Riven: the sequel to Myst - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 10821
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 135 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 139 razy
Płeć:

Riven: the sequel to Myst - recenzja

Post autor: Urszula » 24 stycznia 2012, 18:02

Obrazek
Przyszło nam znów zmierzyć się z kłopotami Atrusa. Tylko od naszych umiejętności zależy los Catheriny i mieszkańców Riven. To My albo złapiemy w pułapkę tego, który ten świat stworzył, albo sami w nią wpadniemy.

Fabuła gry pod tytułem Riven, to dalsze losy rodziny, którą poznaliśmy w Myst. Nasz pisarz światów ma niezwykły talent do ich tworzenia, ale również niezwykły talent do popadania w kłopoty i zamykania ludzi w ich własnych wiekach, aby nie rozrabiali. Wpierw uwięził swoich synów, teraz zaś własnego ojca, Ghena, (takie jest jego imię) w stworzonym przez siebie świecie. Ojciec Artusa jest jak w pułapce, od 30 lat mieszka w tym samy miejscu, bo wszystkie (oprócz jednej) księgi łączącej wieki zostały zniszczone. Ghen za wszelką cenę próbuje dostać księgę, by wydostać się z tego wieku. Udoskonala i wzmacnia teleporter by móc opuścić wiek Riven, na szczęście to się nie udaje. Posuwa się w końcu do porwania żony Atrusa – Catheriny, by zwabić do siebie swego syna. Nie wie jednak, że po pierwsze Atrus wie, że jest to pułapka. Po drugie nie wie, że istnienie wieku Riven wisi na cienkim włosku i tylko wielkie umiejętności pisarza światów, utrzymują go jeszcze w delikatnej równowadze. Żeby wiek nie uległ całkowitej zagładzie zanim nie zostaną ocaleni mieszkańcy i uwolniona Catherina, Atrus musi tego pilnować. Natomiast ty graczu musisz wyruszyć z misją, aby ocalić wszystkich, którzy znajdują się na Riven i zamknąć w księdze pułapce Ghena. Gra ma różne zakończenia i być może, przez nasz nierozważny krok zostaniemy sami uwięzieni nie wypełniając swej misji.
Obrazek
Rozwinąć skrzydła.
Twórcy mieli cztery lata, aby kolejną część poprawić, ulepszyć, udoskonalić. Dostali nowe narzędzia i możliwości, aby pokazać zupełnie inny, o wiele piękniejszy świat. Tutaj widać ich niewątpliwy talent i olbrzymie możliwości. Myst swym wyglądem, choć piękny, był jednak sztuczny. Świat flory i fauny bardziej był podobny do wycinanki niż do faktycznego bytu. Natomiast świat w Riven ożył w każdym elemencie, drzewa, zwierzęta, owady wszystko żyje i się porusza z naturalnym wdziękiem i harmonią. Każde miejsce jest dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Wszystko, co spotykamy na swej drodze, czaruje pięknem i realizmem miejsca. Gdy chodzimy po piasku w lagunie, czuje się zmysłami jego ciepło, zaś chłód w lesie czy wręcz dreszcz zimna w jaskiniach. Pod wodą, gdy jeździmy wagonikiem, widać ruch roślin i życie w tym podwodnym świcie. Wszelkie urządzenia, jakich dotykamy czy uruchamiamy mają na sobie ślady używalności. Widać, że ktoś z tego korzysta, że tam żyje i o­ne mają swoje przeznaczanie. Cały ten świat jest oazą spokoju i piękna i nie czuje się zagrożenia, jakie nad nim wisi. Zwierzęta beztrosko wygrzewają się na kamieniu i dopiero na nasz widok spłoszone dają nura do wody. Obserwując ich ruch w podwodnym fotelu ma się wrażenie, że takie istoty żyją na świecie, są realne. Do tych wszystkich przepięknych miejsc mamy jeszcze, co chwilę animacje zrobione perfekcyjnie i wtapiające się w grę. Berbeć, który klapnie na pupę jak nas zobaczy i po chwili matka je zabierająca, przestraszona pojawieniem się obcego, daje wrażenie bycia w środku i biegania po tych wszystkich kładkach i mostkach. Jazda wagonikiem na powierzchni i w tunelach powodowała wciskanie stóp w podłoże, chciałam zwolnic ich prędkość. Miałam wrażenie, że pędzę gdzieś na złamanie karku. Sama grafika i jej animacje zagrały na moich uczuciach i urzekły swym pięknem. Riven wygląda jak niesamowity, harmonijny organizm, który tętni życiem, w którym mieszkańcy stworzyli swoją własną odrębną kulturę, język, religie czy system liczbowy. Trudno się nie zachwycić tym, co dali nam graczom twórcy z Cyan Word po czterech latach przerwy.
Obrazek
Na błędach człowiek się uczy.
Dziwny i denerwujący zapis w Myst został poprawiony i wygląda tak jak powinien. To znaczy, gdy grę zapisuje przy wielkiej kopule to po wczytaniu save, właśnie tam się znajduje, a nie w drugim końcu wyspy. Nie muszę biec z jednego końca na drugi, aby rozpocząć grę w miejscu, w który ją ukończyłam. Również w znacznym stopniu poprawiona jest stabilność gry, nie ma potrzeby tak zaciekle pilnować się, aby przypadkiem nie wcisnąć prawego klawisza myszy. Teraz takie wciśnięcie nie powoduje wieszania się gry. Menu nadal wywołujemy altem, ale zapis jak i jej wczytywanie przebiega szybko i bezproblemowo. Sterowanie nie uległo zmianie, nadal wszelkie czynności wykonujemy myszką i tylko o­na właściwie jest nam potrzebna.

Muzyka nam w duszy gra.


Oprawa audio, może nie jest najwyższych lotów, ale niesie w sobie spokój i ukojenie. Jest taka jak ten piękny świat, w którym można się wyciszyć i zrelaksować. Nieznacznie, tylko pobrzmiewa mniej spokojnie i buduje klimat, gdy jesteśmy w odpowiednich momentach zagrożenia, na przykład, na wyspie rebeliantów się to czuje. Przez całą grę jest dostosowana do wydarzeń, jakie są na monitorze i zdecydowanie jest lepsza niż w Myst Masterpiece. Nie jest tak porywająca jak w Myst IV, ale też i wydarzenia tutaj są jakby mniejszej wagi, jakby mniej dramatyczne. Gracz nie wie i nie czuje, że harmonia i byt tego wieku jest zagrożony. Zwierzęta, owady, rośliny również wydają odpowiednie głosy i współgrają z muzyką. Urządzenia zgrzytają i skrzypią tak jak w realnym życiu. Pięknie zostało to dopracowane i słuchanie tego nie męczy i nie denerwuje a jedynie dodaje klimatu.
Obrazek
Myśl, patrz i się ucz.
Twórcy tej serii, postawili graczowi bardzo wysoko poprzeczkę. Zagadki wymagają od nas nie tylko logicznego myślenia, ale ogromnej spostrzegawczości. Nie ma tutaj łączenia przedmiotów i wykorzystywania ich w danym momencie gry. Nie ma również podpowiedzi typu „muszę czymś przybić deskę, bo się chwieje”. Mimo to wszystko, co oglądamy, badamy, sprawdzamy uważny i cierpliwy gracz będzie umiał to połączyć w całość i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Z tego, co zaobserwował i umiejętnie skojarzył, to jest podpowiedzią i wskazówką do dalszego działania. Wszystko w Riven ma znaczenie, kolory symbole, zwierzaki. Nic nie jest powstawiane jako czysta dekoracja, tylko podpowiedź do wielopoziomowej zagadki, jaką jest cała gra. Zapewne nowicjusza może gra zniechęcić lub osobę, która lubi bardziej wartką akcję. Mnie natomiast zwiedzenie tego świata, zaglądanie w każdy zakamarek przyprawiało o radość i dostarczało niesamowitych przeżyć. Mogłam w spokojnym wręcz żółwim tempie oglądać, podziwiać i zastanawiać się, dlaczego to jest tutaj i jaką spełnia rolę. Możliwość poznania tutejszego systemu liczbowego to świetna zabawa. Ustawianie obrotowej komnaty to mistrzostwo świata. Zagadki i ich trudność jest wielkim plusem tej gry. Natomiast gdy rozwiążemy je wszystkie w odpowiedniej kolejności twórcy ukryli nam smaczki w grze w postaci Easter Eggs. Jakie? Otóż możemy na skale na początku gry zobaczyć oblicza dzieci twórców Rivena. Posłuchać jak Ghen śpiewa 'O sole mio, czy w końcu dekoracje świąteczną ukrytej komnaty.

Graczu to ja jestem pokrzywdzony.


Postacie występujące w tej odsłownie są tak wyraziste i przekonujące, że utożsamiałam się z każdą z nich i każda wzbudzała we mnie litość i zrozumienie. Ghen, choć miał niecne zamiary, wzbudzał współczucie, dzięki rewelacyjnej grze aktorskiej. Byłam skłonna przyznać każdemu z nich racje w zależności, z która postacią akurat rozmawiałam . To wielki kunszt i umiejętność grania na uczuciach gracza. Argumenty każdego z nich trafiały do przekonanie, że właśnie w tym momencie to dana postać jest ofiarą, a nie ten drugi czy druga.
Obrazek
Podsumowanie czas zacząć.
Choć Riven, bardzo różni się od swojego poprzednika zachował spójność i jest niewątpliwie kontynuacją poprzedniej gry poprzez fabułę i losy bohaterów. Zostało bardzo dużo zrobione, by gra była piękniejsza, stabilniejsza i jeszcze bardziej wciągająca. Jej zakończenie to z happy endem sugeruje, że będzie dalsza cześć. Czy gra jest bez wad? Otóż nie, wprawdzie przedwczesne zakończenie gry jest wynikiem naszego działania czy może nieprzemyślanego kroku, ale jednak powinno się mieć możliwość wyjścia z tej pułapki. Niech by to był automatyczny zapis, jak to teraz bywa w tych wszystkich nowszych grach, czy jakikolwiek inny sposób, aby gracz miał możliwość poprawić swój błąd. Nie ma jednak takiego zapisu i w najmniej spodziewanym momencie widzi się napis Koniec. Jest to normą dla tej serii mimo to,gdy grałam w nią pierwszy raz bardzo mnie to zdenerwowało. Może twórcy zrobili nam specjalnie takiego psikusa, aby wiedzieć, że nie wszystko zawsze musi wyglądać tak jak chcemy czy sobie życzmy. Gra jednak potrafi zagrać na naszych emocjach i przykuć do monitora na wiele wieczorów, gdzie człowiek zapomina o bożym świecie.
W mojej ocenie gra zasługuje na bardzo mocną 9/10 i taką też dostanie.
Zalety
+ oprawa graficzna
+ animacja
+ oprawa audio
+ gra aktorska
+ zagadki logiczne i spójne
+ fabuła

Wady

- możliwość nieukończenia gry.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Riven: the sequel to Myst”