A new beginning: odrodzenie - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2829
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 63 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

A new beginning: odrodzenie - recenzja

Post autor: Adam_OK » 24 marca 2013, 21:03

Obrazek
Chyba każdy z nas miał taką sytuację, że gdy zdał sobie sprawę z popełnionego błędu, chciał cofnąć się w czasie i zrobić wszystko, aby nie dopuścić do tej pomyłki. Czasem taka chwila refleksji nachodzi nas już po chwili, czasem musi minąć kilka dni, miesięcy lub wiele lat nim zdamy sobie sprawę ze zła wyrządzonemu komuś innemu. W przypadku bohaterów gry A New Beginning: Odrodzenie naprawić błędy popełnione przez ich przodków można tylko w przypadku cofnięcia się o kilka wieków. Na ich szczęście, posiadali oni kapsuły czasu, dzięki którym taka operacja była możliwa. Fay i Salvador byli wśród osób, które chcąc ratować przyszłość, trafiły do roku 2050. Tam jednak czekała na nich pewna niespodzianka, ale jaka, to najlepiej sprawdzić samemu.

Aby to zrobić, należy uruchomić w/w grę, a już po krótkim czasie poznacie odpowiedź na to pytanie. Wraz z rozwojem fabuły będą pojawiać się nowe wątpliwości, nowe przeszkody oraz nowi bohaterowie. Dosyć wcześnie pojawi się niejaki Bent Svensson, który obok Fay jest drugą grywalną postacią. Kierować nimi będziemy na zmianę, choć interakcji między nimi praktycznie nie ma, a zmiana głównego bohatera następuje tylko podczas przerywników filmowych, więc nasz wpływ na to jest zerowy. Zupełnie to jednak nie przeszkadza w rozgrywce, gdyż opowiedziana tu historia jest naprawdę ciekawa. Pierwsze rozdziały (jest ich w sumie osiem plus prolog i filmowy epilog) są poprowadzone w formie retrospekcji, w której Fay wyjaśnia Bentowi jak doszło do ich spotkania. Kolejne części to już opowieść "na żywo", w której przyjdzie nam zwiedzić pół świata - od konferencji klimatycznej w Oslo, przez platformę wiertniczą po elektrownię jądrową w sercu brazylijskiej dżungli. Twórcy zadbali o to, aby to "zwiedzanie" było pełne atrakcji, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie - rozgrywki polityczne, spisek i sabotaż, a nawet wątek psychologiczny opisujący relacje panujące w linii męskiej rodziny Svenssonów. Dociekliwi dopatrzą się również kilku ciekawostek jak plakat z Sadwickiem, gumowy kurczak (fani „Monkey Island” – wystąp!) czy parafraza słynnego zdania „Niech Moc będzie z Wami”. To wszystko sprawia, że trudno jednoznacznie określić tę grę, bo ma ona i elementy thrillera, i dramatu obyczajowego, i nie tylko. Powstała mieszanka jest naprawdę wybuchowa i bardzo wciągająca, z zakończeniem, które nie jest typowym „happy endem”. Do tego wspomniane osiem rozdziałów zapewnia odpowiednią długość zabawy (oceniam ją na nie mniej niż dziesięć godzin), dzięki czemu długie, zimowe wieczory wcale nie muszą być nudne.
Obrazek
Nudzić na pewno nie będą się wielbiciele wszelakich zagadek i łamigłówek, szczególnie tacy jak ja, którzy lubią myśleć nad zadaniami wymagającymi czegoś więcej, niż tylko łączenia przedmiotów i używania ich w odpowiednim miejscu. Zadania te są różnorodne – od ustawienia anteny przez uruchomienie generatora po rozbrojenie bomby. Praktycznie w każdym rozdziale znajdziemy jedną „puzzlowatą” zagadkę, co uważam za dużą zaletę. Podobnie było ostatnio chyba w pierwszej części „Still Life” wydanej u nas sześć lat temu, a więc dosyć dawno. Na szczęście oprócz odpowiedniej ilości, łamigłówki w tej grze są bardzo umiejętnie wplecione w fabułę, mają logiczne wytłumaczenie i rozwiązanie oraz odpowiedni (czyli taki, który dla osoby o przeciętnym IQ mieści się w górnych stanach średnich) poziom trudności. Jeśli jednak ktoś nie będzie miał pomysłu na dane zadanie lub też nie odznacza się cierpliwością, to i taka osoba nie będzie zawiedziona. Otóż w prawym górnym rogu ekranu, po niezbyt długiej chwili, podczas rozwiązywania jakiejś zagadki pojawi się czerwony przycisk z symbolem znanym już od czasów magnetofonów i magnetowidów oznaczającym przewijanie do przodu. Kliknięcie w ten guzik oznacza przeskoczenie danej łamigłówki i przejście do kolejnej części gry. Narzekać nie będą też ortodoksyjni przeciwnicy wszelakich „ulepszaczy” (tzn. czasówek i zręcznościówek) – tutaj nie ma ich wcale, nawet przy wspomnianym rozbrajaniu bomby nie trzeba się spieszyć i można spokojnie pomyśleć. A gdy do tego dodamy fakt, że nasi bohaterowie nie robią za wysypisko śmieci i w ich kieszeniach nie znajdziemy sterty różnych gratów, tylko kilka najpotrzebniejszych przedmiotów, których używamy kierując się zdrowym rozsądkiem, to można zupełnie szczerze powiedzieć, że nie ma innej gry, która element zagadek miałaby lepiej dopracowany niż „A New Beginning: Odrodzenie”.
W tym tytule dopracowanych jest dużo więcej elementów, a wśród nich są oprawa graficzna i muzyczna. Ta pierwsza bardzo przypomina „The Whispered World”, co oczywiście dziwić nie powinno, gdyż obie te produkcje łączy studio Daedalic Entertainment. Jest więc komiksowo, kolorowo i w 2D, co dla wielu miłośników przygodówek jest dużą zaletą. Ciekawie rozwiązano również kwestię przerywników filmowych – przypominają one nieco komiks, w którym poszczególne obrazki pojawiają się co chwilę, a elementy na tych obrazkach są ruchome (np. gdy jest na nim zbliżenie Fay, to widać, jak ona porusza ustami oraz mimikę jej twarzy). Zdarza się też czasem (głównie na początku i na końcu przygody), że podczas takiej animacji można dokonać wyboru linii dialogowej, ale nie ma on wielkiego wpływu na nic, bo i tak trzeba wykorzystać wszystkie opcje. Jest to jednak miłe urozmaicenie i tak przyjemnej zabawy. Tej przyjemności nie zakłóca również ani animacja postaci (może nie jest ona idealna, ale i tak uważam, że wykonano ją naprawdę dobrze), ani wygląd lokacji czy osób. Każdy przedmiot, budynek czy człowiek pod względem graficznym jest dopracowany, bardzo szczegółowy i po prostu staranny, a więc dokładnie taki, jaki być powinien.
Obrazek
To samo można powiedzieć również o muzyce i dźwiękach. Każdy odgłos, każda melodia dobywająca się z głośników jest świetna, niepowtarzalna. Słucha się ich z ogromną przyjemnością i to niezależnie od tego, czy są one powolne, ciche i spokojne, czy dynamiczne, głośne, pełne niepokoju i przyspieszające bicie serca. Dawno już nie było gry, która miałaby tak rewelacyjną oprawę audio.

Jeśli znudziło was czytanie samych pochwał, to się ucieszycie, bo przy omawianiu sterowania pojawi się pierwszy prztyczek w nos twórców (choć niewielki). Nim do niego dojdę, powiem że interfejs to typowe „point & click”, w którym wszystkie najważniejsze rzeczy wykonujemy myszą. Lewym jej przyciskiem poruszamy się, używamy przedmiotów i wybieramy linię dialogową, a prawym wywołujemy ekwipunek, który pojawi się na dole ekranu. I tu dochodzimy do wspomnianego problemu – otóż czasem musiałem kilka razy kliknąć PPM, aby ukazała mi się zawartość kieszeni Fay lub Benta, poza tym raz czy dwa gra nie reagowała na klikanie LPM, ale na to pomagało chwilowe wyjście do menu. A skoro o nim mowa – zawiera ono typowe opcje jak zapisywanie i wczytywanie, ustawienia graficzne i dźwiękowe itp. Generalnie jest standardowo, może poza ilością miejsc na sejwy, która nie zawsze jest tak duża, jak tutaj.
Obrazek
Chwaląc twórców, nie mogę nie pochwalić polskiego wydawcy – firmy IQ Publishing (i to nie dlatego, że dostałem grę do recenzji przed jej premierą, choć i za to należą się podziękowania). Pochwalę ich za polonizację (w wersji kinowej z angielskimi dialogami), która stoi na naprawdę wysokim poziomie. Może raz czy dwa zdarzyło się, że mimo włączonej opcji „pokaż napisy” podczas rozmowy, którą było słychać, na ekranie nic nie było widać, ale to jedyna rzecz, do której można mieć jakieś zastrzeżenia. Wszystko poza tym, czyli poprawność językowa, dobór czcionki i cała reszta są naprawdę wykonane dobrze.

Niezależnie od tego, czy wierzycie w moje słowa, czy też uważacie, że „A New Beginning: Odrodzenie” nie jest tak świetne fabularnie, tak doskonałe graficznie i muzycznie, okraszone tak rewelacyjnymi zagadkami, jak napisałem, to i tak zachęcam i jednych, i drugich do sięgnięcia po nią. Powiem więcej – nie wierzcie mi, ale sprawdźcie sami, a przekonacie się, że dokonaliście słusznego wyboru, kupując tę grę.
OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ fabuła
+ świetne zagadki
+ bardzo ładna grafika
+ rewelacyjna oprawa audio
+ prosty w obsłudze interfejs
+ polonizacja na odpowiednim poziomie

WADY:

- drobne niedoróbki interfejsu
Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „New beginning: odrodzenie, A”