Journey of a roach - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2758
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 61 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 36 razy
Płeć:

Journey of a roach - recenzja

Post autor: Adam_OK » 18 maja 2015, 13:52

Obrazek
Karaluchy nie są powszechnie lubianymi stworzeniami. Choć są inteligentne, a według powszechnego mitu są w stanie (jako gatunek) przeżyć nuklearną apokalipsę, to często budzą obrzydzenie, bo kojarzą się z brudem, śmieciami i odpadkami. Może dlatego, jak dotąd była tylko jedna przygodówka o tych owadach zatytułowana „Bad Mojo”. Niedawno panowie z Koboldgames stworzyli kolejną grę o tych insektach. O wrażeniach z niej zaraz opowiem.

Fabuła gry jest prosta – otóż za sprawą pewnego grzybka życie na Ziemi „nieco” zubożało. Każda roślinka jest tu więc tak samo cenna i rzadka jak pewien mleczyk z pierwszej „Epoki Lodowcowej”. Nasz robaczy bohater i jego towarzysz znaleźli właśnie taki skarb i chcą do niego dotrzeć. Niestety, nasz kolega jest totalną fajtłapą i zamiast zająć się kwiatkiem trzeba ratować jego odwłok. A jak uratujemy go raz, to po chwili trzeba to zrobić ponownie, i ponownie, i ponownie itd., bo a to raz wpadnie w pajęczą sieć, a to uwiężą go mrówki, a to jeszcze coś innego. Czy w pewnym momencie uda się przerwać to błędne koło i dotrzeć do szczęśliwego zakończenia i do wspomnianej roślinki? Jeśli chcecie się przekonać, to zagrajcie sami, szczególnie jak macie choć chwilę wolnego. Gra bowiem no najdłuższych nie należy (ba! Jedno z osiągnięć na Steamie jest za ukończenie gry w czasie krótszym niż 18 minut, choć po mojemu to nierealne), mnie pierwsze podejście zajęło około czterech godzin. Oznacza to, że „Podróż Karalucha” da się ukończyć w jeden – dwa wieczory, w zależności od ilości poświęconego mu czasu. Mimo, że to stosunkowo słaby wynik, nawet jak na współczesne standardy, to ja nie żałuję czasu spędzonego przy tej grze, bo bawiłem się dobrze.
Obrazek
Było tak również za sprawą zagadek. W większości były to zadania inwentarzowe, choć trafiły się też, tak lubiane przeze mnie łamigłówki „puzzlowate”. Nie były one skomplikowane, a podpowiedzi do nich zrozumie nawet dziecko. Mnie szczególnie podobało się otwieranie sejfu, w którym schowała się jedna z małych muszek, choć np. zabawa z przestawianiem skrzynek też była ciekawa. Co więcej, wprowadziła ona nawet pewien element skradankowy (na szczęście stosunkowo prosty), co urozmaiciło rozgrywkę. Dużo bardziej wkurzający był pewien element, który można nazwać zręcznościowym. Mam tu na myśli zadanie z przeniesieniem naładowanej anteny z punktu A do punktu B. Co prawda punkty te były stosunkowo blisko siebie, ale trzeba było uważać na pewne „przeszkadzajki”, które rozładowywały antenę i zmuszały do podjęcia kolejnej próby. Co prawda zajęło mi to z 10-15 minut, nim osiągnąłem sukces (więc niewiele), ale poziom mojej frustracji przez ten czas znacząco wzrósł. Na szczęście w tej produkcji śmierć nam nie grozi i nawet jeśli np. podczas przechodzenia przez tunel z płonącymi wiatrakami źle wybierzemy moment, w którym możemy pójść dalej, to najwyżej chwilowo przysmażymy sobie odwłok i wrócimy na początek wspomnianego tunelu (a jeśli wyłączyliśmy wcześniej jakiś „wiatraczek”, to przy kolejnej próbie on dalej będzie wyłączony). Za to należy się plus, a jeśli chodzi o zadania przedmiotowe, to generalnie były one typowe z jednym małym „ale”. Wiązało się ono z tym, że część potrzebnych nam rzeczy była na suficie, albo gdzieś, gdzie nie dało się dojść tylko po podłodze. W efekcie, do standardowego myślenia „gdzie jest ten badziew, który mi jest potrzebny do zrobienia ...” dochodziło jeszcze „to wygląda na przydatne, tylko jak ja mam tam wleźć?”, co sprawiało, że rozgrywka była ciekawsza. Bardzo mi się to podobało, był to powiew świeżości w całym gatunku przygodówek.
Obrazek
Grafika może nie była takim „wiatrem zmian”, niemniej również zasługuje na uznanie. Mamy tu do czynienia ze środowiskiem 3D, czemu trudno się dziwić, skoro jako karaluch możemy wejść (prawie) wszędzie i obejrzeć każdy kawałek otoczenia z każdej strony. Dobrano też bardzo ciekawą paletę barw – z jednej strony są miejsca ciemne i mroczne, są też takie, gdzie dominują kolory jasne i żywe. Gdy do tego dodamy całkiem udaną animację wszelakich „robaczków” oraz przerywniki filmowe zrealizowane w komiksowym stylu, to widzimy, że graficy wykonali swoją pracę naprawdę dobrze.

Dźwiękowo i muzycznie też jest w porządku. Kawałki są dosyć lekkie i przyjemne, ale z drugiej strony nie zapadają na długo w pamięć. W końcu czegoś takiego niejeden gracz słyszał setki, albo i tysiące razy, więc trudno się spodziewać by oprawa muzyczna tego typu wywarła na kimś duże wrażenie. Na mnie nie wywarła, podobnie jak dźwięki otoczenia – poprawne, nie wywołujące bólu uszu, ale też nie stanowiące rozkoszy dla tego narządu.

Kontynuując wątek kwestii technicznych na koniec zostawiłem sterowanie. Choć wiele czynności wykonujemy myszą, szczególnie dotyczy to tego, co związane z przedmiotami i ich używaniem, to do poruszania się przydatna okazuje się klawiatura. Zapewne wielu z was na te słowa dostanie alergii i stwierdzi, że „ta gra to nie dla mnie”, ale zapewniam was, że kombinacja WSAD sprawdza się tu znakomicie i nawet ortodoksyjny przeciwnik klawiatury w przygodówkach nie będzie miał problemu z poruszaniem się po świecie insektów.

A w nim, choć miał miejsce wybuch jądrowy, to wcale smętnie nie jest. Całość jest bowiem podana w lekkim sosie humoru i absurdu. W końcu czy ktoś widział pajęczycę opiekującą się małymi muszkami? Albo królową mrówek odprawiającą rytuał voodoo? Albo insekty uprawiające hazard, palące „zioło” lub pijące drinki? Jest tu wiele różnego rodzaju smaczków, żartów i nawiązań zrozumiałych zarówno dla młodszych, jak i starszych graczy. Dzięki temu czas przy tej produkcji upływa naprawdę szybko i przyjemnie.
Obrazek
Nim przejdę do podsumowania kilka uwag poświęcę Steamowi i osiągnięciom na nim zdobywanym. Generalnie, ani mnie one grzeją, ani ziębią i nie wpływają one na mój odbiór gry. Tym razem było nieco inaczej, ale po kolei. Ogólnie wygląda to tak, ze jak wykonamy jakąś czynność w grze, za którą przewidziano nagrodę, to w prawym dolnym rokgu ekranu pokaże się stosowna ikonka z opisem. Później, jak się otworzy swój profil na Steamie można sprawdzić np. co się dostało, za co i co jeszcze trzeba zrobić, by zdobyć kolejna nagrodę. Tyle, że tu w niektórych przypadkach nie wiadomo, np. nie mam pojęcia za co można dostać „tort”. Może za zagranie w swoje urodziny? Albo w urodziny jakiejś postaci z gry (choć nie kojarzę, by któryś z robaczków miał urodziny)? Podobnie z osiągnięciem „Like a boss” – mam być jak szef, ale czyj? Mrówek? Karaluchów? Oddziału walczącego z mrówkami? Jest też osiągnięcie za ułożenie stosu ze skrzyń – zrobiłem to, ale nic nie dostałem – dlaczego? To wszystko sprawiło, że zacząłem się zastanawiać, po co są takie osiągnięcia? Ba – po co w ogóle są osiągnięcia, wszak przez wiele lat nikt w grach ich nie robił i było dobrze. To temat na dłuższą dyskusję, a tymczasem nadeszła pora na końcową opinie o „Podróży Karalucha”.

Czy warto więc zagrać w ten tytuł? Moim zdaniem tak, szczególnie jeśli macie ochotę na coś lekkiego, co będzie takim relaksatorem. Bardzo fajna oprawa audio – wizualna, przyjazne sterowanie i trochę humoru stanowią dobry dodatek do dania głównego, jakim są ciekawe zagadki. Oczywiście, nie jest to idealna gra, więc ma wady takie jak zagadka z anteną, krótki czas rozgrywki czy dziwne osiągnięcia na Steamie, to gra się w nią naprawdę miło. Polecam ją szczególnie początkującym przygodomaniakom oraz tym, co słabo znają języki obce – menu jest spolszczone, a podczas zabawy nie ma dialogów, tylko dymki z obrazkami. Więc nie ma co gadać, tylko grać, tym bardziej, że można ją teraz kupić za naprawdę małe pieniądze.
OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ zagadki
+ grafika
+ oprawa dźwiękowa
+ humor
+ sterowanie

WADY:

- za krótka
- zagadka z anteną
- dziwne osiągnięcia na Steamie

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Journey of a roach”