Summit of the Wolf - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2801
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 62 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Summit of the Wolf - recenzja

Post autor: Adam_OK » 24 maja 2020, 16:34

Obrazek

Myślę, że każdy zna powiedzenie o nieocenianiu książki po okładce. Myślę też, że każdy z nas przekonał się o jego prawdziwości np. spotykając osobę o ponadprzeciętnej urodzie, która po dłuższym kontakcie okazywała się albo kompletnym idiotą albo łajdakiem. Podobnie jest z różnymi wytworami popkultury – grami, filmami czy książkami – które nieraz na początku są np. strasznie nudne, ale po dłuższym kontakcie z nimi okazywały się dziełami wiekopomnymi i ponadczasowymi. Trochę podobnie jest z opisywaną tu grą.

Celowo w poprzednim zdaniu użyłem słowa „trochę”, bo w przypadku produkcji Storycentric Worlds mam na myśli głównie fabułę, a nie całość. A skoro o fabule mowa, to o czym ona jest? Na pierwszy rzut oka wcielamy się w nastolatkę o imieniu Ophelia, która w swoim śnie przeżywa historię, którą doskonale zna z pewnej bajki. Tę bajkę czytał panience Kethagee jej ojciec wiele razy i która została przytoczona w intrze. Szybko okazuje się, że tak naprawdę to Ophelia nie tyle śpi, co jest w śpiączce. Dowiadujemy się, że do wypadku doszło w domu, gdy nastolatka pewnej nocy obudziła się i chciała napić się wody. Schodząc do kuchni straciła równowagę i spadła ze schodów. Tylko, czy rzeczywiście tak było? Może jednak stało się coś innego? Jak się okaże gra porusza o wiele bardziej poważny problem. Problem ten dotyka na szczęście niewielkiej części dzieci, ale te, które go doświadczyły, to potem mają traumę na resztę życia. I choć o nim często słyszy się w mediach, zwłaszcza w tych największych (co ciekawe, w chwili, gdy piszę te słowa temat ten powrócił i to wręcz ze zdwojoną siłą), to w grach popularny to on nie jest. W zasadzie to nie przypominam sobie żadnego innego tytułu, w którym byłaby mowa o czymś takim. A nawet jeśli gdzieś to było, to co najwyżej jako wątek poboczny, a nie jako motyw przewodni. I za to wielki plus, bo dzięki temu te etapy, w których powtarzało się treść tej bajki mijały mi znacznie przyjemniej, bo chciałem się jak najszybciej dowiedzieć, co się okazało w „prawdziwym życiu” Ophelii. Poznanie tej całej historii i dowiedzenie się, jak ona się zakończyła zajęło mi ponad siedem godzin, co uważam za rezultat bardzo dobry.

Obrazek

Zagadkowo już tak dobrze nie jest, choć tragedii nie ma. Jeśli idzie o zadania przedmiotowe, to są one dosyć proste i logiczne. Nie nosimy też ze sobą połowy magazynu typowego marketu, co znacznie ułatwia kombinowanie, a nawet stosowanie „wariantu ostatecznego”, czyli klikanie wszystkiego na wszystkim. Jeśli chodzi natomiast o łamigłówki nieprzedmiotowe, to też ich trochę znajdziemy. Najwięcej ich jest w etapie z pewnymi orłami, gdzie mamy ich aż pięć, ale oryginalne to one nie są. Trzeba będzie np. przejść przez labirynt a także odnaleźć jeden z dwunastu woreczków, który jest cięższy od reszty mając możliwość skorzystania z wagi szalkowej zaledwie trzy razy. Oprócz tego była też zagadka z kupkami kamieni polegająca na tym, że można brać ich dowolną ilość z wybranego stosiku tak, aby rywal został z jednym kamykiem. Oprócz tego są dwa rodzaje mini-gierek o lekkim zabarwieniu zręcznościowym. W pierwszym mamy okrągłą tarczę i przesuwającą się po niej wskazówkę. Zadanie gracza polega na zatrzymaniu tej wskazówki kilka razy w ściśle określonym polu. Na szczęście jest ono dostatecznie duże, a i tempo obrotu wskazówki też mega duże nie jest, więc udawało mi się to zrobić w maksymalnie dwóch – trzech próbach. Druga „zręcznościówka” była bardzo podobna do tego, co spotkaliśmy w Filarach Ziemi. Był bowiem pewien pasek i on się automatycznie zapełniał. Gdy „zapełniacz” znalazł się w odpowiednim polu należało kliknąć LPM i po sprawie. To też nie było specjalnie trudne, podobnie jak walka ze smokiem pod sam koniec zabawy. Była ona wariacją tej drugiej mini-gierki, z tym, że podzieloną na coś w rodzaju tur. Najpierw my strzelaliśmy z łuku na zasadzie opisanej powyżej, a potem smok zionął w naszym kierunku ogniem, ale nim to się stało, to było kilka sekund na zrobienie uniku. Jeśli wybrałeś źle lub nie zdążyłeś – zostawałeś przypieczony. Kto pierwszy stracił swój pasek energii – przegrywał. Zagadka ta, przypominająca swymi regułami konkurs rzutów karnych (raz strzela zawodnik jednej drużyny, potem drugiej i kto będzie to lepiej robił, ten zwycięża) była na tyle łatwa, że udało mi się ją zrobić za pierwszym razem. Ech, szkoda, że pojedynki ze smokami z innych gier (patrz finał Broken Sworda 3 :P ) nie były wykonane w podobny sposób.

Teraz powinienem omówić grafikę, a potem muzykę i inne elementy techniczne, takie jak sterowanie. Dziś jednak zrobię wyjątek i wszystkie te elementy wrzucę (chwilowo) do jednego worka. Wynika to z prostego faktu – to wszystko jest bardzo podobne do tego, co widzieliśmy już w poprzednim dziele studia Storycentric Worlds, jakim było Stonewall Penitentiary. Oczywiście, są pewne różnice i na nich mam zamiar się skupić. W warstwie wizualnej to przede wszystkim dwie sprawy, a jedną z nich jest kolorystyka. Tutaj jest ona zdecydowanie bardziej żywa, wręcz bajkowa, podczas gdy w grze sprzed dwóch lat była ona (jak sam to pisałem) „brudna”. Zmiana ta wynika z fabuły – skoro jej zdecydowana większość to powtórzenie historii z bajki, więc mroczny styl zupełnie nie pasowałby do klimatu tej produkcji. Druga rzecz, jaka różnie wspomniane tu gry to cut-scenki. Tym razem są to filmiki, jakie znamy z wielu innych produkcji zamiast statycznych obrazków. Wyglądało to oczywiście dużo lepiej, choć na moim sprzęcie one nieco przycinały. Szczerze mówiąc nie bardzo wiem, skąd się wziął ten problem, tym bardziej, że mój sprzęt spełnia wymagania tej gry z dużą nawiązką. Na szczęście, podczas „standardowej” rozgrywki wszystko działało płynnie, więc nie będę o to kruszył kopii, bo generalnie wizualnie mi się bardzo podobało.

Obrazek

Muzycznie i dźwiękowo też wszystko gra. Zarówno utwory przygrywające nam w tle podczas zabawy, jak i wszelakie odgłosy wydawane przez elementy otoczenia brzmią przyjemnie dla ucha. Również do głosów postaci nie mam zastrzeżeń, bo osoby dubbingujące poszczególnych bohaterów dobrze wywiązały się ze swoich zadań. Naprawdę nie mogę powiedzieć, że jakaś postać mówi głosem kogoś niepasującego do swojej płci czy wieku. Skoro nie ma na co narzekać, to przejdę dalej z tematem :P

Czas na kilka słów o sterowaniu. Generalnie jest ono takie samo, jak w duchowym poprzedniku „Summit of the Wolf”. Tu również wszystkie polecenia wydajemy myszą, tu również poruszamy się skokowo; ba nawet ikona z twarzą naszej postaci, czy system punktów są znane tym, którzy znają grę o mordercy w więzieniu. Niestety, jest też powtórzone coś, czego strasznie nie lubię – autozapis. Naprawdę, nie rozumiem, co szkodzi twórcom współczesnych przygodówek w tym, żeby gracze sami mogli decydować o tym kiedy zrobić sejwa. Nie podoba mi się też to, co z tego wynika – brak możliwości wczytania tego zapisu i brak możliwości powtórzenia jakiegoś fragmentu. Przecież można o czymś zapomnieć albo można chcieć spróbować zrobić coś inaczej, niż się zrobiło. Autopzapis sprawia, że taka sposobność pojawia się tylko wtedy, gdy zaczniemy rozgrywkę jeszcze raz. Nie wiem, jak dla was, ale dla mnie to jest zwykłe chamstwo. Przez jakiś czas myślałem, że będę mógł ponarzekać również na to, jak wyświetlają się dialogi. Te pokazywane są w komiksowych dymkach, ale czasami tekst się w nich nie mieścił, co nieraz powodowało, że był on nieczytelny, bo czarne litery zlewały się z ciemnym tłem. Na szczęście, dzięki jednej z osób z redakcji udało mi się temu zaradzić poprzez niewielka ingerencję w pliki gry i zmianę wielkości wyświetlanej czcionki, więc za tę „upierdliwość” nie odejmę punktów z końcowej oceny.

Obrazek

Podsumowując, „Summit of the Wolf” przypadło mi do gustu, głównie za sprawą fabuły poruszającej ważny, ale też i trudny społeczny problem; fajnych zagadek i dobrego wykonania. Było też trochę elementów, które mi się nie podobały (np. automatyczny sejw), ale nie były one na tyle poważne, aby znacząco obniżyć mi przyjemność z zabawy. Generalnie uważam, że jest to produkcja ze wszech miar warta polecenia i warta zagrania.

OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ fabuła poruszająca poważny problem
+ zagadki
+ grafika
+ muzyka i dźwięki

WADY:

- mimo wszystko trochę za prosta
- autozapis
- zbyt widoczne „inspiracje” poprzednim tytułem studia

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Awatar użytkownika
Drenz
Publicysta
Posty: 169
Rejestracja: 30 października 2018, 11:26
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: http://forum.przygodomania.pl/viewtopic ... 091#p61091
Podziękował(a): 1 raz
Otrzymał(a) podziękowania: 8 razy
Płeć:

Re: Summit of the Wolf - recenzja

Post autor: Drenz » 25 maja 2020, 16:47

Akurat nie tak dawno dodałem ją do bazy Filmwebu. Na pierwszy rzut oka gra wygląda odpychająco, szczególnie jeśli chodzi o modele postaci. Nieco lepiej wypada w tłach i lokacjach, ale też nie wszystkich. Zastanawiałem się jak z grywalnością i historią. Dobrze, że jest recenzja, która jednak przekonała mnie do tego, żeby mieć grę na oku i być może zakupić przy lepszej okazji.
Ostatnio skończone: Call of Cthulhu, Metro Exodus, True Fear: Forsaken Souls
Gram: Alien: Isolation, Knights of the Temple: Infernal Crusade, Planet Alpha, Stairs

qwerty
Publicysta
Posty: 1195
Rejestracja: 28 lutego 2012, 15:45
Otrzymał(a) podziękowania: 9 razy
Płeć:

Re: Summit of the Wolf - recenzja

Post autor: qwerty » 03 czerwca 2020, 21:58

Ciekawe, że grafika w plusach. Dla mnie jest strasznie odpychająca, szczególnie modele postaci. Ale ta fabuła kusi...
Na tapecie:
Przygodówka: Space Bar / Professor Leyton and the Diabolical Box (NDS)
RPG: Final Fantasy (PSP)
Taktyczna: Front Mission (SNES)
Survival Horror: Silent Hill
FPS: Sin
Akcja: Little Nightmares: Secrets of the Maw
Logiczna: Babel Tower

ODPOWIEDZ

Wróć do „Summit of the Wolf”