Gobliiins - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 10828
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 135 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 139 razy
Płeć:

Gobliiins - recenzja

Post autor: Urszula » 06 stycznia 2012, 18:39

Obrazek

Studio Coktel Vision w 1991 r. wypuściło na rynek grę przygodowo-logiczną pod tytułem Gobliiins. Sympatyczne stworki, które wyglądem przypominają krasnali, miały bawić i uczyć logicznego myślenia. Na rynku polskim nie ukazały się w naszym ojczystym języku, więc były również dobre do nauki języka angielskiego. Obecnie, w związku z pojawieniem się, po bardzo długiej przerwie, części czwartej tej gry doczekaliśmy się spolszczenia.
Obrazek

Nasze trzy maluchy o szczególnych uzdolnieniach mają ważne zadanie do wykonania - uratować króla. Otóż jego królewska mość cierpi okrutnie, bo zły czarodziej zrobił sobie laleczkę voodu i dla zabawy wbija w nią szpileczki, powodując straszne boleści monarchy. Armia władcy nie bardzo nadaje się do tego zadania, trzeba więc powołać specjalną grupę, czyli naszych Gobliiinsów. Jeden może się poszczycić wybitnym rozumem, drugi wielką siłą, trzeci zaś magią. Dzięki swym umiejętnościom zostają wyznaczeni do tego zadania. Muszą więc znaleźć złego czarownika i odebrać mu laleczkę.

Wyruszają więc w drogę, aby odnaleźć złoczyńcę. Jak to zwykle bywa, na swej drodze natrafią na wiele przeszkód i na niejedno zadanie do pokonania. Czy to się im uda, to już zależy od Ciebie, graczu. Nie tylko umiejętności logicznego myślenia są potrzebne, ale również umiejętne prowadzenie Gobllinsów, żeby nie wpadały w pułapki. Czemu? Ponieważ powoduje to utratę zdrowia, a nie uatrakcyjnienie rozgrywki, czy większe jej zawikłanie.

Nasi trzej malcy mają w grze pasek życia, który szybko się zmniejsza, gdy trafimy na jakieś wredne urządzenie, które do gry potrzebne nie jest i raczej powinno się je omijać z daleka, a czyha na naszych bohaterów. Jeśli nie uda nam się przejść wszystkich dwudziestu poziomów z odpowiednim zapasem życia, to zobaczymy coś przykrego w przygodówce - a mianowicie napis „Game over” - przed ukończeniem gry.

Jest to wielką wadą tej produkcji tym bardziej, że nasze stworki dla zabawy siebie też okładają, powodując utratę zdrowia. Zapisywać stanu gry nie można i przejście do kolejnego etapu wiąże się z wpisaniem kodu. Kody te są bardzo ważne, gdyż bez nich za każdym razem trzeba by było zaczynać rozgrywkę od początku. Bez kartki i długopisu się nie obejdzie.

Trzeba więc przejść cały jeden etap by móc zobaczyć kod do kolejnego poziomu. Niektóre są bardzo krótkie i polegają tylko na tym, aby zapukać w drzwi, ale są też bardziej złożone, przy których trzeba pogłówkować.
Obrazek

Czytałam, iż mimo że gra jest przeznaczona dla młodszych odbiorców ,to jest trudna. Stwierdzam po zagraniu, że to nie do końca prawda; trudność polega na tym tylko, że można zginąć, bo brakuje możliwości kombinowania. Każdy błąd powoduje utratę zdrowia. Gdyby można było w spokoju pomyśleć i metodą prób i błędów wyjść z kłopotów gra byłaby dużo łatwiejsza niż np.: wydana przez tego samego producenta gra pod tytułem Woodruff.

Grafika jak na lata, w których gra została wydana przedstawia się całkiem nieźle. Tła są starannie i dobrze narysowane; wprawdzie wszechobecna pikseloza może dzisiaj denerwować, ale jest o­na przyjemna dla oka. Animacja postaci niestety jest pod psem, ale i tego nie ma się co czepiać, patrząc na wiek tej przygodówki. Nasze Gobliiinsy żywo reagują na to, co się dzieje w trakcie rozgrywki i tak, gdy czynność zostaje źle wykonana, co powoduje utratę życia, to o­ne robią złą minę i wyrażają swoje niezadowolenie. Natomiast nagradzają uśmiechem i fikołkami wszystko to, co gracz wykona prawidłowo. Mamy do przejścia dwadzieścia plansz, ale niestety wiele z nich się powtarzało.

Kolejnym problemem jest niemożność kierowania jednocześnie trzema bohaterami tak długo jak pierwszy nie skończy powierzonego mu zadania, kolejne dwa stoją jak słupy soli. W niektórych momentach było to denerwujące, gdy trzeba było uciekać przed kościotrupem czy innym stworem. Zbierane przedmioty miały również czasem taki wygląd, że gdyby nie napis, nie domyśliłabym się, co Gobliiins ma w łapkach. Sterownie czasami również mogło doprowadzić do białej gorączki, np. gdy nijak Gobliiins nie chciał iść tam gdzie go wysyłaliśmy i trzeba mu było pokazywać drogę przy pomocy małych kroczków, aby w końcu dojść do celu, co też nie zawsze było dokładne. Długi czas mi zeszło, aż ustawiłam Mądralę pod pająkiem by go zestrzelić, bo o­n trafiał w inne miejsce powodując zrzucanie na własną głowę różnych rzeczy odbierających mu, tak drogocenne w grze, zdrowie.
Obrazek

Ekwipunku w tej grze nie ma, co powoduje konieczność biegania od jednego przedmiotu do drugiego by go użyć. Gdy się podnosiło kulę i szło po zapałki bohater odkładał w miejscu zapałek kulę, a podnosił zapałki. Było to niewygodne i powodowało konieczność łażenia po planszy; wprawdzie duże o­ne nie były, ale często mi się zdarzyło wysłać nie tego Gobliinka po dany przedmiot. Trzeba było ciągle zwracać uwagę, który z trzech bohaterów jest aktywny i zmieniać to przy pomocy spacji. Takie sterowanie miało również wpływ na pasek życia, bo tylko jeden z nich potrafił podnieść i użyć danej rzeczy. Śmieszyło mnie jednak, gdy armatę trzeba było załadować marchewką, by napełnić kociołek nad paleniskiem, albo jabłkami (po odpowiednim powiększeniu) zatkać most, albo łaskotanie kościotrupa piórkiem by zdobyć klucz. Taki humor sytuacyjny nadawał urok grze.

Oprawy muzycznej właściwie nie ma, bo słychać ją tylko na początku każdej kolejnej planszy, a muzyka się co jakiś czas powtarza. Jest jednak dopasowana do miejsca, w którym toczy się gra. W trakcie samej zabawy muzyki nie słychać, jedynie tupanie naszych bohaterów i ich swoisty język, nie zrozumiały dla rasy ludzkiej. Co jakiś czas między jednym a drugim etapem pojawiała się plansza z tekstem, czego też nasz zły czarownik dokonał utrudniając życie naszym stworkom, ale tekstu tego było niewiele, więc dziw, że dawno temu nie dokonano spolszczenia tej gry.

Wprawdzie nasze Gobliiiny po przetłumaczeniu raz są gnomami, raz elfami, a literki ą i ę przyjmują dziwną formę q, ale ogólnie dobrze jest wiedzieć, co się chwyciło do ręki, bo w trakcie gry nie zawsze jest wiadomo. Słynnego humoru w tłumaczonym tekście nie widać. Być może w wersji oryginalnej można się było uśmiać, ale po przełożeniu na nasz ojczysty język - niekoniecznie.
Obrazek

Jak pisałam wcześniej jest to gra logiczno-przygodowa, ale trafiają się również zręcznościówki. Wprawdzie nie są trudne, ale są. Każdy maniak przygodówek powinien spróbować swoich sił i zmierzyć się z tą bardzo stareńką produkcją, która mimo upływu lat ma swój urok i niejednej osobie przypadnie do gustu.

Kończąc swoje wywody - pierwsza część gry mogłaby być świetna, ale twórcy popełnili troszkę błędów, które znacznie obniżają walory tej gry. Brak muzyki, wprowadzenie limitu błędów oraz nieudany system zapisu gry odebrał jej wiele uroku. Jedynie humor sytuacyjny oraz różnorodność zagadek powoduje, że chce się zgrać w tą bardzo starą przygodówkę. Moja końcowa ocena wynosi 5/10
Zalety
+ humor sytuacyjny
+ ilość i różnorodność zagadek
+ kolorowa kreskówkowa grafika

Wady
- sterowanie
- zapis gry
- brak ekwipunku
- brak muzyki

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gobliiins”