The legend of Crystal Valley - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 10766
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 135 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 136 razy
Płeć:

The legend of Crystal Valley - recenzja

Post autor: Urszula » 23 stycznia 2012, 17:20

Obrazek
Cateia Games to raczkująca firma w grach przygodowych. Wcześniej wydała grę pod tytułem „Hotel”, a w październiku 2009 ukazała się przygodówka The Legend of Crystal Valley. Firma, która jest od niedawna na rynku growym, powinna się starać o odpowiednio wysoką jakość wydanych przez siebie produktów, by zaistnieć na rynku i z czasem umacniać swoją pozycję. Wydawać by się mogło, że w związku z tym gra (w dodatku jedna z pierwszych) powinna być dopracowana i na tyle interesująca, by potem kolejne produkty stworzone i wydane przez tę firmę budziły zainteresowanie i przyciągały klientów, w tym wypadku nas - potencjalnych graczy. Tak przynajmniej ja rozumuję, że jeśli chcę nadal działać na rynku, to jeden z pierwszych produktów musi być rewelacyjny lub przynajmniej dopracowany, aby sobie pomału wyrobić markę. Niestety, zespół z Cateia Games uznał chyba, że nieważne co wyda i nieważna również jakość, byleby tylko wypuścić to na rynek i spróbować zarobić kasę, a potem jakoś to będzie. Efektem takiego działania mamy ot jakąś grę, która nie zachwyca ani fabułą, ani grafiką, ani niczym, co składa się na dobrą lub choć poprawną grę przygodową.
Właściwie, o co tutaj chodzi.
Niejaka Eve, młoda dziewczyna, (wygląd postaci przeczy stwierdzeniu młoda) otrzymuje list od ojca, który zaszył się gdzieś na wsi, by lizać swoje rany psychiczne po stracie żony, opuszczając na kilka lat swe jedyne dziecię. Gdy zbliża się kres jego dni (tak przynajmniej wynika z jego listu), przypomina sobie o swej jedynej latorośli i wzywa ją do siebie, by się pożegnać. Biedne dziewczę pakuje manatki i gna do ojca, by się, choć na koniec, pocieszyć jego towarzystwem (choć wcześniej na wiele lat sam pozbawił ją tego). Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że tatuś przepadł bez wieści i biedna dziewczyna miast cieszyć się czasem z nim spędzonym, wyrusza w podróż po innym wymiarze, aby go odnaleźć nie całkiem samego. Przejść będzie musiała przez portale i dziwaczne światy, by na końcu tej drogi spotkać ojca i……… jeszcze kogoś. Oczywiście nie powiem kogo, ale pewnie każdy może się tego domyślić. Powiem tylko, że całe to zamieszanie potrzebne jest, by kolejny raz zmienić bieg historii i wyrwać kogoś ze szponów śmierci w imię wielkiej miłości. Natomiast córka musi przejść przez ową drogę, by poznać lepiej swego własnego ojca i zrozumieć motywy jego działania. Lub, jest to sposób na usprawiedliwienie swojej nieobecności w życiu własnego dziecka, a może celem było wprowadzić ją w rolę, jaką jej przyjdzie pełnić po jego śmierci. Nie bardzo wiem, o co tak naprawdę chodzi w tej grze, dlaczego ta podróż Evy była taka potrzebna i jakie było przesłanie. Może byłaby to historia ckliwa, powodująca, że kobiece i co bardziej romantyczne męskie serduszka zaczną szybciej bić, ale niestety tak opowiedziana i pokazana nie wywołała zamierzonego efektu (o ile taki zamiar mieli twórcy, bo ja do końca tego nie rozgryzłam). W każdym bądź razie ani się nie rozczuliłam, ani nie byłam zauroczona grą. Tak więc fabuła nie jest mocną stroną tej przygodówki a do tego próba wzorowania się na jednej z najlepszych gier w dziejach tego gatunku wypadła wręcz mizernie. Widać, że twórcy chcieli po trosze wzorować się na TLJ, ale próba wyszła kiepsko, do tego wplątano w całą tę historię tolkienowskie, szekspirowskie postacie, tudzież mamy motywy z „Alicji w Krainie Czarów” oraz spotkanie z Elvisem Presleyem. Wyszedł z tego bigos dość ciężko strawny, bardzo źle przyprawiony. Naprawdę potrzeba wielkiej wyobraźni, aby zrozumieć twórców, o co tak naprawdę w tej przygodówce chodzi.
Obrazek



Toto pokracznie się ruszające ma zachwycić?
Kolejna sprawa to grafika i tutaj mamy kolejny bubel. Choć lokacji jest dużo i nie wszystkie są takie bardzo złe, to postacie i ich ruch czy animacja to już groteska, farsa albo jeszcze inna karykatura. Statyczne, prerenderowane tła narysowane są starannie i od biedy mogą się podobać, ale już postacie 3D wołają o pomstę do nieba. Modele są całkiem po prostu brzydkie, bez mimiki i wyrazu. Nasza bohaterka jest tak koszmarna i nieciekawa, że kanciasty Szymek Czarodziej miał się lepiej i przynajmniej umiał przewracać oczkami. Jeśli ja, jako gracz, mam się w jakiś sposób utożsamić z główną bohaterką, to jest to co najmniej trudne, gdy patrzy się na jej wygląd. Jedyną osobą, która chodzi pokracznie, bo pokracznie, ale do przodu, jest właśnie nasza Eve. Wygląda jakby poruszała się o protezach, dlatego tylko kroczy, nie biega. Gdy jednak chcemy, aby dreptała szybciej, można wcisnąć spację i wtedy tymi swoimi protezami przebiera troszkę żwawiej. Wszystkie pozostałe postacie stoją, siedzą, czy wręcz leżą wykonując jednostajnie jeden i ten sam ruch. Są dodatkami do tła, a nie pełnoprawnymi bohaterami występującymi w grze. Kowal uderza młotem w kowadło, pijak czka, itd. Nie przerywają swoich czynności w trakcie rozmowy, a nasza bohaterka w tym czasie rozgląda się wszędzie, ale tak, żeby przypadkiem nie spojrzeć w oczy rozmówcy, jednocześnie poprawiając sobie fryzurę starej ciotki. Wygląda to źle i razi w oczy. Postacie są brzydkie, jedynie jaszczurka i smoczyca czekająca na jajko wyglądały ciut lepiej. O ile plansze od biedy i na siłę można uznać za ładne, tak cała reszta jest brzydka.
Cicho wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie……?

Obrazek

Kolejna sprawa to oprawa audio. W intrze gry słychać głos naszej głównej bohaterki, która wprowadza gracza w rozgrywkę, po czym następuje cisza. Pierwsza reakcja - trzeba sprawdzić ustawienia, bo być może coś niechcący człowiek wyłączył i dlatego brak jest głosu, a jedynie tekst czytany. W opcjach mamy możliwość ustawienia głośności mowy. Co z tego, gdy głosów nie ma. Przyjdzie więc nam czytać tekst i słuchać muzyczki i dźwięków otoczenia, również nie za bogatych, ale szum wiatru, ptaków czy żab jest słyszalny i chociaż to jedno brzmi porządnie. Oprawa audio pasuje do całej tej gry i tego, co widzimy na monitorze, a że przygodówka nie zachwyca, to trudno by i oprawa była cudnej urody. Natomiast w finale nie bardzo rozumiem czemu, słychać dźwięki muzyki organowej raczej pasującej do pogrzebu, a nie do zakończenia, które jest szczęśliwe i radosne. Widocznie to miało działać z zaskoczenia - smutne brzmienie organów pasuje według twórców do happy endu. Może to tylko są takie moje odczucia i całkiem po prostu nie wiem, o co tak naprawdę chodziło w tej grze. Dlaczego szczęśliwe zakończenie gry ma oprawę audio żywcem zabranej z ceremonii pogrzebowej, a więc smutnej? W końcu, gdy nasza bohaterka po długiej podróży może przywitać się ze swoimi bliskimi, to jest to radosny moment, chyba, że w domyśle powitanie ma być jednocześnie pożegnaniem. Jednak nic nie przemawia za takim rozwiązaniem. Kończąc wywody na temat oprawy audio można powiedzieć, że również i to twórcom nie wyszło.
Obrazek


Harry Potter był lepszy.
Kolejna sprawa i to ta najważniejsza, to znaczy zagadki. Jestem typem gracza, który potrafi ścierpieć, ba, wręcz nie zauważać braku oprawy graficzno – muzycznej, jeśli ma nad czym pobiedzić głowę. Im więcej łamigłówek i trudniejsze, tym lepiej i wtedy niech sobie muza gra lub nie, niech postacie chodzą na głowie, byleby było trudno. Niestety, mamy tutaj kolejną grę, gdzie stopień trudności jest na poziomie szkoły podstawowej, a czarowanie to nauka początkowa Harrego Pottera. O­n nie wiedząc, że nie jest mugolem, a czarodziejem, więcej potrafił niż nasza Eva. Tak więc mamy czary, aż trzy rodzaje (ilość przyprawia o zawrót głowy) oraz zbieranie przedmiotów, na zasadzie, ty mi dasz piwo, ja Ci dam kasę. Ty mi dasz klucz, to ja otworzę zamek. Nie ma niczego, nad czym trzeba pomyśleć, czy się dłużej zastanowić. Nawet pijak wyśpiewując nuty pokazuje nam znaki graficzne, jakie mamy przycisnąć i w jakiej kolejności, tak więc można ich byłoby nie słyszeć, bo i po co, kiedy obrazki pokażą, jak daną czynność wykonać. Liniowość gry zmusza do pójścia z punktu a do b, a następnie do c, bo inaczej nie dostaniemy klucza czy innego przedmiotu potrzebnego do wykonania zadania. Jedynie, co czasem mogło utrudnić nam zadanie, to znalezienie przedmiotu, który stapiał się z tłem, ale każdy uważny gracz i z tym sobie poradzi.

Konieczność prowadzenia rozmów aż do wyczerpania tematu, gdy są o­ne nużące i niepotrafiące wzbogacić tej gry przygodowej, to kolejny wielki mankament. W pewnym momencie miałam ochotę je całkiem po prostu pomijać, aby nie słuchać tego samego bełkotu, o portalach, o tym jak to Elvis złapał „szczotkę od kibla i przyrąbał komuś w ryj…”, czy o geju, który ukradł rubin bezczeszcząc pomnik stojący po środku wioski. Pewnie to miało być śmieszne czy zabawne, ale w moim odczuciu nie było. Nie było również ciekawe, więc byłam bardziej znudzona i zniesmaczona, niż zadowolona z grania. Czemu więc się męczyłam z tą grą? Chyba tylko po to, aby każdy kto pomyśli o jej zakupie, mocno się zastanowił. Chyba, że ta będzie w cenie do przełknięcia lub ktoś nieznający się na rzeczy podaruje ją w prezencie. Brak przemocy i zręcznościówek można również uznać za powód do zapoznania się z nią. W innym przypadku serdecznie odradzam jej kupowania, bo szkoda pieniędzy.

Zmarnowany potencjał, a co nagle to po diable.


Troszkę więcej pracy nad tą przygodówką, rozwinięcie wielu wątków, które nie zostały rozwiązane, wzbogaciłoby tę grę. Wędrówka po różnych światach, które w mniejszym czy większym stopniu było nierozerwalne związane z naszą bohaterką, rozbudowanie ich i wprowadzenie jakichś zwrotów akcji byłoby z korzyścią. Bigos sporządzany z resztek poświątecznych może wywołać ciężką niestrawność, pomieszanie bohaterów i nieudolna próba wzorowania się na innych grach powoduje to samo. Dlatego wyszła gra o miernej fabule, która nie potrafi zachęcić gracza do poznawania dalszych losów bohaterki (o utożsamianiu się z nią nie ma nawet mowy), nie jest w żadnym stopniu trudna, brzydka graficznie i mało ciekawa pod względem oprawy audio, całkiem po prostu zniechęca. Czas aktywnej rozgrywki, bez pomijania dialogów, to około 5 godzin i mamy końcowe napisy. Debiut więc wypadł całkiem po prostu źle, mam wrażenie, że ktoś szybko zakręcił kurek z gotówką i trzeba było skończyć coś, co się tak naprawdę dobrze jeszcze nie zaczęło. Na siłę tworząc zakończenie, by choć troszkę zachować jakąś spójność. Moja ocena 5/10
Obrazek


Zalety
+ fabuła gry (naciągana)
+ oprawa muzyczna ( bardziej dźwięki otoczenia)
+ ładne lokacje

Wady
- brak dialogów
- tekst przez nas czytany czasem wręcz głupi i irytujący
- brzydkie postacie
- animacja pod psem
- długość gry
- brak zagadek
- zakończenie

ODPOWIEDZ

Wróć do „Legend of Crystal Valley, The”