Reah: zmierz się z nieznanym - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Vicek
Publicysta
Posty: 1745
Rejestracja: 04 stycznia 2012, 00:53
Lokalizacja: Kielce
Podziękował(a): 4 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 57 razy
Płeć:
Kontakt:

Reah: zmierz się z nieznanym - recenzja

Post autor: Vicek » 20 marca 2014, 19:11

autor: Vicek
Uwaga: Recenzja została napisana w 2010 roku.

Obrazek

Reah jest umiejętnym połączeniem gry mystopodobnej z tradycyjną przygodówką. Mimo dwunastu lat na karku, wciąż potrafi zapewnić co najmniej kilkanaście godzin ciekawej rozrywki, będąc idealnym dowodem na to, że dobre gry się nie starzeją.
Pewnego kwietniowego popołudnia, wchodząc do mieszkania po długim, pełnym pracy dniu, zauważyłem na biurku list. Ki diabeł? – pomyślałem, po czym zacząłem wodzić wzrokiem po zapisanej kartce papieru, z wolna wyławiając pojedyncze litery, które po chwili ułożyły się w całe zdania. Przeczytałem na głos:

„Drogi graczu. Pozwól, że się przedstawię. Jestem dziennikarzem, który znalazł się w nie lada tarapatach i potrzebuje twojej pomocy. Wszystko zaczęło się od Reah – planety, która była z pozoru nieciekawa, nieprzyjazna klimatycznie i uboga w surowce. Było w niej jednak coś, co nie dawało mi spokoju. Dlaczego na zwykłej, nie wyróżniającej się niczym szczególnym planecie zbudowano wielką bazę, wysyłając na nią kilkutysięczny personel oraz liczną obsadę wojskową? Wraz z kolegami po fachu, doszliśmy do wniosku, że coś się za tym wszystkim kryje. Postanowiliśmy przeprowadzić wewnętrzne śledztwo, które jednak nie przynosiło żadnych rezultatów. Zniechęceni koledzy zrezygnowali, ja jednak wiedziałem, że odkrycie tajemnicy Reah jest szansą mojego życia. I nie myliłem się! Po długich negocjacjach postanowiono wyjawić światu prawdę. To właśnie ja miałem dostąpić tego zaszczytu. Komendant bazy poinformował mnie, że kolonia została założona w celu prowadzenia tajnych badań nad portalem teleportacyjnym, przenoszącym ludzi w inny wymiar. Ów portal miał łączyć planetę Reah z jej kopią, na której zamieszkiwali dziwni mieszkańcy. Podobno nie można się było z nimi w żaden sposób porozumieć. Co więcej, wszelkie osiągnięcia ludzkiej techniki stawały się tam zupełnie bezużyteczne. Dlatego badania musiały ograniczyć się do naocznych obserwacji, prowadzonych przez wąską grupę wysłanych tam naukowców. Miałem do nich dołączyć, spisać swoje spostrzeżenia i wrócić na ziemię pławiąc się w glorii odkrywcy. Wszystko zawaliło się dosłownie w jednej chwili. Po przewiezieniu mnie do wrót portalu, otrzymano informacje mówiące o pogarszającej się stabilności przejścia umożliwiającego powrót. Wyobrażasz to sobie? W momencie, gdy jestem bliski odkrycia i wyjawienia światu wielkiej tajemnicy, każą mi wracać. Nie mogłem się na to zgodzić. Sam rozumiesz, to była szansa mojego życia. Wbrew ostrzeżeniom przekroczyłem portal, a on ku mojemu zdumieniu zniknął, pozostawiając mnie na pustyni, u zamkniętych wrót dziwnie wyglądającego miasta. To już koniec mojej historii. Postanowiłem zwrócić się do ciebie, bo wierzę, że jesteś w stanie wydostać mnie z tego koszmaru, w środku którego się znalazłem. Liczę na ciebie, drogi graczu!”
Zdumiony treścią listu omiotłem bezradnym spojrzeniem biurko, znajdując na nim pudełko, a w jego środku płytę z grą. W ten właśnie sposób zaczęła się moja przygoda z Reah. Przygoda, której długo nie zapomnę.

Rozpoczęła się ona, a jakże, na pustyni u bram dziwnego miasta. Na rozgrzewkę twórcy postawili przed graczem jedną z najłatwiejszych zagadek, więc dostanie się do środka nie sprawiło mi wielkich problemów. Trudniejsze okazało się znalezienie wspólnego języka z tubylcami, jednak po pewnym czasie udało mi się dokonać i tego. W tym momencie na moim obliczu zagościł uśmiech, bowiem nie czułem się już samotny. Wiedziałem, że obok mnie w świecie gry są również inni ludzie, z którymi mogę porozmawiać i to dodało mi otuchy. Większość występujących tu postaci wydawała się jednak równie zagubiona jak ja, więc choć okazali mi pomoc w formie zdawkowych wyjaśnień, to jednak zamiast odpowiedzi, w mojej głowie pojawiały się kolejne pytania. Wyglądało na to, że jedynym, który wiedział, co tu się tak naprawdę działo był tajemniczy alchemik, któremu jednak najwyraźniej zależało na tym, bym sam doszedł do rozwiązania.
Obrazek
Jak widzicie fabuła prezentuje się intrygująco, chociaż co tu dużo mówić – nie jest ona specjalnie odkrywcza. Przez większość gry nie dowiadujemy się niemal żadnych konkretów, które przybliżyłyby nas do rozwikłania tajemnicy. Może to i dobrze, bowiem dzięki temu przemy do przodu w tempie rozpędzonej lokomotywy, chcąc w końcu dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Twórcy dokonali dużej sztuki sprawiając, że człowiekowi trudno oderwać się od ekranu. Osiągnęli to dzięki umiejętnemu budowaniu klimatu, na który składa się kilka czynników. Pierwszym z nich jest zastosowanie najlepszego systemu podpowiedzi, jaki dotychczas widziałem w przygodówkach. Otóż w trudnych momentach, kiedy wydaje się, że zagadka przerasta nasze możliwości, pojawia się wspomniany wcześniej alchemik, który rzuca nam subtelnie brzmiącą wskazówkę. To najciekawsza i najbardziej tajemnicza postać występująca w całej grze, a dzięki niemu ani przez chwilę nie czujemy się osamotnieni. Kolejnym atutem korzystnie wpływającym na klimat rozgrywki jest muzyka. Nie zawaham się stwierdzić, że ścieżka dźwiękowa Reah jest majstersztykiem. Ambientowe utwory doskonale pasują do nieznanego, pełnego tajemnic świata, w jakim się znaleźliśmy. Można ich słuchać godzinami, a dzięki temu nawet najtrudniejsze zagadki nie wprawią nas w irytację. Skoro już poruszyłem temat zagadek, to muszę powiedzieć, że są one bardzo różnorodne – wymagają od nas słuchu, umiejętności kojarzenia, wyobraźni, dobrej pamięci, zmysłu matematycznego, a przede wszystkim cierpliwości. Jak widać przed graczem stoi pełna gama różnorakich wyzwań. Różny jest też ich stopień trudności – coś dla siebie znajdą tu zarówno początkujący, jak i starzy wyjadacze, dla których większość współczesnych przygodówek to kaszka z mleczkiem. Co istotne, oprócz łamigłówek logicznych, w Reah natkniemy się także na typowe dla gier przygodowych zagadki inwentarzowe. Przedmiotów jest tu jednak stosunkowo mało, więc przestronne kieszenie nie będą nam tym razem potrzebne. Przy czym twórcy zastosowali tu kolejne ciekawe rozwiązanie. W momencie, gdy najedziemy myszą na element, na którym można użyć posiadanego przez nas przedmiotu, ten podświetla się w ekwipunku. Takie rozwiązanie jest moim zdaniem ciekawe, choć w pewien sposób marginalizuje znaczenie zagadek inwentarzowych, co nie wszystkim się spodoba. Kolejnym wielkim atutem gry jest bez wątpienia grafika. Trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z produkcją powstałą dwanaście lat temu. Prerenderowane trójwymiarowe lokacje, na które patrzymy z oczu bohatera, urzekają swoją szczegółowością oraz rozmachem z jakim zostały wykonane. Mamy możliwość obrotu o 360 stopni, a w niektórych miejscach możemy spojrzeć w górę lub w dół. Poruszamy się wprawdzie po ściśle wyznaczonych przez twórców ścieżkach, jednak przechodzenie pomiędzy poszczególnymi ekranami jest w pełni animowane. Dzięki temu nie mamy wrażenia sztucznego przeskakiwania z miejsca na miejsce. Wręcz przeciwnie, wszystko wygląda płynnie, a cała nasza wędrówka po świecie gry odbywa się w czasie rzeczywistym. W postacie, które napotkamy podczas rozgrywki, wcielili się żywi aktorzy. Aktorzy, to jednak za dużo powiedziane, bowiem ich fatalna dykcja oraz drewniana gestykulacja sprawiają, że trudno ich posądzać o profesjonalizm. Przykro mi to pisać, ale moim zdaniem o niebo lepiej spisałyby się dzieci z większości szkolnych teatrzyków. Na szczęście nie zawodzą osoby odpowiedzialne za postacie głównego bohatera oraz alchemika. Gdyby i oni dali plamę, to siłą rzeczy gra niebezpiecznie przechyliłaby się w stronę nieudolnego komicznego przedstawienia, a autorom chyba nie o to chodziło.

Osobny akapit należałoby poświęcić zakończeniu, które jest delikatnie mówiąc kontrowersyjne. Nie można twórcom odmówić jednego – potrafili zaskoczyć gracza. Mam jednak wrażenie, że ci, którzy skutecznie przebrnęli przez najeżony trudnościami świat gry, woleliby być zaskoczeni w inny sposób. Gdybyśmy mieli do czynienia z filmem, to z pewnością biłbym autorom brawo, ale obawiam się, że w przypadku gry komputerowej powinny obowiązywać nieco inne kryteria. Żeby było jasne, osobiście nie jestem specjalnie rozczarowany finałową sceną Reah, jednak mam poważne wątpliwości czy inni gracze nie poczują się wystawieni przez twórców do wiatru. Z drugiej strony należałoby się zastanowić czy nie stajemy się zbyt wybredni? Krytykujemy filmy, czy książki za schematyczność i cukierkowe zakończenia, a w sytuacji, gdy sami wcielamy się w rolę głównego bohatera chcielibyśmy kończyć każdą z gier happy endem. Może więc zamiast kręcić nosem, należałoby pochwalić rzeszowskich projektantów za odwagę i przełamywanie schematów?
Obrazek

PODSUMOWANIE
Reah jest bardzo umiejętnym połączeniem gry mystopodobnej z tradycyjną przygodówką. Z jednej strony mamy tu to, co fani Mysta lubią najbardziej – czyli nieznany świat, wypełniony po brzegi ciekawymi zagadkami. Z drugiej, podczas rozgrywki nie czujemy się osamotnieni, mamy również okazję zetknąć się nie tylko z łamigłówkami logicznymi, ale także z zagadkami stricte inwentarzowymi. Taka różnorodność pomysłów i wyzwań stawianych przed graczem nie przeszkodziła autorom w stworzeniu spójnej całości. Do pełni szczęścia zabrakło dopracowania kilku szczegółów, przede wszystkim gry aktorskiej, która poza dwoma wyjątkami, wypada tragicznie. Nie zmienia to jednak faktu, że twórcy z LK Avalon wykonali kawał dobrej roboty, a ich produkt można bez wahania stawiać za wzór wielu współczesnym projektantom przygodówek.
PLUSY:
• Muzyka
• Grafika
• Zagadki
• Klimat
• System podpowiedzi
MINUSY:
• Gra aktorów
• Mało satysfakcjonujące zakończenie
OCENA: 8/10
_________________________________________________________________________________________________
Kanał na youtube o przygodówkach i nie tylko: http://www.youtube.com/user/vicek83

ODPOWIEDZ

Wróć do „Reah: zmierz się z nieznanym”