Lion's song, The - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 3011
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 67 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 40 razy
Płeć:

Lion's song, The - recenzja

Post autor: Adam_OK » 07 września 2021, 23:32

Obrazek

Modę na gry epizodyczne zapoczątkowało Telltale Games, które wypuściło na rynek przynajmniej kilkanaście produkcji w tym modelu. Oczywiście, inne firmy, widząc, że to działa również zaczęły swoje tytuły dzielić na części i wypuszczać po kawałku. Jedną z nich jest Mipumi Games, które w 2017 roku pokazało światu pierwszy rozdział gry „The Lion's song”. Dziś postaram się nieco o niej napisać.

Całość składa się z czterech epizodów, a każdy z nich ma innego głównego bohatera. W pierwszym jest to młoda skrzypaczka o imieniu Wilma, a w pozostałych pokierujemy losami m. in. młodym malarzem oraz matematyczką. Wszyscy są bardzo utalentowani w swojej dziedzinie, ale każde, aby móc w pełni realizować się w swojej specjalności musi pokonać wiele trudności, które stawia przed nimi świat. A ten, na początku XX wieku w Wiedniu i jego okolicach jest inny od tego, który znamy. Nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie tego, że nie było wtedy wielu rzeczy, które dziś są w powszechnym użyciu jak np. telefony komórkowe, ale też to, że były wówczas inne prawa, zwyczaje i normy (np. standardem było to, że na uniwersytetach wykładowcami są jedynie mężczyźni). Czy uda się nam i naszym bohaterom osiągnąć swe cele? Wszystko zależy od gracza i od tego, jakich dokona wyborów. A to robimy praktycznie na każdym kroku, o czym świadczy fakt, że po zakończeniu każdego rozdziału mamy dostęp do (najczęściej pięciu) kluczowych momentów, które możemy powtórzyć, zmienić swój wybór i sprawdzić, co to zmieniło w całej historii. Zwykle (oczywiście o ile gramy w wersję na Steama) wiąże się to z uzyskaniem innego osiągnięcia. I tu pierwsza krytyczna uwaga – osobiście uważam, że twórcy najzwyczajniej przegięli z ich ilością. Biorąc pod uwagę, że każdy rozdział można przejść w niecałą godzinę (u mnie łączny czas gry wyniósł ponad sześć godzin, ale to wynikało z faktu, że w pierwszym epizodzie powtarzałem wiele fragmentów rozgrywki) średnio w każdym z nich można dostać ponad dwadzieścia „aczików” (czyli w sumie jest ich ponad osiemdziesiąt do zdobycia). Tak, dobrze przeczytaliście – ponad OSIEMDZIESIĄT osiągnięć! Oczywiście, aby zdobyć je wszystkie trzeba ukończyć każdy epizod minimum dwukrotnie. Cóż, nie wiem, jak wy, ale ja wolałbym, aby zamiast przechodzić coś parokrotnie w celu wydłużenia zabawy twórcy stworzyli coś, co daje mi odpowiednio długą, ale jednokrotną rozgrywkę.

Obrazek

Zwykle czas spędzony przy grze zwiększają zagadki, szczególnie te, które wymagają dłuższej „rozkminki”. Tutaj na dobrą sprawę ich nie ma, bo wszystko, co robimy, to wybieranie odpowiedniej linii dialogowej (oraz klikanie po jej wyświetleniu, gdyż tylko wtedy ona zniknie i pojawi się kolejna). I tyle. Żadnego ekwipunku, żadnej łamigłówki. Co prawda, ze dwa, może trzy razy zdarzyło się, że postać, którą aktualnie kierowałem coś wzięła, ale mimo to nigdzie nie widziałem ikonki przedstawiającej ten przedmiot. Nie maiłem więc wpływu na to, kiedy, jak i gdzie zostanie on użyty, a o tym wszystkim decydowało moje alter ego z gry. Biorąc to wszystko pod uwagę zastanawiam się poważnie, czy „The Lion's song” powinienem nazywać grą. Podobny dylemat już kiedyś miałem (patrz: „Perserverance”) i tam go nie rozstrzygnąłem, więc i tu tego nie zrobię. Zostanę więc przy stwierdzeniu, że dzieło Mipumi Games to nie przygodówka, ale visual novel. A skoro tak, to możemy teraz spokojnie przejść do omawiania jej kolejnych elementów.
Jednym z nich jest oprawa graficzna. Ta jest bardzo oryginalna, bo wykorzystująca zaledwie kilka kolorów. Wszystko, co widzimy jest w różnych odcieniach brązu, czerwieni, żółci z domieszką czerni i szarości oraz niebieskich i fioletowych linii dialogowych. Wydawaćby się mogło, że przez to strona wizualna będzie uboga i odrzucająca od ekranu, ale tak nie jest. Według mnie jest przeciwnie – jest w niej pewien urok, coś co sprawia, że można ją nazwać „klimatyczną”. Podobała mi się ona, choć nie doświadczymy tu żadnych bajerów. W końcu nie jest to „czy-dy”, tylko dwuwymiarowa, pixel-artowa oprawa. Widać jednak, że twórcy się do niej przyłożyli, że jest ona po prostu ładna, a nie wykonana na kolanie.

To samo można powiedzieć o tym, co dobiega do uszu gracza. Owszem, muzyki za wiele nie uświadczymy podczas rozgrywki, ale to co jest zasługuje na pochwałę. Utwory te budują nastrój i pomagają się wczuć w atmosferę wydarzeń obserwowanych na monitorze. Podobnie jest z wszelkiego rodzaju dźwiękami. To skrzypienie drzwi, to wycie wiatru, ten padający deszcz czy stukot kół jadącego pociągu – to wszystko jest takie realistyczne, takie naturalne. Szkoda jedynie, że nie ma dubbingu postaci. Zapewne autorom nie starczyło na to środków z budżetu produkcji, może zabrakło im czasu, może powód był jeszcze inny. Nie wiem, niemniej jeśli aktorzy głosowi spisaliby się równie dobrze, jak reszta osób odpowiedzialna za stronę audio, to „The Lion's song” sporo by na tym zyskało.

Obrazek

Z pozostałych kwestii należy wspomnieć o tym, że wszystkie rozmowy trzeba „przeklikiwać”, gdyż linie dialogowe same nie znikają. Nie ma też opcji zapisu stanu gry w dowolnym momencie. Gra robi to automatycznie praktycznie po każdej wykonanej czynności posuwającej rozgrywkę do przodu. Co prawda uniemożliwia to cofnięcie się do jakiegoś momentu w celu dokonania innego wyboru, ale z drugiej strony (o czym już pisałem) po zakończeniu danego epizodu można się cofnąć do jednego z kilku kluczowych momentów, więc praktycznie braku tej możliwości się nie odczuwa. Nie ma też polskiej wersji językowej, ale to chyba nie powinno nikogo dziwić, zwłaszcza w ostatnich latach (niestety).

Obrazek

Czas na podsumowanie. Generalnie dzieło Mitumi Games jest warte zapoznania się z nim. Niedawno można było to zrobić za zupełną darmoszkę, ale jeśli ktoś to przegapił, to i tak nie powinien narzekać na cenę, bo ta zbyt wygórowana nie jest. Ciekawa historia i bardzo klimatyczna oprawa audio – wizualna to jej główne atuty. „The Lion's song” ma też trochę wad, zwłaszcza jeśli ktoś oczekuje od przygodówki zagadek w ilościach choćby śladowych, ale i tak miło spędziłem przy niej czas. Sprawdźcie więc sami, może i wam w duszy zagra „Pieśń lwa”?

OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ ciekawa historia
+ klimatyczna oprawa graficzna
+ bardzo dobre udźwiękowienie i muzyka
+ można powtarzać wybrane tylko fragmenty rozgrywki, a nie cały rozdział

WADY:

- za krótka (zwłaszcza jeśli ktoś chce przejść każdy epizod tylko raz)
- brak JAKICHKOLWIEK zagadek
- za dużo osiągnięć na Steamie
- brak dubbingu

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Lion's song, The”