Return to Monkey Island - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Konrad
Publicysta
Posty: 254
Rejestracja: 25 maja 2022, 12:24
Podziękował(a): 20 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 9 razy

Return to Monkey Island - recenzja

Post autor: Konrad » 19 października 2022, 22:31

Postanowiłem wziąć się z tematem za bary i przygotować recenzję najnowszego dzieła Rona Gilberta i Terrible Toybox. Jeżeli ktoś z Was ma ochotę - zapraszam do lektury.

Obrazek

Minęło już kilka tygodni odkąd ukończyłem Return to Monkey Island a wciąż nie mogę przestać o tej grze myśleć. – cóż za natręctwo, to tylko gra przecież – próbuję sobie jakoś to logicznie wytłumaczyć. Czyżby? Czyżby tylko gra? A może to gra która wieńczy jedną z najważniejszych serii w historii gier komputerowych? A dla mnie osobiście stanowi podsumowanie ponad 25-letniej podróży z Guybrushem Threepwoodem, zaczętą na początku liceum, nierzadko po nocach, na starym 286AT…

Obrazek

Sam nie wiem. Nie mogę się z tego otrząsnąć. I z tego co widzę w mediach społecznościowych nie jestem w tym stanie odosobniony. Od momentu ściągania gry na Steam w dniu premiery (dlaczego ten transfer danych jest taki wolny dzisiaj, grrr!) do czasu ukończenia towarzyszyły mi silne emocje i przede wszystkim pytanie: jak to wszystko razem do kupy twórca serii, Ron Gilbert poukłada. A co to? A jak to? A tak to rozwiązali…sprytnie…eee lipa…a nie jednak czekaj..!

Ano właśnie: jak to wszystko razem posklejać? Sześć gier w serii tworzonych przez różnych twórców, 32 lata odstępu miedzy skrajnymi tytułami a po drodze - w scenariuszach, mnóstwo niedopowiedzeń i zawirowań.

Obrazek

Ale dosyć tego. Trzeba brać się w garść i po kolei:

Gra od początku urzekła mnie swym pięknem. To jest jedna z najładniejszych graficznie gier w jakie dane mi było grać. Być może jest to bardzo subiektywne odczucie ale jeśli napiszę że moim ideałem jest Day of the Tentacle to myślę że łatwiej mi będzie obronić postawioną tutaj tezę. Wszystkie plansze są wykonane z niesamowitą dbałością o szczegóły, mogłem godzinami podziwiać samą ‘kreskę” jej twórców i wypatrywać cieszących oko detali. Coś co początkowo zapowiadało się na największą słabość tej gry, okazało się być potężnym orężem. Pod tym względem jest to unikalna i pełnoprawna członkini serii a nie jakiś produkt „małpopodobny”.

Obrazek

Muzycznie gra stoi na bardzo wysokim poziomie. Tak jak się można było spodziewać, mamy do czynienia z muzyką zagraną przez orkiestrę, na żywych instrumentach. To pozwala cieszyć się nie tylko linią melodyczną ale też jej wykonaniem i poszczególnymi partiami instrumentalnymi. Pierwotnie pewien niedosyt wzbudziło we mnie wrażenie że twórcy gry postawili głównie na sprawdzone, klasyczne motywy, przede wszystkim z 2 pierwszych części serii. Wyglądało na to że wybrano więc bezpieczny wariant – przearanżowano na nowo to co już znamy i okraszono nieco nowymi kompozycjami, które muszę przyznać wpadają w ucho i taki mariaż w mojej ocenie się broni. Myślę też że po części moje lekkie rozczarowanie spowodowane było magią 3 nazwisk: Peter McConnell, Clint Bajakian i Michael Land. Trudno było przebić ich poprzednie osiągnięcia, które od lat mają status tytułów kultowych (np. Monkey Island 2 czy Grim Fandango). Dałem więc sobie trochę czasu na „przetrawienie” tej ścieżki dźwiękowej i po czasie, nowe kompozycje z wolna zaczęły się wybijać na tle tych doskonale już znanych. Myślę że teraz doceniam je bardziej niż w dniu wydania gry a moje pierwsze wrażenie nie było obiektywne.

Obrazek

Podkłady głosowe również oceniam bardzo wysoko. Dominic Armato ze swoim charakterystycznym tembrem w roli Guybrusha Threepwooda to znak rozpoznawczy tej serii, odkąd użyczył swojego głosu w trzeciej części Małpiej Wyspy, w 1997 roku. Zważywszy że pierwsze 2 części z serii doczekały się reedycji (Special Edition), Dominic w rolę Mr Brusha wcielił się w każdej z części! Pozostali bohaterowie – ci którzy już „przewinęli” się przez serię również brzmią znajomo i wiarygodnie. Największe jednak wrażenie, zrobiła na mnie Alexandra Boyd – aktorka znana z części 1-3 i 5, wcielająca się w postać Eleine Marley. Dla samej barwy jej głosu potrafiłem prowadzić co rusz te same dyskusje – byle tylko usłyszeć ją raz jeszcze. Podobnie jak w przypadku Guybrusha, Elaine brzmiała bardzo dojrzale – to już nie są te młodzieńcze głosiki które było nam dane po raz pierwszy usłyszeć w Curse of Monkey Island! Poczucie że głosy naszych bohaterów, przez te wszystkie lata dojrzewały wraz z nimi, dla mnie – gracza już nie najmłodszego, stanowiło dodatkową, dużą wartość. Stałych bywalców jest z resztą tutaj więcej: Danny Delk ponownie wcielił się w rolę Murraya a głos Stana, podobnie jak w Tales of Monkey Island podkładał Gavin Hammon. Tak więc, jak w przypadku strony graficznej, udźwiękowienie gry potrafiło być dla mnie celem grania samym w sobie, nie musiałem się nigdzie śpieszyć – wręcz przeciwnie. Traktowałem tą grę jak dzieło sztuki, które chciałem poznawać, podziwiać, odkrywać i przeżywać.

Obrazek

A skoro doszliśmy już do przeżywania gry to chciałbym zaznaczyć że przed rozpoczęciem gry miałem duże obawy czy gra na tym polu spełni moje oczekiwania. Powód? Mam mieszany stosunek do wykorzystywania nostalgii we współczesnych grach. Uwaga ta tyczy się zarówno gier których autorzy wychowali się na klasykach Lucas Arts jak i samych twórców, związanych z tym legendarnym studio, na pewnych etapach ich karier. Poprzednia gra twórców, Thimbleweed Park, ociekała nostalgią i odwołań do klasyki było w niej co nie miara – początkowo byłem tym urzeczony ale po pewnym czasie zaczęło mnie to męczyć i za smutkiem uświadomiłem sobie że jednak nie wsiadłem do wehikułu czasu. To tylko jego hologram, a ja wciąż siedzę na krześle, w swoim domu, dwadzieścia parę lat później.

Na szczęście obyło się bez rozczarowań: Monkey 6, choć napędzana paliwem nostalgicznym, to w mojej ocenie jest świetnie wyważona. To jest olbrzymia zaleta tego tytułu bo choć wiele miejsc jest nam doskonale znanych i takich po latach…przyjaznych, (co z resztą podkreśla tytuł pierwszego epizodu) to jest to gra wyjątkowo świeża. Buszując po Melee Island czy tytułowej Monkey Island nie miałem poczucia że ktoś zaserwował mi zimny kotlet wręcz przeciwnie, na moim talerzu leżał soczysty, doskonale przyrządzony stek a ja cieszyłem się każdym, starannie przeżuwanym kęsem. Chyba bez cienia przesady mogę napisać że natrafiając co rusz na znanych mi z pierwszej części bohaterów, czułem się tak, jakbym spotykał się ze starymi, nie widzianymi od lat przyjaciółmi, na starych śmieciach, gdzie wychowywaliśmy się za dzieciaka. Czapki z głów przed twórcami, doskonała robota.

Obrazek

Grę cechuje niesamowita płynność sterowania– ułatwia to bardzo rozgrywkę i sprawia że gra się nie nuży, w momentach których przyszło nam na moment utknąć w rozwiązywaniu zagadek. Uproszczony interfejs pozwala na szybkie podejmowanie działań, a ograniczona ilość komend, choć z pozoru ułatwia nam rozwiązywanie problemów z którymi przyjdzie nam się mierzyć, wydaje się być bardziej intuicyjna niż pełna lista działań, znana ze starego dobrego SCUMM.

A teraz pora na crème de la crème czyli ZAGADKI:

To jest jedyna poważniejsza słabość tej gry. Niestety, poziom trudności zagadek, przynajmniej w mojej ocenie nie jest zbyt wysoki. Gra oferuje dwa tryby trudności (a nawet dwa i pół – warto wybrać tryb „writer’s cut” który pozwoli na jeszcze dłuższą rozgrywkę) i moja ocena dotyczy tego trudniejszego. To jest definitywnie najmniej wymagająca Małpia Wyspa z całej serii. Brakuje mi tutaj zagadek z których rozwiązania czerpałbym satysfakcję, chociaż jednej takiej! Owszem, gra ma fajny balans i czasem prosta zagadka po prostu wymaga kapkę większej uważności ale to tyle. Nawet w przypadku puzzli kombinacyjnych przecierałem oczy ze zdumienia że wystarczyło tylko tyle aby osiągnąć nasz cel. Może to kwestia potraktowania referencyjnie jej poprzedniczek i zaciera mi to prawdziwy obraz ale nie sądzę. Porównując Return to Monkey Island do innego, wspomnianego już tytułu tego samego producenta, Thimbleweed Park, powiedziałbym że jest ona o stopień łatwiejsza. Całość rozgrywki zajęła mi ok. 16 godzin, co na dzisiejsze standardy jest wynikiem niezłym, ale czy na te małpie też? Nie bardzo.

Brakuje mi też większej ilości łamigłówek nie przedmiotowych, czyli w zasadzie takich z której cała seria słynie. Większość puzzli opiera się o zbierane przedmioty choć muszę przyznać że potrafią być pomysłowe i pełne poczucia humoru.

Gdybym miał jeszcze do czegoś się przyczepiać to myślę że można było pokusić się o rozwinięcie historii kilku nowych postaci w serii, scenariusz aż się prosił o to. Ale ok, mogę z tym żyć.

Obrazek

Aby nie kończyć tej recenzji tym co w grze negatywne, chciałbym zwrócić na jeszcze jedną, bardzo istotną rzecz. Wydaje mi się że jest to gra przede wszystkim dla fanów serii (choć nowicjusze też myślę znajdą w niej coś dla siebie, a wbudowane w grę streszczenie poprzednich części powinno im ułatwić odnalezienie się w tej historii i pozwolić cieszyć się grą w sposób pełny – kolejny plus). Widzę tu wielki kunszt i doświadczenie jej autorów. Widać że panowie znają się na rzeczy i wiedzą jak poprowadzić rozgrywkę. Mam wrażenie że każdy gracz, zwłaszcza „wychowany” na serii, dostanie taką Małpią Wyspę na jaką zasłużył (heh) i jakiej, poniekąd oczekuje. Wybory konkretnych dialogów w subtelny sposób ukierunkowują grę na tor oczekiwań gracza, dodatkowo możliwe jest kilka scenariuszy zakończenia gry – również na swój sposób subtelnych. To bardzo cenne bo każda kolejna gra w serii musiała mierzyć się z ogromnymi oczekiwaniami fanów, często bardzo subiektywnymi. Lekkość scenariusza i jego elastyczność w interpretacji, pozwalają graczom przyswoić całą tą historię w sposób bardzo indywidualny – przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie i jestem bardzo wdzięczny za to autorom.

Obrazek

Mam nadzieję że jest to ostatnia część tej zasłużonej serii. Jeżeli tak będzie, to mimo że pożegnam się z Mr. Brushem z żalem, będę usatysfakcjonowany z przebiegu całej tej historii. Jeżeli zaś nie – no cóż, powiem tak: nowe Gwiezdne Wojny też czasem włączę ale już bez tego entuzjazmu co kiedyś. Aby nie być źle zrozumianym: chciałbym aby ta zasłużona seria miała jak najbardziej godne zakończenie i w mojej ocenie szósta część w serii, spełnia to założenie z nawiązką.

Obrazek

Bardzo chciałbym dać tej grze najwyższą możliwą ocenę. Przez większość czasu spędzonego z tym tytułem towarzyszyło mi poczucie że jest on wybitny, na miarę niektórych swoich wielkich poprzedniczek a może nawet stawiający krok dalej. Momentami miałem wrażenie że „szóstka” z impetem wpadła w całą tą małpią grupę i szalenie efektywnie rozpycha się łokciami, skupiając cały blask reflektorów wyłącznie na sobie. Do pełni szczęścia zabrakło mi trochę trudniejszych zagadek i z wielkim żalem nie decyduję się na dychę. Ale żeby wilk był syty i owca cała zrobimy tak: teraz daję 9/10 a za 30 lat, kiedy Return to Monkey Island 6 solidnie obrośnie nostalgią i stanie się równie legendarna jak wspomniane poprzedniczki, przyjdę tu i podciągnę tą ocenę o oczko wyżej. Może się nikt nie zorientuje ;).

Obrazek

Plusy:
- grafika
- muzyka i voice acting
- płynność gry
- klimat
- powiązanie wątków z poszczególnych części
- kilka scenariuszy zakończeń

Minusy:
- poziom zagadek i mała ilość zagadek kombinacyjnych

Data wydania: 19 września 2022
Producent/Wydawca: Terrible Toybox/Devolver Digital
Moja ocena: 9/10
Obecnie na tapecie: Secret Files: Tunguska, The Hand of Glory, Darkestville Castle + tuzin staroci których nie mogę ukończyć od lat.. :bezradny:
Będę łupał: Gabriel Knight 3, Blade Runner, Under the Killing Moon
Ukończyłem ostatnio: Lucy Dreaming, The Excavation of Hob's Barrow, Return to Monkey Island, Gabriel Knight 2, Voodoo Detective, The Blind Prophet.

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 11603
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 153 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 166 razy
Płeć:

Re: Return to Monkey Island - recenzja

Post autor: Urszula » 20 października 2022, 08:46

Dziękuję za recenzję i bardzo proszę o galerię, czyli 10 najpiękniejszych screenów. :)
___________________________________________________________________________________________________
Moje :D gry
kontakt w sprawach PrzygodoManii: urszula(at)przygodomania(kropka)pl[/b]

Awatar użytkownika
Nfsfan83
Publicysta
Posty: 1540
Rejestracja: 16 września 2014, 13:07
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: http://forum.przygodomania.pl/viewtopic ... 309#p29309
Lokalizacja: Elbląg, Polska
Podziękował(a): 81 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 82 razy
Płeć:
Kontakt:

Re: Return to Monkey Island - recenzja

Post autor: Nfsfan83 » 20 października 2022, 14:03

rozwala mnie mnie skomplikowanie graficzne tego screena:

Obrazek

to tak tylko na marginesie... :rotfl: artysta spędził pewnie parę godzin zastanawiając się jaki ustawić chmury na niebie... chyba, że w trakcie gry są one ruchome to co innego
Fan klasycznych 2D point 'n' click przygodówek. Poradnik - box https://photos.google.com/share/AF1QipO ... pGZ0xkbzNn
Mój kanał na YT: https://www.youtube.com/user/superbravo666/featured

goury1
Posty: 8
Rejestracja: 06 kwietnia 2022, 19:12
Otrzymał(a) podziękowania: 1 raz

Re: Return to Monkey Island - recenzja

Post autor: goury1 » 24 października 2022, 18:45

Podpisuję się rękami i nogami pod tą recenzją! Return to Monkey Island to współczesny klasyk! Zwłaszcza prolog i zakończenie mnie bardzo poruszyły. Wiem, że zakończenie tej gry wzbudza kontrowersje, ale mnie osobiście niezwykle ono wzruszyło i skłoniło do przemyśleń... Ocena 9/10 według mnie się tej grze naprawdę należy. Gdyby tylko zagadki były troszeczkę trudniejsze z radością sam dałbym 10/10!

ODPOWIEDZ

Wróć do „Return to Monkey Island”