Tony Tough 2: a rake's progress - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2758
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 61 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 36 razy
Płeć:

Tony Tough 2: a rake's progress - recenzja

Post autor: Adam_OK » 31 grudnia 2013, 15:37

Obrazek
Wszystkie wydarzenia w życiu mają swoją chronologię i nieraz jest tak, że jedno zdarzenie nie może nastąpić nim nie spotka nas coś innego, przykładowo nie można pójść na studia, jeśli wcześniej nie zda się matury. Dzieje się tak, gdyż wszyscy ludzie i wszystkie rzeczy podlegają czasowi, którego jak wiadomo nie można cofnąć, przyśpieszyć ani nim manipulować. To, czego nie da się zrobić w prawdziwym życiu, można dokonać w świecie filmu, powieści, gier komputerowych itp. Korzystał z tego np. George Lucas, i to zarówno w „Gwiezdnych Wojnach”, jak i w pracy nad „Indianą Jonesem”. Tak samo było i z twórcami gry Tony Tough 2, która tak naprawdę jest prequelem „Nocy Pieczonych (ś)Ciem”, choć powstała kilka lat po niej. Niedawno gra ta dotarła i do Polski, więc mogę podzielić się z wami moimi wrażeniami.

Historia w niej opowiedziana toczy się w ciągu jednego dnia – 7 września 1953 roku, gdy nasz mały bohater ma 13 lat. Dzień ten nie zaczął się dla Tony’ego udanie – jego budzik nie zadzwonił, a on sam się spóźnił na szkolny autobus. Jakby tego było mało, to przez pomyłkę wziął ze sobą drugie śniadanie swego ojca, a potem, w szkole musiał zostać po lekcjach, bo nie miał swojej pracy domowej. Tymczasem w miasteczku o dumnej nazwie Waszyngton (ale nie ten D.C.) umiera Florence Cook, ciotka pomocy domowej rodziny naszego przyszłego detektywa (który już wtedy wiedział, kim chce być w dorosłym życiu). Okoliczności jej śmierci są dziwne i mają związek z włamaniem do jej domu, które nastąpiło kilka dni wcześniej. Tymczasem w telewizji podają informacje o ucieczce groźnego przestępcy, który może być gdzieś w okolicy. Kim on jest i czego szukał w Waszyngtonie, tego nie zdradzę, ale możecie być pewni, że skoro Tony złapie jego trop, to już nie odpuści. Szkoda tylko, że doprowadzenie sprawy do szczęśliwego końca następuje tak szybko. Teoretycznie, biorąc pod uwagę ilość rozdziałów (zwanych tu „plate”), powinna starczyć na dłużej, bo jest ich osiem, a niektóre mają nawet podrozdziały. Tyle, że przejście każdego „plate’a” zajmuje mniej więcej 30 minut. W sumie daje to niezbyt imponujący wynik, zdecydowanie za słaby jak na tytuł za blisko osiemdziesiąt złotych.

Obrazek

Za słabo jest też z zagadkami. Twórcy wyszli chyba z założenia, że liczy się nie ilość, tylko jakość, gdzie pod słowem „jakość” kryje się słowo „trudność”. W efekcie w grze napotkamy zaledwie jedną łamigłówkę, ale za to dosyć trudną. Jest ona z gatunku „przełóż x zapałek/patyczków/czegoś podobnego aby z jednego układu różnych figur uzyskać inny układ”. Wydaje mi się, że jej obecność miała za zadanie znaczne wydłużenie czasu gry, gdyż tylko przy tej zagadce można spędzić godzinę albo i więcej. Tyle tylko, że (znając życie) zdecydowana większość graczy nie ma takiej cierpliwości i po góra kilkunastu minutach sięgnie po solucję z gotowym rozwiązaniem. Widać więc, że zabieg ten nie odniósł pożądanego skutku; jeśli autorzy programu chcieli wydłużyć czas zabawy mogli dać więcej łamigłówek. Niestety, nie zrobili tego, choć szczerze mówiąc nie byłem tym zaskoczony, bo w pierwszej grze o Tonym było podobnie. Tak więc w grze spotkamy głownie problemy „przedmiotowe”, czyli standardowo: „zbierz całą masę rupieci i je właściwie wykorzystaj”. Na plus można tu zaliczyć fakt, że naszą zdobycz można użyć nie tylko na innej rzeczy, ale także na sobie. Szkoda tylko, że Tony godzi się na to tylko wtedy, gdy popchnie to fabułę do przodu. Osobiście wolałbym, aby każdy przedmiot dał się w taki sposób użyć, gdyż w większości przypadków byłoby to po prostu śmieszne.

Śmieszna jest za to gra w ujęciu ogólnym, według mnie jest dowcipniejsza niż poprzednia część. Oczywiście, najzabawniejszy jest sam Tony i jego komentarze, które zwykle zaczyna od słów „Na kosmiczne mumie”. Humor nie ogranicza się jednak tylko do głównego bohatera. Są też zabawne sytuacje, takie jak ucieczka ze szpitala czy też wydarzenia w szkole. Z drugiej strony – właśnie dowcipność miała być głównym atutem tego tytułu, ale z tej roli nie wywiązała się zbyt dobrze. Osobiście uważam, że jest wiele innych, bardziej zabawnych gier, jak choćby recenzowane niedawno przeze mnie „So Blonde”. W końcu ile razy można śmiać się z tego samego tekstu, ile razy można śmiać się z czyjegoś upadku czy z tego, że wyrzucony przez okno budzik trafił kogoś w głowę? Krótko mówiąc – twórcy nie wykazali się w tej materii pomysłowością, ale zaserwowali nam żarty, które widzieliśmy już wiele razy, czy to w grach, czy to w filmach.

A propos filmów – w grze są oczywiście animowane przerywniki, które (w przeciwieństwie do żartów) cechują się pewną oryginalnością. Otóż kilka razy dane nam będzie obejrzeć, jak Tony wstaje zaspany, biegnie na autobus, który mu ucieka itd. Tyle, że za każdym razem scenę tę widzimy z perspektywy różnych osób – młodego Tougha, jego ojca, czarnego charakteru itp. Dzięki temu filmiki te, mimo iż zaczynają się praktycznie tak samo, to dalsza ich część jest za każdym razem inna. Przyznam się, że na początku myślałem, że to jakiś błąd gry, bo choć popchnąłem akcję do przodu, to znów widzę to samo, ale z czasem zorientowałem się w czym rzecz. Muszę przyznać, że to zaskakujący manewr, ale ciekawy i mimo wszystko udany. Jedyny zgrzyt z tymi animacjami był taki, że przed każdą przez krótką chwilę ekran był całkiem czarny, dopiero potem zaczynało się jego odtwarzanie.

Obrazek

Udane są nie tylko filmiki, ale cała grafika w ujęciu ogólnym. Co prawda, podczas zabawy wydała mi się nieco dziwna, ale to chyba było tylko wrażenie. Wydaje mi się, że wynikło ono z faktu, że grafika się nieco już zestarzała od światowej premiery, która miała miejsce w 2006 roku. Mimo tego, jest naprawdę ładnie, dosyć kolorowo. Ładnie prezentują się krajobrazy, szczególnie o zachodzie Słońca. Nie mogę się też przyczepić do postaci – ani ich wygląd, ani sposób ich poruszania się nie budzi większych zastrzeżeń.

Podobnie jest z innymi aspektami technicznymi – muzyczka jest całkiem przyjemna i miła dla ucha; dźwięki nie wywołują zgrzytania zębami a sterowanie nie wywołuje chęci rozwalenia klawiatury. Jedyny mały minus to taki, że przedmioty w ekwipunku (który jest na górze ekranu) są tak ułożone, że czasem chcą pójść gdzieś w górę zdarza się, że klikniemy na jakąś rzecz i Tony zamiast się ruszyć wypowie jakąś kwestię dotyczącą tej rzeczy. Poza tym innych uchybień nie zauważyłem.

Nie wykryłem również żadnych rażących błędów w polonizacji. Tym razem mamy do czynienia z pełną lokalizacją, więc poddano je również głosy. Muszę przyznać, że aktorzy wywiązali się dobrze ze swych ról, zwłaszcza ci podkładający głosy pod główne postacie. Na uwagę zwraca fakt, że Tony nie ma tak skrzeczącego głosu jak w prequelu, a jego śmiech nie przypomina już końskiego rżenia (może to dlatego, że nie przeszedł jeszcze mutacji?). Jeśli chodzi o tekst pisany, to wszystko jest ok. – czcionka jest czytelna i ma odpowiedni rozmiar, nie ma błędów ortograficznych czy stylistycznych. Całość pozostawia po sobie dobre wrażenie.

Podobnie byłoby z całą grą, gdyby była co najmniej dwa razy dłuższa, miała więcej zagadek i trochę więcej dobrego humoru. Wszystkie te czynniki zaważyły na końcowej ocenie. Pozostałe elementy można zaliczyć na plus, ale to za mało, aby móc grę polecić każdemu. Mimo to, jeśli ktoś szuka niezłej zabawy, a nie dysponuje nadmiarem wolnego czasu, to niech zagra w tę produkcję. Może spędzi przy niej zaledwie kilka godzin, ale będzie to miło spędzony czas.
OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ przyzwoita fabuła
+ dobre wykonanie
+ ciekawy pomysł na filmiki
+ udana lokalizacja
+ całkiem śmieszna...

WADY:

- ... ale nie aż tak bardzo, jak myślałem
- za krótka
- za mało zagadek

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Tony Tough 2: a rake's progress”