Five dates - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 3034
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 68 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 40 razy
Płeć:

Five dates - recenzja

Post autor: Adam_OK » 18 listopada 2021, 20:59

Obrazek

Pandemia Covid – 19 zmieniła życie nas wszystkich w wielu aspektach. Lockdowny zmęczyły ludzi, zwłaszcza psychicznie, dobrze więc, że aktualnie życie w wielu aspektach wróciło do normy. Co prawda m. in. w komunikacji miejskiej czy w innych zamkniętych przestrzeniach nadal trzeba nosić maseczki (co, niestety, wielu ma w głębokim poważaniu, ale nie o tym jest ten tekst), ale poza tym życie praktycznie toczy się normalnie. Otwarte są różne placówki kulturalne, gastronomiczne, urzędy, a w wielu firmach pracuje się już stacjonarnie, a nie zdalnie. Cofnijmy się jednak o kilkanaście miesięcy i sprawdźmy, jak to wtedy było, gdy ktoś szukał sobie drugiej połówki i chciał z nią miło spędzić trochę czasu.

Pokazuje to produkcja Wales Inbteractive zatytułowana „Five Dates”. Wcielamy się w niej w Vinny'ego, dwudziestokilkulatka, który właśnie zainstalował sobie aplikację randkową. Za jej pośre4dnictwem znalazł pięć potencjalnych kandydatek na swoją przyszłą dziewczynę. Którą wybierze To zależy od gracza. Oczywiście można spróbować szczęścia z każdą, ale wiąże się to z pewną „gimnastyką”. Wynika to z faktu, że na początku wybieramy maksymalnie trzy dziewczyny. Potem, jeśli sprawy potoczą się po naszej myśli na drugą randkę możemy umówić się z dwoma z nich, a na tę trzecią, finałową – zaledwie jedną. Jeśli ktoś chce mieć trzy spotkania ze wszystkimi pięcioma dziewojami, to albo musi żonglować sejwami (i robić to ręcznie, bo w grze jest jedynie autozapis), albo przechodzić grę pięć razy, co wiąże się z tym, że część scen trzeba by przechodzić minimum 2 albo i 3 razy. Jedno i drugie rozwiązanie jest upierdliwe, choć mimo tego zdecydowałem się na pierwsze z nich, bo to wydłużyło rozgrywkę (to raz), a także byłem ciekawy spotkań z dziewczynami, których nie wybrałem za pierwszym razem (to dwa). Poza tym mam więcej materiału poglądowego do tej recenzji. Mimo tego sztucznego wydłużania rozgrywki kompletne jej przejście (zdobycie wszystkich osiągnięć na Steamie) zajęło mi około pięciu godzin, czyli nie za dużo. Mimo to bawiłem się całkiem nieźle, choć w pewnym momencie zaczęło denerwować mnie to, że przed trzecim spotkaniem, niezależnie od tego z kim ono miało być, to scenka, jaką wtedy oglądaliśmy (rozmowa z naszym kumplem) w dużej części wyglądała tak samo.

Obrazek

No dobrze, a jak właściwie się w to gra? Generalnie bardzo prosto, bo całe zadanie, jakie postawiono przed graczem to wybór odpowiedniej kwestii dialogowej. Dzięki temu można zyskać sympatię drugiej strony, ale można też stracić w jej oczach. Z tego powodu dobrze jest się odpowiednio zastanowić nad wyborem. Niestety, domyślne ustawienia na to nie pozwalają, bo twórcy dali nam kilka (no, może dziesięć) sekund na zaznaczenie takiej czy innej opcji. Jeśli się nie wyrobimy, to zostanie zaznaczona odpowiedź „pierwsza z brzegu”, a ona wcale nie musi (i często nie jest) najlepsza. Dobrze, że autorzy dali też szansę „myślicielom” i pozwolili w ustawieniach gry odznaczyć limit czasowy. Fajnie, tylko która odpowiedź będzie najwłaściwsza? Cóż, z reguły ta, wedle której nasze zainteresowania i umiejętności są dokładnie takie same, jak drugiej strony. Oznacza to, że jeśli np. rozmawiamy z wielbicielką muzyki elektronicznej, to i my jesteśmy jej wielkim fanem; jeśli ona lubi jogę, to i my ją uprawiamy; jeśli ona lubi podróże, albo takie czy inne filmy, to i my również podzielamy te pasje. Szczerze mówiąc niespecjalnie mi się to spodobało. Po pierwsze – wydaje mi się to sztuczne, bo raczej trudno znaleźć pary, które wszystko robią tak samo, to samo i mają te same gusty kulinarne, muzyczne, kinematograficzne itd. A co z powiedzeniem, że przeciwieństwa się przyciągają? A nawet, jeśli ktoś w to nie wierzy, to uważam, że zdecydowanie lepiej jest postawić na opcję pośrednią, czyli, że część upodobań obie strony mają te same, a w części się różnią. Osobiście uważam, że byłoby to dużo bardziej naturalne i zgodne z rzeczywistością. Po drugie – po ukończeniu wszystkich pięciu historii wychodzi na to, ze Vinny to człowiek renesansu – ma tyle zainteresowań i umiejętności, że niektórych to mógłby mu zazdrościć nawet James Bond (a to duża sztuka, bowiem po obejrzeniu prawie wszystkich filmów o agencie 007 ciężko mi sobie przypomnieć coś, czego on nie umie albo czegoś, na czym się nie zna). Mówiąc krótko – trochę to wzięte z pewnej części ciała (z tej, której większość z nas nie wystawia na widok publiczny), a szkoda.

Obrazek

W przypadku kwestii technicznych, to od strony wizualnej mamy do czynienia z technologią FMV. Oznacza to, że w poszczególne postacie wcielili się żywi aktorzy, a lokacje są prawdziwymi wnętrzami różnych domów. Wygląda to naprawdę dobrze, zarówno w przypadku osób, jak i ich mieszkań. Co do aktorów – uważam, że spisali się całkiem nieźle. Potrafią pokazać różne emocje, a w ich zachowaniu widać naturalność. No i oczywiście, jako heteroseksualny facet stwierdzam, że było na czym oko zawiesić ;) - moim faworytkami były Maya i Grace (kolejność przypadkowa, tę drugą zagrała aktorka znana jako Torvi z serialu „Wikingowie”), choć pozostałych dziewczyn nie nazwałbym paszczurami ;) O Vinnym i jego koledze się nie wypowiadam, ale myślę, że niejedna przedstawicielka płci pięknej stwierdzi, że przynajmniej jeden z nich jest przystojny.

Wizualnie jest więc dobrze, a jak wypada strona audio? Cóż za wiele o niej napisać się nie da, bo za wiele je w tej grze nie ma. Oczywiście, słychać głosy poszczególnych osób widocznych na ekranie i są one miłe dla ucha. Do nich też dochodzą dźwięki wydawane przez elementy otoczenia i do nich również zastrzeżeń nie mam. Jeśli zaś idzie o muzykę – tej jest jak na lekarstwo. Podczas rozgrywki praktycznie jej nie ma, pojawia się jedynie w menu. Kawałek, który wtedy pobrzmiewa średnio przypadł mi do gustu – zły nie był, ale słyszany w zbyt dużych ilościach stawał się lekko denerwujący. Te niedostatki muzyczne zapewne wynikały z prostej przyczyny – niewielkiego budżetu tej produkcji. W końcu gdyby np. Vinny chciał puścić jakąś płytę, aby zrobić bardziej romantyczny nastrój (a ten byłby mile widziany, zwłaszcza przy trzeciej randce), to zapewne twórcy musieliby wnieść stosowną opłatę do ichniejszego odpowiednika naszego ZAiKS-u, a na to nie było ich stać. Szkoda, ale jest to zrozumiałe, więc tym razem wybaczam ;)

O sprawach związanych z automatycznym zapisem stanu gry już pisałem, więc powtarzać się nie będę. O sterowaniu też nie ma potrzeby, bo wybrać odpowiednią kwestie dialogową przez kliknięcie na nią, to każdy potrafi i nie ma potrzeby wyjaśniania, jak się to robi. O polonizacji też nie napiszę, bo takowej nie ma. I tyle w temacie.

Obrazek

No dobrze, a czy warto w ten tytuł zagrać? Moim zdaniem tak, ja nie żałuje czasu mu poświęconego. Nie jest to może gra wybitna, a mnie skusiła ona przede wszystkim techniką FMV, ale to nie jedyna jej zaleta. Ma też parę wad np. tylko autozapis, ale da się z nimi żyć i mimo nich spędzić miło czas przed monitorem.

OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ tematyka gry i jej aktualność
+ strona wizualna
+ całkiem dobra gra aktorska

WADY:

- trzeba być idealnie dopasowanym do drugiej strony
- brak opcji zapisu stanu gry w dowolnym momencie
- bardzo mało muzyki (choć da się to zrozumieć)

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Five dates”