heros. Wiem, film i gra to dwie różne pary kaloszy, ale dlaczego łowca wampirów wygląda tak, jakby na widok Drakuli miał narobić w spodnie ze strachu? To mnie bardzo zastanawia, ale nie potrafię znaleźć na to logicznej odpowiedzi. Inne postacie są zupełnie w porządku, a jedyne co się rzuca w oczy, to wyraźnie mniejszy biust Miny niż w dwóch wcześniejszych grach o hrabim Vladzie. To tylko mały szczegół, jeden z wielu, których pełno choćby w animacjach. Te ostatnie nie pozostawią nikogo obojętnym, choć budzą różne emocje. Czasem są pełne akcji, czasem mogą (szczególnie bardziej wrażliwe osoby) wzruszyć, a czasem wywołają zdumienie. I za to należy się im plus.

W przypadku muzyki mówi się, że najlepsza jest taka, której nie słychać. Jeśli to prawda, to soundtrack z najnowszego Drakuli jest w ścisłej czołówce najlepszych, gdyż ja za wiele go nie słyszałem. A poważnie – chwilami przysłuchiwałem się mu bardzo uważnie, bo mi się podobał. Muzyka jest tu naprawdę udana, klimatyczna i na tyle zróżnicowana, że się nie nudzi. A dźwięki? Cóż, trzymają poziom współczesnych produkcji, więc jest OK.

Obrazek
Na plus można zaliczyć też interfejs, bo jest prosty w obsłudze i funkcjonalny, Szkoda tylko, że tak naprawdę jest on żywcem przeniesiony z ostatniego Sherlocka i poddany jedynie niewielkiemu liftingowi. Świadczy o tym wiele rzeczy, np. wygląd menu głównego, menu zapisz/wczytaj, sposób ładowania kolejnych lokacji itp. Kto więc grał w Holmesa kontra Lupin, ten wie o co chodzi, a reszta połapie się w minutę. Niestety, podczas grania przytrafiło mi się kilka drobnych problemów technicznych. Po pierwsze nie zawsze udawało mi się uruchomić grę ze skrótu na pulpicie, czasem musiałem posiłkować się plikiem autorun, który jest na płycie. Poza tym mam uwagę do pierwszej zagadki, w której trzeba było ustalić siedzibę wampirów na podstawie artykułów w prasie. Problem polegał na tym, że mając widok na mapę miasta, nie mogłem sprawdzić w dokumentach tych artykułów, jedynym sposobem okazało się ponowne wczytywanie gry. Co ciekawe, w dalszych etapach mogłem do tych wycinków z gazet zajrzeć w dowolnej chwili, czemu więc nie można było tego zrobić, gdy były one najbardziej potrzebne?

Gra została wydana w polskiej wersji kinowej. Oznacza to, że przetłumaczono jedynie tekst pisany i wywiązano się z tego zadania zupełnie dobrze. Ilość błędów jest bardzo mała, czcionka czytelna i odpowiednio duża. Jedyne, co trochę przeszkadzało, to fakt, że podczas rozmowy z grabarzem zamiast tłumaczenia wypowiadanej przez niego kwestii widać tłumaczenie tego, co powiedział chwilę wcześniej. To dość poważny błąd, ale mimo wszystko do przetrawienia.

Ogólnie nowy Drakula to pozycja bardzo udana – ciekawa fabuła, świetne zagadki i poprawna oprawa graficzno–muzyczna. A jeśli dodam, że i cena nie jest wygórowana, to nie pozostaje nic innego, jak biec do sklepu i grać.
OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki!
+ oprawa graficzna
+ niezła muza
+ udana polonizacja
+ prosty interfejs

WADY:

- wygląd Van Helsinga
- interfejs zerżnięty z Sherlocka
- drobne problemy techniczne

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dracula: początek”