Zaginięcie Ethana Cartera - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 10891
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 136 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 140 razy
Płeć:

Zaginięcie Ethana Cartera - recenzja

Post autor: Urszula » 30 grudnia 2014, 13:26

Obrazek
Wiele razy obiecywałam sobie, że nie będę czytać recenzji i oglądać trailerów gier, bo potem moje oczekiwania są zbyt wygórowane. Pół biedy, gdy recenzje są kiepskie, a gra zaskakuje pozytywnie, gorzej gdy jest odwrotnie. Przed kupnem Zaginięcia Ethana Cartera czytałam recenzje, których autorzy piali z zachwytu, ale nawet gdybym ich nie czytała, to szum wokół procesu powstawania i wydania gry i tak do mnie docierał. I choć z zasady (by oszczędzić sobie rozczarowań) podchodziłam do gry z rezerwą, i tak nie dostałam tego, czego oczekiwałam.

Na początek kilka słów na temat fabuły. Jakie konkretnie zadanie czeka na gracza? Tego nie dowiadujemy się od razu, a dopiero z czasem, w miarę rozwoju akcji. Wiadomo natomiast, że wcielamy się w postać obdarzonego paranormalnymi zdolnościami detektywa Paula Prospero, który na podstawie znalezionych przedmiotów i przeczytanych fragmentów notatek potrafi odtworzyć chronologię wydarzeń w danym miejscu. Ta umiejętność potrzebna jest by odnaleźć tytułowego Ethana, który napisał list do detektywa. Jednak szósty zmysł na nic się zda, gdy gracz pójdzie inną niż przewidzieli twórcy ścieżką i zacznie odkrywać tajemnicę w innej kolejności. W takim wypadku przeczytane informacje i opowiadanie narratora może nie będą bardzo mylące, ale staną się trochę bezsensowne. Liniowość w przygodówkach najczęściej przeszkadza, tymczasem tutaj jej brak może spowodować u gracza dezorientację. W moim odczuciu w fabule gry nie ma nic intrygującego ani odkrywczego.

Miło jest, gdy przygodówki są ładne. Ba, nawet bardzo miło, ale ważniejsza jest jednak fabuła oraz wyzwania pozwalające tę fabułę odkrywać. Muszą umieć przykuć do monitora i spróbować zagrać na naszych emocjach, by w jakimś stopniu gracz utożsamiał się z bohaterem. Fabuła powinna w zależności od odmiany przygodówki przestraszyć, rozbawić i – przede wszystkim – zaintrygować i zachęcić gracza do dalszej eksploracji świata. A jeśli już nie broni się świetną lub przynajmniej dobrą fabułą, to niech ma zakręcone lub trudne zagadki, a wtedy takiej grze mogę wiele wybaczyć

W Zaginięciu Ethana Cartera dostałam naprawdę piękną grafikę, ale… tylko grafikę. Okolice, które przyszło mi eksplorować, są rzeczywiście przecudnej urody. Cóż jednak z tego, że piękne, skoro niestety martwe… Owszem, drzewa i trawa poruszają się na wietrze, podobnie woda, ale mimo to cała ta przestrzeń wydaje się być niemal całkowicie pozbawiona życia. Mojej drogi nie przeciął spłoszony zając, nie zobaczyłam pasącej się w oddali sarny, nie przestraszył mnie trzask łamanej gałęzi, nie zaskoczył nagły deszcz ani nie dostrzegłam oparów nad wodą. Takie „drobiazgi” mają ogromny wpływ na klimat gry – zwłaszcza w przypadku (tu cytat z okładki) „opowieści grozy utrzymanej w mrocznym klimacie „weird fiction”. Na dodatek ten ogromny, wydawałoby się, świat, w rzeczywistości ograniczony jest do kilku ścieżek. Za każdym razem, gdy nabrałam ochoty na dłuższą i dokładniejszą eksplorację okolicy, szybko dalszą drogę tarasowały mi skały bądź inne przeszkody. Od razu nasuwa mi się skojarzenie ze sztucznym horyzontem w „Seksmisji” – wydaje się, że dookoła hektary przestrzeni, tymczasem co i rusz odbijałam się jak od ściany. Świat gry jest więc niewątpliwie piękny i na pierwszy rzut oka ogromny, jednak szybko okazuje się martwy i mocno ograniczony.
Obrazek
Kolejna sprawa to sama rozgrywka. Gdybym miała określić tę produkcję, to powiedziałabym, że dostałam bardziej interaktywny film, niż pełnoprawną grę przygodową. Ostatnio obserwuję tendencje do tworzenia gier nastawionych na interaktywne zwiedzanie świata, bo podobny zabieg mamy w Gone Home czy Dear Esther. Ja jednak nie chcę tylko zwiedzać i podziwiać widoki, chcę grać. Tymczasem w przypadku Zaginięcia… nie było mi dane się „nagrać”, zamiast tego zwiedzałam świat, po drodze, jakby przy okazji, odtwarzając jakąś chronologię wydarzeń. W tej grze brakowało mi… gry. Opowieść okraszona mało ciekawymi i powtarzalnymi zadaniami nie była tym, czego oczekiwałam. Być może było coś głębszego w tej „przygodówce”, jakieś drugie dno, ale ja go nie znalazłam. Wykonywanie tych samych czynności, tylko z różnymi postaciami, nie jest fascynującą rozrywką. Troszkę lepiej było przy zabawie z portalami i berku z potworem w kopalni, ale to raptem dwa zadania troszkę inne, ale nie na tyle satysfakcjonujące, bym miała podskakiwać z radości. Być może w założeniu twórców czymś wyjątkowym miała być gonitwa za kosmonautą - przykro mi, ja się przy tym nie ubawiłam.
Obrazek
Zagadki były więc proste, powtarzalne, niedające satysfakcji z ich rozwiązania, a zabawa w kopalni była bardziej frustrująca niż miła. Odnoszę wrażenie, że moje ulubione gry są coraz łatwiejsze, albo twórcom brakuje pomysłu na zagadki. Na szczęście nie wszystkie i ostatnio, grając w kilka troszkę starszych tytułów, choćby w Memento mori 2, dostałam to co chciałam – było i ciekawie, i długo, i nie zwiedzałam świata, a po prostu grałam.

Przejście Zaginięcia Ethana Cartera zajmuje niewiele czasu, więc nim się człowiek na dobre rozgrzeje, prędko zobaczy końcowe napisy. Na dobrą sprawę to dobrze, że nie ma niczego wsadzonego na siłę, by przedłużyć rozgrywkę – tego naprawdę nie lubię. Z drugiej jednak strony, gdyby nie konieczność przemieszczania się po i tak (jak już pisałam) mocno ograniczonej przestrzeni między miejscami, w których należy coś zrobić, to gra okazałaby się jeszcze krótsza. Pal licho, gdyby po drodze działo się coś ciekawego, albo gdybym miała większą swobodę ruchu, bez ciągłego natykania się na przeszkody. Po tym pięknym świecie mogłabym wędrować godzinami, ale gdyby wiązało się to z liczniejszymi i bardziej angażującymi wyzwaniami. Tymczasem w takiej formie Zaginięcie… kojarzy mi się bardziej z symulatorem spaceru – a niestety, od wędrowania po najpiękniejszym nawet wirtualnym świecie wolę prawdziwą wycieczkę.

Oprawie muzycznej nic zarzucić nie można. Głos głównego bohatera, a jednocześnie narratora opowiadającego nam historię, jest bardzo dobry i intonacja jego głosu dodaje tajemniczości grze. Odgłosy otoczenia również są poprawne, tak więc ścieżka dźwiękowa nie wzbudza zastrzeżeń. Należą się również pochwały za wydanie pudełkowe, dołączona książeczka jest bardzo miłym bonusem. Natomiast nieporozumieniem jest dla mnie konieczność posiadania konta na Steamie w przypadku pudełkowej wersji gry. Nie rozumiem, dlaczego zmusza się gracza do instalowania tej platformy. Właśnie dlatego kupuję pudełko, bym jadąc sobie na wakacje gdzieś, gdzie diabeł mówi dobranoc, mogła pograć w to, na co mam ochotę, gdy na dworze niepogoda, a Internetu niet. Niestety w przypadku gier, które koniecznie wymagają platformy Steam, choć kupiłam je w pudełku, o takiej rozrywce mogę zapomnieć.

Również cena gry to jakieś nieporozumienie, zapłaciłam prawie 80 zł za 4 godziny grania. Następnym razem bardzo się zastanowię, czy wydać na grę w dniu premiery tak dużo kasy, skoro dostaję interaktywny film zamiast prawdziwej, pięknej gry przygodowej, który to film po 4 godzinach wyświetla napisy końcowe. Nie oczekuję, by każda wydawana gra zapewniała 20 godzin rozrywki i kosztowała na starcie 30 zł, ale za 80 zł, a nieraz i za niższą cenę, wielokrotnie wydawano już u nas znacznie dłuższe i, co ważniejsze, ciekawsze gry.
Obrazek
Moja końcowa ocena to 6/10, a jest tak wysoka głównie ze względu na zachwycającą oprawę graficzną. Zaginięcie Ethana Cartera polecam przede wszystkim osobom, które lubią spacerować , podziwiać widoki i wsłuchiwać się w opowieść narratora, usłyszane fragmenty zbierając w całość. Niestety, to nie moja bajka. Być może cała ta historia ma jakieś drugie dno, ale cała rozgrywka nie zachęciła mnie do tego, by tego dna szukać. Przykro mi, tym bardziej, że kibicowałam tej grze, jako że jest dziełem Polaków. Niedawno grałam w 1heart, przygodówkę również stworzoną przez naszych rodaków. I mimo że jest ona dużo gorsza graficznie, a samą rozgrywkę ciężko porównywać, to ta znacznie mniej reklamowana i dużo tańsza gra (a utrzymana w nieco zbyt ciężkich jak dla mnie klimatach) sprawiła mi znacznie więcej frajdy niż historia Ethana.

Zalety
- oprawa graficzna
- oprawa muzyczna
- książeczka dołączona do wydania pudełkowego
- jeśli ktoś oczekiwał interaktywnego filmu

Wady
- brak gry w grze
- powtarzające się zadania, brak wyzwań, monotonia
- wysoka cena jak na długość i jakość gry
- brak zapisu w każdym momencie
- konieczność posiadania konta na platformie Steam mimo wersji pudełkowej
- sterowanie przy pomocy klawiatury
___________________________________________________________________________________________________
Moje gry
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Dawstwa Szpiku - KRS 0000202597 - przekaż 1% podatku

kontakt w sprawach PrzygodoManii: urszula(at)przygodomania(kropka)pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Zaginięcie Ethana Cartera”