Dark fall: the journal - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2790
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 62 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Dark fall: the journal - recenzja

Post autor: Adam_OK » 05 sierpnia 2014, 20:56

Obrazek
Z reguły jak coś robię, to robię to od początku do końca. Są oczywiście wyjątki i tak np. czytanie „Trylogii” Henryka Sienkiewicza zacząłem od „Potopu”, a serię gier o Larrym Lafferze od części siódmej. Podobnie było z serią Dark Fall, gdyż jako pierwsza na moim dysku zagościła część ostatnia i... szczerze żałuję, że tak się stało. Po zagraniu w część pierwszą tego cyklu zobaczyłem, jak wiele smaczków mi uciekło. Jakich? Zaraz opowiem.

Zacznijmy od początku, czyli od fabuły. Nasz bohater dostaje telefon od swego brata, który prosi go o natychmiastowe udanie się do Dorset, do opuszczonej (bo nieużywanej od lat) stacji kolejowej Dowerton i tamtejszego hotelu, w którym brat naszego alter ego pracował przy remoncie. Dzieją się tam różne dziwne rzeczy, a nasza postać będzie próbowała dowiedzieć się, kto lub co jest za te wydarzenia odpowiedzialny. Czytając różne listy, notatki i inne dokumenty (a jest ich tutaj całe mnóstwo) pozostawione przez byłych gości hotelowych, którzy wiele lat temu zniknęli w tajemniczych okolicznościach, dowie się o prastarej, złej mocy, która została wtedy uwolniona. Chcąc, czy nie, trzeba będzie się z nią zmierzyć. Brzmi to co najmniej groźnie i zapowiada, że podczas rozgrywki zimny pot obleje nas nie raz i nie dwa. Liczyłem na to, uruchamiając tę grę, ale się bardzo zawiodłem. Praktycznie przez całą rozgrywkę nie poczułem dreszczyku emocji, nie krzyknąłem z przerażenia, ani nie schowałem się pod biurko, widząc jakieś maszkary na ekranie. Nie zrobiłem tego, bo nie było niczego, co mogłoby wywołać taką reakcję – żadnych koszmarów i mrocznych wizji, żadnych skrzypiących drzwi, okien zamykanych z trzaskiem przez wiatr, burzy szalejącej na zewnątrz czy piorunów uderzających w pobliskie drzewa. Co prawda było kilka telefonów, w których jakiś głos ostrzegał mnie, bym nie wgłębiał się w tę sprawę, a raz także na moment zgasły światła, ale to za mało, aby podnieść mój poziom adrenaliny we krwi. Pytam się, gdzie te szepty przyprawiające o ciarki? Gdzie chodzenie po omacku i błądzenie w ciemnościach? Gdzie obecność tej mrocznej siły? Gdzie to wszystko jest, bo na pewno nie w tym tytule. Przez większą część rozgrywki brakowało mi też zjawisk paranormalnych, gdyż dopiero po dostaniu się do pokoju 2D zaczęły one występować w satysfakcjonującej mnie ilości – czytanie niewidzialnych napisów na ścianach czy rozmowy z duchami stały się wówczas stałym elementem programu, wcześniej były jedynie dodatkiem do niego. Mimo to fabuła prezentuje się naprawdę dobrze, bo potrafi przykuć do monitora i zainteresować opowiadaną tu historią. Zapewniła mi ona ponad 6 godzin dobrej, choć innej niż tego oczekiwałem, rozrywki.

Obrazek

Duża w tym zasługa zagadek, wśród których dominują łamigłówki nie-przedmiotowe (tak, to nie żart!). Przez całą grę znajdziemy raptem kilka użytecznych rzeczy (w tym dwa klucze, lampę czy śrubokręt) oraz całą masę zadań logicznych - od prostych układanek, w których będzie trzeba ułożyć podarty list, przez całą masę zadań polegających na odnajdywaniu i łamaniu szyfrów do różnych skrytek, aż po znalezienie sposobu na tytułową złą moc – Dark Fall. Ta gra to jedna wielka zagadka i rozwiązywanie jej sprawia naprawdę dużą przyjemność. Co więcej, niektóre z zadań można sobie odpuścić - np. ja znalazłem zakodowany list (litery zostały pozamieniane) i podpowiedź do niego, ale nie odkodowałem go, bo musiałbym to robić... na kartce papieru (spodziewałem się, że będzie można to zrobić w grze, klikając na jedną literę w tekście, a potem wybierając inną, która miałaby ją zastąpić). Za tę możliwość należy się temu tytułowi bardzo duży plus.

Niestety, tego samego nie powiem o grafice. Z jednej strony lokacje prezentują się naprawdę ładnie, ale... trochę zbyt ładnie. Rozumiem przez to, że skoro stacja i hotel są nieużywane od lat, to powinny zostać nadgryzione zębem czasu, a tak nie jest. Być może remont był już skończony, niemniej ten porządek, te ściany bez odpadającego z nich tynku, podłogi bez skrzypiących desek czy okna bez wybitych szyb jakoś niespecjalnie pasują mi do gry, która miała mnie choć trochę przestraszyć (zapewne też ten fakt przyczynił się do tego, ze strachu nie czułem). Ponadto grafika została stworzona w bardzo niskiej rozdzielczości. Trudno bowiem, by „rozdziałka” nieprzekraczająca 800 na 600 pikseli mogła kogokolwiek zachwycić i to nawet jeśli uwzględnimy, że od światowej premiery tego tytułu minęło dwanaście lat. Nie ma też żadnych opcji w menu, które mogłyby ją zmienić, tak jak nie ma możliwości zmiany takich parametrów jak jasność czy kontrast. Szkoda, bo przez to ten tytuł sporo stracił w moich oczach.

Obrazek

Na szczęście oprawa audio stoi na odpowiednim poziomie. Dźwiękowo nie ma się do czego przyczepić, w głosach postaci słychać emocje, a muzyka przygrywająca w tle jest bardzo klimatyczna i taka, jakiej oczekiwałem – posępna i budująca nastrój przerażenia. Szkoda tylko, że przez całą zabawę nie dane było mi usłyszeć głosu naszego bohatera, bo nawet jak on rozmawia z duchami, to polega to na tym, że my wpisujemy odpowiednie kwestie i zatwierdzamy je, klikając „say” w prawym dolnym rogu ekranu. Mimo to oprawę audio zaliczam do plusów, głównie za dubbing (każda napotkana postać, a jest ich około dziesięciu, mówi głosem innego aktora).

Teraz zaś wyjaśnię, czemu żałuję, że od The Journal nie zacząłem swej znajomości z serią Dark Fall. Wynika to z różnego rodzaju smaczków, których nie dane mi było odkryć, takich jak znajomi bohaterowie (a dokładniej znajome duchy), znajome lokacje i porównanie zmian, jakie w nich zaszły i inne ciekawostki. Mimo tego jedną udało mi się znaleźć – jak wiadomo autorem gry jest Jonathan Boakes, założyciel studia Darkling Room, które w swym portfolio ma również serię The L(o/a)st Crown, której bohaterem jest Nigel Danvers. I choć fizycznie Nigela można było zobaczyć dopiero w The Lost Crown, to usłyszeć go oraz poczytać o jego badaniach (przeprowadzanych wspólnie z niejaką Polly) nad tajemniczą mocą spowijającą Dowerton można już w pierwszej odsłonie serii Dark Fall. Za to wszystko doliczę nieco do końcowej oceny gry.

Podsumowując, Dark Fall: The Journal jest grą dobrą, ale do doskonałości zabrakło jej przede wszystkim klimatu grozy oraz odpowiedniej grafiki. Mimo to uważam że warto się z nią zapoznać, przede wszystkim dla zagadek oraz dla smaczków, by zobaczyć od czego tak naprawdę się zaczęły przygodówki wywołujące dreszcze i zimny pot (a dokładniej to moda na nie, gdyż przed tą grą było już kilka tytułów w podobnych klimatach). A jeśli ktoś lubi czytać wszelkiego rodzaju dokumenty, to poczuje się tu jak w niebie.


OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ zagadki!
+ ciekawa fabuła
+ oprawa audio
+ różne smaczki i ciekawostki

WADY:

- brak klimatu grozy!
- grafika

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dark fall: the journal”