A stroke of fate: operacja Walkiria - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2758
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 61 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 36 razy
Płeć:

A stroke of fate: operacja Walkiria - recenzja

Post autor: Adam_OK » 03 lutego 2014, 19:18

Obrazek
Od zakończenia drugiej wojny światowej minęło już kilkadziesiąt lat, i choć przez ten czas wiele się zmieniło, to co najmniej od jej wybuchu, aż do dziś słowa takie jak „nazista” czy „hitlerowiec” mają bardzo negatywny wydźwięk. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę ile zła wyrządzili Niemcy i ilu ludzi przez nich cierpiało. Wbrew pozorom nie wszyscy obywatele III Rzeszy byli ślepo oddani Führerowi, szczególnie pod koniec wojny, gdy widmo klęski stawało się coraz realniejsze. Wówczas to wielu z nich zrozumiało, że Adolf Hitler odpowiada za wiele zbrodni, za śmierć nie tylko wielu żołnierzy, ale i milionów cywili w obozach koncentracyjnych i że tylko jego śmierć może położyć kres temu całemu złu. Stąd też próbowano dokonać zamachu na jego życie, a najsłynniejsza akcja miała kryptonim „Operacja Walkiria”.

Taki sam podtytuł nosi gra „A Stroke of Fate” - dzieło rosyjskiego studia Akella, które kilka miesięcy temu doczekało się polskiej premiery. Podtytuł ten może sugerować, że fabuła tej produkcji koncentrować ma się na nieudanym zamachu, którego dokonano w Wilczym Szańcu, a zadanie gracza miałoby polegać na tym, aby ów zamach, inaczej niż w rzeczywistości, był skuteczny. Jeśli ktoś tak myśli, to jest w błędzie – działania naszego bohatera (a jest nim oficer SS Gerhard Mayer) związane będą z „Walkirią”, ale tylko (mniej więcej) do połowy rozgrywki, potem skupimy się na kolejnej próbie zgładzenia tyrana, czyli na „Operacji Adlerhorst”. Czy będzie to próba udana? Czy Adolf Hitler (w grze) zginie wcześniej niż podają to oficjalne źródła historyczne? Tego dowie się każdy, kto poświęci temu tytułowi około 6-7 godzin, po których ujrzeć będzie można końcową animację i napisy. Wynik ten, jak na współczesne standardy nie jest ani wynikiem słabym, ani dobrym – ot, kolejna gra na kilka wieczorów, jakich obecnie jest bardzo wiele. Skupmy się więc na tym, czym ona odróżnia się od innych pozycji dostępnych na rynku.

Na pewno jest to tematyka i realia, w których osadzona jest fabuła. Co prawda, nie jest to pierwsza przygodówka, której akcja toczy się podczas największego konfliktu zbrojnego w dziejach świata, ale najprawdopodobniej pierwsza, w której kierujemy poczynaniami niemieckiego żołnierza. W pierwszej części rozgrywki nasze alter ego będzie starać się o to, aby to jemu dostało się śledztwo dotyczące podtytułowej operacji, dzięki czemu Mayer mógłby zatrzeć ślady i ocalić choć część spiskowców przed plutonem egzekucyjnym. W tym celu poruszać się będzie po Berlinie. Nie wszyscy będą jednak witać oficera gestapo z otwartymi ramionami, stąd też będzie musiał on czasem zrzucić mundur i założyć cywilne ubranie, co jest ciekawym patentem. Podczas drugiej części, rozgrywanej w zamku Adlerhorst opcja ta zniknie, ale nie znaczy to, że jest nudno. Przeciwnie, moim zdaniem, dopiero od momentu przybycia do rzeczonego zamku fabuła się rozkręca i robi się naprawdę ciekawie. Opowiedziana tu historia jest naprawdę ciekawa i uważam ją za jeden z atutów tej produkcji.

Obrazek

Kolejną mocną stroną dzieła Akelli są zagadki. Mamy tu bowiem nie tylko standardowe zadania inwentarzowe, ale również te określane mianem „nieprzedmiotowych”. Najfajniejszym z nich jest gra w karty – nasz bohater gra z dwoma żołnierzami w pokera na zasadach Texas Hold’em, a jego zadanie polega na wygraniu od nich wszystkich pieniędzy i klucza. Wiem, że niektórzy miłośnicy gatunku mogą mieć z tym problem, ale dość agresywna taktyka (zakłady za 3 lub 5 monet, częste podbijanie stawki o kolejne 3 lub 5 monet) połączona z częstym (nie rzadziej niż co 3 rozdania) zapisywaniem się skutkuje zwycięstwem. Oprócz tego mamy pewną zręcznościówkę – chodząc po gzymsie trzeba przejść od okna swego pokoju, do okna pokoju Himmlera (a nieco później też wrócić unikając świateł reflektorów) ale jest ona dosyć prosta i do przejścia za maksymalnie drugim podejściem dla każdego. To oczywiście nie wszystkie zagadki, jakie trzeba będzie rozwiązać, tak więc na brak rozrywki intelektualnej w tej produkcji narzekać nie można.

Narzekać nie będę również na oprawę graficzną. Już na samym początku czeka nas pewna ciekawostka – możliwość wyboru sposobu ukazania wydarzeń na ekranie. Ten wybór polega na tym, że można zdecydować się na kolorową, bądź na czarno – białą szatę. Nic też nie stoi na przeszkodzie, aby ukończyć grę dwukrotnie i aby samemu zdecydować, która „wersja” oprawy wideo jest lepsza. Ja osobiście przeszedłem grę raz, w kolorze i przyznam, że bardzo mi się podobało to, co widziałem. Dobrze dobrana paleta barw oraz ich intensywność sprawiły, że można było się wczuć w opowiadaną historię. Wszystkie lokacje wyglądają tak, jak można było oczekiwać – budynki z zewnątrz mają surowe, najczęściej szare elewacje, ale wewnątrz dominują już barwy żywsze, szczególnie odcienie żółci i czerwieni. Biura w kwaterze SS mają prosty, ale funkcjonalny wygląd – biurko, krzesło lub fotel, szafy na dokumenty plus ewentualnie jakieś zdjęcia i mapy na ścianach składają się na cały ich wystrój. Niby niewiele, ale oficerom SS to wystarczało do pracy, a poza tym, każe biuro ma swój indywidualny wygląd, pozytywnie wpływa na odbiór tej lokacji. Inne miejsca też mogą się podobać – w zamku znajdziemy różne charakterystyczne elementy takie, jak obrazy na ścianach czy broń wiszącą nad kominkiem; koszary przy lotnisku to proste pokoje z podstawowym wyposażeniem; w hangarze stoi samolot oraz różne maszyny i narzędzia itp. Każde pomieszczenie, każde miejsce zostało przedstawione z odpowiednią dbałością o szczegóły, a wiele z nich jest odwzorowaniem prawdziwych lokacji i ich rzeczywistego wyglądu z lat drugiej wojny światowej, za co należy się plus.

Plus dam też za cut-scenki. które mi się bardzo podobały. Co prawda składają się one z kilku statycznych, czarno – białych plansz opatrzonych komentarzem, to moim zdaniem, właśnie takie animacje najlepiej pasują do klimatu rozgrywki. Jest ich całkiem sporo i znacznie umilają one czas spędzony przy tym tytule.

Czytelnik, który doszedł to tego fragmentu mojej recenzji może mieć wrażenie, że ta gra ma same zalety i zero wad. Otóż nie, kilka minusów ona posiada, a jednym z nich jest muzyka. Chodzi mi głównie o jej ilość, nie jakość, gdyż to co słyszymy, jest naprawdę dobrze skomponowane z całością. Szkoda tylko, że słyszymy to tak rzadko, jedynie w menu i podczas przerywników filmowych. Poza tym – nic, zero muzyki. Co prawda, zupełnej ciszy podczas rozgrywki nie ma, bo i można posłuchać lektorów podczas dialogów i dźwięków otoczenia (a i jedne, i drugie są na dobrym poziomie), to jednak jest niedosyt, że w tle nic nie przygrywa.

Obrazek

Kolejny minus związany jest z interfejsem i sterowaniem. Mamy tu do czynienia z klasycznym point and click, co samo w sobie jest proste w obsłudze i nie nastręcza żadnych trudności. Niestety, pewien element mógłby być bardziej dopracowany, a jest nim mapa. O ile w części rozgrywanej w Berlinie ułatwia ona przemieszczanie się między domem, kwaterą SS, a innymi lokacjami, o tyle ta „zamkowa” jest zupełnie nieprzydatna. Pokazuje ona bowiem tylko sam zamek i pobliskie lotnisko, a że w zamku komnat wiele i trzeba czasem przejść np. z biblioteki na dziedziniec, potem do swego pokoju, a potem do sali tortur pokonując przy tym parę kilometrów, to nic, prawda? Może nie byłoby to tak uciążliwe, gdyby nie to, że każde przejście z pomieszczenia do pomieszczenia wiąże się z oglądaniem ekranu ładowania. W efekcie, pokonując trasę opisaną powyżej napis „ładowanie” widzimy mniej więcej piętnaście razy, co jest irytujące. A wystarczyłoby zaimplementować plan zamku umożliwiający szybkie przemieszczanie się między poszczególnymi komnatami i wszystko byłoby mniej denerwujące. Niestety, twórcy tego nie zrobili, więc należy się kolejny minus.

Niewielki minus dam też polonizatorom. O ile kilka literówek jestem w stanie wybaczyć, o tyle są błędy, o których nie mogę nie wspomnieć. Po pierwsze – dlaczego w napisach nie ma „umlautów”, charakterystycznych dla języka niemieckiego. Co prawda tekst jest polski, ale przewijają się w nim m.in. nazwiska zawierające np. „ü” jak „Müller”, które w grze wygląda następująco - „Muller“. Poza tym w menu nazwa „Zapis/Odczyt” nie mieści się w ramce, co powoduje, że literka „t” zachodzi nieco na nazwę kolejnej pozycji. Poza tym wszystko OK – rodzaj i rozmiar czcionki, jej czytelność itp.

Ostatni zaś minus dotyczy dystrybucji elektronicznej gry – zakupiony klucz pozwalał mi jedynie na trzykrotne ściągnięcie danych i to jedynie w ciągu trzydziestu dni. Skąd te ograniczenia, skoro na innych stronach oferujących gry w wersji cyfrowej ich nie ma – nie wiem. Na szczęście minus ten ma małe znaczenie, gdyż można zakupić wersję pudełkową, która ich nie posiada (choć jest nieco droższa).

Podsumowując – opisywana tu gra jest udaną produkcją, której akcja toczy się podczas drugiej wojny światowej. Ciekawa fabuła, dobra oprawa graficzna i interesujące zagadki powinny zadowolić każdego miłośnika gier przygodowych. Poza tym jej atrakcyjna cena i możliwość zakupu zarówno wersji elektronicznej, jak i tradycyjnego pudełka sprawiają, że fani gatunku powinni mieć ją w swej kolekcji.
Obrazek
OCENA GRY: 7,5/10

ZALETY:

+ ciekawa fabuła
+ interesujące zagadki
+ dobra oprawa graficzna
+ możliwość wyboru kolorowej/czarno-białej grafiki
+ klimatyczne cut-scenki

WADY:

- za mało muzyki
- brak planu zamku
- drobne zgrzyty w polonizacji
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Stroke of fate: operacja Walkiria, A”