Strangeland - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 3036
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 68 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 40 razy
Płeć:

Strangeland - recenzja

Post autor: Adam_OK » 26 maja 2021, 00:25

Obrazek

Czasem jak włączę jakąś grę po raz pierwszy, to mam wrażenie typu „Co to jest???” . Dzieje się tak głównie za sprawą grafiki (wygląd lokacji, postaci itp.), ale nie tylko. Wspominam o tym dlatego, że recenzowane tu dzieło studia Wormwood też można zaliczyć do tej kategorii, choć w jego przypadku efekt WTF jest mniejszy, gdyż już sam tytuł mówi, że „normalna” gra to nie jest. Jaka więc ona jest? O tym zaraz Wam opowiem.

Cała historia zaczyna się, gdy nasza postać zwana Strangerem, czyli Obcym (ale nie takim z serii filmów „Alien”, bardziej takim w znaczeniu kogoś nieznanego, nieznajomego) pojawia się w dziwnym miejscu. Obok jest strzałka wskazująca drogę do miejsca zwanego Strangeland oraz kupka kamieni, które można sobie wziąć. Idąc wskazaną ścieżką (nie da się pójść w innym kierunku, bo dookoła jest przepaść) trafiamy do wejścia do wesołego miasteczka (przynajmniej tak to wygląda) w kształcie wielkiej głowy. Tyle, że jest ona gadająca (zwykle, gdy się z nią spotykamy to opowiada jakiś dowcip) i nim nas wpuści do środka musi się wypowiedzieć. A co jest dalej? Dalej jest studnia, do której rzuca się jakaś jasnowłosa kobieta, a my nie możemy jej przed tym powstrzymać. Jest też władający ludzką mową kruk (ale to nie jest TEN Kruk :P ), jest dziwny aparat telefoniczny, który częściej dzwoni do nas niż to my z niego gdzieś dzwonimy itd. Początkowo chodzimy po dostępnych miejscówkach i zastanawiamy się, co się dzieje. Nasza postać jest zaintrygowana blondwłosą kobietą, którą widział, jak popełniała samobójstwo. Wkrótce zobaczy ją ponownie, i ponownie, i jeszcze raz, więc nasza postać postanowi jakoś jej pomóc. Być może uda mu się uratować ją przed śmiercią, być może odmieni on jej los. Łatwe to nie będzie, bo przeszkadzać nam w tym będzie Mroczny Byt (oryginalnie Dark Thing). W pewnym momencie trzeba będzie stoczyć z nim walkę, a gdy już się wydawać będzie, że jest ona wygrana, to... macie rację, będzie się tak tylko wydawać. Wszystko wokół się zmieni, choć będzie trochę podobne, do tego, co było wcześniej. Czy w końcu uda nam się spotkać tajemniczą piękność? Czy pokonamy ciemność? Odpowiedź znajdziemy w finale gry, który niestety, nastąpił zdecydowanie za szybko. Mi udało się do niego dotrzeć po około czterech godzinach rozgrywki. I choć bawiłem się dobrze, to trochę mało.

Obrazek

Zagadkowo też jest do ideału nieco brakuje. Tradycyjnie spotkamy głównie zadania ekwipunkowe, ale są też i inne. Zawartość naszych kieszeni zazwyczaj wykorzystujemy zgodnie z tym, do czego dana rzecz służy, więc problemu z tym nie ma. Poza tym rzadko kiedy „taszczymy” ze sobą więcej niż pięć przedmiotów, więc ewentualne klikanie wszystkiego na wszystkim również kłopotu nie sprawia. Można wręcz powiedzieć, że pod względem zagadek inwentarzowych mamy tu przygodówkowy standard. A jak jest zresztą łamigłówek? Cóż – najogólniej rzecz ujmując – różnie. Doceniam fakt, że są, ale jest ich trochę za mało, a poziom trudności tych, które napotkamy najwyższy nie jest. Mamy tu ustalenie numeru telefonu na podstawie kwestii, które wypowiedzieli nasi rozmówcy. Co prawda, pierwsze trzy z siedmiu cyfr są podane na tacy, ale zorientowanie się, że pozostałe cztery są tam, gdzie są do najłatwiejszych nie należy. Jest też łamigłówka, którą dobrze znamy z innych gier. Chodzi o to, że jest figura podzielona na mniejsze (najczęściej kwadratowe) części. Kliknięcie na jeden z tych małych elementów powoduje podświetlenie sąsiednich, a ponowne kliknięcie tego samego elementu powoduje ich zgaszenie. Celem jest rozświetlenie całej figury. Jest też łączenie „kabelków” tak, aby prąd przepłynął z jednej strony na drugą. Oprócz tego jest też zagadka dialogowa, prosta łamigłówka z układaniem kawałków rozbitego lustra, ale są też zręcznościówki np. strzelanie do czaszek. Jest to jedna z „atrakcji” wspomnianego na początku wesołego miasteczka i za zdobycie określonej ilości punktów jest do zdobycia nagroda. Na szczęście, jeśli ktoś nie ma małpiej zręczności, to może albo oszukać strzelnicę (mnie się to nie udało, ale wydaje mi się, że taka sposobność istnieje) albo zastosować wariant „na chama”. Jest też wspomniana walka, podczas której właściwe czynności (bodajże trzy) musimy wykonać nie tylko w określonej kolejności, ale również we właściwym czasie. W przeciwnym razie oznacza to naszą „śmierć”, choć w jej efekcie jedyną negatywną konsekwencją jest cofnięcie do początkowej lokacji (tej z drogowskazem). Ba, czasem trzeba „zginąć”, gdyż inaczej nie udałoby się nam zdobyć określonego przedmiotu. Tak więc, miło że wprowadzono różne ułatwiacze, dzięki którym elementy czasowo – zręcznościowe nie są frustrujące. Z drugiej strony wolałbym, aby takich elementów nie było (nawet jeśli fabularnie mają one mniejsze lub większe uzasadnienie), przez co nie byłoby konieczności wprowadzania różnych ułatwień. Generalnie rzecz ujmując nieźle jest, ale mogłoby być nieco lepiej.

Obrazek

Graficznie jest dobrze. Wszyscy ci, którzy znają poprzednią grę studia, czyli „Primordię” poznają charakterystyczny styl wizualny. Jest to wersja pixel artu z bardzo wyróżniającą się kreską i szaro – żółto – brązową paletą barw, która została w tym tytule wzbogacona o odcienie czerwieni i fioletu. W porównaniu z poprzednim dziełem Wormwoodu widać postęp – postacie nie są już tak rozmazane, a i piksele, choć widoczne, są znacznie mniejsze niż wcześniej i trzeba się dobrze przyjrzeć, by je dostrzec. Poza tym, mniej więcej w połowie rozgrywki, zachodzi dość ciekawe zjawisko wizualne. Otóż oprawa staje się dużo mroczniejsza niż wcześniej, a dominować w niej zaczyna czerń i wszelkie odcienie szarości. Oczywiście koreluje to z fabułą i robi to naprawdę duże wrażenie. Inne elementy oprawy też są dobrze wykonane – lokacje, animacje czy przerywniki filmowe są ładne i klimatyczne.

Jeśli chodzi o muzykę, to jest ona wręcz niezauważalna, a raczej niesłyszalna. Nie znaczy to, że jej nie ma, ale o to, że jest dosyć cicha i nie specjalnie wybijająca się poza tło. Nie zrozumcie mnie źle – to nie jest wada, bo muzyka powinna być jedynie uzupełnieniem gry, a nie czymś, co ją zdominuje i przytłoczy. W przypadku „Strangelad” dużo bardziej zwracają na siebie uwagę dźwięki, takie jak szum wiatru, co podkreśla atmosferę niepokoju. Dobrze dobrano też głosy postaci, a śmiech przytoczonej na początku wielkiej, gadającej głowy może wywołać ciarki na plecach, bo jest bardziej złowieszczy niż śmiech niejednego filmowego czarnego charakteru. Innych bohaterów, w tym naszego Stangera również dobrze zdubbingowano, co nie powinno dziwić, bo zrobili to pracownicy dewelopera tej produkcji, czyli Wadjet Eye Games, którzy mają w tym temacie niemałe doświadczenie. To słychać i to bardzo dobrze :)

Obrazek

Kończąc wątek spraw technicznych zacznę od wspomnienia, że sterowanie odbywa się za pomocą myszy, a jego opanowanie jest dziecinnie proste. Ciekawie rozwiązano kwestię inwentarza – zawartość kieszenie możemy przeglądać za pomocą rolki myszy, ale jeśli trzeba połączyć ze sobą dwie rzeczy, które mamy w kieszeni, to trzeba do niego wejść „klasycznie” np. klikając przycisk w menu dostępnym u góry ekranu. Jest też możliwość zapisania stanu gry w dowolnym momencie, a miejsc na zapisy jest całkiem sporo. Jakby ktoś jednak zapomniał się zasejwować lub gra mu się wykrzaczy nim to zrobi (mnie się to nie zdarzyło, a grałem w wersję przedpremierową), to i dla niego są dobre wieści – autozapis też jest, więc ryzyko utraty znaczącego progresu jest znikome. Jest też system podpowiedzi – wystarczy zadzwonić z automatu na pewien łatwy do zapamiętania numer i po sprawie. Niestety, rady jakie uzyskujemy są zróżnicowane pod względem przydatności. Raz, dzwoniąc kilka razy z rzędu uzyskałem coraz bardziej szczegółowe informacje na temat problemu, jaki miałem. Innym zaś razem uzyskałem odpowiedź w stylu „następny etap jest oczywisty, nawet idiota będzie wiedzieć, co trzeba zrobić” (oczywiście ten tekst podczas rozgrywki jest po angielsku, polonizacji brak).

Podsumowując, „Strangeland” to naprawdę dobra gra. Co prawda dosyć krótka, nie stanowi ona również wielkiego wyzwania intelektualnego, ale na interesującą fabułę oraz klimatyczną i dobrze wykonaną oprawę audio – wizualną. Może i jest to tytuł dziwny, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Warto dać mu szansę i zagrać samemu.

OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki nieprzedmiotowe
+ klimatyczna oprawa audio – wizualna
+ interfejs i sterowanie
+ możliwość zapisu w dowolnym momencie

WADY:

- za krótka
- trochę za mało łamigłówek, a te, które są mogłyby być nieco trudniejsze

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Strangeland”