Runaway 3: przewrotny los - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2790
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 62 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Runaway 3: przewrotny los - recenzja

Post autor: Adam_OK » 19 października 2013, 17:56

Obrazek
Mówi się, że koniec wieńczy dzieło. W przypadku serii Runaway to część trzecia ma być tą ostatnią. Po wielu perturbacjach z wydawcami, kilka miesięcy po światowej premierze, polscy gracze doczekali się tej produkcji w sklepach. Zapewne wielu odstraszyła cena, ale czy aby na pewno tytuł ten nie jest jej wart? Może faktycznie doczekaliśmy się takiego zakończenia cyklu, które przejdzie do klasyki i które stanie się wzorem dla twórców kolejnych przygodówek? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w tym tekście.

Akcja gry zaczyna się bardzo nietypowo, bo od pogrzebu... Briana. Uroczystość ta nie zgromadziła wielkiej rzeszy bliskich mu osób (delikatnie mówiąc), ale była ta najważniejsza – Gina. Gracz, kierując jej poczynaniami, szybko dowiaduje się, że tak naprawdę jej ukochany żyje, a pierwsze zadanie jakie nasza znajoma była striptizerka ma przed sobą, polega na dostaniu się do grobowca w taki sposób, aby nikt tego nie zauważył. Gdy to się uda, czeka na nią pewna niespodzianka, ale na czym ona polega, to tego już nie zdradzę, by nikomu nie psuć zabawy. Powiem tylko, że w dalszej części dowiemy się, że imć Basco został wplątany w morderstwo pułkownika Kordsmeiera - wojskowego znanego z poprzedniej odsłony serii i że umieszczono go w zakładzie psychiatrycznym. Nietrudno się domyślić, że sprawę morderstwa trzeba będzie jakoś wyjaśnić, oczyścić dobre imię Briana i wszelkie sprawy doprowadzić do szczęśliwego końca. Czy to się uda, zależy od ciebie, drogi graczu. Aby tak się stało, należy pokonać sześć rozdziałów, które niestety nie grzeszą długością. Pod tym względem część trzecia jest najsłabsza, bo na jej ukończenie wystarczyło mi kilka dni niezbyt intensywnego grania, w sumie było to 7, może 8 godzin (czyli średnio nieco ponad godzinę na rozdział). W porównaniu do pierwszej odsłony jest to mizerny wynik, ale cóż, takie (niestety) są dziś standardy. Na szczęście „ilość” fabuły znacznie przebiła jej jakość, gdyż przez cały czas akcja trzyma w napięciu, pojawiają się liczne zwroty, dzięki czemu nie można się przy niej nudzić. Poza tym widać, że panowie z Pendulo Studios bardzo lubią retrospekcje, gdyż podobnie jak w obu prequelach, tak i tutaj zostały one wykorzystane, można je wręcz uznać za znak firmowy tej trylogii. Za plus można uznać również wyjaśnienie wszystkich niedokończonych wątków ze „Snu Żółwia”, choć przyznam, że osobiście spodziewałem się tego w nieco innej, bardziej interaktywnej, formie. Ważne jednak, że jest i że dzięki temu fabularnie cały cykl jest kompletny.

Obrazek
Kompletny jest tu również brak zagadek logicznych, które określam mianem puzzlowatych. To również jest typowe dla tej serii, ale wcześniej przynajmniej próbowano zachować w tym względzie jakieś pozory, a tu nawet tego nie ma. Co prawda dwa razy kierując Brianem będziemy musieli zrealizować plan składający się z kilku elementów, ale aby tego dokonać, trzeba będzie wykonać zadania polegające na właściwym wykorzystaniu zasobów naszego inwentarza. Takie łamigłówki spotkamy przez cały czas zabawy, niezależnie od tego, kim kierujemy w danym momencie. A gdy zdarzy się, że chwilowo utkniemy, możemy sobie pomóc, korzystając z systemu podpowiedzi. W tej grze rolę „Wujka Dobra Rada” pełni znany z obu wcześniejszych tytułów Joshua. Dzięki niemu, nawet nowi, młodsi stażem przygodomaniacy nie powinni mieć problemów i wszelkie solucje mogą omijać z daleka (a jeśli już ktoś naprawdę musi, to polecam tę z naszego forum autorstwa yxama, bez którego ta recka nie powstałaby jeszcze przez długi czas ;) ).

Omijać z daleka tej gry nie powinni zaś wszyscy ci, którzy lubią patrzeć na ładne widoki. I nie mam tu tylko na myśli ponętnych kształtów Giny (dla facetów) czy „męskiego symbolu seksu” jak Brian określa sam siebie (dla kobiet), ale całokształt oprawy wizualnej. Całość utrzymana jest w podobnej stylistyce, jak wcześniejsze tytuły opowiadające o losach wspomnianej pary, ale widać, że silnik graficzny przeszedł przynajmniej zabiegi konserwujące, jeśli nie gruntowny remont. Zmiany najbardziej widoczne są w wyglądzie pary głównych bohaterów, ale zaznaczam, że są to zmiany na lepsze. Wystarczy tylko spojrzeć na obrazki, aby przekonać się, że wszelkie lokacje czy postacie są wykonane naprawdę starannie, że zadbano o szczegóły i że każda ma swój styl wnoszący coś do całości. Dzięki temu czas spędza się przy tym tytule naprawdę miło, gdyż warto nieraz zatrzymać się i dokładniej przyjrzeć się otoczeniu i pochodzić, tak dla przyjemności, po chatce zaszytej w lesie, szpitalu psychiatrycznym czy nawet po brudnych, miejskich uliczkach. Poza tym jest jeszcze sporo różnych animacji i przerywników filmowych, które często są bardzo efektowne. Być może to przez nie gra zajmuje aż 7 GB na twardzielu, ale przy obecnej pojemności dysków nie powinno to stanowić żadnego problemu.

Obrazek
Podobnie ma się rzecz ze sterowaniem, które jest aż do bólu typowe. Trudno, aby było inaczej w przypadku point & click, które wszyscy miłośnicy gatunku dobrze znają. Nie jest to absolutnie żaden zarzut, bo to rozwiązanie dobrze się sprawdza, więc nie ma co się dziwić jego powszechności. A co do samego zastosowania tego systemu w tej grze, to można się przyczepić tylko do jednego – czasem trzeba poświęcić nieco więcej czasu (tzn. więcej niż 3 sekundy), aby znaleźć zakrzywioną strzałkę umożliwiającą przejście do sąsiedniej lokacji. To jednak drobiazg, tak na dobrą sprawę nie ma o co kruszyć kopii.
To samo można powiedzieć o oprawie dźwiękowej. Jest ona wykonana na solidnym poziomie i pasuje idealnie do tego, co widać na ekranie. Dotyczy to zarówno kwestii mówionych (po angielsku), jak i dźwięków otoczenia czy muzyczki. Można wręcz zacytować kawałek jednej z piosenek zespołu T. Love: „Jest super, jest super, więc o co ci chodzi?”

Super jest również humor, który towarzyszył Brianowi i Ginie od momentu, w którym się spotkali. Tutaj również jest go pełno – w dialogach, w komentarzach bohaterów czy podczas różnych wydarzeń. Mnie najbardziej rozśmieszyła sytuacja z końcówki gry, gdy Basco miał wykonać podmianę jednego przedmiotu na drugi o podobnym kształcie. Nie będę zdradzał szczegółów, ale każdy, kto oglądał „Poszukiwaczy Zaginionej Arki” i pamięta początkową scenę w amazońskiej dżungli, wie, o czym mówię. Skojarzenie to jest bardzo naturalne, szczególnie gdy ujrzy się Briana w tym momencie (mam tu na myśli jego ubiór). Ta gra pełna jest podobnych wydarzeń, bo humor w niej jest wszechobecny.

Obrazek
Na koniec słów kilka o polonizacji. Jak można wywnioskować z mojego tekstu, mamy tu do czynienia z lokalizacją kinową, a więc przetłumaczono tylko napisy. Zrobiono to naprawdę dobrze, jakichś większych wpadek nie pamiętam. Czcionka jest wyraźna, czytelna i ma dobrze dobrany rozmiar. Poza tym ciekawie wykonano również instrukcję, która tym razem wygląda jak przewodnik po psychiatryku (taki przewodnik dla turystów). Za to trzeba pochwalić polskiego dystrybutora, natomiast za cenę – już nie. W porównaniu do innych gier ta nie czekała AŻ tak długo na pojawienie się w Polsce (nieco ponad pół roku po premierze światowej), ale mimo tych wszystkich zalet cena wyjściowa na poziomie blisko 100 złotych to trochę za dużo. Na szczęście teraz ona nieco opadła, więc zachęcam was do zapoznania się z tym tytułem. Wciągająca fabuła, świetna oprawa i olbrzymia ilość dobrego humoru zapewnią udaną zabawę na te smutne jesienno–zimowe wieczory, które przed nami. Niestety, nie jest to zabawa na DŁUGIE wieczory, ale chyba nikt nie będzie żałował tych dwóch czy trzech trochę zarwanych nocy. Naprawdę warto!
OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ humor
+ wciągająca fabuła
+ oprawa audio–wizualna
+ polonizacja
+ sterowanie

WADY:

- za krótka
- brak zagadek puzzlowatych
- trochę za droga (w chwili premiery)

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Runaway: przewrotny los”