Aztec: klątwa w sercu Złotego Miasta - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2758
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 61 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 36 razy
Płeć:

Aztec: klątwa w sercu Złotego Miasta - recenzja

Post autor: Adam_OK » 07 kwietnia 2013, 15:43

Obrazek
Cywilizacja Azteków była jedną z najpotężniejszych w Ameryce Łacińskiej, ale spotkał ją podobny los co państwa Inków i Majów. Wszystko za sprawą konkwistadorów, których uważano za bogów, choć gorsi byli od diabła. Kiedy to dostrzeżono, było już za późno, a zagłada Azteków stała się faktem. Jedyne, co udało się zrobić, to ukryć skarby przed najeźdźcami. I choć w pewnym momencie te bogactwa dostały się w ręce zdobywców, to zgodnie z zasadą „easy come, easy go” równie szybko się z nimi pożegnali. Informację o tym, gdzie je ukryto, próbowano torturami wymusić na ostatnim władcy Azteckim, Cuathemocu, ale nic to nie dało i do dziś nie wiadomo, gdzie jest ten skarb. Nieco wcześniej władcą był Montezuma i to właśnie w tym okresie umieszczono akcję tej gry. O wrażeniach z niej zaraz opowiem.
Był raz sobie młody wojownik o imieniu Mały Wąż. Podczas polowania stał się świadkiem morderstwa popełnionego na pewnym dostojniku. Dostał od niego kamień oraz, niejako „w promocji”, został podejrzany przez władze o popełnienie morderstwa. Nasz bohater będzie więc musiał nie tylko wyjaśnić przyczyny zgonu dostojnika (oraz kilku innych osób, które zginą podczas gry), ale również oczyścić siebie i swoje imię. Nietrudno się domyślić, że Mały Wąż wplątał się w potężny spisek mający związek z serią tajemniczych zatruć w samej stolicy państwa, czyli Tenochtitlan (dziś na jej miejscu jest miasto Meksyk). W poszukiwaniu rozwiązania nasz bohater nie będzie osamotniony, gdyż część napotkanych postaci będzie skora do pomocy (inni wręcz przeciwnie). Jak cała historia się zakończy, to zależy od gracza, bo są dwa zakończenia (niestety, tego drugiego nie widziałem, choć grałem ze trzy razy). To spory plus, choć fabuła sama w sobie jakaś odkrywcza ani oryginalna nie jest. Oczywiście w związku z tym do zalet jej nie można zaliczyć, ale mimo tego grało mi się całkiem przyjemnie.
Złożyło się na to kilka czynników, m.in. fajne zagadki. W przeciwieństwie do nowszych produkcji tu było ich całkiem sporo. Podczas gry trzeba było np. dokończyć tarczę z piór, ułożyć czaszki na ścianie Tzompantli w taki sposób, aby można było zabrać pergamin z tajną wiadomością, czy też zagrać w minigierkę z niewolnikiem. Szczególnie ta ostatnia (o nazwie Patolli) przypadła mi do gustu, bo miała proste i logiczne zasady, ale odniesienie zwycięstwa takie łatwe nie było (pomimo wielu prób nigdy nie udało mi się wygrać dwóch partii z rzędu). Oprócz wymienionych zadań było sporo innych, często polegających na zgubieniu pościgu (gonił nas prawdziwy morderca, wojownik o imieniu Szczyt Góry) czy też na przechytrzeniu jego wspólników. Jak przystało na typową przygodówkę nie obyło się bez zbierania różnych przedmiotów i używania ich w różnych miejscach. W sumie więc pod względem zagadkowym gra miała wszystko, co mieć powinna. Szkoda tylko, że większość tych zadań nie stanowiła wielkiego wyzwania, a rozgryzienie ich nie sprawiało wielkich trudności. No cóż, widać nie można mieć wszystkiego.
Jak i w innych grach Cryo, tak i tu mamy wątek edukacyjny. Jest on obecny w postaci encyklopedii, w której można znaleźć różne informacje na temat cywilizacji Azteków. Oczywiście nie jest to pełne źródło wiedzy, ale zawarto w nim wystarczająco dużo wiadomości, aby orientować się w sytuacji, wiedzieć o czym rozmawiają poszczególni bohaterowie itp. Czasem wiedza z encyklopedii może być pomocna w rozwiązaniu jakiejś zagadki. Dzięki encyklopedii można też odbyć wirtualny spacer po Tenochtitlan (oczywiście miasto wygląda tak, jak to sobie wyobrażali graficy), co może być miłym przerywnikiem w grze. Ogólnie więc ten element oceniam pozytywnie.
Nieco gorzej jest z grafiką. Co prawda tragedii nie ma, ale zawiesić na czymś oko też nie. I choć gra ma swoje lata, to nawet tuż po swej premierze nie zachwycała sferą wizualną. Elementem, który szybko rzuca się w oczy, jest sterylność, czyli brak jakichkolwiek postaci chodzących po ulicach (oprócz tych, z którymi można porozmawiać), brak jakiegokolwiek życia społecznego. Można odnieść wrażenie, że Tenochtitlan był na początku XVI wieku nieco większą wioską, a nie potężnym miastem. Poza tym, jeśli chodzi o wygląd postaci, tła i animacje, też nie jest rewelacyjnie. Biorąc poprawkę na rok produkcji, zaliczę je do stanów średnich.
Niewiele lepiej jest pod względem muzyki i dźwięków. Co prawda tej pierwszej za dobrze nie pamiętam, ale nie przypominam sobie również, abym podczas grania był nią jakoś zachwycony. Nie wywołała ona też u mnie zwiędnięcia uszu, więc można ją strawić. Jeśli chodzi o dźwięki, to tu też niczego nadzwyczajnego nie było. Widać (a raczej słychać), że poszczególne przedmioty czy elementy otoczenia brzmią poprawnie. Zdążyłem się już do tego przyzwyczaić, choć z drugiej strony w tej materii ciężko wymyślić coś oryginalnego.
Podobnie było z interfejsem, który jest do bólu typowy dla gier tej firmy. Oznacza to widok z pierwszej osoby, węzłowy sposób poruszania się oraz wykonywanie poszczególnych czynności przy pomocy myszki. Takie rozwiązanie tej kwestii dla mnie jest w porządku, bo jest ono intuicyjne, łatwe w opanowaniu i proste w obsłudze.
Dużym atutem gry jest jej polonizacja. Naszemu bohaterowi głosu udzielił Jan Piechociński, aktor może mało znany, ale ze swojej roli wywiązał się bardzo dobrze. W jednej z mniejszych ról można także usłyszeć Piotra Fronczewskiego (jego chyba zna każdy), który również wypadł świetnie. Pozostałe postacie przemawiają głosami mniej znanych osób, ale nie znaczy to, że były gorsze. Do tego należy dodać poprawnie wykonane napisy, brak jakichś rażących literówek (także w encyklopedii i instrukcji) i efektem jest obraz bardzo dobrego spolszczenia. Co prawda wspomniana instrukcja do opasłych się nie zalicza, ale wszystkie najważniejsze informacje zawiera, a to jest najważniejsze.
W efekcie mamy tu grę całkiem przyzwoitą, choć do doskonałości jej sporo brakuje. Niemniej czasu przy niej spędzonego nie uważam za stracony, więc jeśli jeszcze nie znacie Małego Węża, a będziecie mieć okazję go poznać, to poświęćcie mu trochę czasu i dajcie mu szansę, bo w sumie warto.
OCENA GRY: 7/10
ZALETY:
+ sporo zagadek
+ walory edukacyjne
+ świetna polonizacja
+ interfejs
+ przyzwoita oprawa audio-wideo...
WADY:
- ...choć mogłaby być lepsza
- mało oryginalna fabuła
- za prosta
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Aztec: klątwa w sercu Złotego Miasta”