Black Mirror II - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 10824
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 135 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 139 razy
Płeć:

Black Mirror II - recenzja

Post autor: Urszula » 06 stycznia 2012, 18:11

Autorka: Urszula


Obrazek


Minęło siedem lat i znów przyszło się nam spotkać z klątwą rodu Gordonów.
Czy te siedem lat coś zmieniło w grze?
Czy kolejna część Black Mirror warta była wydania?

Otóż była i co najważniejsze jest piękniejsza od poprzedniczki, choć zdecydowanie mniej mroczna, przynajmniej na początku.

Fabuła
Grę rozpoczynamy 12 lat po śmierci ostatniego męskiego potomka rodu Gordonów, Samuela. Jednak nie w rodzinnej posiadłości przyjdzie nam na początku grać, tylko w jakimś zapyziałym, sennym, prowincjonalnym miasteczku, gdzie nikt o klątwie specjalnie nie słyszał, a i nie śledził losów jakiegoś rodu. Mieszkańcy Biddeford w amerykańskim stanie Maine żyją dniem codziennym, spraw wielkich nie mają, żadne straszne wydarzenia nie wstrząsają tą społecznością, więc nie ma właściwie o czym rozmawiać. Wszystko to jednak do czasu, bo spokój w miasteczku zostaje zakłócony, gdy ginie pewien fotograf. Wredny typ zostaje zadźgany nożem, a na miejscu zbrodni schwytana zostaje piękna, młoda dziewczyna. Nasz główny bohater w owym miasteczku dorabia sobie do swojej studenckiej pensji u tegoż wrednego fotografa, a zatrzymana dziewczyna wpadła mu wcześniej w oko. Jak by miał mało kłopotów, jego mama, u której się zatrzymał, ląduje w szpitalu w stanie śpiączki po mocnym urazie głowy. Główny bohater, zamiast więc odpoczywać na wakacjach i prowadzić życie leniwca, zostaje uwikłany w śledztwo, którego celem jest oczyszczenie dziewczyny z zarzutów oraz rozwikłanie zagadki dotyczącej wysokich, comiesięcznych przelewów przychodzących na konto mamy. Wszystko to w końcu doprowadzi go do siedziby rodu Gordonów i o wiele większych problemów, niż by na początku mógł sądzić. Fabuła gry przedstawia się bardzo dobrze i z początku bardzo spokojna, rozwija się z czasem i trzyma gracza w napięciu aż do samego końca. Jaki ten koniec będzie oczywiście wam nie zdradzę, ale już wiadomo, że kolejna część wyjdzie i oby ukazała się w Polsce.
Obrazek


Graficzne cacko
Wprawdzie trudno porównywać grę do jej poprzedniczki, bo jednak różnica w czasie wydania jest duża, więc i możliwości są teraz większe. Niemniej nie da się nie zauważyć nawiązań do poprzedniego tytułu, odnowienia starych plansz, twórcy naprawdę zadbali, aby to była faktycznie kontynuacja z prawdziwego zdarzenia. Wielkie wrażenie zrobił na mnie pałac w Walii: zapuszczony ogród, domek zniszczony przez wybuch czy w końcu krypta. Szpital zamieniony na hotel, pomimo przebudowania nosi cechy dawnej budowli i jakby specjalnie pozostawiona jedna aktywna ściana na końcu korytarza, przypomina graczowi, co tutaj kiedyś się mieściło.
Jako że dla przypomnienia ponownie zagrałam w Black Mirror tuż przed wydaniem jej drugiej części, jestem pod wielkim wrażeniem. Dawno nie widziałam gry tak pięknie dopracowanej pod względem graficznym. Miejsca, niegdyś tętniące życiem, teraz są opuszczone, a tam gdzie kiedyś odgrywały się tragedie, teraz powstał elegancki hotel. Każde miejsce jest dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Do tego dochodzą takie detale, jak chmury płynące po niebie, strzępy mgły, deszcz, ruch oceanu czy cienie rzucane przez budynki i drzewa. Ciemne, zniszczone kanały, gdzie szczury znalazły spokój i dom. Wszystko to razem wygląda niesamowicie i powinno zachwycić każdego gracza. Dochodzą jeszcze przerywniki filmowe na wysokim poziomie i animacja postaci. Wprawdzie były czasem małe wpadki (choćby postawa Darrena, gdy miał zamoczyć ręcznik w wannie, a o­n się tak ustawiał, jakby się miał bić z tymże ręcznikiem czy może z wanną), ale było tego niewiele, więc nie bardzo jest się czego przyczepić. Pod względem graficznym gra całkiem po prostu zachwyca i jej siedmioletnia przerwa zdecydowanie wyszła na dobre. Starsi gracze, pamiętający pierwszą odsłonę tej gry, mogą ustawić sobie wskaźnik myszy na taki sam jak w pierwszej odsłonie, niby niewielki szczególik graficzny, który jednak cieszy i jest pokłonem w kierunku graczy.
Obrazek


Oprawa audio
To kolejny mocny punkt tej przygodówki. Uważam, że muzyka jest bardzo nastrojowa i trzyma klimat. W odpowiednich momentach brzmi groźniej, budując nastrój, odgłosy przyrody i świata nas otaczającego są jak najbardziej realne, co jeszcze mocniej potęguje wrażenie grozy. Pamiętam jak weszłam do hotelu i słyszałam, jak wielkie krople deszczu uderzają o dach. Wrażenie było niesamowite. Gorzej było z dubbingiem, bo wszystkie wypowiedzi na koniec cichły. Osoby, które znają dobrze angielski nieraz końcówek zdań po prostu nie słyszały. Więc zdecydowanie to producentom nie wyszło. Również głosy nie były takie jak powinny być, ponieważ kwestie wypowiadane przez lektorów nie odzwierciedlały emocji, jakie było widać na ekranie. Najlepiej chyba przedstawiał się główny bohater i właściciel sklepu z rupieciami. Reszta w mniejszym czy większym stopniu popełniała ten sam grzech czytając tekst bez emocji. Jednak całościowo patrząc na muzykę, odgłosy przyrody czy w końcu odgłosy, jakie słychać przy wykonywaniu czynności wypadają bardzo dobrze, a więc małe niedociągnięcia bardzo nie rażą.
Polonizacja
Kolejny raz mamy grę przygodową z napisami, zaczyna to być standardem i to martwi. Wolałabym skupić się na grze, niż na tekście, który muszę przeczytać. Tym bardziej, gdy dialogów jest dużo, a i komentarzy do każdego przedmiotu, jaki jest aktywny w grze nie brakuje. Jeśli można było przetłumaczyć wszelkie dokumenty, to można również było dołączyć polski dubbing. Błędów specjalnie nie widziałam, a słaba znajomość języka angielskiego nie pozwoliła mi wyłapać błędów w tłumaczeniu. Choć zdarzały się zdania dziwnie brzmiące i niegramatyczne, świadczące o błędach w przekładzie.
Obrazek


Zagadki i ich poziom
Gra oferuje niecierpliwym graczom łatwiejszy sposób jej przechodzenia. Polega o­n na tym, że gdy nie wiemy, co dalej nam czynić trzeba, możemy w dzienniku Darrena kliknąć na strzałkę i w formie naprowadzania zdobyć podpowiedź gdzie i czego dalej szukać. Łatwiejszy tryb ustawiamy na początku rozgrywki, ale w trakcie można również uaktywnić pomoc. Jest także opcja pominięcia układania puzzli, wprawdzie program daje nam chwilę czasu na samodzielne ułożenie, ale gdy to idzie opornie, pojawia się dźwignia pozwalająca otworzyć jakąś skrytkę. Nie podobało mi się to, że program sam nie układał obrazka i nie pokazywał, jak powinno wyglądać prawidłowe rozwiązanie, tylko je pomijał. Niemniej taka opcja jest przydatna dla mniej wprawionych graczy. Układanek i puzzli mamy dużo, a trudność zagadek jest na różnym poziomie. Bardzo trudnych nie znalazłam, wszystkie są dobrze wyważone i nie zapędzą gracza w kozi róg. Zresztą w trakcie gry można zawsze zmienić ustawienia i do właśnie takiej zagadki, która się okazuje zbyt trudna można uzyskać podpowiedź. Wprawdzie trudno określić, która jest łatwa a która trudna, bo każdy z nas ma inne zdolności i dla jednych gra na fortepianie jest zbyt trudna, a dla drugiej osoby wywoływanie zdjęć. Niemniej w moim odczuciu nie było tutaj zbyt trudnych zagadek i system podpowiedzi nie jest konieczny, ale jest to miły pokłon w kierunku graczy mniej obeznanych z przygodówkami. Było kilka, które trochę kojarzą się z tymi z pierwszej części serii, np.: w pierwszej odsłonie gry trzeba było przy pomocy pary z czajnika oderwać naklejkę z butelki, a w drugiej w podobny sposób odkleja się list. Tylko tym razem czajnik szybciej gotował wodę. Było to również chyba bardziej nawiązanie do poprzedniej gry niż brak pomysłu na nową zagadkę. Mamy bardzo dużo nawiązań do poprzedniczki i to bardzo dobrze, ale są też powielane te same błędy, mam na myśli śmierć głównego bohatera. Wprawdzie teraz jest auto zapis i nie zobaczymy końcowych napisów zanim nie ukończymy gry, ale mimo wszystko mi to osobiście przeszkadzało.
Czy wszystko jest na plus?
Otóż nie, są również minusy, wprawdzie jest ich niezbyt wiele i przeważają plusy, ale i o minusach muszę napisać. Po pierwsze denerwująca jest gadatliwość głównego bohatera. O czym piszę?
Zanim się zdecyduje cokolwiek użyć, czy wziąć do ręki, ma zwyczaj komentowania tego. Efektem tego jest konieczność klikania na jeden i ten sam przedmiot często więcej niż dwa razy. Gdy aktywnych rzeczy na ekranie jest około 10-ciu, rozgrywka znacznie się wydłuża, co bywa nużące. Nie wiadomo w trakcie gry, co można pominąć, a co jest ważne, by akcję pchnąć do przodu. Więc klikać na wszystko trzeba, wydłużając niepotrzebnie grę. Zamiast więc dowiedzieć się, że kot zdechł trzeba wpierw było uzyskać informacje, co kot jadł, ile miał panienek by na końcu się okazało, że kot już dawno wyciągnął łapki. Mnie to bardzo denerwowało, zwłaszcza, gdy za drzwiami dobijali się członkowie bractwa by wpakować mi kulkę w siedzenie. Szczytem było zaś opisywanie metalowego pręta w ekwipunku, gdy był mi natychmiast potrzebny, aby zablokować drzwi. Tak więc byłoby zdecydowanie lepiej, gdyby główny bohater mniej mówił, a o­n jak przekupka paplał o wszystkim. Jeszcze zakończenie gry jest w moim odczuciu na minus i takie troszkę rozmyte, zostawiające furtkę do kontynuacji przygód, tylko kogo, Darrena czy Samuela?
Obrazek



Sterowanie
Jest to typowa przygodówka point&click, więc każdy z nas z tym systemem jest bardzo dobrze zaznajomiony. Świetnym pomysłem jest pocztówka miasta, która służy nam jednocześnie za mapkę do szybkiego przemieszczania się miedzy lokacjami. Jest to bardzo przydatne, bo nasi bohaterowie nie biegają. Szybkie przemieszczanie się miedzy lokacjami jest więc bardzo użyteczną funkcją. Jest jeszcze klawisz tab, który pozwala graczowi na szybsze zakończenie np. zbyt długiego czekania w szpitalnej poczekalni na rozmowę z lekarzem lub skrócenie zbyt długich animacji czy rozmów. Jest jeszcze dwuklik przyspieszający przemieszczanie się po terenie. Jednak korzystanie z tego rozwiązania zbyt często może spowodować, że umknie nam coś ważnego lub obejrzenie ciekawego filmiku. Tak więc każdy gracz powinien z tego korzystać okazjonalnie i umiejętnie.

Wrażenia ogólne

Gra piękniejsza, mniej mroczna niż jej poprzedniczka, choć i tutaj trup ściele się gęsto. Oferuje gry bonusowe, gdy główny bohater wykona zdjęcia odpowiednich obiektów czy osób. Przepiękna oprawa graficzna. Bardzo dobra oprawa audio. Black Mirror jest też najdłuższą grą ostatnio wydaną w naszym kraju. Ilość i różnorodność zagadek powoduje, że ta przygodówka może spokojnie startować w konkursie na najlepszą grę roku. Polecam ją wszystkim miłośnikom nie tylko jej poprzedniczki, ale również wszystkim, przygodówkomaniakom, którzy zaczną grać od właśnie tej części. Moja ocena końcowa to bardzo mocna 9/10. Gdyby Darren mniej mówił, dostałaby 10.

Zalety
+ grafika
+ animacja postaci
+ efekt
+ oprawa audio
+ ilość i jakość zagadek
+ piękne nawiązanie do poprzedniczki
+ fabuła gry

Wady
- zbyt gadatliwy główny bohater
- można zginąć
- dubbing niektórych postaci

ODPOWIEDZ

Wróć do „Black Mirror II”