Salammbo - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2790
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 62 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Salammbo - recenzja

Post autor: Adam_OK » 28 października 2013, 13:19

Obrazek
Pamiętacie może film „Gladiator”? Na jednym z plakatów reklamującym go był napis (mniej więcej) tej treści: „Generał, który stał się niewolnikiem; niewolnik, który stał się gladiatorem; gladiator, który przeciwstawił się imperium”. Zdanie to dobitnie określa drogę jaką przeszedł Maximus, główny bohater tego filmu. Jeśli zaś ktoś zagrał w „Salammbo” mógł, wraz ze Spendiuszem, którego poczynaniami kierował, przejść dokładnie odwrotną drogę – od niewolnika do generała. Czy to ciekawa droga zaraz wyjaśnię.

Rzecz dzieje się w Kartaginie w okresie wojen punickich, ale nie jest to bynajmniej gra oparta na faktach historycznych. Źródłem inspiracji twórców była bowiem powieść Gustawa Flauberta, z której dość bogato zaczerpnęli, zwłaszcza w zakresie fabuły. Ta opowiada o intrygach, miłości i wojnie. Jak wspomniałem wcielamy się w rolę Spendiusza, który właśnie dostał się do kartagińskiej niewoli. Szybko jednak z niej ucieka i równie szybko spotyka Salammbo, córkę Hamilkara - aktualnego władcy, która jest również kapłanką. Salammbo w zamian za pomoc w ucieczce prosi naszego hero o dostarczenie pewnego posążku dla dowódcy wojsk najemnych oblegających miasto. Powód – młoda piękność się w nim zakochała i chciałaby mu o tym powiedzieć. Oczywiście nasza postać to dżentelmen i damom nie odmawia (zresztą ma też w tym swój osobisty interes – zemstę) i w ten sposób wplątuje się w niezłą aferę. Jak nietrudno się domyśleć będziemy od tej pory „chłopcem na posyłki” i będziemy się imać różnych zajęć aby tylko dopiąć celu. Oznacza to również, że wszelkie niebezpieczne zadania Spendiusz bierze na siebie i nie raz i nie dwa będzie nadstawiał karku. Zapewniam jednak, że warto to robić, bo zabawa jest przy tym świetna.

Obrazek

Chciałbym tutaj wyjaśnić, o co mi chodziło z tym nadstawianiem karku. Otóż, oznacza to ni mniej ni więcej, tylko to, że twórcy uraczyli nas kilkoma elementami zręcznościowymi i czasówkami. Każda pomyłka w takim elemencie oznacza jedno – śmierć. Na szczęście zaraz potem „zmartwychwstajemy” i możemy spróbować od nowa. Co prawda takich momentów w grze jest niemało, ale wszystkie są do przejścia nawet dla osób, które nie czują się mocarzami w tej dziedzinie. Oprócz tego, jak przystało na porządną przygodówkę, mamy kilka zadań typowo logicznych. Do ciekawszych zaliczam pewną debatę wśród dowódców najemników, w której Sendiusz również uczestniczy. Teoretycznie tutaj tylko rozmawiamy i wybieramy linie dialogowe, w praktyce wybór niewłaściwych słów oznacza wydanie naszej postaci Kartaginie, co oznacza, że nasze życie się kończy. W związku z tym trzeba się dobrze zastanowić, co wybrać aby nie zginąć. Ciekawa była również końcówka gry – tutaj dwukrotnie (już jako generał najemników) toczymy bitwy. Wygląda to tak – na mapie ustawiamy nasze oddziały, potem wydajemy rozkaz ataku i obserwujemy pole walki. I choć wygląda to prosto, a nasza rola jest bardzo ograniczona, to i tak rozwiązanie tych zagadek dało mi sporo frajdy. Z podobnymi łamigłówkami było podobnie i choćby tylko dla nich warto zagrać w tę grę.

Po tytuł ten warto sięgnąć również ze względu na grafikę – jest naprawdę ładna, choć dosyć szaro – bura. Nie oznacza to, że w grze nie ma żywszych kolorów, ale jest ich zdecydowanie mniej niż tych zimnych. Taki styl tu jednak naprawdę pasuje, co więcej buduje klimat gry, podkreślający mroczność historii i mroczność tamtych czasów. W tej grze spotkałem się ponadto z pewnym ciekawym zjawiskiem, które nazwać można „efektem czerwonych oczu”. Mówię o tym, że niektóre postacie mają dość specyficznie wykonane oczy, a jeśli ktoś dalej mnie nie rozumie, niech spojrzy na jeden ze screenów. Jedyne, co nie każdemu może się spodobać to przerywniki „filmowe”. W tej grze nie są to typowe animacje, ale coś na wzór komiksu – na ekranie pojawiają się statyczne obrazki, których dopełnieniem jest tekst. Nie powiem, że źle to wyglądało, ale mimo wszystko wolę tradycyjne filmiki.

Obrazek

Dopełnieniem naprawdę dobrej grafiki jest dobra muzyka. Tu właśnie taka ona jest – miła dla ucha, dobrze oddająca klimat gry, umilająca rozgrywkę. Dźwięki są równie dobre, więc za oprawę audio dam kolejnego plusa.

Ostatnią z kwestii technicznych jest interfejs – tutaj sterujemy myszką, ale poruszamy się nie w dowolnym kierunku, ale za pomocą tzw. żabich skoków. Mnie to osobiście nie przeszkadza, bo się do tego systemu przyzwyczaiłem.

Na koniec słów kilka o polonizacji – tę zrobiła Cenega kilka lat temu i zrobiła to naprawdę dobrze. Ciężko jest się do czegoś przyczepić, co dla mnie, jako recenzenta wiadomością dobrą nie jest, bo nie ma za bardzo o czym pisać. Jednak patrząc na to z perspektywy gracza – oby tak było zawsze.

Generalnie „Salammbo” to gra warta polecenia – ciekawa fabuła, dobre zagadki, ładna grafika i muzyka, a do tego profesjonalnie wykonane spolszczenie i niewielka ilość wad. Czy można chcieć czegoś więcej?
OCENA GRY: 8,5/10

ZALETY:
+ ciekawa fabuła
+ sporo fajnych łamigłówek
+ ładna grafika
+ świetna muzyka
+ polonizacja

WADY:
- za dużo czasówek
- brak filmików

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Salammbo”