Skaut kwatermaster - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 10920
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 136 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 140 razy
Płeć:

Skaut kwatermaster - recenzja

Post autor: Urszula » 24 stycznia 2012, 14:54

autorka: Urszula


Obrazek
Po 16 latach od premiery przyszło mi zmierzyć się z grą Skaut Kwatermaster, stworzoną przez nasze rodzime studio LK Avalon. Nie umiem powiedzieć, dlaczego wcześniej się nie zainteresowałam tą przygodówką. Leżała na mojej półce zbierając kurz - jakoś mnie nie ciągnęło do niej, mimo że wydanie CD, które posiadam podobno jest ulepszone. Wychodząc z założenia, że lepiej późno niż wcale, uruchomiłam grę. Szybko jednak pomyślałam, że może czasem lepiej wcale - niż późno. Lepiej nie poznać aplikacji delikatnie mówiąc nieładnej, która może zachwiać wiarę w talent naszych rzeszowskich grafików. Twórcy pięknych tytułów takich jak Reah, czy później Schizm, ale w tym, który chcę przedstawić nie popisali się. Możliwe, że w tym czasie cierpieli na jakąś szczególną niedyspozycję, albo mieli problemy innej natury i wyszła im przygodówka mocno odbiegająca od tego, do czego nas przyzwyczaili.

Zacznijmy jednak od tego, co też w grze się takiego wydarzyło i jak nasza w niej rola. Na obozie harcerskim druhna Luiza spacerując sobie z naszym bohaterem po łączce wpada do starego czołgu i się zatrzaskuje. Rękę do tego przyłożyli inni żartownisie, ale zadanie wydostania jej z tej pułapki przypada tytułowemu Skautowi, a tym samym nam. Nasz zdesperowany bohater ma przemierzyć całą zapyziałą wioskę, do której przyjechał na obóz, by wydostać swoją ulubioną koleżankę z czołgu. Zanim to jednak zrobi, przyjdzie mu wykonać całą masę innych, dziwacznych czynności. Dlaczego? No chyba dlatego, że gdyby uwolnił ją od razu, nie byłoby zabawy.

Ruszamy więc na odsiecz, po brzydkich pod każdym względem lokacjach, kolorystycznie przypominających breję upstrzoną na zielono niczym ubranko skauta. Pikseloza, choć znana z tamtych lat i tak odbiega od normy, bo w tym czasie powstały takie gry, jak J.B., czy rok później AD 2044. Trudno więc wytłumaczyć, czemu tak brzydko została wykonana właśnie ta przygodówka. Nie mówię tylko o kolorach. Paleta barw mocno okrojona, chyba ktoś zapomniał, że istnieją poza podstawowymi także inne kolory. Gdyby nie opisy pojawiające się po najechaniu kursorem na dany przedmiot, to nie miałabym pojęcia, co mam w ekwipunku. Obrazki symbolizujące przedmioty są mało czytelne. Również wygląd postaci i rzeczy pozostawia wiele do życzenia. Niektóre będzie nam nawet ciężko zauważyć, bo zlewają się z tłem, np. patelnia na placu apelowym, siekierka w pniaku, wędka na pomoście i wiele, wiele innych.

Aktywnych postaci w grze mamy jak na lekarstwo, pozostałe "osoby" robią raczej za mało ciekawe tło. Lokacji jest dużo, ale wszystkie tak samo brzydkie, martwe i bezbarwnne. Dołączona mapka, choć troszkę ułatwia poruszanie się po nich, jest jednak okrojona i niewystarczająca - twórcy zapomnieli o kilku miejscach. Pewnie wyszli z założenia, że lepszy rydz niż nic, w wyniku czego mamy taką troszkę niedokładną mapę mieściny zwanej Olobok Zdrój, przy pomocy której nie dostaniemy się do tartaku, czy na poligon.
Obrazek

Kierujemy Skautem w takt muzyczki, która z czasem zaczyna nużyć czy wręcz przeszkadzać, pomimo że się zmienia i nie jest jedna i ta sama w każdej lokacji. Dźwięki otoczenia to kolejna niedoróbka i można było się pokusić o troszkę więcej głosów. Lektorzy użyczający ich naszym postaciom to kolejny minus i nie chodzi o barwę, bo ta przedstawia się dobrze, a o sposób wypowiadania kwestii. Kiedy nasz bohater rozmawia z narratorem, trudno oprzeć się wrażeniu, że obaj mają problemy z dykcją, a i emocji przekazać nie potrafią.

Napisałam, że Skaut rozmawia z narratorem. Jest to szumnie powiedziane, bo tak długo jak nie klikniemy w interfejsie na słowo "mów", nic z tego nie będzie. Nie usłyszymy żadnych rozmów, mniej czy bardziej wesołych, czasem głupawych i irytujących. Dialogi prowadzone między obu panami niczego nie wnoszą do samej fabuły, a są nastawione tylko na rozbawienie gracza, co wychodzi z różnym skutkiem. Poziom żartów sytuacyjno-słownych jest różny, mamy bardzo dobre, gdzie można się naprawdę uśmiać - ot choćby przyłożenie duchowi patelnią, aż mu szczęka wypada, czy wysadzenie z laczków (glanów) żołnierza w magazynie, oraz bardzo głupie i prymitywne jak rzucanie czaszką w przystanek autobusowy), czy sadzenie łańcucha, gdzie jego wygląd "kwiatka" połączony z szlauchem przyczepionym amorkowi, ma jednoznaczny wydźwięk i jest okraszony odpowiednim komentarzem o wymiarach. Taki prostacki żart do mnie przynajmniej nie przemawia, być może kogoś innego by śmieszył. Dowcipy z brodą miast cieszyć zniesmaczyły, tak więc i ta strona tej przygodówki choć lepsza od oprawy graficznej nie jest rewelacyjna.

W końcu mamy zagadki i tutaj trzeba wyłączyć tę część mózgu, która jest odpowiedzialna za logiczne myślenie, bo logiki i sensu w naszych poczynaniach brak. Sprawdzona metoda klikania wszystkim na wszystko częściowo zdaje egzamin, ale nie do końca, bo mamy jeszcze jedną zagwozdkę. Otóż w ekwipunku nie ma możliwości łączenia ze sobą przedmiotów, a co za tym idzie trzeba sobie radzić inaczej. Tutaj twórcy wymyślili kilka miejsc gdzie taką czynność można wykonać, ale tylko i wyłącznie w wybranych punktach. Dlaczego właśnie w takich i dlaczego mam połączyć ser z odpadem radioaktywnym, czy butelkę z konikiem szachowym nie mam pojęcia. Samo używanie przedmiotów również logicznego wytłumaczenia nie ma. Czemu wędkarz widząc kartę pływacką wpada do wody, a puszka coli robi z naszego bohatera super skoczka i dlaczego do wydostania tegoż napoju potrzebny jest but wyjęty z latryny, nie umiem powiedzieć. Zagadki, tylko przedmiotowe, odbiegają mocno od zdrowego rozsądku i logiki więc ukończenie tej gry wcale nie jest takie łatwe. Samo znalezienie potrzebnego przedmiotu może stworzyć nie lada trudność, a gdy jeszcze dochodzi konieczność użycia czy połączenia w odpowiednim miejscu przedmiotu z innym, gracza może rozboleć głowa.

Pokręcone zagadki i wykorzystywanie znalezionych rzeczy niezgodnie z ich przeznaczeniem są znane graczom choćby z wydanego w tym samym czasie Woodruffa, ale jego poczynania w grze miały uzasadnienie w fabule. Skaut Kwatermaster proponuje używanie zawartości ekwipunku bez związku z fabułą, logiką i ich faktycznym przeznaczeniem. Interfejs gry jest również znany, na dodatek uproszczony - przy pomocy kilku komend można wykonywać czynności na ekranie, ale jest mało użyteczny, bo to samo wykonujemy prawym i lewym klawiszem myszy. Brak gryzonia można zastąpić klawiaturą, gdzie odpowiednie funkcje są przypisane klawiszom. Sterowanie więc nie powinno specjalnie stwarzać kłopotów.
Obrazek

Wypadałoby zachęcić te osoby, które tak jak ja czekały lat 15 z hakiem na odpalenie gry, lub nadal czekają i się zastanawiają, czy o­na warta jest naszego zachodu. Krytykując wszystko, co widziałam raczej będzie trudno przekonać kogoś do zabawy z nią. Jednak wszystkich tych, którzy nie mieli styczności z tą grą zachęcam do zapoznania się z nią, tylko po to by zobaczyć jakie wtopy potrafili zaliczyć nasi mistrzowie z Rzeszowa.

Jeśli zaś ktoś lubi humor mniej lub bardziej brodaty, pokręcone zagadki i nie liczy ani na ładną oprawę graficzną, ani porywającą fabułę to być może będzie się bawił całkiem dobrze. Moja końcowa ocena 5/10.
Zalety
+ niektóre pokręcone zagadki
+ czasami humor sytuacyjno-słowny
+ mimo wszystko oprawa audio
+ sterowanie

Wady
- brzydka grafika
- słaba fabuła
- kiepsko dobrani lektorzy
- prostacki humor i głupawe komentarze

ODPOWIEDZ

Wróć do „Skaut kwatermaster”