Balko: ryzykowne śledztwo - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2758
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 61 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 36 razy
Płeć:

Balko: ryzykowne śledztwo - recenzja

Post autor: Adam_OK » 07 kwietnia 2013, 15:50

Obrazek
Jedno z bardziej znanych polskich przysłów mówi, aby nie oceniać książki po okładce. Gdyby przełożyć to na język komputerowych graczy, mogłoby to brzmieć mniej więcej tak: „Nie oceniaj gry po tytule”. Na to zapewne liczył dystrybutor gry Balko, gdyż gdyby wystawić jej notę po tytule (a raczej podtytule) „Ryzykowne Śledztwo”, to nie byłaby ona zbyt wysoka. Można się tylko zastanawiać, czy kupując tę grę, nie ryzykujemy utraty pieniędzy i czasu. Na te pytania odpowiem w poniższym tekście.
Obrazek
Jak nietrudno się domyślić, naszym zadaniem będzie rozwiązanie pewnej kryminalnej zagadki. Nasze dochodzenie dotyczyć będzie morderstwa popełnionego przed jednym z nocnych klubów Dortmundu, którego ofiarą padł pewien młody chłopak imieniem Thorsten Jansen. Jako komisarz Balko będziemy musieli wyjaśnić, kto przyczynił się do jego śmierci, a wśród podejrzanych są profesor z miejscowego uniwersytetu, właściciel siłowni oraz jego była dziewczyna, która zostawiła mięśniaka dla Thorstena. W doprowadzeniu śledztwa do końca będzie pomagać nam nasz partner oraz szef, choć ich udział w tej historii nie jest zbyt znaczący. Trudno zresztą mówić o znaczącym udziale kogokolwiek, gdyż po pierwsze wszystkich postaci jest niewiele, raptem około dziesięciu – piętnastu, a po drugie sama fabuła do najdłuższych nie należy, bo na ukończenie gry wystarczą trzy, maksymalnie cztery godziny. Biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy, jest to bardzo mało. Trudno jednak, aby było inaczej, skoro nasze dochodzenie toczy się praktycznie jednotorowo, zwrotów akcji praktycznie nie ma, podobnie jak i żadnych komplikacji, np. w postaci trochę oklepanego motywu z „samobójstwem” głównego podejrzanego. Nic, dosłownie nic ciekawego się tu nie dzieje, i nawet sytuacja, w której dostajemy po głowie i lądujemy w zamkniętym pomieszczeniu tego nie zmienia, bo wydostanie się z naszego więzienia zajmuje dosłownie dwie minuty. Jedyne, co jest na odpowiednim poziomie, to ilość odwiedzanych lokacji, choć z jakością ich wykonania jest już gorzej, ale o tym nieco później. Jak widać, fabuła nie jest czymś, co zachęciłoby graczy do sięgnięcia po ten tytuł.
Może więc lepiej będzie z zagadkami? Otóż nie, gdyż i pod tym względem przeżyłem rozczarowanie. Mamy bowiem do czynienia tylko i wyłącznie z zadaniami przedmiotowymi, a łamigłówek „puzzlowatych” tu nie ma. Pewne nadzieje miałem w sytuacji, gdy trzeba było wykonać odlew gipsowy śladu opony, ale zamiast zbadać go w laboratorium, jak to bywało w serii CSI, to dokonujemy tego w zupełnie inny, trochę dziwny sposób. Na szczęście nie przypominam sobie również żadnych czasówek ani zręcznościówek, dzięki czemu można wreszcie dopatrzyć się jakichkolwiek pozytywów.
Trudno zobaczyć je w oprawie graficznej. Rozumiem, że tytuł ten został wydany w 2005 roku, a dopiero po kilku latach dotarł do naszego kraju. Rozumiem, że przez ten czas standardy wizualne znacznie poszły do góry. Rozumiem wiele rzeczy, ale nie rozumiem, dlaczego ta produkcja tak źle wygląda. Może dlatego, że postacie są kanciaste i, patrząc np. na Mandy, nie można się oprzeć wrażeniu, że stereotyp brzydkich, niemieckich kobiet nie wziął się z Księżyca. Może dlatego, że lokacje są strasznie puste i nie ma tam nikogo oprócz tych osób, z którymi można porozmawiać. A przecież taki park powinien być oazą tętniącą życiem, w końcu w takim stareńkim tytule jak Gabriel Knight 1 (nota bene park z Balka troszkę przypomina ten z GK1) było pełno ludzi, także takich, którzy nie mieli żadnego wpływu na rozgrywkę. Kolejne miejsce – siłownia. W takim Larrym 3 było tam aż czarno, a tutaj? Tutaj można spotkać tylko Rocco (właściciela) i nikogo więcej. Ja się pytam – z czego ten Rocco się utrzymuje, skoro ma tak mało klientów? Tak jest wszędzie, a najgęściej zaludnionym miejscem jest... komisariat, bo oprócz naszej postaci są tam aż... dwie inne (podobnie jest początkowo na uniwersytecie, ale potem się to zmienia). Chyba twórcy wzięli sobie do serca słowa powiedzenia mówiącego, że „troje to już tłum” i dokładnie przenieśli je do tej produkcji. Ubogo jest też w kwestii filmików, gdyż poza intrem wyglądającym jak czołówka serialu (być może TO JEST czołówka serialu, bo gra powstała na podstawie produkcji telewizyjnej emitowanej przez niemiecką RTL) nie ma nic. Żadnych animacji, przerywników filmowych, nic (no chyba, że za taki przerywnik uznamy widok samochodu poruszającego się po planie Dortmundu, gdy przemieszczamy się z punktu A do punktu B). Krótko mówiąc – słabizna.
Obrazek
Oprawa muzyczna też niczym nie zachwyca. W zasadzie nie wybija się ona ponad przeciętność. Ot, kilka kawałków, trochę zróżnicowanych, pojawiających się w różnych miejscach i przy różnych okazjach, które ani nie zapadają w pamięć, ani nie powodują więdnięcia uszu. Po prostu stany średnie.
Gdyby podobne zdanie można było powiedzieć o sterowaniu, to byłbym zachwycony. Niestety, nie można, ze względu na kilka rzeczy. Choć mamy do czynienia z tradycyjnym point and click, to jest on tak źle zrobiony, że poświęcę mu więcej miejsca niż zwykle. Po pierwsze, chcąc np. użyć jakiegoś przedmiotu, musimy kliknąć na nim prawym przyciskiem i trzeba zrobić to tyle razy, aż pojawi się pożądana przez nas opcja. I tu pojawia się problem, bo często było tak, że jedno kliknięcie powodowało przeskok o dwie czynności do przodu, wiec znowu trzeba było przewinąć wszystkie możliwości, aby z powrotem znaleźć tę poszukiwaną, np. użyj. Druga kwestia – aby użyć danej rzeczy, trzeba odnaleźć opcję... połącz i dopiero po jej wybraniu i kliknięciu na hot spocie, na którym chcemy skorzystać z danego przedmiotu, można zobaczyć efekt naszych poczynań. Po trzecie – niekiedy należy wykazać się doskonałym wyczuciem, gdyż w kilku sytuacjach natkniemy się na „pixel hunting”. Tak było choćby w przypadku gwizdka, którego wzięcie było niebywałą sztuką ze względu na bliskość sąsiedniego aktywnego miejsca. Połączenie tych dwóch rzeczy sprawiło, że wykonanie tak rutynowej czynności zajęło mi kilka chwil i doprowadziło do wypowiedzenia kilku „ciepłych” słów pod adresem twórców.
Obrazek
Trochę lepiej jest z polonizacją. Przetłumaczono tylko napisy, gdyż mamy tu do czynienia z lokalizacją kinową, która ostatnimi czasy jest bardzo popularna. Pozostawiono wiec oryginalne głosy, a że są one niemieckie, więc jest to pewna odmiana na rynku. Generalnie zarówno czcionka, jak i jej rozmiar są dobrze dobrane, czytelne i właściwie spełniają swe funkcje. Zdarzały się też i błędy, jak np. nieprzetłumaczona kwestia, którą wypowiada Balko, gdy zasugerujemy mu użycie broni na sekretarce profesorka z uniwersytetu. Poza tym nie ma za bardzo się do czego przyczepić.
Podsumowując, opisywana tu gra nie jest produktem, który śmiało można polecać miłośnikom gatunku. Nieciekawa fabuła, słaba grafika, koszmarne sterowanie i brak zagadek skutecznie zniechęcą wiele osób. Jeśli jednak ktoś ma wolne trzy godzinki i nie wie, co z nimi zrobić, to niech zagra w Balko, ale niech też pamięta, że jest to „Ryzykowne Śledztwo”. ;)
OCENA 4/10

ZALETY:

+ przyzwoita oprawa audio
+ całkiem udana polonizacja
+ niemiecki dubbing
+ ogólnie da się ją strawić, nie wywołuje odruchów wymiotnych


WADY:

- fabuła
- długość gry
- brak zagadek
- kiepska grafika
- sterowanie
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Balko: ryzykowne śledztwo”