Perils of Man, The - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2790
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 62 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Perils of Man, The - recenzja

Post autor: Adam_OK » 17 kwietnia 2016, 15:13

Obrazek

Zagrożeń w życiu jest całe mnóstwo. Dotyczy to zarówno pojedyńczych ludzi, gdyż każdemu z nas może przytrafić się coś złego. Niezależnie od tego, czy jesteśmy w domu, na ulicy, w sklepie, w szkole, w pracy czy gdziekolwiek indziej coś może w nas uderzyć, spaść na nas albo możemy zarazić się jakąś chorobą. Są też zagrożenia globalne takie jak wojna nuklearna, pandemia wyjątkowo groźnej choroby czy kolizja z jakimś kosmicznym obiektem typu kometa czy asteroida o rozmiarach na tyle dużych, że cała nasza planeta ulegnie destrukcji. Oczywiście nie ma co się zbyt przejmować nimi wszystkimi, bo inaczej wszyscy siedzieliby w domu i nic nie robili, warto jednak być świadomym ryzyka i choć przed częścią z tych niebezpieczeństw starać się zabezpieczyć.

Coś o tym wiedzą męscy przedstawiciele rodu Eberlingów, których łączy oprócz tego cos jeszcze – niektórzy z nich znikają bez śladu. Stało się tak i z ojcem Any. Młoda dziewczyna w dniu swoich szesnastych urodzin dostaje od matki tajemnicze pudełko. W środku znajduje tajemniczy przedmiot pozostawiony jej przez jej ojca. Pierwsze zadanie, jakie Ana postawi przed sobą, to dowiedzenie się, czy jest ów przedmiot i do czego on służy. Oczywiście okaże się, że to dopiero początek jej (a więc i gracza, który się w nią wciela) przygód. Podczas nich, razem z pomocą mechanicznego ptaka o imieniu Darwin (bardzo sympatyczny i inteligentny robot, często pomocny) oraz gogli ryzyka odbędzie ona kilka podróży... w czasie. Czy odnajdzie tam swoich przodków? Czy uda jej się wszystko wyjaśnić? Na te i wiele innych pytań odpowiedzi poznamy podczas rozgrywki. Ta jest bardzo ciekawa i wciągająca, także dlatego, że stawia przed graczem trudne problemy np. – czy można poświęcić życie jednostki lub niewielkiej grupy, aby uratować tysiące? Czy zdanie z czasów Jezusa, że lepiej, aby jeden człowiek zginął za naród jest prawdziwe? Czy istnieje coś takiego jak mniejsze zło i większe dobro i czy w imię tego drugiego można uczynić to pierwsze? Nim powiecie „Zaraz, zaraz, przecież to jest gra i włączam ją dla przyjemności, a nie po to, by prowadzić jakieś rozważania filozoficzne.”, pozwólcie, że to wytłumaczę. Owszem, to jest gra, i naprawdę miło spędza się przy niej czas. Z drugiej jednak strony poruszenie takich tematów sprawia, że jest ona nietuzinkowa i że na dłużej ona zostaje w pamięci gracza po jej ukończeniu niż jakaś inna, niefilozoficzna, produkcja. Szkoda tylko, że jest jednocześnie taka krótka. Co prawda z tyłu pudełka napisane jest zdanie o 10 godzinach zabawy, to da się ukończyć ten tytuł w mniej niż... połowę tego czasu! Jest to bardzo słaby wynik, nawet jak na obecne standardy.

Obrazek

Na szczęście, inne elementy wykonano zgodnie, a niektóre nawet powyżej współczesnych norm. Tutaj chciałbym szczególną uwagę zwrócić na zagadki. Te można tradycyjnie podzielić na dwie grupy – przedmiotowe i łamigłówki. Tych pierwszych jest oczywiście więcej niż drugich, ale do tego chyba każdy miłośnik gatunku zdążył już się przyzwyczaić. Zbieramy więc różne przedmioty i używamy ich we właściwych miejscach. Nie ma z tym większego problemu, gdyż najczęściej każdą znaleziona rzecz (a nie jest ich zbyt wiele, raptem po kilka sztuk na raz) wykorzystujemy zgodnie z jej przeznaczeniem. Czasem trzeba połączyć kilka kawałków w jedną całość, ale i do tego też chyba wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić. Poza tym rozwiązujemy też zagadki nieprzedmiotowe, których w trakcie rozgrywki napotkamy kilka. Ja osobiście najbardziej zapamiętałem tę wykorzystującą ciąg Fibonacciego. Co ciekawe podpowiedź do niej uzyskujemy dzięki wiadomości, którą Ana odtwarza na dioramie (to takie urządzenie wyglądające nieco jak mały, stary telewizor). Wiadomość tę da się odtworzyć nawet wtedy, kiedy wspomniana diorama nie jest w pełni sprawna (nie odtwarza dźwięku, jedynie obraz). Jako, że z tym ciągiem miałem już wcześniej styczność, więc mi taka podpowiedź w zupełności wystarczyła, a gdy później usprawniłem wspomniane ustrojstwo to odtworzyłem jeszcze raz podpowiedź tylko po to, by upewnić się, że miałem rację J Oprócz tej łamigłówki są i inne np. z projektorami w bibliotece. Jak na tak krótką zabawę, to jest ich całkiem sporo, choć ich poziom trudności zbyt wysoki nie jest. Są one jednak bardzo logiczne, a ich samodzielne rozwiązanie daje pewną ilość satysfakcji, stąd też ten element gry oceniam pozytywnie.

Podobne odczucia mam również w stosunku do grafiki. Tym razem jest ona trójwymiarowa, a jej autorem jest niejaki Bill Tiller, który kiedyś tworzył gry dla Lucas Arts, a później spod jego ręki wyszło np. A Vampyre Story. To, co stworzył tym razem jest naprawdę ładne i kolorowe, choć jak dla mnie to postacie są przesadnie chude, szczególnie ich kończyny, które są bardzo długie i bardzo cienkie. Można się jednak do tego przyzwyczaić i po pewnym czasie nie zwraca się na to uwagi. Za to godne uwagi jest coś innego – efekt wizualny użycia gogli ryzyka. Gdy dzięki nim i pewnej księdze trafimy już do przeszłości (np. do pewnego teatru, w którym ma wybuchnąć pożar), to po ich założeniu najbliższe nam otoczenie ukazane zostaje w widoku FPP (standardowo podczas rozgrywki mamy widok TPP) w dwóch kolorach – zielonym i czerwonym. Ten drugi wskazuje rzeczy stanowiące zagrożenie np. pęknięta rura czy kocioł grożący wybuchem. Z jednej strony jest to podpowiedź dla gracza, czym ma się zająć, a z drugiej wygląda to naprawdę efektownie. Podobnie jest z przerywnikami filmowymi, których w tej produkcji nie brakuje. Generalnie oprawa graficzna stoi na naprawdę niezłym poziomie.

Obrazek

Udana jest też strona audio. Podczas zabawy towarzyszą nam przyjemnie brzmiące utwory muzyczne, dźwięki otoczenia brzmią naturalnie, a głosy aktorów (tradycyjnie nie są one polskie, a angielskie) dobrze dobrano do postaci. Z innych kwestii technicznych warto wspomnieć o ciekawie przedstawionym ekwipunku. Ma on postać dużego koła, we wnętrzu którego są mniejsze kółka na poszczególne przedmioty. W samym środku inwentarza mamy zaś koła zębate, do których przesuwamy rzeczy w celu połączenia ich ze sobą. Na tym można spokojnie zakończyć wątek interfejsu, gdyż jako że opisywany tu tytuł jest grą point and click, więc nikt nie powinien mieć problemów z jego opanowaniem.

Na koniec tradycyjnie kilka słów o rodzimej wersji językowej. Jak wspomniałem, nie uświadczymy tu polskojęzycznych aktorów, jedynie napisy zostały przetłumaczono. Wykonano to całkiem dobrze, nie pamiętam, abym podczas grania napotkał na jakieś bijące po oczach błędy np. ortograficzne. Dodatkowo polskie wydanie pudełkowe wzbogacono o fajną pocztówkę, co uważam za miły gest ze strony rodzimego dystrybutora.

Czy watro sięgnąć po tę grę? Według mnie tak, bo ma ona kilka elementów naprawdę godnych uwagi. Najważniejszym z nich jest bardzo intrygująca i wciągająca fabuła, a oprócz niej spora ilość zagadek, ładna grafika, udana oprawa muzyczna i polonizacja. Oczywiście, produkcja ta nie jest idealna i swoje wady ma, szczególnie jeśli idzie o długość (a raczej krótkość) rozgrywki, ale skoro przyznano jej nagrodę Swiss Game Awards 2014, to uważam, że jest to wystarczające poświadczenie jej jakości. Tak więc zachęcam was do sięgnięcia po ten tytuł, a nie pożałujecie tej decyzji.
OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ fabuła
+ ciekawe i logiczne zagadki
+ grafika
+ muzyka i dźwięk
+ polonizacja

WADY:

- zdecydowanie za krótka
- za prosta
- zbyt chude postacie

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Perils of man, The”