Goat in the grey fedora, The - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 3273
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 76 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 57 razy
Płeć:

Goat in the grey fedora, The - recenzja

Post autor: Adam_OK » 15 stycznia 2023, 00:19

okładka.jpg
Pinhead Games niedawno odświeżyło całą trylogię przygód swego bohatera – Nicka Bounty'ego. Kilka miesięcy temu opisałem już swoje wrażenia z pierwszej części. Jako, że dzięki kampanii na Kickstartereze za niewielką kwotę zaopatrzyłem się w komplet, więc miałem okazję zapoznać się z dalszymi przygodami wspomnianego wcześniej detektywa i dziś zamierzam się z Wami podzielić swoimi wrażeniami z drugiej odsłony serii.

Początek fabuły jest bardzo standardowy – do naszego biura wchodzi bardzo ładna i elegancko ubrana kobieta i prosi o pomoc. Chce ona odnaleźć figurkę kozy, która jest dla niej pamiątką rodzinną po niedawno zmarłym krewnym. Wydawać by się mogło, że sprawa będzie krótka i prosta, ale jak to w grach bywa dość szybko się skomplikuje. Okaże się m. in., że naszymi śladami podąża dwóch zbirów, których ja określam mianem „bandyckich odpowiedników Sama i Maxa”. Wynika to z faktu, że jeden jest wysoki i stateczny, a czasem wręcz flegmatyczny, a drugi jest niski, nerwowy i woli wpierw strzelać, a potem zadawać pytania, przez co ten pierwszy nieraz musi hamować jego mordercze zapędy. Oczywiście, w pewnym momencie spotkamy się z nimi osobiście, co dla Nicka będzie oznaczać sporo kłopotów. Jak zapewne się domyślacie, to nie oni są naszymi głównymi antagonistami, kto więc stoi za całą intrygą? Czy jest to mocodawca wspomnianej dwójki czy też może jest to ktoś inny? Tego oczywiście nie zdradzę, by nikomu nie psuć przyjemności z obcowania z tą grą. Słowa „przyjemności” użyłem nieprzypadkowo, bo czas, jaki spędziłem przy tym tytule był bardzo miły. Niestety, choć tym razem rozgrywka była dłuższa niż w „Case of the crabs”, to biorąc pod uwagę fakt, że tam trwała ona mniej niż godzinę, to a) nie jest to żadne osiągnięcie i b) pobicie tego wyniku nie było trudne, to tutaj udało się ledwie nieco przekroczyć godzinę. To bardzo mało, ale tytuł ten świetnie się sprawdza jako przerywnik między „większymi” grami oraz jako coś na chwilę relaksu po ciężkim dniu pracy.
Goat in the Grey Fedora 01.jpg
W tym ostatnim celu ta produkcja sprawdza się tym bardziej, że jej przejście nie wymaga wielkiego wysiłku intelektualnego. Jest to związane z tym, że nie ma tu żadnej zagadki nieprzedmiotowej. Teoretycznie jest pewien sejf, który trzeba otworzyć, ale do tego wymagany jest klucz, anie szyfr czy cokolwiek w tym stylu. Również rozpoznanie właściwej figurki spośród kilku możliwych wymaga jedynie operowania zawartością naszych kieszeni, a nie jakiejś „rozkminki”. Co więcej – w naszym ekwipunku nie ma zbyt wielu przedmiotów (jest ich po kilka jednocześnie), więc również z ich właściwym wykorzystaniem problemu nie będzie. Szkoda, bo dzięki choćby niewielkiej ilości łamigłówek ta gra mogłaby sporo zyskać.

Graficznie mi się całkiem podobało. Oczywiście, piszę tu o wersji odświeżonej, bo ta pierwotna z 2005 roku prezentuje się dziś archaicznie. Oprawa wizualna jest utrzymana, podobnie jak i pozostałe części serii, w czarno – białej stylistyce (z lekką domieszką czerwonego w postaci elementów interfejsu). Dzięki temu jest ona bardziej klimatyczna, choć nie jest ona pozbawiona wad. Największą jest mimika postaci – nie zawsze jest ona naturalna i dopasowana do tego, co konkretna postać mówi. Trochę lepiej jest z animacją postaci, choć też do ideału trochę zabrakło. Lokacji do odwiedzenia jest całkiem sporo, jest też w nich dość dużo różnych elementów, ale zdecydowana większość z nich interaktywna nie jest. Widać, że graficy przyłożyli się do swej pracy, bo różnica między tym, co było kilkanaście lat wcześniej, a tym, co jest obecnie jest znaczna (zawsze można to sprawdzić, bo poprzednia wersja jest dostępna za darmo ze strony producenta).
Goat in the Grey Fedora 05.jpg
Dużo lepiej jest z oprawą audio. Podczas rozgrywki przygrywa całkiem przyjemna muzyka. Jest ona dobrze dopasowana do tego, co się aktualnie dzieje. Utrzymano ją w jazzopodobnych klimatach, które doskonale pasują do całokształtu tej produkcji. Do tego dobrze dopasowano głosy postaci. Co prawda, zbyt wiele ich podczas tej przygody nie spotkamy (jak jest ich dziesięć, łącznie z tymi pobocznymi, to maks), ale słychać, że aktorzy dubbingowi nie odrabiali pańszczyzny nagrywając swoje kwestie. Do tego należy dodać całkiem przyjemne dźwięki otoczenia oraz inne np. te pojawiające się gdy odblokowujemy nową lokację, co daje razem bardzo dobą stronę audio.

Opisując tę grę nie można nie wspomnieć o wątkach humorystycznych. Te są obecne zarówno w dialogach (np. gdy Nick wchodzi do domu swej klientki o imieniu Kitty nie zastając jej woła „kici, kici”), jak i w różnych sytuacjach (np. gdy nasz detektyw jest uwięziony w magazynie i musi z niego uciec nim wybuchnie bomba), czasem też wiąże się on z nawiązaniami do różnych dzieł popkultury np. „Sokoła Maltańskiego”. Może nie jest to wyrafinowany humor wysokich lotów, ale pasuje on zarówno do głównego bohatera, jak i całej opowieści. Moim zdaniem należy się za to plus.

Na koniec dwie sprawy, którym należy się chociaż jedno zdanie. Pierwszą jest interfejs, który jest bardzo prosty w obsłudze – po kliknięciu LPM na miejscu aktywnym pojawia się małe menu z trzema symbolami odpowiadającym czynnościom takim jak mów(ewentualnie jedz), weź i obejrzyj. Nasz ekwipunek jest w rozwijalnym pasku u góry (aby się pojawił należy najechać na strzałkę po lewej), a po prawej są ikonki odpowiedzialne np. za menu czy za wyświetlenie punktów interaktywnych. Z kolei na dole po prawej w zależności od potrzeby pojawia się albo lista z dostępnymi tematami do rozmowy albo mini – mapa z zaznaczonymi punktami, do których można się udać. Opanowanie tego zajmuje mniej więcej tyle samo czasu, co przeczytanie tego akapitu.
Goat in the Grey Fedora 07.jpg
Kolejna kwestia to (niestety tradycyjny w ostatnich latach) brak polskiej wersji językowej. Nie ma tu jakiegoś bardzo skomplikowanego języka, do swobodnego zrozumienia historii wystarczy znajomość języka angielskiego na poziomie średnio zaawansowanym (żeby było łatwiej trzeba pamiętać o włączeniu podpisów w opcjach gry), niemniej przyjemniej byłoby grać „po naszemu”.

Ogólnie jednak drugą część przygód Nicka Bounty'ego uważam za lepszą od poprzedniczki. Przede wszystkim jest (niewiele, ale zawsze) dłuższa, poza tym ma całkiem ciekawą fabułę, co najmniej przyzwoitą oprawę audio – wizualną, a całość przyprawiono niezłą dawką humoru. Polecam, zwłaszcza jeśli ktoś szuka przyjemnej gierki na jeden wieczór.

OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ ciekawa fabuła
+ niezła grafika
+ dobra oprawa audio
+ humor

WADY:

- nadal za krótka
- brak zagadek nieprzedmiotowych
- brak wersji PL (nie dla wszystkich jest to problem)
Goat in the Grey Fedora 08.jpg
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Goat in the grey fedora, The”