Armikrog - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2788
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 61 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Armikrog - recenzja

Post autor: Adam_OK » 10 maja 2020, 21:44

Obrazek

Sentyment to takie uczucie, które prędzej czy później każdego dopada. Dzięki niemu to, co było kiedyś wydaje nam się lepsze, milsze i przyjemniejsze niż to, co jest obecnie. Dotyczy to również gier komputerowych, bo dzięki niemu kilka(naście) lat temu nastała moda na retro. Sprawiła ona, że powstało wiele tytułów z oprawą graficzną rodem z lat 80-tych i 90-tych minionego wieku. Gdyby nie sentyment, to zapewne nie powstałaby również i produkcja, o której chcę tu opowiedzieć.

Obrazek

A jest nią Armikrog, dzieło Pencil Test Studios. Jej bohaterem jest niejaki Tommynaut i jego pies Beak-Beak. Wyruszają oni na planetę Spiro-5 w celu zdobycia pewnych kryształów posiadających wielką energię. Dzięki nim, ich rodzinna planeta będzie mogła przetrwać. Misja od początku nie idzie po myśli naszych bohaterów, bo choć docierają oni we właściwe miejsce, to zaliczają oni twarde lądowanie, a tuż po nim spotkanie z potworem, który chce sobie zrobić z nich posiłek. Poza tym zdobycie wspomnianych kryształów łatwe nie będzie i trzeba będzie pokonać wiele trudności, by ten cel osiągnąć. I nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie konieczności rozwiązania wielu zagadek logicznych (choć to oczywiście też), ale również konieczność pokonania „tego złego”. W tym celu Tommy i jego towarzysz będą przemierzać tytułową twierdzę wzdłuż i wszerz, a ich poczynaniami kierować będzie gracz. Tak więc to od każdego, kto po ten tytuł sięgnie zależy, czy ich misja zakończy się sukcesem. Niestety, mi na dotarcie do jej końca wystarczyło niecałe pięć godzin, co nie jest imponującym wynikiem, nawet jak na współczesne gry (a do takich należy zaliczyć „Armikroga”, choć jego premiera miała miejsce blisko pięć lat temu). Do tego historia nie należy do najbardziej wciągających i mnie osobiście dużo bardziej do spędzenia przy tym tytule zachęcała grafika oraz zagadki niż fabuła. W zasadzie, to ta ostatnia, jest według mnie, jedynie pretekstowa i gdyby była ona inna lub wręcz jej nie było, to ta produkcja wiele by na tym nie straciła.

Jeśli zaś chodzi o wspomniane łamigłówki to jest naprawdę dobrze. Mamy tu zarówno zadania przedmiotowe, jak i „puzzlowate”. W rozwiązaniu tych pierwszych często przydaje się pomoc naszego towarzysza, gdyż z racji tego, że jest mniejszy od Tommy'ego, to może on wejść w różne dziury niedostępne dla naszej głównej postaci. Ponadto, gdy Beak-Beak zje pewne nasionko to czasowo wyrastają mu skrzydła, a to oznacza, że może on gdzieś podlecieć i coś wziąć do swego pyska. Jeśli zaś chodzi o zadania nieprzedmiotowe, to są to głównie różnego rodzaju przesuwanki, każda w kilku wariantach. Dla przykładu jest sobie okrągła tarcza, a na niej, wzdłuż promieni co 90 stopni jest po kilka prostokątnych klocków. W środku jest zaś mały, obrotowy „transporter” tych klocków, w którym zmieści się dokładnie jeden z nich. Zadanie polega na tym, aby umieścić te klocki na odpowiednim promieniu w odpowiedniej kolejności, aby ułożył się na nich pewien obrazek. Wiem, że moje tłumaczenie brzmi nieco skomplikowanie, choć sama zagadka aż tak trudna (w sensie zrozumienia o co w niej chodzi) nie jest. Do tego będziemy przestawiać wiele różnego rodzaju wajch, dźwigni, i prostopadłościennych kloców na kółkach (służą one za schodki, po których można się wspinać); wciskać wiele guzików, a nawet... robić za niańkę dla pewnego dziecka ustawiając odpowiednio pluszaki w jego zabawce. Jest tego bardzo dużo, wręcz bardzo dużo jak na aktualne trendy. Osobiście uważam to za wielką zaletę tej produkcji.

Obrazek

Kolejną jest oprawa graficzna. Można ją uznać za najbardziej sentymentalną część dzieła Pencil Test Studios, ponieważ nawiązuje ona swą stylistyką do świetnej produkcji z połowy lat 90-tych, jaką był „The Neverhood”. W sumie to nic dziwnego, w końcu opisywana tu gra jest jego duchowym następcą. Tak więc znowu poruszamy się po plastelinowym świecie pełnym plastelinowych obiektów, zarówno żywych jak i martwych (w tym również naszych bohaterów). Wszystko to wygląda naprawdę bardzo ładnie i kolorowo. Również animacje stoją na wysokim poziomie i przyjemnie się na nie patrzy. Widać, że twórcy sporo pracy włożyli w ten element gry. Nie będę się więc już nad nim wiele rozpisywał, zakończę więc ten wątek stwierdzeniem, że oprawę wizualną zaliczam do zalet „Armikroga”.

Dźwiękowo i muzycznie też jest w porządku. Co prawda żaden z kawałków przygrywających nam podczas rozgrywki nie zapada na długo w pamięć, ale też nie powodują one bólu uszu. Nie mogę się też przyczepić też do głosów postaci, bo choć tych ostatnich jest w sumie niewiele, to dobrze one pasują do poszczególnych bohaterów. Generalnie wszystko brzmi tak, jak powinno, więc nie ma co przedłużać ten akapit i trzeba przejść do kolejnego.

A w nim poznęcam się nieco nad sterowaniem. Co prawda przez większą część rozgrywki wszystkie polecenie wydajemy kliknięciami myszą, ale niestety, jest pewien wyjątek. Chodzi mi o to, że często przemieszczając się między różnymi częściami twierdzy korzystamy z pewnej kolejki. Poruszanie się nią jest po prostu koszmarne. Polega ono na tym, że np. będąc po prawej stronie ekranu i chcąc przemieścić się w lewo należy kliknąć i przytrzymać lewy przycisk myszy i przesunąć gryzonia w odpowiednią stronę. Brzmi prosto, prawda? Teoretycznie tak, ale praktycznie to tak nie jest, bo rzadko kiedy wagonik porusza się we właściwą stronę i odpowiednio daleko. A to wszystko w przypadku, gdy trasa kolejki idzie w miarę prosto. A często jest ona mocno pokręcona (i to dosłownie!), więc trzeba kręcić myszą w kółko. To powoduje, że albo wagonik nie przesuwa się ani o milimetr albo, że przesunie się lekko do przodu, a potem trzy razy więcej do tyłu. Naprawdę nie wiem ile bluzgów rzuciłem w stronę monitora z powodu sterowania tą kolejką, a przecież można to było zrobić inaczej. Osobiście uważam, że dużo lepiej by było gdyby wszystko działało tak, jak „tradycyjne” chodzenie – kliknięcie w danym punkcie ekranu powodowałoby ruch kolejki do tego punktu. Ewentualnie, można by wykorzystać klawiaturę i to niezależnie od tego, czy byłyby to klawisze ze strzałkami, czy też kombinacja WSAD. Nie wiem, czy tylko ja miałem problemy z tym etapem, czy nie, ale skoro w tym tekście opisuje swoje wrażenia z gry, więc nie mogę przejść nad tym elementem do porządku dziennego, a to oznacza, że muszę za to odjąć nieco punktów z końcowej oceny.

Obrazek

A do tej zbliżamy się już wielkimi krokami, bo w zasadzie napisałem już wszystko, co najważniejsze o tym tytule. Mogę dodać jeszcze tylko, że czasami było śmiesznie, ale nie było takich momentów za wiele i żadnego nie zapamiętałem na dłużej, więc poświęcę mu tylko to zdanie. Poza tym nie przypominam sobie niczego innego wartego wspomnienia w tym tekście.

Oznacza to, ze czas na podsumowanie. Generalnie „Armikrog” to taka gra, do której można by zastosować studencką zasadę „trzech z” rozumianą jaką „zagrać, zakończyć, zapomnieć”. Osobiście uważam, że jest co całkiem przyzwoity tytuł, choć mający pewne wady nie pozwalające na to, by ocena była bardzo wysoka. Główne moje zarzuty to mało odkrywcza i mało wciągająca fabuła, krótkość rozgrywki oraz sterowanie kolejką. Wiem, że niektórzy oceniają tę produkcję przez pryzmat „Neverhooda” i spodziewając się, że „Armikrog” będzie drugą częścią tej kultowej przygodówki oraz widząc, że jednak nią nie jest przyznali dziełu Pencil Test Studios niskie noty. Ja tego nie zrobię, dlatego ta ocena nie będzie taka najgorsza.

OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ zagadki
+ grafika
+ oprawa audio

WADY:

- za mało interesująca fabuła
- za krótka
- sterowanie kolejką

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Armikrog”