Catie in MeoemeowLand - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 3155
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 70 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 46 razy
Płeć:

Catie in MeoemeowLand - recenzja

Post autor: Adam_OK » 28 kwietnia 2022, 18:22

Obrazek

W odwiecznym sporze kot czy pies osobiście jestem po miauczącej stronie mocy. Wolę te zwierzaki, bo uważam, że one są inteligentniejsze i przyjemniejsze w dotyku (no może poza tymi co nie mają sierści). Stąd też nie mogłem nie zagrać w produkcję, w której tych zwierzaków jest całe mnóstwo. Co prawda główna bohaterka to dziewczynka, ale ma kocią czapeczkę i kocie imię, co w zupełności wystarcza. A czy ta gra wystarczy, by zaspokoić chęć na miłe spędzenie czasu? Przeczytajcie ten tekst, a się tego dowiecie.

Obrazek

Jak wspomniałem w grze kierujemy małą dziewczynką, która trafia do dziwnej krainy, której nazwa jest w tytule dzieła studia ARTillery. Sposób, w jaki się to dzieje bardzo przypomina ten z „Alicji w Krainie Czarów”, tylko że zamiast białego królika jest biały kot. Catie nie pozostaje zatem nic innego, jak tylko ruszyć w podróż przez ten dziwny świat, by wrócić do domu. Do przejścia są dwadzieścia cztery lokacje, między którymi przemieszczamy się w najprzeróżniejszy sposób od klasycznych takich jak pociąg czy coś pełniącego rolę łódki po bardzo nietypowe, jak np. chodzącą filiżankę. Po drodze rozwiązujemy zagadki, spotykamy różne postacie, z którymi wchodzimy w interakcje. I choć tego wszystkiego jest naprawdę sporo, to ukończenie całości następuje zadziwiająco szybko. Teoretycznie tytuł da się przejść w mniej niż półtorej godziny (za co jest jedno z osiągnięć), ale realnie można to zrobić przy drugim podejściu do tego tytułu. Pierwsza rozgrywka, w której trzeba najpierw zorientować się, co należy zrobić, aby posunąć fabułę do przodu zajmie trochę więcej czasu – tak do trzech godzin i to przy założeniu, że podczas zabawy będziemy zainteresowani szukaniem ukrytych klejnotów (jest ich sześć) oraz... oczu (również sześć). Szkoda, bo co prawda sama fabuła do ambitnych nie należy, ale zabawa jest naprawdę niezła, więc chciałoby się, aby trwała jak najdłużej.

Trochę podobnie jest z zagadkami. Jak to w większości przygodówek, tak i tutaj najwięcej jest tych związanych z wykorzystywaniem różnych przedmiotów. Jest jednak pewna różnica – tu nie ma ekwipunku, w którym trzymamy wszystko to, co zebraliśmy. Jak więc odbywa się ich używanie? Dokładnie tak samo, jak było to np. w „Samoroście”, czyli po prostu klikając na miejscu, w którym chcemy z niej skorzystać. Oprócz tego, są również łamigłówki. W zasadzie to powinienem użyć liczby pojedynczej, bo jest tylko jedna - ta związana z ustawianiem uszu na odpowiedniej wysokości. Wiem, że to dziwnie brzmi, niemniej w praktyce jest to bardzo proste. Mogło by być nieco więcej łamigłówek, ale dobrze, że jest choć ta jedna, bo są gry, w których nawet o tyle jest ciężko.

Obrazek

Skoro trochę ponarzekałem, zwłaszcza na zagadki, to czy jest coś, co bezsprzecznie można uznać za zaletę? Owszem, nawet parę ich się znajdzie. Na pierwszy ogień pójdzie humor. Jest on tu obecny m. in. za sprawą całej plejady różnych dziwnych postaci, które robią nieraz bardzo dziwne rzeczy. Mi osobiście najbardziej zapadła w pamięć śpiąca „królewna” (jej „uroda” już sama w sobie budzi uśmiech) i jej reakcja na płynący z radia wymiauczany weselny marsz Mendelssohna. Do tego należy dodać całkiem sporą ilość różnych nawiązań. O powieści Lewisa Carolla już wspomniałem, ale to nie wszystko (choć motywów z „Alicji” jest tu sporo np. ciastko, którego zjedzenie powodowało zwiększenie lub zmniejszenie rozmiarów). Spotkamy np. najbardziej znane jajko popkultury – Humpty'ego Dumpty'ego. W innym miejscu przypomniała mi się słynna podróż przez labirynt na ślimaku z gry „Głupki z Kosmosu”. Jest też nawiązanie do... Monthy Pythona – w skeczach słynnej grupy komików (np. w tym o obronie przed atakiem z użyciem owoców) pojawia się ciężar o masie 16 ton, a w tej grze jest jego wersja mini – o masie 0,16 tony. To wszystko sprawiło, że uśmiech często pojawiał się na mojej twarzy.

Obrazek

Graficznie nie ma co oczekiwać wodotrysków czy śledzenia promieni w ultra realistycznym środowisku 3D. Mamy za to bardzo ładną szatę dwuwymiarową. Oprawa wizualna jest bardzo kolorowa, starannie wykonana i klimatyczna. Jest trochę w stylu gier Amanity Design, co w sumie nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że sama rozgrywka bardzo przypomina tytuły tego studia. Równie dobrze, jak Czesi pracownicy studia ARTillery wykonali także wszelkie animacje, a ruchomych obiektów czy postaci nie brakuje. Generalnie więc grafikę oceniam bardzo pozytywnie.

Podobnie jest z oprawą audio. Muzyczka przygrywająca w tle oraz wszystkie dźwięki i odgłosy otoczenia brzmią naprawdę dobrze. Jeśli zaś chodzi o głosy postaci, to... ciężko powiedzieć. Trudność sprawia fakt, że zarówno Catie, jak i osoby, z którymi „rozmawia” wydobywają z siebie jedynie jakieś zupełnie niezrozumiałe zlepki liter i różnych dźwięków. To, o czym jest „dialog” zilustrowano w dymkach ukazujących się nad postaciami. Z jednej strony przyoszczędzono dzięki temu na aktorach głosowych, z drugiej – zubożyło warstwę dźwiękową. Mi to osobiście nie przeszkadzało, bo skoro cała gra przypomina choćby wspomniany wcześniej „Samorost”, to dlaczego nie miałaby tego robić również w oprawie audio.

Ogólnie rzecz biorąc ta gra jest bardzo fajna, choć nie pozbawiona wad. Na to, że miło spędziłem czas głównie wpłynął humor i nawiązania oraz oprawa audio – wizualna. Gdyby było trochę więcej łamigłówek, a cała rozgrywka trwała nieco dłużej, to byłoby jeszcze lepiej. Niemniej i tak jest nieźle, bo nie tylko nie żałuję czasu spędzonego z Catie, ale również moge ją Wam z czystym sumieniem polecić.

OCENA GRY: 7,5/10

ZALETY:

+ humor
+ liczne nawiązania do dzieł popkultury
+ grafika
+ oprawa audio

WADY:

- za mało łamigłówek
- mało ambitna fabuła
- za krótka

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Catie in MeoemeowLand”