Sherlock Holmes - tajemnica mumii - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2758
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 61 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 36 razy
Płeć:

Sherlock Holmes - tajemnica mumii - recenzja

Post autor: Adam_OK » 28 października 2013, 13:45

Obrazek
Pisałem niedawno, że wszystko ma swą kolejność i pewnych rzeczy nie da się zrobić nim nie zrobi się czegoś innego. Zdarza się jednak, że nieraz ta kolejność zostanie zaburzona i coraz mniej ludzi to dziwi. Przecież jeszcze kilkadziesiąt lat temu, jak ktoś miał dziecko przed ślubem, to był wyrzutkiem, a dziś dla wielu jest to normalne. Piszę o tym, bo w przypadku gry, którą chciałbym przedstawić było podobnie – chronologicznie jest to pierwszy tytuł z serii autorstwa studia Frogwares, a do Polski dotarł jako czwarty. Co to za gra? To Sherlock Holmes: Tajemnica Mumii.

Jak nietrudno się domyśleć kierujemy w niej poczynaniami słynnego detektywa, który został poproszony o wyjaśnienie tajemnicy śmierci lorda Montcalfe’a. Oficjalnie było to samobójstwo, ale córka lorda nie wierzy w tę wersję i dlatego nasz bohater wkracza do akcji. Udaje się więc do jego posiadłości i tam podejmuje trop. Na miejscu okaże się, że dom skrywa wiele tajemnic, ale w końcu Sherlock ma głowę nie od parady. I choć tytułowa mumia będzie starała się mu przeszkodzić, to on i tak doprowadzi sprawę do końca. Niestety, nie mogę powiedzieć, aby ten koniec był dla mnie zaskakujący. Poza tym nastąpił on dosyć szybki, bo choć gra składa się z pięciu poziomów, to nie są one długie, w efekcie na ukończenie ich wszystkich wystarczy niecałe dziesięć godzin. Mimo, iż historia tu opowiedziana jest krótka, to jest dosyć ciekawa. Można powiedzieć, że jest bardzo „sherlockowska”, co oznacza, że znajdziemy tu prawie wszystkie elementy typowe dla tego bohatera – szukanie wskazówek, tropów i śladów. Brakuje jedynie przesłuchiwania świadków, ale trudno się temu dziwić. W końcu posiadłość jest opuszczona (czy aby na pewno?), a jedyną osobą, którą możnaby przesłuchać jest mumia. Można powiedzieć, że jest to „najbardziej mystowa” część cyklu, gdyż samotność bohatera to element typowy właśnie dla Mysta. Podczas gry nie odczuwałem jednak tej samotności za bardzo, gdyż pochłonęło mnie szukanie wskazówek. Co prawda czasem było to żmudne, ale o tym za chwilę.

Obrazek

Wcześniej opowiem o innej rzeczy, która we wspomnianym Myście pojawia się bardzo często. Są to zagadki, których tu również nie brakuje. Trzeba więc będzie otworzyć kilka tajnych skrytek, z których każda ma innego rodzaju zamek, trzeba będzie pobawić się kilka razy w przesuwanie płytek w celu ułożenia obrazka czy też wykonać rysunek z białych i czarnych kwadracików. Łamigłówek tych jest naprawdę sporo, są ciekawe i mają różny stopień trudności. Mnie najbardziej spodobała się zagadka z tymi kwadracikami – nieraz spotykam coś podobnego w czasopismach szaradziarskich i zawsze chętnie je rozwiązuję. Szkoda tylko, że w grach nie spotkałem tego wcześniej, ale może kiedyś się tego doczekam. W sumie łamigłówki oceniam pozytywnie, choć do ideału nieco zabrakło. Mam tu na myśli przede wszystkim czasówki – niestety kilka razy trzeba będzie wykazać się refleksem, choć zwykle czasu na wykonanie danego zadania jest dosyć sporo. Zawsze jednak może się komuś podwinąć noga, a to oznacza śmierć i konieczność wczytania sejwa, a to już takie fajne nie jest.
Co do grafiki, to ciężko powiedzieć, że jest fajnie, choć źle też nie jest. Po prostu widać, że przez te 6 lat jakie minęły od światowej do polskiej premiery zrobiły swoje i dziś trudno nazwać taką oprawę nawet przyzwoitą. Przyjrzyjmy się dla przykładu tłom – są rozmyte, nieostre i mało wyraźne. Przez to, już na początku gry miałem problem, bo nie mogłem odczytać jednej z dat na tabliczce umieszczonej pod jednym z posągów stojących w pierwszym pomieszczeniu. Data ta była ważna, gdyż stanowiła klucz do pierwszej łamigłówki. Nie jest to jedyny taki przypadek, jaki miałem podczas zabawy, gdyż później np. nie mogłem znaleźć spinki, która skutecznie wtapiała się w tło. Dużo lepiej prezentowały się przerywniki filmowe – widać było, że wykonano je znacznie staranniej, bo i postacie i otoczenie były bardziej wyraziste i po prostu ładniejsze. Jedynie co w nich mi się nie podobało, to animacja przedstawiająca śmierć Sherlocka, gdyż jego ciało wyglądało wtedy sztucznie. Wiem, że wtedy mało kto słyszał o czymś takim jak rag-doll*, nie mówiąc już o stosowaniu go w przygodówkach, ale mimo wszystko chyba dało się to zrobić trochę lepiej.

Obrazek

Co do muzyki i dźwięków to też nie jest najgorzej. Główną zaletą oprawy audio jest jej różnorodność, gdyż dane nam będzie usłyszeć całkiem sporo kawałków. Poza tym jest standardowo i nie ma tu niczego, czego nie spotkalibyśmy wcześniej lub później.

Dosyć typowo jest też w przypadku sterowania. Grę obsługujemy myszą, a kursor przybiera odpowiednie kształty w zależności od czynności, jaką możemy wykonać. Poza tym poruszamy się tzw. „żabimi skokami”, czyli mamy tu system znany m.in. z Atlantisa. jeśli chodzi o menu, to jest ono dosyć surowe, zawiera raptem kilka niezbędnych opcji. Mało jest też miejsca na zapisy stanu gry, bo twórcy oddali nam do dyspozycji raptem sześć slotów. Trochę mało, ale jakoś da się z tym żyć. W czasie zabawy należało tez uważać, aby nie ściągnąć gry na pasek – zawsze kończyło się to czarnym ekranem i koniecznością wyłączania gry i jej ponownego uruchamiania.

Gra wyszła u nas z dużym opóźnieniem, ale co najważniejsze – w naszym polskim języku. Skoncentrowano się na napisach i generalnie wykonano to dobrze. Jedyny poważny mankament, jaki znalazłem to fakt, że gdy powracamy do holu, w którym zaczynaliśmy grę i który wygląda jak po przejściu tornado, to podpisy pod posągami (tak, te same, które były niewyraźne) są w języku angielskim, mimo iż na początku buły po polsku. Poza tym pod koniec gry weźmiemy przedmiot, który nazwano pipetą, ale który pipetą nie jest, bardziej wygląda on jak oliwiarka lub konewka. Oprócz tego wszystko jest w porządku, szczególnie listy i inne dokumenty, których nazbieramy podczas zabawy całe stosy.

Ogólnie jest to gra udana, choć gdyby trafiła do naszego kraju wcześniej, to oceniłbym ją wyżej. A tak, choć fabuła jest całkiem niezła, zagadki interesujące, a animacje ładne, to cała reszta rzutuje na odbiór tej pozycji. Na szczęście wydawca nie życzy sobie za nią wygórowanej ceny, więc mimo wszystko warto się zapoznać z tą odsłoną Sherlocka i zobaczyć, od czego się zaczęła seria.
OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ niezła fabuła
+ ciekawe łamigłówki
+ całkiem ładne filmiki
+ przyzwoita oprawa audio
+ proste sterowanie
+ udana polonizacja ...

WADY:

- ... choć jest w niej kilka poważnych błędów
- za krótka
- animacja śmierci Sherlocka
- czasówki
- grafika nie pierwszej młodości

Obrazek

* rag-doll (z ang.) – dosłownie znaczy to „szmaciana lalka“, w grach komputerowych to element fizyki postaci, dzięki któremu zachowują się one naturalnie, dotyczy to głównie FPS-ów i ciał zabitych wrogów.
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Sherlock Holmes: tajemnica mumii”