Shivah, The - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2953
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 67 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 40 razy
Płeć:

Shivah, The - recenzja

Post autor: Adam_OK » 09 grudnia 2020, 01:22

Obrazek

Podobno najtrudniejszy jest pierwszy krok. Studio Wadjet Eye Games pod kierunkiem Dave'a Gilberta wykonało w 2006, kiedy wyszło „The Shivah”. Teraz, po wielu latach widać, że był to początek drogi do sławy i chwały (przynajmniej w gatunku przygodówek), bo potem dostaliśmy i serię „Blackwell”, i „Gemini Rue”, „Primordię”, „Technobabylon” i kilka innych świetnych tytułów. W tekście tym opiszę swoje wrażenie z wersji udoskonalonej, zwanej „Kosher Edition”, która pojawiła się kilka lat po oryginale.

Głównym bohaterem jest jeden z nowojorskich rabinów, Russel Stone. Jego synagoga jest bardzo biedna, zapewne głównie dlatego, że mało ludzi uczęszcza na nabożeństwa odprawiane przez niego. Nic więc dziwnego, że Russel ma sporo rachunków, których nie ma z czego zapłacić. Pewnego dnia przychodzi do niego policyjny detektyw informujący go o zabójstwie byłego członka jego zgromadzenia – Jacka Laudera. Z jednej strony obaj panowie – ofiara mordercy i rabin – kilka lat wcześniej rozstali się w niemiłych okolicznościach, a z drugiej – Russel miał dostać w spadku po Jacku sporą sumę pieniędzy, która (mówiąc kolokwialnie) uratowałaby mu tyłek. Z miejsca staje się więc głównym podejrzanym o morderstwo. Rabi Stone, za namową swego ministranta (tak go dla uproszczenia nazwijmy) odwiedza wdowę po swym byłym przyjacielu. W wyniku rozmowy z nią Russel obiecuje jej, wyjaśnić wszystkie okoliczności śmierci jej męża. Jak nie trudno się zorientować sprawa okaże się „grubsza”, a zamieszane w nią są rożne , nieraz wysoko postawione, osoby. Choć sprawa jest ciekawa, to jej finał poznamy stosunkowo szybko, bo po maksymalnie dwóch – trzech godzinach. Trochę mało, bo nim człowiek zdąży się bliżej poznać i ewentualnie polubić taką czy inną postać, to wszystko się kończy. Szkoda, bo historia, jak wspomniałem, jest interesująca, a tak za jej krótkość będę musiał nieco odjąć z końcowej oceny.

Obrazek

Zagadkowo jest trochę... dziwnie. Jeśli chodzi o wykorzystanie naszego inwentarza, to owszem mamy jakiś ekwipunek, ale z tego, co kojarzę, to w ciągu całej rozgrywki zbierzemy dosłownie... trzy przedmioty. Co więcej, możemy je tylko oglądać, nie da się ich ani używać ze sobą ani na żadnym elemencie otoczenia. Jeśli idzie o zadania nieprzedmiotowe, to też jest oryginalnie. Na początku próbując sobie poukładać fakty pojawia się kilka wskazówek, które można ze sobą łączyć tworząc nowe. Fajne, tyle że po utworzeniu dwóch, może trzech takich powiązań zabawa w ich kojarzenie się kończy. Do tego można zaliczyć coś, co można nazwać zręcznościówką dialogową. Teoretycznie to coś w stylu pojedynku na obelgi z serii „Monkey Island”, ale z pewną, istotną różnicą – tu można zginąć. OK, po śmierci gra automatycznie ładuje się do momentu tuż przed tym „słowno – pięściarkim” pojedynkiem, ale fakt jest taki, że naszego bohatera może spotkać śmierć. Co prawda, takich sytuacji są „zaledwie” dwie, ale raz, że są mocno rozbudowane (zwłaszcza ta druga), a dwa – jak dla mnie są mało realistyczne, szczególnie ta finałowa. Powiedzcie mi, czy w prawdziwym życiu ktoś, kto chwilę temu został postrzelony w oba ramiona z bardzo bliskiej odległości (metr, może dwa) byłby w stanie nie tylko wyprowadzić skuteczne ciosy bokserskie, ale także by mógł znokautować swego przeciwnika. W sumie więc zagadkowo jest oryginalnie i niestandardowo, ale też przez to i ma się niedosyt, bo chciałoby się oprócz tych nietypowych wyzwań rozwiązać też trochę tych, do jakich już zdążyliśmy się przyzwyczaić.

Obrazek

Graficznie jest naprawdę ładnie. Co prawda nie miałem kontaktu z pierwotną wersją tej gry, widziałem jedynie trochę obrazków na naszym forum. Porównując je z tym, co mogłem sam zobaczyć na swoim monitorze, to widać, że wersja koszerna jest ładniejsza. Ta „ładność” polega na mniejszej pikselozie, na lepiej dobranej palecie barw, na ładniejszych portretach widocznych przy okazji dialogów oraz (najprawdopodobniej też) na wyższej rozdzielczości itd. Dzięki temu ma ona bardzo fajny klimat, taki trochę noir, choć akcja gry nie toczy się w latach 30-tych XX wieku, tylko co najmniej 50-60 lat później. Naprawdę widać, że graficy dobrze wykonali swą pracę. OK, lokacji, jakie odwiedzimy albo postaci, z którymi porozmawiamy jest dosłownie po pięć na krzyż, ale jak wszyscy (mam nadzieję) wiemy – od ilości ważniejsza jest jakość, a ta jest naprawdę wysoka.

Muzycznie i dźwiękowo też nie mogę wiele zarzucić. Wszystkie przedmioty wydają odgłosy takie, jakie znamy z prawdziwego świata. Muzyka, jaka nam towarzyszy podczas zabawy, bardzo pasuje do wydarzeń rozgrywających się na ekranie, jest też dopasowana do poszczególnych miejscówek. Głosy postaci też pasują do „swoich” bohaterów, słuchając ich nie mamy odczucia sztuczności. Tak więc ten element zaliczam do zalet.
Nim przejdę do podsumowania, napiszę kilka słów o innych aspektach. W kwestii sterowania to typowy przedstawiciel „point and click”, więc jego opanowanie nie sprawi nikomu problemów. Polskiej wersji językowej (przynajmniej tej oficjalnej; ewentualnego istnienia fanowskiej nie sprawdzałem) brak, a poziom językowy „lengłydża” zaliczam do średniowysokiego, więc jeśli nie czujesz się zbyt pewnie z tym językiem, to wpierw go nieco podszlifuj, nim sięgniesz po tę produkcję. Do tego, w ramach ciekawostek można zaliczyć, że znajdziemy tu np. odwołanie do wspomnianej serii „Blackwell”, co jest miłym gestem ze strony twórców.

Obrazek

W sumie „The Shivah: Kosher Edition” to taka gra z wyższych stanów średnich. Na plus ciekawa historia oraz oprawa audio – wizualna. Na minus – długość, a raczej krótkość rozgrywki oraz udziwnione zagadki. Ja nie żałuję, że zagrałem, choć możliwe, że szybko o niej zapomnę. A czy Wam ją polecam? Cóż, jeśli ją macie w swej kolekcji nie dysponujecie ogromną ilością czasu wolnego, to śmiało po nią sięgajcie. A ci, którzy jeszcze w swym zbiorze jej nie mają, to niech je uzupełnią o ten tytuł, zwłaszcza jeśli będzie on do kupienia za maksymalnie 15 złotych.

OCENA GRY: 6,5/10

ZALETY:

+ ciekawa fabuła
+ klimatyczna grafika
+ oprawa audio
+ sterowanie
+ kilka smaczków/nawiązań do innych gier

WADY:

- zdecydowanie za krótka
- udziwnione zagadki

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Shivah, The”