Al Emmo and the lost Dutchman's mine - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2953
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 67 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 40 razy
Płeć:

Al Emmo and the lost Dutchman's mine - recenzja

Post autor: Adam_OK » 22 listopada 2020, 16:31

Obrazek

Chyba każdemu z nas Dziki Zachód kojarzy się głównie z pojedynkami rewolwerowców w samo południe, napadami na dyliżanse i/lub pociągi, kowbojami, szeryfami, Indianami i miasteczkami, w których głównym budynkiem był saloon. Sporo z tego znajdziemy w opisywanej tu produkcji, ale całość podano w trochę innym sosie, niż zazwyczaj. Jak to wyszło, to postaram się wyjaśnić w tym tekście.

Główny bohater znacznie się różni od stereotypowego bohatera westernu. Tyczy się to zarówno jego wyglądu (jest stosunkowo niski, łysy i nosi okulary) oraz charakteru (jest fajtłapą i mięczakiem i kiepsko sobie radzi w relacjach z kobietami). Poznajemy go, gdy przyjeżdża on pociągiem do miejscowości zwanej Anorzina. Wydawać by się mogło, że naszym najważniejszym zadaniem kierując poczynaniami Ala będzie dostanie się do tytułowej kopalni i znalezienia (zapewne) ukrytego w niej skarbu. W końcu, jeśli coś jest w tytule, to powinno być ważne, prawda? Otóż nie do końca tu tak jest. Fabułę podzielono na dziewięć rozdziałów, z których pierwszy i ostatni są najdłuższe. Tymczasem o kopalni i o tym, że może być w niej coś wartościowego dowiadujemy się gdzieś tak w okolicy piątej czy nawet szóstej części. Czymże wcześniej jest zajęty nasz bohater? Przede wszystkim próbuje umówić się na randkę z niejaką Ritą Peralto, ale jak zapewne się domyślacie, niespecjalnie mu się to udaje, gdyż na drodze staje mu niejaki Antonio Bandana. Zresztą, jak się później okaże, intencje naszego adwersarza są inne, niż to się wydawało na początku rozgrywki. Oczywiście ich tu nie zdradzę, aby nikomu, kto jeszcze nie zapoznał się z dziełem twórców ze studia Himalaya Studios nie psuć zabawy. Mnie zajęła ona ponad siedem godzin, co jak na dzisiejsze standardy jest całkiem dobrym wynikiem. Czy była to dobra zabawa? Hmm, no nie do końca. Świadczyć o tym może fakt, że tuż przed końcem pierwszego rozdziału jak ją pewnego dnia wyłączyłem, tak włączyłem ją ponownie po... ponad roku. Oznacza to, że fabuła nie jest specjalnie ciekawa ani wciągająca, niemniej, jak po tych kilkunastu miesiącach przerwy znów pokierowałem Alem, to nie zmuszałem siebie do tego, by ją włączyć, skończyć i móc o niej zapomnieć. Było w niej bowiem kilka fajnych elementów, o których szerzej za chwilę.

Obrazek

Jednym z nich był humor. Najczęściej śmiałem się, gdy główny bohater przekomarzał się z... narratorem, który co i rusz przypominał Alowi o wszystkich jego niedoskonałościach. Trochę to wyglądało jak najnowszych odsłonach Larry'ego i dyskusje tytułowej postaci z Pi. Te „rozmowy” były przez zdecydowaną większość rozgrywki (czemu nie przez całą, to tego nie zdradzę, bo bym musiał nieco zaspojlerować), ale to nie wszystko. Humor był obecny też w innych elementach, jak dialogi z „normalnymi” ludźmi, były żarty sytuacyjne, były też różne nawiązania do różnych dzieł i postaci z popkultury. Oprócz wspomnianego Antonia, który kojarzył mi się z pewnym aktorem o nazwisku Banderas, były wzmianki dotyczące „Słonecznego Patrolu” i Pameli Anderson, Hugh Hefnera i jego posiadłości, a to pewnie nie wszystko, bo jak zwykle o czymś zapomniałem. Bez tego ten tytuł byłby znacznie uboższy, więc za niego dam plusa.

No dobrze, czas przyjrzeć się teraz, jakie to wyzwania intelektualne postawili przed nami twórcy. Zapewne, to co teraz napiszę oryginalne nie będzie, ale cóż, takie są fakty. A mówią one, że zdecydowaną większość zagadek stanowią te związane z wykorzystaniem zawartości naszych kieszeni. A te są dość pojemne, bo w pewnym momencie trafi tu m. in. żywy wombat (tak, wiem, w innej grze braliśmy raz mamuta, więc cóż to jest wombat przy nim :P ). Zawartość naszego inwentarza wykorzystujemy zazwyczaj zgodnie z jego przeznaczeniem, więc częściej problemem nie jest „do czego mam to wykorzystać”, tylko „gdzie jest potrzebne mi do tego ustrojstwo”. Na szczęście, oprócz tego jest kilka, dość prostych łamigłówek. Tak więc, podczas rozgrywki będziemy musieli np. odtworzyć recepturę na drinka, otworzyć drzwi posiadające interesujący zamek czy też ułożyć prostego slidera (kwadrat 3x3). I gdyby to były wszystkie atrakcje, to bym powiedział „fajnie jest, idziemy dalej”. Niestety, pod koniec zabawy czekają na nas dwie czasówki (z czego ta druga dosyć upierdliwa) oraz zadanie polegające na udzieleniu pięciu poprawnych odpowiedzi z rzędu na dane pytania. O ile dotyczyły one głównego bohatera albo wiedzy powszechnie znanej – to pół biedy. Gorzej, gdy np. chodziło o jakieś angielskie powiedzenie, którego osoba nie posługująca się na co dzień „lengłydżem” może nie znać. Można sobie z tym poradzić, ale wymaga to proszenia w trakcie rozgrywki o pomoc wujka Google. Cóż – mogło być tak dobrze, a wyszło średnio.

Obrazek

Podobnie można podsumować grafikę. Na plus zaliczę lokacje – są ładne, kolorowe, zróżnicowane (jest ich naprawdę całkiem sporo) i widać w nich klimat Dzikiego Zachodu. Na minus – postacie, które sprawiają wrażenie wykonanych z plasteliny, a widząc je wydaje się, że one nieco „odstają” od poszczególnych miejscówek. Ciężko mi tu dobrze to opisać słowami, obrazki też nie do końca oddają to, co mam na myśli, więc najłatwiej to zrozumieć widząc to „w akcji”. Poza tym do poprawy są też animacje postaci, szczególnie Ala, a jeszcze szczególniej jego pokraczny sposób biegania. Trochę lepiej wygląda to podczas dialogów, kiedy obserwujemy ruchome portrety rozmawiających ze sobą osób (widać mimikę ich twarzy). Jeszcze lepiej wyglądają cut-scenki, które możemy zobaczyć między niektórymi rozdziałami. Można powiedzieć, że są to samouzupełniające się plansze komiksowe, czyli coś co widzieliśmy już choćby w „Salammbo” (choć oczywiście styl tych „komiksów” tam i tu jest zupełnie różny). Intro i outro to już „klasyczne” filmiki, które nie robią tak dobrego wrażenia, jak wspomniane wstawki, ale są całkiem poprawne pod względem ich jakości.

Z pozostałych spraw – muzycznie i dźwiękowo jest zupełnie dobrze. Kawałki, jakie przygrywają podczas zabawy ją umilają i pomagają się wczuć w klimaty westernowe. Dźwiękowo jest standardowo – wszystko brzmi tak, jak można by tego oczekiwać. Całkiem udany jest też dubbing postaci (oczywiście angielski, polskiej wersji językowej brak). Głos głównego bohatera jest taki trochę „ciamajdowaty”, Antonio brzmi jak typowy czarny charakter, Rita – jak lokalna celebrytka itd. Aktorzy głosowi naprawdę dobrze wykonali swoją pracę i należą im się słowa uznania.

Na koniec kilka słów o sterowaniu. Z jednej strony wszelkie polecenia wydajemy kliknięciami myszą, więc nic nadzwyczajnego to nie jest. Z drugiej – trzeba się nieco do „międzymordzia” przystosować (co zajmuje góra kilka minut), bo nim coś zrobimy, to wpierw trzeba wybrać odpowiedni kształt kursora. Wyboru dokonujemy prawym klawiszem, a jak już go dokonamy wówczas wystarczy kliknąć lewym przyciskiem w odpowiednie miejsce na ekranie i tyle. Ponadto, przy okazji wspomnianego zadania związanego z pytaniami, to dodam tylko, że odpowiedzi wpisujemy z klawiatury (najczęściej są one krótkie, bo jednowyrazowe), ale to też nie stanowiło żadnego problemu. Poza tym wszystko jest „po staremu”, także z tym, że mamy możliwość zapisywania stanu gry w dowolnym momencie, a miejsc na sejwy jest pod dostatkiem.

Obrazek

W sumie dzieło Himalaya Studios to taki typowy przeciętniak. Ma fajne elementy, ma i słabsze. Ja zagrałem, i choć na 99,99% do tej produkcji nigdy nie wrócę, to nie żałuję. Jeśli więc traficie na nią gdzieś np. w jakimś bundlu za kilka(naście) złotych, to bierzcie. Może nie będą to wasze najlepiej wydane pieniądze, ale też ich nie zmarnujecie.

OCENA GRY: 6/10

ZALETY:

+ humor i nawiązania do innych utworów popkultury
+ większość zagadek
+ lokacje i przerywniki filmowe
+ oprawa audio
+ sterowanie

WADY:

- fabuła mało wciągająca
- czasówki pod koniec rozgrywki
- plastelinowe postacie

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Al Emmo and the lost Dutchman's mine”