Stasis - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
vaapku
Administrator
Posty: 900
Rejestracja: 04 stycznia 2012, 08:56
Lokalizacja: Resovia
Podziękował(a): 18 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 10 razy
Płeć:

Stasis - recenzja

Post autor: vaapku » 02 maja 2016, 16:05

Życie lubi robić nam niespodzianki i płatać figle. W jednej chwili lecisz sobie z rodziną na wymarzone wakacje, w drugiej – budzisz w obcym miejscu, które po bliższym zapoznaniu okazuje się być stacją kosmiczną. Nie dość, że jesteś oszołomiony, to na dodatek czujesz się nie najlepiej, a po żonie i córce ślad zaginął. Niepokój – a może raczej przerażenie – wzmaga fakt, że jedyni ludzie, jakich masz w zasięgu wzroku, zamknięci są w przezroczystych tubach i nawet jeśli żyją, to z pewnością są nieprzytomni. Co tu się u diabła dzieje?!
Obrazek
Fabuła, powiedzmy to sobie szczerze, szczególnie odkrywcza nie jest, ale też wcale nie uważam, że powinna. Widziałam już przynajmniej kilka filmów, które zaczynają się w podobny sposób, i naprawdę lubię ten schemat. Obce, najczęściej ponure miejsce, samotność, poczucie zagrożenia – to wystarcza, by przykuć mnie do telewizora, miałam więc nadzieję, że podobnie będzie w przypadku gry, tym bardziej, że początek był dość obiecujący. W pierwszej kolejności należało znaleźć w tym nieznanym miejscu sposób na poprawienie swojego stanu zdrowia, a później wiadomo – głównym celem stało się odnalezienie bliskich. Na szczęście wkrótce zyskujemy sojusznika w postaci pracownicy ośrodka, która kontaktuje się z nami drogą radiową. Korzystając z jej wskazówek, przestraszeni, ale i pełni nadziei ruszamy w drogę i...
…bardzo szybko naszym dodatkowym towarzyszem podróży staje się rozczarowanie. Po pierwsze już po kilku chwilach można się domyślić, do czego zmierza cała opowieść i rzeczywiście do samego końca nie dzieje się nic, co mogłoby nas zaskoczyć. Samo to jednak nie byłoby aż tak poważną wadą, gdyby „Stasis” ratowało się klimatem. A z tym jest niestety źle – niektóre elementy wpływające na atmosferę gry zadziałały, mam jednak wrażenie, że paru rozwiązań nie przemyślano, a na kilku polach po prostu przedobrzono. Rezultat? Co wrażliwsze osoby będą zapewne zniesmaczone, a na horrorowych wyjadaczy raczej nie zadziałają tanie sztuczki zastosowane przez twórców.
Wydawać by się mogło, że olbrzymia, pozornie opustoszała kosmiczna stacja badawcza to idealne miejsce akcji dla horroru. Już sama konieczność samotnego przemierzania tej nieznanej przestrzeni może wywołać ciarki, a gdy do tego jeszcze dodać dobiegające z oddali głosy i przemykające od czasu do czasu pod ścianami cienie, robi się naprawdę nieprzyjemnie. Doliczmy do tego pełzające po podłodze i wydające z siebie dziwny charkot mutanty i ja jestem w siódmym niebie. Twórcy „Stasis” uznali jednak że nie będą się bawić w takie subtelności i postanowili pójść na całość. W trakcie naszej wędrówki napotkamy całe hordy mniej lub bardziej zdeformowanych człekopodobnych stworzeń. Część pozamykana jest w klatkach, inne podłączono do jakichś bliżej niesprecyzowanych urządzeń, nieliczne usiłują nas gonić. Ludzie natomiast – ci mniej więcej normalni – występują głównie w charakterze czerwonych plam zdobiących ściany.
Obrazek
Ktoś tu chyba rano wstał nie w humorze...
Nawet ktoś równie mało rozgarnięty jak ja domyśli się szybko, że na tej stacji jakieś szalone umysły przeprowadzały zdecydowanie nielegalne, niemoralne i w ogóle obrzydliwe badania. Ale ale, pomyśleli twórcy, a może jednak ktoś się w tej niezwykle skomplikowanej historii nie zorientuje? Nic nie szkodzi. Wszędzie, gdzie tylko się udamy, znajdziemy palmtopy, w których pracownicy spisywali swoje wspomnienia. Rozumiem, gdyby to były notatki z badań, ale w wielu przypadkach są to zwykłe dzienniki. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo lubię zgłębiać się w fabułę różnych gier, czytając dokumenty, pamiętniki i tym podobne rzeczy, ale w przypadku „Stasis” to zupełnie nie działa. Jak mam się czegokolwiek bać, skoro zamiast kryć się po kątach, czytam porozrzucane wszędzie zapiski, wiedząc przy tym doskonale, że choćbym czytała je do końca świata, nic mi nie zagrozi? Owszem, w grze można zginąć, ale dzieje się w to konkretnych, przewidzianych przez twórców momentach. Dla mnie to jakaś dziwna niekonsekwencja. Poza tym – gdzie tu realizm? Już widzę siebie w podobnej sytuacji, przerażoną i zdezorientowaną – tak, z pewnością tym, co zrobię, będzie czytanie czyichś wynurzeń na temat przełożonego. Wybaczcie, ale to nie są najlepsze okoliczności do zabawy w odtwarzanie przebiegu wydarzeń.
Nie martwcie się jednak, wielbiciele gęsiej skórki – to nie wszystkie przygotowane dla was atrakcje. Nie mogło się przecież obejść bez starych dobrych, oklepanych do bólu i, przepraszam najmocniej, opatrzonych do wyrzygu, wyskakujących znienacka straszaków lub jeśli ktoś woli z angielska – jump scare'ów. A to nam coś z wielkim hukiem spadnie na głowę, a to martwy mutant na nasz widok nagle się ożywi, a czasem to i duch się niespodzianie objawi. Jeśli ktoś lubi ten rodzaj strachu, to zapewne mu się spodoba. Na mnie to już niestety od jakiegoś czasu nie działa.
Obrazek
Później się będę bać tych trupów, najpierw muszę przeczytać cudzy pamiętnik!
W budowaniu klimatu niebagatelną rolę odgrywa też oprawa graficzna i pod tym względem jest na szczęście całkiem nieźle. Ciemne, utrzymane w niebiesko-zielonej tonacji pomieszczenia prezentują się dokładnie tak, jak powinny. Wiele z nich pełniło kiedyś funkcję laboratoriów badawczych, nie brakuje więc nowoczesnej aparatury, nie ma natomiast żadnych zbędnych ozdób – jest sterylnie. Albo może raczej było, bo w chwili, gdy przemierzamy stację, przypomina ona bardziej trupiarnię. Niektóre miejsca są po prostu puste, w innych natkniemy się na piętrzące się ciała, są wreszcie i takie zakamarki, w których najwyraźniej wyniki eksperymentów przerosły najśmielsze oczekiwania.
W zapowiedziach „Stasis” wiele miejsca poświęcono informacji, że zrealizowana została z wykorzystaniem rzutu izometrycznego. To rozwiązanie ma swoje zalety, ale nie jest idealne. Z jednej strony rzeczywiście uzyskano dzięki niemu iluzję trójwymiarowości, ponadto łatwiej jest jednym spojrzeniem objąć całą przestrzeń, wszystkie elementy są dobrze widoczne i trudno coś przegapić. Rzecz w tym, że za sprawą zastosowanej techniki mamy poczucie obserwacji wydarzeń z pewnego oddalenia albo wręcz za pośrednictwem kamer, co utrudnia wczucie się w kierowaną przez nas postać. To kolejny, obok umieszczenia w grze zbędnych i nudnych dzienników załogi, element, który powodował, że nie byłam w stanie w pełni zaangażować się w grę. Poczucie dystansu między mną a bohaterem było zbyt silne, bym mogła choć trochę przejąć się jego losem. Tak naprawdę jedynym momentem, kiedy przez chwilę mu współczułam, był fragment, w którym stanął przed koniecznością wystąpienia jednocześnie w roli lekarza i pacjenta.
O ile w kwestii wyglądu i liczebności przedstawionych w grze zmutowanych roślin i ludzi pomysłowość twórców jest imponująca, o tyle przy tworzeniu oprawy muzycznej postawiono raczej na skromność. Muzykę w tle słychać z rzadka, a jeśli już się pojawia, to nie zapada w pamięć. Czy to jakaś poważna wada? Chyba jednak nie. Cisza – ale nie absolutna, bo przerywana przez szmer aparatury, odgłos kroków, a czasem jakiś niespodziewany hałas – wzmaga poczucie osamotnienia.
Obrazek
Mikroklimat stacji wyraźnie sprzyja rozwojowi roślinności...
Całkiem nieźle spisali się także aktorzy użyczający głosu postaciom. Również polska wersja językowa jest w zasadzie poprawna. Szkoda tylko, że w paru miejscach podpisy kłócą się z tym, co mówią bohaterowie, czasem kobieta używa męskich form. Który to już raz mam wrażenie, że tłumaczono wyrwane z kontekstu zdania, nie zadając sobie trudu, by sprawdzić, jak to będzie wyglądać w grze?
Na koniec zostawiłam sobie element, o którym mogę powiedzieć najwięcej dobrego – zagadki. Nie ma ich jakoś szczególnie dużo, a ich rozwiązywanie nie sprawia zbyt dużych kłopotów, zwłaszcza ze względu na to, że mimo naprawdę sporych rozmiarów stacji, przestrzeń, po której w danym momencie się poruszamy, zwykle ogranicza się do kilku pomieszczeń. Nie znaczy to wcale, że jest zbyt łatwo – w moim odczuciu twórcy trafili w punkt. Co ważniejsze, zadania dopasowane są do fabuły i ogólnego klimatu rozgrywki. Nie zapomnę chyba nigdy innego przygodowego horroru, „1heart”, w którym mała, wydawałoby się przerażona dziewczynka, szukając swojej siostry, zabija Bogu ducha winne zwierzątka i rozwiązuje trudne zagadki logiczne. Twórcy, chcąc chyba zadowolić graczy, całkowicie zapomnieli o realizmie. W „Stasis” jest zupełnie inaczej. Nie ma tu właściwie układanek i tym podobnych zadań, bo też kompletnie by nie pasowały. Zamiast tego gracz będzie szukał sposobu na otwarcie zablokowanych pomieszczeń, uruchomienie nieczynnych sprzętów czy ominięcie zabezpieczeń. Dodam też, że w użyciu znajdzie się również kilka razy sprzęt medyczny i chyba właśnie zadania z nim związane podobały mi się najbardziej.
Miałam zamiar napisać, że w „Stasis” zrezygnowano z popularnych ostatnimi czasy ułatwiaczy w rodzaju możliwości pominięcia co trudniejszych zadań, ale uświadomiłam sobie, że minęłabym się z prawdą. Twórcy gry zdecydowali się na dziwaczny, znany głównie z gier HOPA, sposób podkreślania obecności przedmiotów, które można obejrzeć lub wziąć – błyszczą się. Początkowo myślałam, że dotyczy to jedynie palmtopów, jednak pod koniec zauważyłam, że podobnie zaznaczono kilka innych obiektów. Cokolwiek to dziwne i niepotrzebne, a na dodatek nie zachowano przy tym konsekwencji i niektóre rzeczy ominięto.
Obrazek
Czy te oczy mogą kłamać?
Cóż mogę rzec na koniec - „Stasis” to gra, która miała spory potencjał. Tu naprawdę nie potrzeba było fajerwerków, wystarczyło skupić się na konsekwentnym wzbudzaniu w graczu poczucia zagrożenia i wymyślić inne niż nasuwające się właściwie od samego początku zakończenie. Zamiast tego zdecydowano się na oklepane, tanie środki. Wszyscy już widzieliśmy krew, zwłoki i wyskakujące zza winkla mutanty – poważnie, wprowadzenie tego wszystkiego w jeszcze większych ilościach to słaby pomysł. Rezultat? Gra nie beznadziejna, ale na pewno rozczarowująca. Jej mocne strony to oprawa graficzna i zagadki, ale w przypadku horroru istotny jest przede wszystkim klimat, a tego niestety zabrakło. Szkoda. 6/10
Zalety:
  • oprawa graficzna
  • dopasowane i ciekawe zagadki
  • fabuła z dużym potencjałem...
Wady:
  • ...którego nie wykorzystano
  • nieumiejętnie budowany klimat (częściej: brak klimatu)
  • oklepane i tandetne straszaki
  • czasem tylko niepotrzebne, ale momentami wręcz nudne dzienniki załogi
  • „zaskakujące” zakończenie, które można przewidzieć po dwóch kwadransach
  • niedopracowana polonizacja
Dziękuję firmie Techland za udostępnienie gry do recenzji.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Stasis”