The Excavation of Hob's Barrow - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
DirkPitt1
Publicysta
Posty: 654
Rejestracja: 08 lipca 2015, 13:42
Podziękował(a): 26 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 67 razy
Płeć:

The Excavation of Hob's Barrow - recenzja

Post autor: DirkPitt1 » 28 września 2022, 17:51

Na The Excavation of Hob's Barrow (wcześniej pod tytułem Incantamentum) czekałem już od pewnego czasu. Świat się kończy, ja - wiecznie narzekający na leniwy pixel art we współczesnych produkcjach - czekałem na rozpikselowaną przygodówkę! Dlaczego? W sumie gra nie zapowiadała się źle, grafika wyglądała na estetyczną, tematyka również do mnie przemawiała. Czy warto było czekać na nową grę Cloack and Dagger Games (twórców m. in. Sumatra The Fate of Yandi i The Terrible Old Man)? Czytajcie dalej.

Przygodę z Thomasiną Bateman rozpoczynamy w momencie, gdy przyjeżdża ona do małej wioski Bewlay, leżącej gdzieś na "końcu świata", wśród rozległych, angielskich wrzosowisk. Nasza bohaterka jest antykwariuszką i archeolożką amatorką piszącą książkę o angielskich kurhanach. Wszystko miało być proste, cele konkretne i łatwe do zrealizowania. Przyjechać, przeprowadzić prace wykopaliskowe, zbadać i skatalogować znaleziska, a potem wsiąść do pociągu (wcale nie byle jakiego), wrócić do Londynu i spokojnie popijając popołudniową herbatkę, pogrążyć się w pisaniu kolejnego rozdziału książki. Rutyna powtarzana dziesiątki razy. Jednak, gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, nie byłoby o czym robić gry więc doskonale wiemy, iż coś musi pójść nie tak. I rzeczywiście, wszystko idzie jak po grudzie. Już w chwili przybycia okazuje się, że pogoda jest pod psem, po mającym czekać w miejscowym zajeździe, niejakim panu Shoulderze, który to skontaktował się z bohaterką i zaciekawił ją nietypowym Kurhanem Hoba oraz miał udzielić dalszych informacji, nie ma najmniejszego śladu, a w dodatku miejscowi zdają się nie mieć pojęcia o żadnych okolicznych kopcach.
Obrazek
Obrazek
Jakby tego było mało Thomasina zaczyna mieć niepokojące sny, a kolejny dzień wcale nie zapowiada się lepiej. Mieszkańcy wioski, nawet ci bardziej przyjaźni, to ludzie przesądni, wierzący w zbawienną moc upuszczania krwi leczącego wszelkie dolegliwości, przekonani, że czarcie kręgi (grzyby rosnące w okręgu) stanowią wrota do świata wróżek, nazywanych przez nich również pięknym ludem. Tu ciekawostka, określeń piękny lud, czy dobry ludek nie używało się dlatego, że takie bajkowe istoty rzeczywiście miały być piękne i dobre, a raczej, żeby wróżki czy inne chochliki, usłyszawszy jak dobrze ludzie o nich mówią, powstrzymały się od rozmaitych psot i szkodzenia śmiertelnikom. Ale wracając do gry, na tym problemy wciąż się jeszcze nie kończą. Oczekiwany asystent z resztą funduszy się nie zjawia, a właściciel ziemi, na której znajduje się kurhan (gdy bohaterce uda się go w końcu z naszą pomocą zlokalizować) odmawia pozwolenia na prowadzenie prac wykopaliskowych.

Twórcy określają grę, jako skupiony na folklorze narracyjny horror, ale na szczęście obyło się bez wyskakujących z kątów straszaków, za co moje skołatane nerwy są im nieskończenie wdzięczne. Poza tym nie ma miejsc w których można zginąć, elementów zręcznościowych, ani na czas. Nasze „Wykopaliska na Kurhanie Hoba” (skrót od hobgoblina, ponoć w miarę przyjaznej ludziom istoty zamieszkującej kurhan) nie są straszne. Gra stawia raczej na wywołanie określonej atmosfery niepokoju i niepewności, co udaje jej się całkiem nieźle, choć momentami klimat siada, szczególnie pierwszego pełnego dnia pobytu bohaterki w Bewlay. Również pojawiające się od czasu do czasu retrospekcje, ukazujące jej relacje z ojcem archeologiem i źródła jej całkowitej wiary w naukę - choć potrzebne - zaburzają nieco budowany klimat. Ogólnie gra kojarzy mi się trochę z The Last Door, szczególnie gdy dziwne sny przeradzają się w wizje na jawie i coraz bardziej staje się oczywiste, że przyjazd bohaterki w to miejsce może wcale nie być przypadkowy, a z tym nieznanym jej wcześniej miejscem łączy Thomasinę więcej, niż jej się zdawało. Dodatkowo sama odizolowana wioska i trochę dziwny, miejscowy lord również kojarzą mi się z The Last Door, tym razem z częścią drugą. Ale dość na razie tych skojarzeń. Z zainteresowaniem śledziłem jak wychowana w wierze w naukę i nauczona kierować się zdrowym rozsądkiem bohaterka kwituje miejscowe przesądy, nazywając je "bujdami", a potem zmuszona jest skonfrontować swoje przekonania z kolejnymi, dziwnymi zdarzeniami. Jak naukowa ciekawość przeradza się powoli w determinację, gdy jej cel stanie się dużo bardziej osobisty. Samo zakończenie też jest bardzo lovecraftowskie. Szczegółów zdradzać nie będę, ale kto czytał jakieś jego opowiadania, ten wie jak takie stykanie się z nieznanym zwykle się kończy. Jeśli chodzi o postacie poboczne, to nie ma wśród nich co prawda nikogo, kogo będę pamiętać nawet po latach, ale zdecydowanie spełniają swoje zadanie. Mają wszystkie cechy kojarzące się z małymi wsiami, które czas pozostawił za sobą i ich zamkniętymi, niewielkimi społecznościami. Niektórzy bardzo religijni, inni przesądni i staroświeccy (Thomasina podróżuje zupełnie sama, bez opieki mężczyzny? No jak to tak?), większość nieprzychylna obcym i niechętna zmianom. Choćby taki Cecil, od którego częściej, niż "dzień dobry" usłyszymy "odwal się", a pobliską stację kolejową uważa za największe zło, bo pewnie ściągnie tu więcej przyjezdnych, a przecież to miejsce jest ich, bewlayczyków i obcy nie mają tu czego szukać.

Czas na odrobinę informacji o technikaliach. Choć gra od początku kojarzyła mi się trochę z The Last Door, na szczęście nie dotyczy to samej jakości zastosowanego piksel artu. Tu nie ma mowy o walnięciu od niechcenia paru pikseli i wykręcaniu się argumentem, że to przecież "retro". To jedna z tych gier, których pixel-art jest naprawdę estetyczny, przemyślany i przyjemny dla oka. Czy to mglista noc rozświetlona blaskiem nielicznych latarni, słoneczny ogród, czy skąpane siąpiącym deszczem wrzosowiska, wszystko wygląda bardzo ładnie. Wygląd samotnej wioski, charakterystyczne murki układane z kamieni, kamienny kopiec, czy ciągnące się jak okiem sięgnąć wrzosowiska naprawdę wyglądają jak żywcem wyjęte z Anglii czy Szkocji. Co prawda osobiście tam nie byłem (jeszcze), ale praktycznie najlepsze czasopismo o szeroko pojętej fotografii przyrodniczej jest brytyjskie, więc siłą rzeczy przez lata naoglądałem się naprawdę dużo zdjęć tamtejszych krajobrazów. Muzyka? Jak to muzyka, przyjemna, umila czas spędzony przy grze, pomaga tworzyć atmosferę, ale znów nie jest to poziom ścieżek dźwiękowych z Atlantisów, Gabrieli, Grim Fandango czy choćby Kathy Rain, do słuchania których można wielokrotnie wracać także poza grą. Głosy postaci też brzmią przyzwoicie. W grze nie napotkałem żadnych błędów technicznych (uważam, że w czasach, gdy dominuje filozofia "najpierw wydajmy, a błędy poprawimy później... o ile nam się zechce" dobry stan gry i to jeszcze na etapie przedpremierowym warto podkreślić), poza faktem, że za każdym uruchomieniem gry moje ustawienia głośności były resetowane.
Obrazek
Obrazek
Dobra, pogadałem o fabule, postaciach, grafice, ale co z najważniejszym, czyli zagadkami? Są bardzo... przedmiotowe. Większość gry składa się z typowego kombinowania jakiego teraz użyć przedmiotu. Te zagadki nie należą do nadmiernie trudnych, bo w ilości posiadanych rzeczy człowiek się nie pogubi, a sameproblemy są logiczne i rzeczy używamy najczęściej zgodnie z ich zdroworozsądkowym przeznaczeniem. Co prawda niektóre zadania są wielopoziomowe, co dodaje odrobiny wyzwania i np., żeby dostać się do posiadłości miejscowego lorda, musimy najpierw załatwić trochę mleka, żeby gospodarz zechciał wydoić kozę musimy mu przynieść maść na bolące stawy, żeby zdobyć maść musimy znaleźć lecznicze rośliny, a żeby zdobyć rośliny musimy... Z drugiej strony momentami człowiek czuje się trochę ograniczony przez grę, w momencie, gdy chciałby się skupić na metodycznym rozwiązywaniu problemów stojących przed bohaterką, ale pewnych rzeczy nie jest w stanie ruszyć, dopóki nie zajmie się innymi sprawami. Ze względu na nieliniowość lepiej byłoby, gdyby poszczególne zadania tak się ze sobą nie zazębiały, ale to jednak zawsze jest coś za coś i wprowadzenie zupełnie oddzielnych problemów tylko ułatwiłoby już i tak niezbyt trudną rozgrywkę. Dopiero pod sam koniec dostajemy jakieś zagadki nieprzedmiotowe w liczbie całych trzech, no czterech, jeśli liczyć zagadkę muzyczną (szczęśliwie dla biedaków, którym w dzieciństwie słoń na ucho nadepnął, nie trzeba koniecznie wsłuchiwać się w wysokość kocich miauknięć, bo jest również zapis nutowy). Te również były całkiem proste, chociaż muszę przyznać, że na jednej z nich utknąłem na dłużej, bo zwyczajnie przeoczyłem przedmiot potrzebny, żeby maszyna działała prawidłowo.

Poza tym w kilku rozmowach można podjąć decyzję, czy Thomasina ma skłamać rozmówcy, czy też postawić na szczerość, albo jak postąpić z pewnym podpitym facetem, który rwie się do całowania (i to bynajmniej nie rączek) bohaterki, ale nie zauważyłem, żeby te wybory przekładały się na jakieś zmiany w grze (można co najwyżej zdobyć osiągnięcie za solidne trzaśnięcie natręta w pysk). Mamy parę ułatwień, takich jak podświetlanie aktywnych przedmiotów, lista rzeczy do zrobienia oraz „mapa” pozwalająca przeskakiwać do wcześniej odwiedzonych lokalizacji (z tej ostatniej pomocy nie skorzystałem ani razu, bo zbyt przyjemnie chodziło mi się na piechotę, podziwiając miejscowe krajobrazy). Gra nie należy też do tych ekstremalnie krótkich. Grając niespiesznie i zaglądając w każdy kąt, nabiłem 10 godzin, ale trzeba od tego odjąć z godzinkę, gdy przez własną nieuwagę niepotrzebnie męczyłem się z zagadką.

No i znów mam problem z wystawieniem oceny. Z jednej strony podoba mi się tematyka i grafika (na tyle, że mimo, iż to piksele, ręka sama rwała mi się do klawisza i natrzaskałem dużo więcej screenów niż potrzeba do tej recenzji). Z drugiej strony klimat chwilami siadał, a zagadki są proste i żadna z nich nie sprawi, że zapamiętam ją ze względu na pomysłowość. Myślę, że 7+ nie będzie oceną krzywdzącą i chociaż chciałbym dać przynajmniej te 8 za piękne angielskie krajobrazy, to jednak muszę zachować chociaż odrobinę obiektywizmu.
Ocena: 7+

Plusy:
Bardzo estetyczny pixel art
Atmosfera (przez większość czasu)
Pasująca muzyka
Piękne krajobrazy

Minusy:

Momentami klimat siada
Mało i bardzo proste zagadki nieprzedmiotowe
- Bruno, ty chyba masz paranoję.
- Paranoja jest wtedy, gdy nikt nie chce cię zabić. -BS3

ODPOWIEDZ

Wróć do „Excavation of Hob's Barrow, The”