Growbot - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 3036
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 68 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 40 razy
Płeć:

Growbot - recenzja

Post autor: Adam_OK » 21 października 2021, 20:15

Obrazek

Bohaterami gier były już chyba wszystkie możliwe rodzaje istot. Byli nimi ludzie, płci obojga, (chyba) w każdym możliwym wieku żyjący w najprzeróżniejszych epokach we wszystkich możliwych krajach. Były też zwierzęta (że wspomnę tylko Sama i Maxa, a oprócz nich są też m. in. „Jolly Rover”, „Fox Tail” czy „Blacksad”), były roboty i różne dziwne stworki („Machinarium”, „Chuchel” itp.) Do tej ostatniej kategorii można zaliczyć też Narę – główną bohaterkę opisywanej tu produkcji.

Obrazek

W grze stworzonej przez Wabisabi Play (nie mylić z wasabi :P )poznajemy losy Growbotów. Początkowo były one robotopodobnymi, zdalnie sterowanymi zabawkami wysłanymi na pewną asteroidę o nazwie Kew. Wkrótce potem kontakt między botami a ludźmi się urwał, a po jakimś czasie stworki zostały znalezione przez rasę kosmitów zwanych Geologami. Używając specjalnych kryształów ożywiły one jednego z Growbotów o imieniu Crissy. Niestety, kryształy były niestabilne energetycznie i pewnego dnia zdarzył się wypadek w wyniku którego Crissy wyrzuciło w przestrzeń kosmiczną. Geologowie nie potrafili pokonać powstałego tuż po tym incydencie kosmicznego morza, więc nie mogli udać się na poszukiwania zaginionego Growbota. Zamiast tego stworzyli tarczę wokół Kew (system sześciu stacji wokół asteroidy ułożonych w diament) oraz ożywili pozostałe Growboty, tym razem używając do tego celu roślin będących wytworem bioinżynierii. I tak życie tych stworków toczyło się powoli i spokojnie, aż do momentu w którym zaczęły się różne ataki. Nara (z pomocą gracza) stara się dowiedzieć co się stało i przywrócić właściwy porządek rzeczy. Czy jej się to uda? Łatwo nie będzie, bo na rozwiązanie czeka wiele zagadek (o nich nieco później) i trudności. Pokonując je bawiłem się bardzo dobrze, choć stosunkowo krótko, bo około pięć godzin. Czas ten mógłby być dłuższy, gdyby mi słoń na ucho nie nadepnął lub też gdybym był nieco bardziej cierpliwy i samemu starał się wszystko rozwiązać zamiast korzystać z dostępnego w grze systemu podpowiedzi (a właściwie gotowców, o tym także nieco później). Generalnie te kilka godzin spędziłem miło, choć zakończenie mnie nieco zdziwiło, może trochę rozczarowało. Jakie ono było, to nie powiem, ale zdradzę, jakie ono nie było – otóż jeśli liczycie na to, że w finale główny czarny charakter zginie lub spotka go los niewiele lepszy od śmierci (np. uwięzienie w jakimś miejscu, skąd nie da się uciec), to się przeliczycie. Mimo tego uważam, że fabuła tej produkcji jest naprawdę dobra.

Obrazek

Podobne zdanie mam o zagadkach, choć i tu w beczce miodu znajdzie się łyżka dziegciu. Po pierwsze łamigłówek mamy bardzo dużo, i to zarówno tych ekwipunkowych, jak i tych „puzzlowatych”. Co do tych pierwszych to mamy tu coś oryginalnego – dwa ekwipunki. W tym po lewej stronie ekranu są rzeczy gotowe do użycia na innym przedmiocie lub osobie. W tym po prawej mamy elementy, które połączone ze sobą w odpowiedni sposób tworzą kompletny przedmiot, który trafia potem do lewej „kieszeni”. Proste rozwiązanie, a jakie fajne i funkcjonalne. OK, teraz skupmy się na zadaniach logicznych. Jest ich dużo i można je podzielić na dwie kategorie - tworzenie specjalnych kluczy i pozostałe. Te pierwsze wymaga najpierw stworzenia odpowiedniego przedmiotu, co ma miejsce na początkowym etapie rozgrywki, a następnie odnalezienia i użycia kwiatowych nut. Te nuty „wytwarzają” kwitnące rośliny, a do zebrania ich jest dwanaście. Klucz tworzy się z sześciu nut (mogą się powtarzać) ułożonych w odpowiedniej kolejności. Podczas tych kilku godzin zrobimy ich całkiem sporo rożnego rodzaju. Z jednej strony mamy więc z jedną zagadką powieloną kilkukrotnie z nieco innymi szczegółami. Coś podobnego przerabialiśmy już niejeden raz (np. hackowanie w „Broken Swordzie 4”), ale skoro to jest fajne, to czemu nie? Poza tym jest też niemało zadań innego typu – labirynty, układanie kół zębatych czy proste slidery (niby plansza jest 4 na 4, ale nie trzeba układać całego obrazka, a jedynie dolny rządek), zagadkę matematyczno – kolorystyczną czy inną wersję zadania muzycznego. I do tych ostatnich istnieje system podpowiedzi, ale trochę niedopracowany. Dlaczego? Powód jest prosty – skorzystanie z „hinta” powoduje pokazanie nam rozwiązania łamigłówki. Nie ma żadnej opcji pośredniej np. podczas tworzenia klucza podpowiedź mogłaby polegać na podświetleniu nut użytych do wykreowania danego klucza, ale ich kolejności i tego której nuty ile razy użyć, to gracz musiałby ustalić sam. Czasem też trzeba się wykazać refleksem np. podczas wędrówki przez jeden z labiryntów, ale ewentualne niepowodzenie ma bardzo małe negatywne skutki, więc nie będę tego traktował jako wadę. Mimo to, trochę szkoda, że te mniej fajne elementy są w grze, bo zamiast ten aspekt rozgrywki ocenić na „doskonale” mogę uznać JEDYNIE za „bardzo dobry” :P

Graficznie „Growbot” prezentuje się bardzo ładnie. Ciekawie przedstawione postacie; sporo zróżnicowanych lokacji z wieloma kolorowymi elementami. Widać, że twórcy się przyłożyli do oprawy wizualnej i choć jest to „tylko” 2D, to naprawdę jest ono dobrze wykonane. Ciężko mi o tej grafice wiele więcej napisać, dlatego najlepiej będzie, jak przyjrzycie się obrazkom, a następnie weźmiecie pod uwagę, że „na żywo” całość robi jeszcze lepsze wrażenie.

Równie dobrze jest z muzyką i dźwiękami. Tu również nie będę pisać poematów, ale powiem tylko że podczas rozgrywki towarzyszą nam bardzo sympatyczne melodie. Czasem delikatne, czasem nieco żywsze i dynamiczniejsze, ale zawsze urocze. Do tego odgłosy brzmiące naturalnie oraz bardzo ciekawie „zdubbingowane” postacie. Ten „dubbing” polega na tym, że zarówno Nara, jak i jej rozmówcy wyrzucają z siebie potok dźwięków brzmiących (na pierwszy rzut oka, a raczej ucha :P ) bez ładu i składu, ale dzięki temu gra staje się jeszcze przyjemniej. Poza tym ten cały „bełkot” przetłumaczony jest na dole w formie napisów, więc nie ma problemu z zorientowaniem się, o czym jest dany dialog. Brawo za pomysł i brawo za wykonanie!

Obrazek

A skoro mowa o tłumaczeniu - „Growbot” doczekał się kilku wersji językowych, ale niestety nie ma wśród nich polskiej. Grałem więc po angielsku i stwierdzam, że nie trzeba być wybitnym w mowie Szekspira, by zrozumieć, o co chodzi. Same napisy zaś są czytelne, a czcionka wyraźna. Poza tym produkcja studia Wabisabi Play jest tradycyjną grą point and click, więc opanowanie sterowania to kwestia paru sekund. Mamy też możliwość zrobienia zapisu stanu gry w dowolnym momencie, a miejsc na sejwy jest na tyle dużo, że nie trzeba ich nadpisywać przez całą rozgrywkę.

W sumie „Growbot” to bardzo sympatyczna gra, trochę w stylu „Machinarium” (które było jedną z inspiracji twórców). Może nieco za krótka, może nice rozczarowuje zakończenie, ale ma ona bardzo wiele ciekawych zagadek i jest bardzo dobrze wykonana. Polecam każdemu miłośnikowi gatunku.

OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ fabuła
+ wiele ciekawych zagadek
+ grafika
+ oprawa audio
+ możliwość zapisu stanu gry w dowolnym momencie

WADY:

- dziwne zakończenie
- trochę niedopracowany system podpowiedzi do zagadek muzycznych
- dla niektórych – brak polonizacji

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Growbot”