Dexter Stardust : adventures in outer space - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 3173
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 71 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 49 razy
Płeć:

Dexter Stardust : adventures in outer space - recenzja

Post autor: Adam_OK » 04 kwietnia 2022, 20:36

Obrazek
Moja lista życzeń jest trochę jak moja kupka wstydu – niby co jakiś czas odhaczam z niej jakąś pozycję, a mimo to ona ciągle się wydłuża. Jednym z tytułów, które na tej liście się znajdował jest dzieło stworzone przez zespół o nazwie Dexter Team. Nie rozwodząc się już więcej o mało ciekawych sprawach czas przejść do meritum i odpowiedzieć na pytanie – czy warto było czekać na tę grę.

Jak nietrudno się domysleć, głóny bohater nazywa się Dexter Stardust. Jego przyjaciółką od dzieciństwa oraz partnerką w pracy jest niejaka Aurora. Para ta w statku należącym do wujka Dextera przemierzają Układ Słoneczny i dostarczają różne przesyłki, którymi ich pracodawca handluje. Ich rodzinna lanetą nie jest jednak Ziemia a Mars. Wynika to z faktu, że nasz glob został zniszczony wiele lat wcześniej przez mieszkańców planety Vrees, zwanej planetą X zwanej dziesiątą planetą Układu Słonecznego (chyba ktoś zapomniał, że Pluton starcił miano planety, ale to tylko taka moja dygresja ;P ). Dość szybko na swojej drodze napotkamy robota pochodzącego ze wspomnianej planety, który... nas ratuje przypłacając to poważnymi uszkodzeniami. Próbując go naprawić Dexter dowiaduje się nieco z zagadkowej przeszłości swoich rodziców, a także okazuje się że ma szansę naprawić przeszłość i uratować Ziemię. I gdy zaczyna się robić naprawdę ciekawie, po ponad sześciu godzinach gry fabuła się urywa. I nie, nie mam na myśli tego, że skończył się jeden z epizodów i trzeba zacząć kolejny. Co prawda tytuł ten podzielono na odcinki o numerach od zera do 4 włącznie, ale to nie w tym rzecz. Problem polega na tym, że w przeciwieństwie do np. serii od Telltale Games , gdzie poszczególne sezony były zamkniętą fabularnie całością, tutaj jest on co najwyżej połową czy wręcz mniejszą częścią dużo większej całości. Jej resztę poznamy najwcześniej w 2023 roku w sezonie drugim. Czy warto ten rok poczekać? Zdecydowanie tak, bo jak pisałem fabularnie zrobiło się naprawdę ciekawie, a wcześniej też było całkiem nieźle. Historia naprawdę angażuje i jest interesująca. Szkoda tylko, że poszczególne odcinki (za wyjątkiem tego z numerkiem 3) są strasznie krótkie – tak na pół godzinki, może niecałą godzinkę zabawy. Dobrze, że choć jeden ma przyzwoitą długość, dzięki czemu krótkość pozostałych aż tak bardzo nie przeszkadza. Z drugiej jednak strony...
Obrazek
… można by temu zaradzić w prosty sposób – dodając nieco zagadek, szczególnie tych nieprzedmiotowych, gdyż tych ekwipunkowych jest dużo. Do ich jakości nie mam zastrzeżeń – generalnie używamy przedmiotów zgodnie z ich domyślnym przeznaczeniem, a sama obsługa zawartości naszych kieszeni jest banalna. Niestety, aż tak dobrze nie jest z pozostałymi łamigłówkami. Na dobrą sprawę, przez te wszystkie pięć epizodów mamy raptem... jedną takową zagadkę i to dosyć prostą. Polega ona na tym, że należy otworzyć sejf posiadający zamek dźwiękowy. Otworzy się on po zagraniu czterech tonacji na ukulele. W całym tym zadaniu większą trudność stanowi zdobycie rzeczonego instrumentu niż poznanie właściwej kolejności nut do zagrania, co nie najlepiej świadczy o poziomie trudności rzeczonej zagadki. A co więcej? A w tym rzecz, że nic. Co gorsze, była szansa, aby kolejne łamigłówki się pojawiły np. gdy Dexter nurkuje i za pomocą ośmiornicy, która ma na głowie urządzenie do kontroli umysłu sterowane zdalnie ma odzyskać klucz z wraku pewnej łodzi. Można tu było zrobić zadanie polegające na wytyczeniu drogi do wraku omijając miny, ale cóż, twórcy mieli inne zdanie i tego nie zrobili. Szkoda tym większa, że w ostatnim odcinku jest coś podobnego, tyle że w uproszczonej wersji. Na upartego do zadań nieprzedmiotowych można też zaliczyć wyłączenie pompy zasilającej sztuczny wodospad, ale skala trudności tej zagadki jest tak niska, że może lepiej to przemilczeć. Generalnie gra do najtrudniejszych nie należy, a jeśli komuś zdarzy się zaciąć to najprawdopodobniej będzie to wynikać z faktu przeoczenia jakiegoś przedmiotu lub aktywnego miejsca prowadzącego do jeszcze nie odwiedzonej lokacji. Szkoda, że ten element gry jest jej najsłabszym.

Graficznie mamy tu do czynienia z klasycznym 2D. Przez pojęcie „klasyczny” rozumiem ładną, dopieszczoną, nie-pixel artową oprawę. I faktycznie taka ona jest w tej produkcji – kolorowa, szczegółowa, wszystkie elementy są starannie narysowane i poprawnie animowane. Do atutów strony wizualnej zaliczam też mnogość lokacji i ich różnorodność oraz równie dużą galerię najprzeróżniejszych postaci. Patrzenie na to wszystko sprawia dużo przyjemności, a gdy weźmie się pod uwagę, że ekipa odpowiedzialna za całą grę (a więc i za oprawę graficzną) składa się z kilku osób, to zostaje tylko złożyć ręce do oklasków, bo efekt końcowy jest naprawdę udany.
Obrazek
Muzycznie aż tak dobrze nie jest, ale nie znaczy to, że jest kiepsko. W pierwszej kolejności należy wspomnieć o głównym motywie, który słyszymy np. gdy rozpoczynamy każdy kolejny odcinek. Jest on dynamiczny i klimatyczny, ale po kilku razach robi się lekko irytujący. Przez większość „normalnej” rozgrywki albo nie słychać nic, albo poszczególne kawałki są bardzo ciche i delikatne, przez co nie zwraca się na nie uwagi. Gdy jednak poświęci się im chwilę, to nie jest to czas zmarnowany, bo są one przyjemne dla ucha. Podobną opinię mam o dźwiękach i odgłosach otoczenia oraz o dubbingu postaci, ze szczególnym uwzględnieniem pary głównych bohaterów. Twórcy podkładający im głosy spisali się naprawdę świetnie. Ogólnie więc warstwa audio to kolejny mocny punkt tego tytułu.

Kończąc kwestie techniczne wspomnę nieco o sterowaniu. Jest ono bardzo proste, bo wszystko obsługujemy myszą wybierając z rozwijalnego menu jedną z opcji – obejrzyj, użyj, rozmawiaj i weź. Opanowanie tego systemu to kwestia kilku sekund, więc nie ma co więcej o nim pisać. Warto za to wspomnieć o systemie zapisu. Doceniam, że dodano możliwość samodzielnego robienia sejwów (choć autozapis też jest), ale dlaczego są na to tylko cztery miejsca? I co gorsza, to nie są cztery oddzielne miejsca dla każdego epizodu – to są cztery miejsca na wszystkie rozdziały. Jak dla mnie to mało, ale biorąc pod uwagę, że poszczególne odcinki są krótkie aż tak bardzo to nie przeszkadza. Poza tym każdy z nich jest od razu dostępny w menu głównym, ale rozpoczynając jeden z dalszych epizodów gra pyta, czy przeszliśmy poprzednie i dopiero po potwierdzeniu tego faktu możemy zacząć dalszy etap gry. To rozwiązanie uważam za bardzo fajne i bardzo „user friendly”.
Obrazek
Ogólnie rzecz ujmując Dexter Stardust sezon 1 to udana produkcja, choć fabularnie urwana w połowie, a i zagadkowo mogło by być lepiej. Niemniej warto dać jej szansę bo opowiedziana tu historia jest ciekawa, a i oprawa też należy do udanych. Czekam z niecierpliwością na kolejny sezon.

OCENA GRY: 7,5/10

ZALETY:

+ ciekawa historia
+ zagadki ekwipunkowe
+ oprawa audio – wizualna
+ możliwość zapisu stanu gry w dowolnym momencie

WADY:

- fabuła urwana w połowie
- za mało zadań nieprzedmiotowych
- mało miejsc na zapisy
Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dexter Stardust : adventures in outer space”