Torin's passage - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
wild_animal
Publicysta
Posty: 91
Rejestracja: 14 marca 2012, 17:13
Podziękował(a): 2 razy
Płeć:

Torin's passage - recenzja

Post autor: wild_animal » 07 stycznia 2013, 22:08

[align=center]autor: wild_animal[/align]
Obrazek
Postać Ala Lowe znana jest zapewne wszystkim miłośnikom gier przygodowych, głównie za sprawą serii przygód podrywacza – nieudacznika Larrego Laffera. Niewiele jednak osób utożsamiałoby go z produkcją skierowaną do najmłodszych graczy, a taką właśnie w założeniu miała być gra Torin's Passage. Na pomysł stworzenia takiej gry, autor wpadł podobno oglądając film "Pani Doubtfire” wraz ze swoją 11-letnią córką (która miała zresztą swój wkład w powstanie omawianej produkcji). Postanowił opracować tytuł, który pozwoliłby bawić się dzieciom wraz z ich rodzicami. A oto jak mu to wyszło.
Urodzony pod szczęśliwą gwiazdą.
Tego nasz bohater na pewno o sobie powiedzieć nie może. Torina poznajemy jako mieszkańca pałacowej kołyski. Niestety, nie dany mu będzie żywot małego księcia. Złowrogi mag morduje jego rodziców, o­n sam zaś uratowany zostaje w ostatniej chwili przez królewską niańkę. Ta postanawia ukryć go w zwyczajnej wiejskiej rodzinie, w której Torin dożywa spokojnie wieku młodzieńczego, zupełnie nieświadomy swego pochodzenia. I tu znów daje o sobie znać jego pech. Jego przybrani rodzice zostają uwięzieni w kryształach i porwani, tym razem przez złą czarownicę. I jak tu polubić magię? Młodemu bohaterowi nie pozostaje nic innego, jak ruszyć na ratunek zniewolonej mamie i tacie, a wraz z nim także graczowi.
Wzdłuż, wszerz i...
Obrazek
… w głąb. Taka oto droga czeka młodego księcia nim osiągnie cel. Wszystko to dlatego, że świat który przyjdzie mu przemierzać tylko powierzchownie przypomina nasz (pomijając oczywiście fakt istnienia magii). Tak naprawdę składa się z kilku warstw znajdujących się coraz bliżej wnętrza planety. Każda taka warstwa to osobny, zróżnicowany świat, pomiędzy którymi dawniej ludzie (i nie tylko) potrafili się przemieszczać dzięki mocy fenokryształów. Dziś o tym, jak korzystać z mocy wspomnianych przejść, nie pamiętają nawet ich strażnicy. Tajemnicę tę będzie musiał ponownie odkryć gracz prowadzący nieszczęsnego chłopca. W podróży tej nie będzie jednak sam. Towarzyszyć będzie mu wierny zwierzak, zbliżony nieco do psa. Ma o­n jednak pewną niesamowitą, obcą zwyczajnym czworonogom zdolność - zmiany kształtu. Boogle, bo tak się o­n nazywa, potrafi zmienić się zarówno w robaka, jak i... w lampę czy pudełko, co wielokrotnie wspomoże Torina podczas drogi do celu.
Całe życie pod górę.
Oczywiście podróż ta nie ma charakteru wycieczki krajoznawczej. Usiana jest niebezpieczeństwami (na szczęście żadne nie może skończyć się definitywną śmiercią Torina), a także, co zapewne najbardziej ucieszy fanów przygodówek, zagadkami. W większości polegają o­ne na użyciu odpowiedniego przedmiotu we właściwym miejscu. Zdarzają się jednak także układanki, zagadki dźwiękowe, czy też konieczność pokonania labiryntu. Mimo takiego zróżnicowania coś je jednak łączy – poziom trudności. Nie jest o­n zbyt wysoki i wytrawnym graczom, zagadki nie postawią poprzeczki wysoko. Początkujący jednak docenić mogą system pomocy zawarty w grze. Pozwala o­n ustawić częstotliwość z jaką podpowiedzi będą udostępniane graczowi. Ponadto opracowano je tak, że zaczynają się o­ne od ogólnego ukierunkowania, z czasem dopiero podając więcej szczegółów, aż do całkowitego rozwiązania problemu. Nie ma jednak w życiu nic za darmo i korzystanie z podpowiedzi odbije się na naszym końcowym wyniku. Podczas rozgrywki bowiem gromadzimy pulę punktów, powiększającą się po każdym popchnięciu fabuły do przodu oraz zmniejszającą, gdy sięgamy po koła ratunkowe.
Obrazek
Bez względu jednak na komplikacje, ważne, żeby zachować poczucie humoru. A tego trzeba przyznać, autorom nie brakowało. Nie obeszło się bez aluzji do realnego świata, w tym także do produkcji konkurencyjnego studia LucasArts. Para skunksów została nazwana Sam & Max, w jednym ze światów spotkamy zaś Indianę Jonesa, któremu powiedzmy delikatnie, nie wszystko wyszło. Smaczków takich, czekających na spostrzegawczych graczy jest zdecydowanie więcej, co bardzo urozmaica rozgrywkę, a chęć ich odszukania potrafi przykuwać do monitora bardziej niż fabuła. Jeśli mowa o fabule, to trzeba przyznać, że nie jest to szczyt kreatywności. Banalna to bowiem w gruncie rzeczy historia, nie zawsze trzymająca się przysłowiowej kupy, ale potrafi jednak wciągnąć.
15 lat minęło
Co bez wątpienia widać i słychać. I o dziwo, to na udźwiękowieniu właśnie odbiło się bardziej, niż na szacie graficznej. Ta, pomimo niskiej rozdzielczości i ubogiej palety kolorów została na tyle starannie opracowana, że wciąż może zrobić wrażenie na miłośnikach ręcznie rysowanych przygód. Każdy świat jest inny, staranie zaprojektowany i wykonany z niezwykłą dbałością o szczegóły. Także animacja postaci choć prosta, wygląda całkiem przyjemnie. Dźwięk natomiast trąci już starością. Również polonizacja produktu odbiega od dzisiejszych standardów (tylko wersja kinowa), choć warto tu wspomnieć, że powstała o­na i tak dopiero kilka lat po wyjściu gry, specjalnie na potrzeby Komputer Świat Gry, do którego była dołączana swego czasu jako pełna wersja okładkowa. Tak więc lepsza taka niż żadna.
Koniec drogi
I trzeba przyznać, że nie była to najdłuższa podróż. Poziom skomplikowania zagadek oraz mało rozbudowana fabuła powoduje, że otrzymujemy rozrywkę na kilka raptem godzin. Dzięki temu świetnie nadaje się dla młodszych użytkowników oraz osób zaczynających dopiero bawić się grami przygodowymi, które to dotrą do końca bez poczucia znużenia tytułem. Dzieci jednak odstraszyć może troszkę niedzisiejsze już sterowanie oraz archaiczna oprawa.
Obrazek
Na koniec warto wspomnieć też o pewnych kłopotach technicznych. Pomimo możliwości uruchomienia na każdym praktycznie sprzęcie, na nowszym potrafi momentami tracić kolory, a nawet wyrzucić do Windowsa, co powoduje konieczność częstego zapisu stanu gry. Dolegliwość ta jest szczególnie uciążliwa zwłaszcza w późniejszych etapach rozgrywki. Warto jednak chociaż spróbować zagrać w Torin's Passage choćby po to, aby poznać Sierrę z zupełnie innej strony. Gra ta w założeniu miała być ich kolejną serią (jak Larry czy King Quest), jednak ze względu na kryzys, który swego czasu dopadł rynek przygodówek, skończyło się tylko na jednej części. Być może niestety tylko na jednej, gdyż rynek nie oferuje zbyt wielu gier przygodowych, w które dzieci mogłyby zagrać wraz ze swoimi rodzicami.
7-/10

Plusy:
+ Mimo wszystko nie najgorsza oprawa
+ Humor
Minusy:
- Nieco dziurawa i naiwna fabuła
- Długość, a raczej jej brak

Wymagania sprzętowe:
Praktycznie każdy działający komputer, choć na nowszych maszynach (Win XP/Vista) potrafi robić problemy. Istnieje także wersja na Maca
[hr]
Top 7
1. Blade Runner 2. Dreamfall 3. Myst I 4. Fahrenheit 5. Ace Ventura 6. Run Away: A Road Adventure 7. Black Mirror

ODPOWIEDZ

Wróć do „Torin's passage”