Bone: wygnaniec z Kosteczkowa - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2758
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 61 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 36 razy
Płeć:

Bone: wygnaniec z Kosteczkowa - recenzja

Post autor: Adam_OK » 07 kwietnia 2013, 16:12

Obrazek
Studio Telltale Games wyrasta na specjalistę od gier w odcinkach. Najwięcej uwagi poświęcają oni Samowi i Maxowi, którego sezon pierwszy niedawno ukazał się w Polsce w wersji pudełkowej i który zbiera bardzo dobre recenzje. Aktualnie twórcy pracują nad kolejnymi epizodami sezonu drugiego. Gdy go skończą, to prawdopodobnie wrócą do serii Bone, która liczy jak na razie zaledwie dwie części (potencjalnie może być ich dziewięć albo i dziesięć). Ja, na chwilę obecną, zagrałem w pierwszą z nich i wrażeniami z niej chcę się z wami podzielić.
Głównymi bohaterami gry są... kości o imionach Fone Bone, Phoney P. Bone i Smiley Bone. Zostali oni wygnani z rodzinnego miasteczka, jakim jest Kosteczkowo i gdy ich spotykamy znajdują się na pustyni. Phoney właśnie się użala nad swym losem, był przecież bardzo bogaty, a teraz prawie nic mu nie zostało, Smiley siedzi na kamieniu i gra na swoim instrumencie (to chyba mandolina, ale pewny nie jestem), a Fone postanawia zacząć działać. Pod kamieniem, na którym jest jego kuzyn (w końcu wszyscy oni są rodzinką) znajduje mapę, ale nim zrobi z niej właściwy użytek będzie musiał wziąć nogi za pas i uciekać przed......a nie powiem, co będę psuł komuś radochę. Powiem jeszcze tylko, że podczas ucieczki kuzyni się rozdzielą, więc pierwsze, co trzeba będzie zrobić to ich odnaleźć. A co potem – tego też nie zdradzę, trzeba będzie dojść do tego samemu. I zapewne każdy, kto grę zacznie, szybko to zrobi, bo gra (delikatnie mówiąc) do najdłuższych nie należy. Mnie jej ukończenie zajęło około dwóch godzin, co uważam za wynik tragiczny! Ja rozumiem, że to tylko pierwsza część większej całości, ale to stanowczo za mało (przynajmniej o połowę). W efekcie gra traci bardzo wiele, bo takie potraktowanie sprawy to wręcz kpina z graczy.
Na szczęście jest to jedyna wada tego tytułu. Na potwierdzenie tych słów opowiem o zagadkach w niej zawartych. Wbrew pozorom one są i to jest ich całkiem dużo. Zaliczę tu przede wszystkim skakanie Tedem po kamieniach przez rzekę i zabawa w chowanego z małymi oposami w dwóch różnych wariantach. Owszem, zagadki te są wręcz banalne i osobie o IQ wyższym niż 50 nie zajmą więcej niż kilka minut, ale i tak uważam, że są one dobre. Na ich korzyść (oprócz stosunku ilości łamigłówek do czasu gry) przemawia ich oryginalność. Owszem, w innych grach były podobne zagadki (np. w Sanitarium była zabawa w chowanego), ale tu są one trochę bardziej rozbudowane. Oprócz klasycznych łamaczy głowy są tu też łamacze palców, ale podobnie jak we wspomnianym Sanitarium, tak i tu są one bardzo „user friendly”. Polega to na tym, że gdy mamy już dość takiej zręcznościówki (są w sumie dwie bardzo podobne do siebie, bo w obu uciekamy przed wrogami), to przy jej ponownym uruchomieniu wystarczy na zadane pytanie typu „Czy chcesz spróbować jeszcze raz?” odpowiedzieć nie i już – przechodzimy dalej. Prawda, że fajne?
Obrazek
Fajnych elementów jest tu dużo więcej – wśród nich jest grafika. Podobała mi się ona nie tylko dlatego, że była bardzo baśniowa, kolorowa i pasująca do klimatu rozgrywki. Oprócz tego można o niej powiedzieć, że jest ... śmieszna. Nie wiem, jak wy, ale ja widząc smoka z pędzelkowatymi uszami czy też potwory bardziej przypominające swym wyglądem pokemony niż różne straszydła, uśmiechałem się pod nosem. Oprócz tego grafika bardzo dobrze prezentuje się od strony technicznej – nie ma tu kanciastych postaci chodzących jakby kij połknęły, nie ma tu bohaterów przechodzących przez skały czy inne przeszkody, nie ma tu żadnej innej niedoróbki czy przejawu niechlujstwa. Myślę, że oprawa wizualna tej produkcji spodoba się wszystkim, nawet tym, którzy nie są zwolennikami gier tworzonych w technologii 3D (a takich na naszym forum jest trochę).
Jeśli chodzi o to co słychać, to też jest dobrze. Podczas zabawy towarzyszy nam miła dla ucha muzyczka. Często są to wesołe i skoczne kawałki, ale czasem zdarza się coś nieco cięższego (ale bez przesady). O tym, jaki utwór nam towarzyszy decydują dwa czynniki – lokacja, w której się znajdujemy i wydarzenia na ekranie. I choć melodyjki z gry nikomu nie zapadną na dłużej w pamięć, to na pewno też nikomu się nie znudzą (choćby dlatego, że nim zaczęłyby się nudzić, to cała zabawa zdąży się skończyć). Co do dźwięków to jest dokładnie tak samo, krótko mówiąc – standard.
Podobnego określenia można użyć odnośnie do interfejsu – jest to typowe „wskaż i kliknij”. Postaciami kierujemy myszką, a kursor przybiera różne formy w zależności od czynności jaką można wykonać – rączka, nóżki, dymek itp. Jedyne co w sterowaniu troszeczkę denerwuje, to fakt, że nasze kosteczki nie potrafią biegać (oczywiście za wyjątkiem czasówek), a skakać mogą jedynie w miejscach przewidzianych przez twórców. Poza tym wszystko jest w porządku.
Obrazek
Na koniec (oprócz tradycyjnej wzmianki o polonizacji) zostawiłem największy atut gry – jej humor. Przejawia się on nie tylko w śmiesznie wyglądających postaciach, ale przede wszystkim w dialogach i sytuacjach. Weźmy dla przykładu moment, w którym Phoney wykopuje z ziemi rzepę na kolację, kiedy śmieje się tak samo, jak czarne charaktery z różnych filmów po wypowiedzeniu na głos swego planu opanowania świata. Inna sytuacja – Fone spotyka Thorn, która jest młodą i atrakcyjną dziewczyną, więc się w niej zakochał od pierwszego wejrzenia. Podczas ich rozmowy bardzo często kwestie przez niego wypowiadane są różne od wybranych linii dialogowych, co jest efektem zamierzonym i bardzo komicznym. A najlepszy jest fragment na samym końcu, po ucieczce przed tymi złymi. Bardzo przypomina on scenę z pierwszego Shreka, w której nasz ulubiony ogr spotkał Osła. Nie będę psuć nikomu zabawy, opowiadając dokładnie, jak ta scena wygląda, ale naprawdę robi bardzo dobre wrażenie.
Równie udana jest lokalizacja, do której nie ma się zbytnio o co przyczepić. Jedyne, co czasem można spotkać, to małe rozbieżności miedzy wybieranymi przez nas linami dialogowymi, a napisami widocznymi podczas rozmowy. Oczywiście nie mam tu na myśli sytuacji opisanej nieco wyżej, ale inne przypadki, które występują np. podczas rozmowy Phoneya z małymi oposami. Nie wpłynęło to jednak negatywnie na odbiór całej gry.
Ogólnie jest to produkt udany – ładny, starannie wykonany, z kilkoma niezłymi zagadkami, trzema grywalnymi postaciami (czasem sterujemy Phoneyem oraz Tedem). Można by wręcz powiedzieć, że jest kompletny, gdyby nie żenująco krótki czas potrzebny na jego ukończenie. Z tego powodu ocena jaką mu wystawię (choć i tak dla wielu będzie za wysoka) jest zaniżona co najmniej o dwa punkty. Cóż, może drugi epizod będzie równie udany, ale choć trochę dłuższy?
OCENA GRY: 7/10

ZALETY:
+ świetny humor
+ kolorowa grafika
+ kilka całkiem udanych zagadek
+ podejście do czasówek
+ niezła muzyka
+ poprawne spolszczenie

WADY:
- zdecydowanie za krótka
- nasi bohaterowi nie umieją biegać
Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Bone: wygnaniec z Kosteczkowa”