Samorost 3 - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2953
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 67 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 40 razy
Płeć:

Samorost 3 - recenzja

Post autor: Adam_OK » 09 grudnia 2020, 01:30

Obrazek

W dziejach elektronicznej rozrywki było kilka studiów, które gdy tylko stworzyły jakąś grę, to prawie zawsze była ona bardzo dobra. Tak było ze studiem Westwood (przygodomaniacy znają je z serii o Kyrandii oraz z „Blade Runnera”, reszta z serii „Command and Conquer”), tak było z Blizzardem (serie „Warcraft”, „Starcraft” i „Diablo”), tak też można powiedzieć o Czechach z Amanita Design. Dziś na warsztat wezmę najnowszą odsłonę tytułu, od którego wspomniane studio zaczęło swą działalność.

Głównym bohaterem jest, podobnie jak w dwóch poprzednich odsłonach cyklu, ludek z białą szlafmycą na głowie. Tym razem postanawia wyruszyć on na wyprawę wokół swej asteroidy. Potrzebuje w tym celu odpowiedniego pojazdu, którego nie ma. Na szczęście jest ktoś, kto mu w tym zadaniu pomoże, o ile dostanie właściwe części. Cóż trzeba zakasać rękawy i ich poszukać lub zdobyć je w taki czy inny sposób. A gdy nasz statek będzie gotowy można udać się na sąsiednie obiekty kosmiczne, odwiedzić ich mieszkańców i pomóc im rozwiązać ich problemy. Mnie to wszystko zajęło niecałe pięć godzin, co może oszałamiającym wynikiem nie jest, ale Amanita znana jest raczej z tego, że ich produkcje najdłuższe nie są. Trzeci „Samorost” ma zaś wszystko to, z czego znane są inne gry od Czechów – abstrakcyjne światy pełne różnych stworzeń oraz dobry humor. Może i nie spędziłem przy tym tytule bardzo wiele czasu, a fabuła do odkrywczych nie należy, ale i tak bawiłem się świetnie, a to jest najważniejsze.

Obrazek

Spora w tym zasługa również i zagadek. Tradycyjnie, są ich dwa rodzaje – inwentarzowe oraz łamigłówki. Te pierwsze skomplikowane nie są, bo raz że w naszym plecaku nigdy nie ma wielu przedmiotów (jak w danym momencie są ich trzy, to już jest dużo), a dwa – używamy ich zgodnie z ich przeznaczeniem. Wyjątek stanowi coś w rodzaju trąbki – czasem jak podejdziemy w pobliże jakiegoś obiektu, to na nim pojawiają się migające okręgi. Należy wówczas na tym miejscu kliknąć wspomnianym instrumentem muzycznym, a gdy ludek odegra na nim swą melodię, to coś się działo np. pojawiała się jakaś podpowiedź do zagadki albo wręcz jakaś łamigłówka. Te ostatnie też nie były trudne, choć pomysłowości ich autorom odmówić nie można. Było np. kilka wariacji na temat „masz ileś kulek w dwóch kolorach X i Y. Spraw, aby kulki o kolorze X zmieniły swą barwę na Y”. Oprócz tego było zadanie muzyczne, była zagadka botaniczna (co zrobić, mając trzy różne rośliny, aby wyhodować coś, co będzie ich wszystkich krzyżówką), było kilka innych zadań. Wszystkie mi się podobały, a najfajniejsze było jedno z pierwszych – za pomocą kilkunastu kart z różnymi obrazkami umieszczanymi w odpowiedniej kolejności w specjalnych ramkach „opowiedz” cztery historie jak to dawniej ludzie zdobywali pożywienie. Rozwiązanie tej łamigłówki, jak i wielu innych dało mi sporą satysfakcję. A gdy brakło pomysłów na popchnięcie akcji do przodu, to zawsze mogłem skorzystać z ciekawego systemu podpowiedzi. Była to księga z obrazkami przedstawiającymi bieżącą lokację oraz z instrukcjami, co i jak należy w niej zrobić. Aby to tomiszcze otworzyć należało dwa razy z rzędu ułożyć trzy obracające się pierścienie z kolorowymi światełkami na nich. Chodziło o to, aby te światełka rozchodziły się promieniście, a układ tych „żaróweczek” za każdym razem był inny. To naprawdę fajne i pomysłowe, na pewno to rozwiązanie bardziej przypadło mi do gustu niż to z innej gry Amanity - „Machinarium” (ten latający i strzelający do pająków klucz).

Obrazek

Graficznie jest bardzo podobnie do tego, co widzieliśmy w poprzedniej części. Krótko mówiąc jest bardzo ładnie, kolorowo, szczególnie widać to patrząc na poszczególne lokacje. Te kilka obiektów kosmicznych, jakie odwiedzimy są bardzo zróżnicowane – jedne są bardziej skaliste i zamieszkują je głównie różnego rodzaju robaczki, żuczki i inne tego typu stworzonka. Inne mają bardziej złożoną florę i faunę, co wynikać może np. z faktu, że są na nich jeziorka, drzewa i krzaki. Oprócz tego są też różne budowle, które dobrze wpisują się w krajobraz. Jeśli idzie o animacje postaci, to również jest bardzo podobna, do tego, do czego już się przyzwyczailiśmy, a to oznacza, że wszystko jest w porządku.

Muzycznie i dźwiękowo też jest OK. Może ta warstwa nie jest zbyt bogata, bo jak i w praktycznie każdej produkcji Amanity nie uświadczymy dubbingu (postacie porozumiewają się głównie krótkimi dźwiękami wzbogaconymi o obrazki pojawiające się w dymkach). Jest za to sporo różnych odgłosów oraz trochę fajnych kawałków muzycznych. Naprawdę one wszystkie mi się podobały i na pewno umilały mi zabawę, a to w sumie najważniejsze.

Obrazek

W kwestii sterowania też będzie krótko, bo jest ono proste jak konstrukcja cepa. Jest to bowiem przedstawiciel tradycyjnego „wskaż i kliknij”, więc jego opanowanie zajmuje pół sekundy. Do tego jest opcja zapisu w dowolnym momencie, a miejsc na sejwy jest kilkanaście, więc całkiem sporo. Jako, że napisy są jedynie w menu, więc niezależnie od tego, czy ktoś jest poliglotą, czy też uczył się zaledwie jednego języka obcego, który opanował w stopniu co najwyżej przeciętnym, to i tak może w tę grę spokojnie sobie popykać.

Ogólnie „Samorost 3” trzyma poziom wyznaczony przez inne gry Czechów. Może i rozgrywka jest dosyć krótka, ale jest ciekawa, z interesującymi zagadkami oraz z dobrą oprawą audio – wizualną. Jeśli więc jeszcze nie zapoznaliście się z tym tytułem, to szczerze go polecam, bo warto.

OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki
+ grafika
+ muzyka
+ sterowanie

WADY:

- za krótka

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Samorost 3”