Virginia - recenzja gry

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 3155
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 70 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 46 razy
Płeć:

Virginia - recenzja gry

Post autor: Adam_OK » 22 kwietnia 2022, 14:02

Obrazek

Wbrew pozorom twórcy gier całkiem sporo mają z... politykami. Ci drudzy w kampanii wyborczej obiecują jak to świetnie będzie się żyło zwykłym ludziom, gdy tylko oni zdobędą takie czy inne stanowisko. Ci pierwsi też przed premierami swych dzieł mówią jak to ich gra będzie wspaniała, a gdy już ich produkcja trafi na dyski odbiorców, to często okazuje się, że niewiele z tego wyszło. Jak to było przypadku opisywanej tu gry, to tego dowiecie się z niniejszego tekstu.

Co prawda, nie śledziłem zapowiedzi wypuszczanych przez członków zespołu Variable State, ale w menu głównym jest list od nich. Czytając go możemy się dowiedzieć m. in. , że chcieli aby produkt finalny był dziwny i pogmatwany. I taki właśnie jest. W zasadzie tu bym mógł zakończyć już recenzję, bo to, co najważniejsze, to już napisałem, ale tego nie zrobię, bo chciałbym nieco ten temat rozwinąć. Zacznijmy od fabuły – teoretycznie jest to thriller, ewentualnie kryminał. Wcielamy się bowiem w młodą (tuż po ukończeniu akademii) agentkę FBI (Anne Tarver) , która razem z dużo bardziej doświadczoną partnerką prowadzi śledztwo w sprawie zaginięcia młodego chłopaka w jednej z niewielkich miejscowości. Wydawać by się mogło, że w związku z tym nasze działania będą się koncentrować na zbieraniu i badaniu dowodów oraz na przesłuchiwaniu świadków i potencjalnych podejrzanych. I teoretycznie to robimy, tylko... no właśnie, oprócz tego będziemy musieli samemu wykonać kilka bardzo prozaicznych czynności, które w innych grach albo są pokazywane na cut – scenkach albo są pomijane. Konkretnie chodzi np. o tankowanie samochodu (gracz musi samodzielnie obsłużyć dystrybutor na stacji benzynowej) czy spożywanie posiłku (trzeba trzy razy wziąć groszek z talerza). Do tego bardzo często zmienia się lokacja, w której aktualnie przebywamy, zwykle w danej miejscówce robimy jedną, czasem dwie rzeczy i nagle akcja przenosi się w inne miejsce. Jakby tego wszystkiego było mało, to czasem rzeczywistość miesza się ze snami naszej bohaterki i nie zawsze od początku wiadomo, że to co widać, to tylko majak senny (bo nie widać, że Anne kładzie się spać). A na deser zostawiłem dialogi. W zasadzie to... ich nie ma, bo gdy chcemy z kimś porozmawiać i klikniemy na tę osobę, to ani nic nie usłyszymy, ani nie wybierzemy żadnej opcji dialogowej. Zamiast tego zobaczymy jedynie reakcję na twarzy naszego rozmówcy i emocje, jakie tej osobie towarzyszą podczas naszej „rozmowy”. Całkiem tego sporo, jak na nieco ponad dwugodzinną rozgrywkę. Trochę krótko, choć może to i lepiej, zwłaszcza że finał też jest dziwny, zaskakujący i chyba... nie do końca udany.

Obrazek

Podobne zdanie (i to używając eufemizmu) można wygłosić o zagadkach. Tak na dobrą sprawę, to ich tu nie ma, i to żadnego ich rodzaju. Niby zbieramy jakieś przedmioty, ale jest ich naprawdę mało. Ich używanie odbywa się automatycznie, a gracz nie ma możliwości zajrzenia do ekwipunku i sprawdzenia, co w nim ma, bo inwentarza nie ma. Nie ma też żadnych łamigłówek, żadnego układania puzzli, składania podartych zdjęć czy listów, żadnych sliderów. Nic, po prostu nic. Co więcej, żadnych innych wyzwań intelektualnych nie ma. Nie trzeba się nawet zastanawiać, gdzie należy się w danym momencie udać, bo nawet jeśli trafi się jakieś rozwidlenie dróg (np. korytarza), to idąc w złą stronę szybko dojdziemy do ściany (czasem dosłownie), co oznacza, że trzeba zawrócić. Szkoda, bardzo szkoda.

Jak dotąd więcej było marudzenia i narzekania niż chwalenia tej gry. Czy może oprawa graficzna odwróci ten trend? Nie do końca, ale to wynika z jej specyfiki. Jest ona, jak większość elementów tej gry, dziwna. Z jednej strony jest kanciasta, więc zapewne wiele osób widząc ją stwierdzi, że takie paskudztwo nie powinno powstać w XXI wieku. Ja bym aż tak krytyczny wobec strony wizualnej nie był. Po pierwsze nie jest aż tak kanciasto, jak w Szymku Czarodzieju (tak, wiem że to produkcja starsza o kilkanaście lat, ale już wtedy można było stworzyć ładniejsze 3D niż to, co tam widzieliśmy). Po drugie, po przeczytaniu listu, o którym wspomniałem na początku dochodzę do wniosku, że ona miała tak wyglądać. Uwzględniając zaś ten fakt szybko się do niej przyzwyczaiłem i miejscami mi się podobała, np. widoki z wnętrza samochodu podczas jazdy na fotelu pasażera (a te nie są spotykane dość często w innych grach). Mogę się wręcz pokusić o stwierdzenie, że oprawa wizualna jest tutaj całkiem klimatyczna. Na pewno pasuje ona do całości produkcji i do wielu udziwnień w niej zawartych. Z tego też powodu ten element oceniam pozytywnie.

Obrazek

Z kolei oprawa muzyczna to majstersztyk. Zwykle nie zwracam na nią większej uwagi, ale tutaj nie mogłem przejść obok niej obojętnie. Nagrana przez Praską Orkiestrę Symfoniczną nie mogła być zła. Bywa ona cicha i delikatna, bywa wręcz monumentalna, ale zawsze jest świetnie dobrana do bieżących wydarzeń, zawsze świetnie buduje klimat, zawsze warto poświęcić chwilę albo dwie, aby je posłuchać. Dźwiękowo też jet nieźle, choć wszelkie odgłosy (często uzupełnione odpowiednim podpisem) brzmią praktycznie tak samo, jak we wszystkich współczesnych produkcjach, więc nie jest to nic dziwnego. W sumie warstwa audio to bezsprzecznie najlepsza część tej gry.

Z pozostałych kwestii godnych uwagi należy wspomnieć kilka słów o sterowaniu. Generalnie używamy myszki, choć do poruszania się lepiej używać klawiatury i nieśmiertelnej kombinacji WSAD (można korzystać z prawego przycisku gryzonia, ale to jest jak dla mnie mniej wygodne). Poza tym kursor standardowo jest małą kropką, do tego białą, przez co czasem trudno go zauważyć. Na szczęście po najechaniu na miejsce interaktywne nieco się zwiększa i zmienia kształt, dzięki czemu łatwiej go zauważyć, niemniej jest to pewien mankament.

Inna sprawą, dość nietypową jest system sejwów. Tak na dobrą sprawę to... go nie ma. Nie oznacza to, że całość trzeba przejść za jednym razem i to z dwóch powodów. Po pierwsze po wyjściu z gry i ponownym jej uruchomieniu jest w menu opcja pozwalająca kontynuować rozgrywkę od momentu, w którym skończyliśmy. Po drugie – od samego początku mamy dostęp do wszystkich czterdziestu dwóch (!) rozdziałów i możemy wybrać ten, od którego chcemy grać. Biorąc pod uwagę ich liczbę (z czego dwa z nich to intro i napisy końcowe) oraz to, że przejście fabuły zajmuje bardzo mało czasu, to wychodzi, że średnio na ukończenie jednego kawałka gry potrzeba raptem kilka minut. Jest to bardzo nietypowe rozwiązanie i dlatego o nim wspominam. A czy było ono dobre czy złe? Dla mnie było obojętne, więc nie zaliczę go ani do zalet, ani do wad.

Obrazek

Dla kogo jest więc ten tytuł? Na pewno nie dla każdego. Jeśli miałbym ją komuś polecić, to przede wszystkim fanom świetnej muzyki oraz tym, którzy lubią oryginalne i nietypowe produkcje, zwłaszcza w sferze wizualnej. A reszta? Cóż, jak ktoś ma dwie godzinki, z którymi nie wie, co zrobić, to może sięgnąć po „Virginię”. Powinna ona takiej osobie zapewnić nieco całkiem przyjemnej rozrywki. Ja nie żałuję, że zagrałem.

OCENA GRY: 6/10

ZALETY:

+ świetna muzyka!
+ nietypowa, ale klimatyczna oprawa graficzna
+ całkiem fajna, choć dziwna fabuła

WADY:

- brak zagadek
- bardzo krótka

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Virginia”