Chronicles of mystery: rytuał skorpiona - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2797
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 62 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Chronicles of mystery: rytuał skorpiona - recenzja

Post autor: Adam_OK » 03 maja 2013, 16:59

Obrazek
O tym, że Polacy nie gęsi i potrafią stworzyć dobrą grę przygodową na miarę XXI wieku przekonaliśmy się rok temu. Wówczas na nasz rynek trafiła gra „Art of Murder”, a stało się to za sprawą firmy City Interactive. Teraz ta sama firma oddaje w nasze ręce grę „Chronicles of Mystery: Rytuał Skorpiona”. Produkt ten miał parę razy zmieniany tytuł, a reklamowano go jako polskiego Broken Sworda. Czy jest nim naprawdę, przekonacie się, czytając ten tekst.
W grze wcielamy się w rolę Sylvii Leroux, młodej pani archeolog mieszkającej w Paryżu. To tu zaczyna się rozgrywka, a jej punktem startowym jest telefon od jej wujka z Malty, który twierdzi, że odkrył coś, co ją powinno zainteresować. Otóż ma on dowody na poparcie bardzo śmiałej tezy, którą wysunęła Sylvie, a która dotyczy zniszczenia Sodomy i Gomory. Bez wahania nasza bohaterka pakuje się i leci na wyspę. Niestety, na miejscu dowiaduje się, że jej krewny gdzieś zaginął, więc Sylvie postanawia go odszukać. Przy okazji nasza młoda pani archeolog odwiedzi wykopaliska, na których pracował jej wuj i gdzie leży klucz do tajemnicy. Tajemnica ta łączy się z pewnymi dziwnymi kamieniami, które niestety też zniknęły. Aby ją rozwikłać, Sylvie będzie musiała nie tylko udać się na Maltę, ale spędzi również kilka chwil w Turcji i w Rzymie. Przy czym słowa „kilka chwil” należy (niestety) rozumieć w dosłownym znaczeniu, gdyż gra jest bardzo krótka. Na jej ukończenie z powodzeniem wystarczy pięć godzin zabawy, co nawet na dzisiejsze standardy jest wynikiem słabym. Na szczęście ten czas jest wypełniony dosyć szybką akcją i wieloma ciekawymi momentami. Nie ma tu żadnych sztucznych przedłużaczy w postaci rozwlekłych dialogów, zagadek wziętych z Księżyca czy nadmiernej ilości filmików. Z jednej strony może to i dobrze, z drugiej ta „wielka krótkość” to poważna wada, wręcz największa ze wszystkich.
Jeśli chodzi o wspomnianą inspirację Broken Swordem, to widać ją głównie w fabule. Dla przypomnienia powiem tylko, że George i Nico często rozwiązywali zagadki powiązane z Templariuszami, krzyżowali też szyki ich współczesnym następcom. W Rytuale Skorpiona też przewija się pewien zakon rycerski, ale chodzi tu głównie o Kawalerów Maltańskich. Co prawda oba te zakony niewiele miały ze sobą wspólnego, ale był pewien czas, że Jacques de Molay wraz ze swymi współbraćmi trafili na Maltę i ich losy splotły się z losami zakonu maltańskiego. I to właśnie te wydarzenia stanowią podstawę opowiedzianej w opisywanej tu grze historii. Poza tym część watykańska jako żywo przywodzi na myśl wspomnienia z ostatniej odsłony Złamanego Miecza, czyli Anioła Śmierci. Pamiętacie Nico w habicie? Pamiętacie skradanie się między mnichami w ogrodach watykańskich? Pamiętacie jak wyglądał kardynał z tamtej gry? Jeśli tak, to bez problemu znajdziecie ich odpowiedniki w „Chronicles of Mystery”. To tylko niektóre elementy nawiązujące do tej znakomitej serii gier. Szczerze mówiąc, mam z nimi problem, bo nie wiem jak je ocenić. Generalnie takie nawiązania zaliczam na plus, jednak tutaj co niektóre wydały mi się zbyt oczywiste, wręcz nieco nachalne. Mimo tego chyba jednak uznam je za coś fajnego, w końcu ciężko jest zmienić pewne przyzwyczajenia.

Obrazek
Jak wspomniałem nieco wcześniej, zagadki nie są z Księżyca, więc są normalne. Mamy więc tutaj (po raz nie wiadomo który) otwieranie sejfu czy innej tajnej skrytki, znajdziemy też pewne sekretne przejście itp. W pewnym momencie trzeba też będzie poprzesuwać nieco różnych pudeł, skrzyń i kubłów na śmieci. A teraz pytanie za sto punktów – z jaką grą kojarzy się Wam taka łamigłówka? Tak, zgadliście – z Broken Swordem, a konkretniej z jego trzecią odsłoną. Jak widać, nawet zagadki były inspirowane tą serią. Generalnie podobało mi się w nich to, że było ich sporo, średnio jedna łamigłówka na godzinę rozgrywki. Nieco gorzej było z ich jakością, gdyż wszystkie były stosunkowo proste - jak przysłowiowa konstrukcja cepa. Oczywiście oprócz ich napotykamy na zadania przedmiotowe, więc i im poświęcę kilka słów. Po pierwsze one też są dosyć proste, ale bywają nieco zaskakujące. Otóż nasza „heroina” parokrotnie po użyciu danej rzeczy odkładała ją w to samo miejsce, z którego ją wzięła. Szczerze mówiąc, nie pamiętam takiej sytuacji w innych grach, a trochę ich już skończyłem. Poza tym wypada powiedzieć też o systemie podpowiedzi. Otóż jeśli nie można czegoś znaleźć, wystarczy kliknąć na znak zapytania umieszczony w prawym dolnym rogu ekranu, aby uwidocznić wszystkie aktywne miejsca na danej planszy. Dzięki temu nawet najmniejszy szczegół nie powinien umknąć niczyjej uwagi.
A jednak jest to możliwe, gdyż grafika w grze jest bardzo ciemna. Co gorsza, w opcjach w menu nie da się tego zmienić, bo nie ma tam paska odpowiedzialnego za jasność. W efekcie musiałem sprzętowo rozjaśnić ekran, inaczej nigdy nie zrobiłbym sam zagadki z symbolami na gzymsie nad kominkiem w Rzymie z prostego powodu – przy typowych ustawieniach gry wszystkie przyciski zlewały się w jedną wielką czarną plamę. Na szczęście jest to jedyny poważny zarzut jaki mam do oprawy wizualnej. Po prostu inne elementy, takie jak wygląd lokacji, postacie czy przerywniki filmowe wypadły dużo lepiej. Co prawda fajerwerków nie należy się po nich spodziewać, raczej solidnej roboty stanowiącej spełnienie obecnych standardów.
Jeśli chodzi o stronę muzyczną to też jest dobrze. Można powiedzieć, że są dobrze „wyważone”, tzn. raz cicho i spokojnie coś nam w tle przygrywa, innym razem słychać głośne i donośne dźwięki pełne emocji i pasji. Co do dźwięków, to też nie mam się zbytnio do czego przyczepić; wszystko brzmi tak, jak powinno. Dotyczy to również głosów postaci, które zostały dobrze dobrane. Ogólnie więc oprawę muzyczną uważam za udaną.

O sterowaniu też za wiele pisać nie będę, bo jest to tradycyjne point & click. Wszystkie czynności wykonujemy myszą: począwszy od poruszania się, na korzystaniu z inwentarza skończywszy. Jedyna nowość to ta związana z odkładaniem rzeczy na miejsce, ale o tym już wspominałem. Nie jest to może najbardziej oryginalny system, ale chyba nikt nie będzie na to narzekał.

Obrazek
Teraz kilka zdań o polonizacji. Ta również jest całkiem udana, gdyż w tym, co przetłumaczono (czyli w napisach) nie znalazłem większych błędów. Poza tym czcionka, jakiej użyto, była wyraźna i czytelna, dzięki czemu spełniała dobrze swe zadanie.

Ogólnie opisywany tu tytuł jest godny uwagi, choć biorąc pod uwagę jego krótkość, powinien kosztować nieco mniej niż blisko 50 złotych, których teraz życzy sobie wydawca. W końcu ma on sporo do zaoferowania – niezłą fabułę, ciekawe zagadki, dobrą oprawę i inne. Co prawda na płytce jest też pewna minigierka, ale do jej instalacji potrzebne jest hasło, które dostaniemy po wypełnieniu pewnej ankiety. Ta minigierka to klon Arcanoida, która zapewni kilka godzin zabawy, tylko że nie każdy miłośnik przygodówek taką zabawę lubi. Osobiście bym wolał, aby zamiast niej „podstawowy tytuł” był bardziej rozbudowany i zapewniał więcej rozrywki, ale jak widać nie można mieć wszystkiego, niestety.
OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ ciekawa fabuła
+ sporo zagadek
+ dobra oprawa audio–wizualna
+ proste sterowanie
+ widoczne inspiracje Broken Swordem
+ bonusowa gierka na płytce.

WADY:

- dużo za krótka
- za proste zagadki
- trochę za ciemna grafika
- zbyt mało opcji graficznych w menu gry

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Chronicles of mystery: rytuał skorpiona”