Agatha Christie: zło, które żyje pod slońcem - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2790
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 62 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Agatha Christie: zło, które żyje pod slońcem - recenzja

Post autor: Adam_OK » 10 marca 2013, 21:18

Obrazek
Przyszedł wreszcie czas na to, aby bliżej przyjrzeć się grze „Zło, które żyje pod Słońcem”. Co prawda wielu osobom nie podoba się takie tłumaczenie tytułu, uważają je za zbyt dosłowne, mnie ono jednak bardziej odpowiada niż „Zło czai się wszędzie”. Zresztą, czy tytuł jest naprawdę taki ważny? Myślę, że najważniejsze jest to, co się pod nim kryje, czyli wnętrze gry. I właśnie o nim zamierzam opowiedzieć.

Akcja gry przenosi nas w rok 1940. U schyłku lata, gdy właśnie zaczynała się bitwa o Anglię, Hercules Poirot spędzał urlop na Wyspie Przemytników (brzmi znajomo?). Myślał, że znajdzie tu trochę spokoju i relaksu, ale się przeliczył. Następnego dnia po jego przybyciu, w małej zatoczce znaleziono ciało Arleny Marshall, młodej aktorki, która przyjechała na wyspę ze swym mężem i pasierbicą. Słynny Belg oczywiście podejmie się rozwiązania zagadki morderstwa i, jak nietrudno się domyślić, uda mu się ją doprowadzić do końca. O tym, jak tego dokonał, opowie swemu przyjacielowi Hastingsowi, z którym się spotkał kilka dni później w Londynie. Tylko że Poirot opowie to tak, aby Hastings mógł się w niego wcielić. W efekcie kierujemy poczynaniami Herculesa, tyle że tak naprawdę jest to Hastings, który odgrywa rolę Poirota. Trochę to namieszane, ale można się w tym połapać. Oczywiście, jak to tradycyjnie bywa u Agathy Christie, morderstwo zostaje popełnione w momencie, gdy fabuła się dosyć mocno rozwinęła, więc gdy zaczyna się właściwa historia, to Arlena jeszcze żyje. Dopiero gdy poznamy już wszystkich bohaterów, z których każdy jest potencjalnym podejrzanym, zostaje dokonana zbrodnia. Trzeba więc zakasać rękawy i znaleźć winnego. W razie chwilowego zastoju zawsze można skorzystać z podpowiedzi samego Belga lub też z machiny zwanej Oskarżycielskim Palcem. Bywa jednak i tak, że nie dowiemy się niczego pomocnego, ale zdarza się to dosyć rzadko. Dzięki tym podpowiedziom gra jest trochę łatwiejsza, ale mimo wszystko nie taka znowu prosta. Nawet ci, którzy czytali książkę lub widzieli film i wiedzą, kto jest mordercą, nie będą się czuli grą rozczarowani, bo po pierwsze zapewnia ona rozrywkę na długi czas (minimum 10 godzin), a po drugie wprowadzono do fabuły nieco zmian. Dzięki temu w tytuł ten gra się naprawdę przyjemnie.
Obrazek
A byłoby jeszcze przyjemniej, gdyby było trochę więcej zagadek. Na dobrą sprawę pamiętam dwie – jedna polegała na ułożeniu listu z kawałków (który to już raz?). Druga była nieco bardziej złożona i chodziło w niej o otwarcie pewnego pudełka. W zasadzie można powiedzieć, że twórcy się nie wysilili, gdyż obie łamigłówki w nieco innym wydaniu były również w „Morderstwie w Orient Expressie”. Niby były one fajne i miło się nad nimi siedziało, ale czuło się pewien niedosyt. Raz, że to już było i to całkiem niedawno, a dwa, że mogłoby być nieco więcej zagadek. Szczególnie przychodzi mi tu na myśl sytuacja, gdy trzeba zanalizować różne próbki. W grze bardzo to uproszczono, gdyż wystarczy taką próbką kliknąć na odpowiednim rozdziale w książce poświęconej chemii, aby znaleźć rozwiązanie. Jak dla mnie to zbyt duże ułatwienie, osobiście wolałbym, żeby np. trzeba było wybrać właściwy odczynnik do reakcji albo gdyby można było próbki zbadać organoleptycznie (powąchać, polizać itp.) Według mnie nie byłoby to wielkim utrudnieniem dla graczy, ale przeciwnie – miłym urozmaiceniem. Oczywiście podczas rozgrywki natkniemy się również na zadania związane z różnymi przedmiotami, które będziemy zbierać po całej wyspie. Jest ich niemało i są logiczne, więc nie powinno z nimi być większego problemu. Ogólnie nie jest źle, ale do ideału trochę zabrakło.

Bliska ideału jest natomiast grafika. Bardzo mi się ona podobała, co w dużej mierze jest zasługą dominującego w niej koloru zielonego. Taki jest hotel (zarówno na zewnątrz, jak i w środku), dużo zieleni jest też na dworze – trawa, drzewa itp. Oczywiście są też i inne barwy, dzięki czemu nie ma się wrażenia, że ta zieleń nas przygniata. Przeciwnie, dzięki takiej palecie barw ma się złudzenie, że ta wyspa jest faktycznie kawałkiem raju na ziemi, mimo iż nie ma tu palm, bujnej, dzikiej roślinności czy ciepłego i leniwego morza. A gdy do tego dodamy bardzo ładne przerywniki filmowe oraz starannie wykonane postacie, to czy można chcieć czegoś więcej? Szczególną uwagę zwraca postać Herculesa Poirota, który wygląda chyba jeszcze lepiej niż w „Morderstwie w Orient Expressie” i jeszcze bardziej przypomina Davida Sucheta – aktora, który wcielił się w jego rolę. Przypomina go nie tylko z wyglądu, ale również ze sposobu poruszania się, przez co można się jeszcze lepiej wczuć w postać słynnego detektywa. Inni bohaterowie tej historii również robią spore, pozytywne wrażenie. Na szczególną uwagę zasługują także Hastings (o którym można powiedzieć w zasadzie to samo, co o Herculesie) oraz Linda Marshall. Wszystko to sprawiło, że przyjemność, jaką czerpałem z grania w ten tytuł, była naprawdę duża.

O muzyce nie będę się wiele rozpisywał, bo zbytnio nie ma o czym. Powiem więc tylko, że po pierwsze jest, a po drugie, że to, co słychać, budzi spory szacunek. Oprawa muzyczna tej gry zasługuje na uwagę, bo bardzo pasuje do klimatu rozgrywki i pod każdym względem jest taka, jak być powinna. Dźwięki są na standardowym poziomie innych produkcji, więc tu również nie ma sensu się rozwlekać. Ogólnie jest dobrze.
Obrazek
Sterowanie,jakie mamy w grze, również nie jest niczym nowym. Korzystamy z myszki, za pomocą której można wykonać wszystkie czynności. Poza tym na górze ekranu mamy wszystkie potrzebne ikonki, dzięki którym można dostać się do ekwipunku czy też poczytać dokumenty i informacje o podejrzanych. Oprócz tego jest też ikonka, dzięki której można chwilowo przerwać śledztwo w celu skorzystania z podpowiedzi Poirota lub z jego Oskarżającego Palca. Generalnie całość jest prosta jak drut i nikt nie powinien mieć z interfejsem najmniejszych problemów.

Opisywana tu gra wydana została w polskiej wersji językowej. Wydawca postanowił jednak przetłumaczyć jedynie napisy, dzięki czemu zachowane zostały oryginalne głosy. Jeśli zaś chodzi o jakość tego tłumaczenia, to nie mam do niej zastrzeżeń. Tekst jest zrozumiały, napisany odpowiednio dużą i czytelną czcionką. Nie znalazłem w nim również poważnych błędów, a tych drobnych było na tyle mało, że można na nie przymknąć oko. W sumie polonizacja tego tytułu jest bardzo udana.

Udana jest zresztą cała gra – ciekawa fabuła, dobra oprawa audiowizualna i spolszczenie stojące na wysokim poziomie to jej główne zalety. Gdyby tylko było nieco więcej zagadek logicznych, to mielibyśmy grę idealną, a tak mamy „tylko” bardzo dobrą. Polecam ją wszystkim miłośnikom gatunku, a dla fanów twórczości Agathy Christie jest to wręcz pozycja obowiązkowa.

OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ fabuła
+ grafika
+ muzyka
+ jakość zagadek
+ sterowanie
+ polonizacja

WADY:

- mała liczba zagadek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Agatha Christie: zło, które żyje pod słońcem”