Agatha Christie – Hercule Poirot: the first cases - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 3034
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 68 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 40 razy
Płeć:

Agatha Christie – Hercule Poirot: the first cases - recenzja

Post autor: Adam_OK » 29 października 2021, 22:11

Obrazek

Czasem zdarza się, że dwie różne osoby albo firmy wpadną na ten sam lub bardzo podobny do siebie pomysł. Szczerze mówiąc, nie wiem, kto był pierwszy w tym wypadku, ale fakt pozostaje faktem – autorzy gier o dwóch najsłynniejszych detektywach w popkulturze (czyli o Sherlocku Holmesie i Herculesie Poirocie) postanowili stworzyć tytuły pokazujące początki ich karier. Jeden z nich miał już swą premierę (ten drugi doczeka się jej za niecały miesiąc od chwili, gdy piszę te słowa), więc nie przedłużając zobaczmy, jakie były pierwsze sprawy znanego Belga i jego małych, szarych komórek.

Młody posterunkowy Poirot patroluje właśnie miasto, gdy podbiega do niego służąca madame Cassandry van den Bosch i mówi, aby poszedł za nią, bo w rezydencji doszło do kradzieży cennej bransoletki. Hercules, po krótkiej rozmowie podejmuje się zadania odnalezienia sprawcy. To nie okaże się zbyt trudnym zadaniem, choć werdykt świeżo upieczonego policjanta nie każdemu się spodoba i nie mam tu na myśli złodzieja. Śledztwo to będzie stanowiło jedynie wstęp (więc nic dziwnego, że toczy się ono w prologu ;) ) do dużo bardziej skomplikowanej sprawy – szantażu, a potem i morderstwa. Rozwiązanie zagadki i postawienie winnego (a może winnych?) przed sądem będzie wymagało ukończenia dziewięciu rozdziałów, w czasie których przeprowadzimy wiele rozmów, przeszukamy niejedno pomieszczenie i zbadamy niejeden ślad. Mi ukończenie tego tytułu zajęło blisko dziewięć godzin, więc jest to naprawdę dobry wynik. Co więcej, im dalej, tym robiło się ciekawiej, więc chętnie spędzałem czas przed monitorem. Bardzo podobało mi się to, że spędzając czas przy dziele Blazing Griffin czułem się tak, jakbym oglądał kolejny film powstały na podstawie jednej z powieści Agathy Christie. Jak widać, twórcom udało się oddać klimat i ducha innych opowieści o Poirocie, co bardzo doceniam.

Obrazek

Podobne zdanie mam o zagadkach. Pierwsza rzecz, jaka się rzuca w oczy w tym aspekcie, to brak klasycznego podziału na zadania przedmiotowe oraz na łamigłówki logiczne. Wynika to z faktu, że tych pierwszych... nie ma. Co prawda podczas rozgrywki oglądamy wiele przedmiotów, a niektórym z nich można się przyjrzeć nawet nieco bliżej (dotyczy to głównie listów, zdjęć i innych dokumentów), ale nie ma w tej produkcji typowego ekwipunku, do którego trafiają zebrane rzeczy. Nietypowe są również zagadki określane przeze mnie mianem „puzzlowatych”. Po pierwsze – występują w zasadzie tylko dwa rodzaje tych zadań. Polega on na łączeniu faktów oraz przemyśleń słynnego Belga. Robimy to w umyśle młodego detektywa korzystając z tzw. map umysłu. W razie trudności można skorzystać z podpowiedzi, która poprzez podświetlenie pokazuje między jakimi elementami owej mapy należy utworzyć połączenie. Powiem wam, że choć tę pomoc miałem włączoną od początku (najprawdopodobniej jest to zaznaczone domyślnie), to zauważyłem to gdzieś w połowie gry (albo i później), co świadczy o tym, że nie wykonano tego nachalnie. Drugi rodzaj zagadek, to te dialogowe. Czasem bowiem trzeba uzyskać od jednego z podejrzanych dodatkowe informacje, które trzeba „wycisnąć” podstępem. Zagadki te trudne nie są, a w razie pomyłki automatycznie dostajemy drugą szansę na właściwe poprowadzenie rozmowy z jednym, ale ważnym wyjątkiem. Jest nim rozdział finałowy, w którym Hercule Poirot w obecności wszystkich zainteresowanych wyjawia prawdę. W trakcie tej sceny trzeba będzie spróbować przekonać kilka osób w kwestii winy sprawcy i (ewentualnych) okoliczności łagodzących, które mogą mieć wpływ na wyrok sądu. A pamiętać trzeba, że w czasach, w których toczy się akcja gry (początek XX wieku) praktycznie w całej Europie za najcięższe przestępstwa groziła kara śmierci. Od nas więc zależy, czy zostanie ona wymierzona mordercy, czy może uda nam się sprawić, że los tej osoby będzie lepszy. Bardzo mi się to podobało, choć gdyby jedna sprawa była zrealizowana inaczej, to byłoby zdecydowanie lepiej. Jaka to sprawa – wyjaśnię za chwilę. Mimo tego, tę część również oceniam pozytywnie.

Obrazek

Graficznie jest bardzo ładnie. Spora szczegółowość zarówno postaci, jak i wielu lokacji, w których znajdziemy dużo różnorodnych elementów dekoracyjnych – książki, zegary, kominki, kwiatki itp. . Do tego bardzo różnorodna paleta mocno nasyconych barw. Wszystko sprawia naprawdę dobre wrażenie, no może poza jednym szczegółem – synchronizacja ruchu warg z wypowiadanymi przez konkretnych bohaterów słowami nie zawsze jest udana. Poza tym podczas dialogów zastosowano dość oryginalny zabieg – na pierwszym planie widać statyczne wizerunki postaci, z których podświetlony jest aktualnie ten bohater, który w danym momencie się wypowiada. Tych wizerunków jest po kilka w zależności od emocji, jakie targają daną osobę – jest opcja „neutralna”, a także wyrażająca np. zadumę albo zdenerwowanie. W tle zaś widać trójwymiarowe postacie oraz ich ruchy (w tym ust) i gesty. Ciekawie wykonano również cut – scenki, zwłaszcza intro i outro - trochę nawiązują one do wspomnianej wcześniej dedukcji i łączenia faktów na mapach umysłu, co sprawia, że są one bardzo klimatyczne. Generalnie cała oprawa wizualna taka jest i stoi na naprawdę wysokim poziomie.

Muzyka towarzysząca nam w rozgrywce jest na tyle cicha i subtelna, że przez większość czasu nie zwraca się na nią uwagi (choć czasem się to zmienia, ale dosyć rzadko). Z jednej strony trochę szkoda, ale z drugiej – pozwala to lepiej skupić się na najważniejszych elementach z fabułą na czele. Dużo bardziej słyszalne są dźwięki. Brzmią one tak, jak powinny. Również głosy postaci są dobrze dobrane – widać, a raczej słychać, że aktorzy dubbingowi przyłożyli się do swojej pracy.

Obrazek

Z innych spraw warto wspomnieć o przynajmniej dwóch – jedna z nich to polonizacja. Jest to lokalizacja kinowa, a więc skupiająca się na napisach. Wyszła ona co najmniej nieźle, zwłaszcza od strony tłumaczeniowej. Jej wadą jest np. to, że choć Poirot w trakcie rozgrywki obejrzy niejeden kominek, zegar czy roślinę, to każdy z nich skomentuje zawsze tak samo. Poza tym w grze jest sporo słówek i zwrotów zaczerpniętych z języka francuskiego, ale to nie powinno nikogo dziwić, zwłaszcza jeśli wcześniej przeczytało się choć jedną książkę lub obejrzało jeden film o tym detektywie – on po prostu ma taki styl wypowiadania się i tyle. Druga kwestia godna uwagi to zapis. Niestety, jest tylko ten automatyczny, co sprawia, że chcąc np. poprowadzić finałową sekwencję inaczej niż wcześniej (a, jak wspominałem, od tego zależy, jak w sądzie zostanie potraktowany morderca) trzeba przejść całą grę jeszcze raz. Strasznie to denerwujące i ja osobiście bardzo tego nie lubię, bo odbiera mi się w ten sposób wybór.

Mimo tego, uważam że „Pierwsze Sprawy” to pozycja ze wszech miar udana. Przede wszystkim jest bardzo klimatyczna, a ci, który lubią Poirota grając w tę grę poczują się jak u siebie w domu. Dzieło Blazin Griffin ma parę wad, ale na tyle niewielkich, że nie psują one zbytnio udanego obrazu całości. Polecam serdecznie każdemu miłośnikowi dobrego kryminału.

OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ fabuła
+ klimat
+ zagadki
+ grafika
+ oprawa audio
+ polonizacja

WADY:

- brak sejwa w dowolnym momencie
- czasami lips sync szwankuje
- powtarzające się komentarze Poirota o różnych obiektach

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Agatha Christie – Hercule Poirot: the first cases”