The legend of Kyrandia book 3: Malcolm's revenge - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2953
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 67 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 40 razy
Płeć:

The legend of Kyrandia book 3: Malcolm's revenge - recenzja

Post autor: Adam_OK » 22 listopada 2020, 16:22

Obrazek

Gdy gram w przygodówkę, która jest częścią jakiejś serii, to staram się ograć je wszystkie, najlepiej w kolejności zgodnej z chronologią ich powstawania. Robię tak nawet wtedy, gdy dochodzą mnie słuchy, że jedna z tych części jest wyraźnie słabsza od pozostałych. Stąd też postanowiłem zagrać z ostatnią odsłonę trylogii o Kyrandii. Czy rzeczywiście odstaje ona jakością od poprzedników? Sprawdźmy to!

Historia zaczyna się, gdy piorun uderza w zamienionego w kamień Malcolma, głównego złego z pierwszej gry z serii, tym samym powodując złamanie czaru. Postanawia on zemścić się na Brandonie i jego dziadku, Kallaku, za to, co go spotkało w finale jedynki. I rzeczywiście, błazen zaczyna knuć i obmyślać intrygę, ale obecny władca królestwa widząc, że Malcolm wrócił do życia skazuje go na banicję. Chcąc czy nie, trzeba opuścić Kyrandię, ale tylko po to, by gdzieś poza nią znaleźć sojuszników i z nimi przypuścić atak na wyspę. Tym wszystkim (i nie tylko) zajmie się gracz, bo w tej odsłonie sterujemy poczynaniami królewskiego błazna. Wiem, że nie każdemu się podobało to, że tym razem protagonistą jest ktoś, z kim wcześniej walczyliśmy, ale dla mnie to ciekawy zabieg. Stosunkowo rzadko mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której w jakiejś grze (a w przygodówce to w szczególności) kierujemy tym złym. To uważam za zaletę fabuły, co nie znaczy, że nie ma ona wad. Przede wszystkim nieraz wkrada się w nią chaos. Mam tu głównie na myśli początek rozgrywki, gdy trzeba opuścić Kyrandię. Można to zrobić na sześć różnych sposobów, z których należy wybrać jeden. Tyle, że o tym, że mamy tyle opcji nie dowiadujemy się z gry, tylko z... solucji. W efekcie, jeśli ktoś stara się rozgryźć wszystko samemu to skazany jest na chodzenie po wszystkich lokacjach (a jest ich sporo) zbieranie całej masy przedmiotów (z których zdecydowana większość okaże się niepotrzebna) i kombinowanie co trzeba zrobić, by ruszyć dalej. Zdecydowanie lepiej by było, gdyby graczowi w pewnym momencie powiedzieć „słuchaj, aby wynieść się z wyspy masz następujące możliwości, wybierz z nich jedną”, a po podjęciu decyzji można było zbierać tylko to, co będzie przydatne w danym wariancie. Ktoś powie „przecież to stara gra, ,wtedy nie było takich możliwości technicznych”. Owszem, ta gra ma ponad 20 lat, ale skoro pod koniec zabawy można było podjąć wybór między kilkoma opcjami, co potem miało wpływ na przebieg rozgrywki, to dlaczego nie można było zrobić tego wcześniej? Do tego dodam jeszcze rozczarowujący finał (widząc zakończenie byłem bardzo mocno zaskoczony i zdziwiony), co w sumie przekłada się na co najwyżej przeciętną ocenę całego tego aspektu.

Obrazek

Jeśli idzie o zagadki, to zdecydowanie dominują te inwentarzowe. Niestety, ktoś stwierdził, że możliwość posiadania w ekwipunku dwudziestu rzeczy jednocześnie to za dużo i znów ograniczono ją do dziesięciu. Fakt ten w połączeniu ze wspomnianą nieliniowością powoduje, że wiele mniej przydatnych rzeczy wala się po wszystkich lokacjach. Na szczęście, jak już wybierze się odpowiednią ścieżkę, to potem zaczyna się to jakoś układać – to raz, a dwa, że generalnie przedmioty używamy zgodnie z ich domyślną funkcją, więc znalezienie odpowiedniego zastosowania do zawartości ekwipunku nie stanowi większej trudności. Oczywiście, są też zagadki innego typu. Mamy więc dla przykładu labirynt, ale niestety twórcy nie raczyli dać jakichkolwiek wskazówek co do tego, jak należy się po nim poruszać, więc trzeba to robić „na czuja” i liczyć na szczęście. Do tego dodam jeszcze łamigłówkę z sześcioma klejnotami – fajna, ale dosyć prosta, zwłaszcza jak się znajdzie do niej podpowiedź. Na koniec zaś dam „syrenią” wersję gry „kółko i krzyżyk”, która jest o tyle ciekawa, że pokazuje dosłownie jak porażkę przekuć w sukces ;) . Szkoda tylko, że czasem partyjki tej mini-gierki trzeba rozgrywać tak często, co przeszkadza w eksploracji pobliskich lokacji. Ogólnie więc, pod względem zagadkowym w trzeciej części serii o Kyrandii jest poprawnie, choć gdyby twórcy dołożyli jeszcze trochę łamigłówek, to bym się nie pogniewał.

Graficznie tym razem szału nie ma. Trzecią księgę wydano w czasach gdy zaczęły się pojawiać produkcje 3D i gdy był wręcz zachwyt taką grafiką. Wszyscy chcieli więc tworzyć w niej co się dało i ile się dało, z różnym efektem. W tym konkretnym wypadku wyszło (delikatnie mówiąc) średnio. Lokacje wyglądają, jakby były brudne i szare, a kolory wyblakłe. Co prawda, gdy widzimy je w nocy, co ma miejsce pod koniec rozgrywki, to robią nieco lepsze wrażenie, ale nie na tyle, by uznać je za ładne. Trochę lepiej jest z postaciami, zarówno z ich wyglądem, jak i ich animacjami, ale tylko trochę. Również cut-scenki nie rzucają swą jakością na kolana i to nawet wtedy, gdy uwzględni się wiek gry. Oczywiście z grafiką pod względem ogólnym, nie jest aż tak źle, jak to było w o kilka lat młodszym Simonie 3D, ale i tak uważam, że pod względem wizualnym ta część Kyrandii wypada zdecydowanie najsłabiej.

Obrazek

Muzycznie i dźwiękowo jest rożnie. Niektóre kawałki (np. motyw z głównego menu) strasznie mnie drażniły i irytowały, ale były i takie, które słuchało się z pewną dozą przyjemności (a przynajmniej nie wywoływały tych negatywnych emocji). Jeśli idzie o wszelakie dźwięki, to zastrzeżeń generalnie nie mam, krótko mówiąc wszystko było w normie. Na kilka słów zasługuje też dubbing (oczywiście angielski, ten tytuł nie miał wersji PL) i będą to słowa pozytywne. Uważam, że aktorzy głosowi świetnie się spisali, zwłaszcza ci odpowiedzialni za najważniejsze postacie (Malcolm, Brandon, Zanthia, Kallak). Nie jestem pewien, czy to ci sami ludzie, co w poprzednich częściach (nie sprawdzałem tego), ale tak czy inaczej wykonali oni kawał dobrej roboty.

Kończąc aspekt techniczny wspomnę o tym, że sterowanie jest bardzo proste, bo wszystkie polecenie wydajemy myszką. Zapisywać się można w dowolnym momencie i polecam to robić bardzo często, bo choć po śmierci naszej postaci pojawia się ekranik z opcją „jeszcze raz”, to i tak warto to robić aby uniknąć frustracji wynikającej z tego, że coś trzeba zrobić ponownie, bo potrzebny przedmiot użyliśmy w złym momencie i on zniknął. Poza tym wspomnę jeszcze o tym, że przez około 2/3 zabawy mamy wskaźnik nastroju naszego klauna. Ustawiając go na jedną z trzech możliwości: „bądź miły/ zachowuj się normalnie/ kłam i oszukuj” decydujemy, co powiemy podczas rozmowy z danym NPC-em. Odpowiednie ustawienie tej „wajchy” jest nieraz wymagane do posunięcia akcji do przodu, więc warto mieć ją na uwadze.

Obrazek

Ogólnie rzecz ujmując nie żałuję, że zagrałem w ostatnią część cyklu o Kyrandii. Bo interesowały mnie dalsze losy jego bohaterów. Niestety, muszę potwierdzić te negatywne opinie, jakie o niej słyszałem przed zagraniem w nią. Praktycznie do każdego elementu – fabuła, zagadki, grafika, muzyka – można się przyczepić. W efekcie wyszedł produkt co najwyżej przeciętny, który (jak dla mnie) gdyby nie był częścią większej całości, to spokojnie można by było sobie odpuścić.

OCENA GRY: 5/10

ZALETY:

+ pomysł z kierowaniem „tym złym”
+ całkiem ciekawe zagadki
+ nawet niezłe nocne widoki
+ generalnie oprawa audio, zwłaszcza dubbing
+ sterowanie, zwłaszcza pomysł z „nastrojową wajchą”

WADY:

- chaotyczny początek i dziwne zakończenie fabuły
- trochę mało zadań nieinwentarzowych
- kiepsko wyglądające lokacje, zwłaszcza w dzień (widać, że to początki ery 3D)
- niektóre kawałki muzyczne są irytujące

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Fables & fiends. The legend of Kyrandia book 3: Malcolm's revenge”